Zamiast smoothies piję zupies :)

Dziś alkaliczna zupa do picia, która zawiera super produkty: jarmuż, szpinak i brokuły! Odpręża i działa przeciwzapalnie! Zielone zupies ze słoiczka piję ostatnio bardzo często :)

Zielone zupies 2

Wraz z rozwojem techniki i nowych form pozyskiwania informacji zmieniła się też nasza dieta. Wystarczy, że otworzymy jakąkolwiek przeglądarkę i od razu możemy korzystać z niezliczonych porad, często wzajemnie się wykluczających, na temat zdrowia i prawidłowego odżywiania się, wspartych olbrzymią ilością przepisów i pięknych zdjęć. Niestety nie zawsze potrafimy dobrze ocenić wartość tej wiedzy i wybrać odpowiedni dla nas styl odżywiania się. Dotyczy to także żywności surowej, ang. raw food. Moim zdaniem moda na surową żywność ma duży związek z rozwojem blogosfery kulinarnej. Surowa żywność po prostu dobrze wygląda na zdjęciach :) Jednak znaczniej gorzej pasuje do naszych żołądków :)

Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską, a także z niektórymi współczesnymi badaniami, nie ma jednej diety dobrej dla wszystkich. Są osoby, które jedząc przez jakiś czas surówki oraz świeże owoce, a także pijąc rano zielone smoothies, będą miały mnóstwo energii i będą w stanie klarownie myśleć, gdyż surowa żywność pasuje do konstytucji ich ciała. Jednak ktoś inny, odżywiając się w ten sposób, będzie miał biegunkę, gazy, będzie przez cały czas osłabiony i nie będzie w stanie dobrze się skoncentrować. Na dłuższą metę jednak obie te osoby osłabią swoje ciało, ponieważ surowa żywność, podobnie jak jedzenie o zimnej naturze termicznej, spożywana regularnie przez dłuższy czas gasi nasz ogień trawienny i w rezultacie spowalnia metabolizm. W konsekwencji powoduje także, że coraz gorzej przyswajamy zawarte w pożywieniu składniki odżywcze i niestety, ale także wszystkie te witalne składniki (enzymy), dzięki którym czujemy natychmiastowy przypływ energii – jednak do czasu. Surowa żywność obniża też w konsekwencji libido i może być jedną z przyczyn bezpłodności, także ze względu na zaburzenie równowagi jin/jang. Dobrą alternatywą dla surowej żywności są wszelkie kiszonki (jako dodatek do gotowanego jedzenia), ponieważ są one już wstępnie przetrawione, co oznacza, że nasz organizm łatwiej przyswaja zawarte w nich składniki odżywcze. (Więcej na ten temat już wkrótce w mojej nowej książce).

Przygotowując dzisiejszy przepis chciałam pokazać, że gotowana żywność wcale nie musi być nudna, zawsze można  ją w taki sposób przygotować i podać, żeby karmiło to wszystkie nasze zmysły, a przede wszystkim, żeby organizm był w stanie przyswoić wszystkie zawarte w niej składniki :)

 

ZIELONE ALKALICZNE ZUPIES

Rodzaj posiłku: potrawa całodzienna 

Podajemy z: mlekiem/śmietanką kokosową, olejem/oliwą tłoczonymi na zimno.

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia krew, wątrobę oraz nerki

Ilość porcji: 3 – 4

Zielone zupies 3

Do przygotowania zupy będziemy potrzebowali:

2 łyżki oleju kokosowego do smażenia

1 średnia biała cebula, drobno posiekana

1 kostka tofu (180 g), pokrojonego w dużą kostkę

250 g brokułów, umytych i oczyszczonych, pokrojonych na kawałki

80 g szpinaku, umytego

100 g jarmużu, umytego

kawałek pora, ok. 8 – 10 cm

2 ząbki czosnku

1 liść laurowy

1 łyżeczka ziół prowansalskich

1 łyżeczka soli himalajskiej 

lub 1/2 łyżeczki soli kamiennej

1 litr wody

1 łyżeczka suszonego sproszkowanego mniszka

lub garść świeżego (opcja)

1 łyżka soku z cytryny

olej z prażonych nasion sezamu

olej z nasion słonecznika (lub inny), tłoczony na zimno 

 

Jak przygotować?

1. Rozgrzewamy olej w garnku, dodajemy posiekaną cebulę, smażymy ok. 1 minuty, aż cebula zacznie przyjemnie pachnieć. Wrzucamy szpinak, brokuły, jarmuż oraz tofu, mieszając podsmażamy przez 1 minutę.

2. Wrzucamy pora, czosnek, liść laurowy i zioła prowansalskie, mieszamy i wlewamy wodę. Dodajemy sól oraz mniszek (opcja). Gotujemy pod przykryciem przez 15 minut od zagotowania. 

3. Zestawiamy z ognia, studzimy przez 5 – 10 minut, dodajemy sok z cytryny, a następnie dokładnie miksujemy. Zanim zaczniemy miksować zupę, warto odlać szklankę płynu, żeby potem móc regulować gęstość zupy – nieraz warzywa są bardzo soczyste i zupa może wyjść za rzadka. Konsystencja zupy powinna być dość rzadka, nie powinna to być zupa-krem. Chodzi o to, żebyśmy mogli pić zupę ze słoiczka przez słomkę, tak jak się pije koktajl.

4. Po zmiksowaniu nalewamy zupę do wybranych słoiczków (ewentualnie można podać w szklance/kubku) i polewamy olejem z prażonych nasion sezamu (ewent. z orzechów włoskich), wlewamy trochę mleka kokosowego i na wierzch dajemy jeszcze trochę oleju słonecznikowego.

5. Jeśli mamy słomkę papierową, zupies możemy pić, kiedy jest jeszcze ciepłe. Jeśli jednak chcemy użyć słomki plastikowej, pijemy nasze zupies dopiero wtedy, kiedy jest lekko chłodne, ale nadal smaczne :)

                                                    Love,

                                                                                   Mariola

Dodam jeszcze tylko, że picie tej zupy ze słoiczka jest bardzo praktyczne, można ją wszędzie zabrać ze sobą, a także można swobodnie poruszać się z nią po domu, nic się nie rozleje. Możemy więc usiąść tam, gdzie tylko mamy na to ochotę, niekoniecznie przy stole :)  

Zielone zupies 4

……………………………………………………………………………………..……………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Bezglutenowe muffinki z chia i kaszą kukurydzianą

Muffiny bezglutenowe i wegańskie – nie zawierają jajek, krowiego mleka, białej mąki i białego cukru!

Muffinki chia 2

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy ktoś mówił w Polsce, że jest wegetarianinem, wywoływał tym dużą konsternację, zwłaszcza jeśli był zaproszony na obiad. W naszym środowisku wegetarianami najpierw zostali Jola i Mirek (Trymbulakowie). Kiedy byli do mnie zaproszeni, kończyło się za każdym razem długim omawianiem potraw przez telefon,  co może się w nich znaleźć, a czego muszę unikać, zwłaszcza że ze względu na medytacje nie jedli także innych produktów, np. jajek, czosnku i cebuli. W zasadzie ich dieta była po części wegańska, ale tego słowa w Polsce w tym czasie prawie nikt nie znał, a jeśli nawet usłyszał i tak do końca nie rozumiał. Nawyk przygotowywania potraw w określony sposób był tak silny, że ludzie nie wyobrażali sobie na przykład, że można upiec ciasto, nie dodając do niego jajek. Książka Joli i Mirka „Nakarmić duszę”, którą wydałam w moim wydawnictwie, zaczęła powoli te wyobrażenia zmieniać. (Oczywiście wcześniej były już na rynku książki na temat wegetarianizmu, np. Grodeckiej, ale z tego co wiem od naszych Czytelników, dopiero nasza książka upowszechniła tę tematykę, być może ze względu na ciekawą formę i spory rozgłos, i chyba jako pierwsza pokazała potrawy wegańskie – jeśli ktoś ma inne informacje, prosiłabym, żeby się ze mną podzielił :)

Jednak przygotowując kilka lat później angielską wersję tej książki – „To Feed the Soul”, dopiero tak naprawdę poznaliśmy weganizm. Chociaż „Nakarmić duszę” było w Polsce książką nowatorską, okazało się, że Anglicy są już dalej, tak więc wiele przepisów musieliśmy opracować ponownie, żeby były wegańskie. Ja w zasadzie jadłam wówczas głównie tofu i warzywa, a mleko roślinne dodawałam prawie do wszystkiego, bo właśnie jedzenie roślinne najbardziej mi pasowało, miałam to chyba w genach, ponieważ jedna z sióstr mojej babki ze strony matki była wegetarianką. Ale Londyn naprawdę mnie wtedy zaskoczył. Przy okazji publikacji tej książki wyjeżdżaliśmy często do Londynu –  jej promocja odbyła się w jednym z ekskluzywnych butików przy Westbourne Grove (Notting Hill), którego właściciel posiadał również wegetariańską restaurację przy słynnej Portobello Road. Często byliśmy tam gośćmi, ale też wzdłuż Westbourne Grove restauracje wegetariańskie i wegańskie wyrastały jak grzyby po deszczu. Wzdłuż całej ulicy było mnóstwo miejsc, gdzie można było zjeść potrawy bez jajek, sera, twarogu, mleka, a ich smak i konsystencja sprawiały, że nie miało się poczucia, że je się coś gorszego, jak uważała wówczas większość osób w Polsce, jedzących mięso. Pamiętam zwłaszcza jedno takie miejsce, gdzie można było zamówić kaczkę, kurczaka i wołowinę po chińsku, tylko że te potrawy były wegetariańskie, przyrządzone z odpowiednio spreparowanej soi. Było to jedno z najbardziej zaskakujących doświadczeń kulinarnych w moim życiu, to co jadłam, wyglądało jak mięso i smakowało jak mięso, próbowałam więc przekonać siebie, że to nie jest mięso. Jednak złudzenie, że je się mięso, było tak silne, że do końca nie byłam pewna, co tak naprawdę jem. Na przykład kaczka miała typową kaczą skórkę…

Jak to mówi Lama Ole: „Wszystko jest snem, więc wszystko jest możliwe” :)

Dziś mamy do dyspozycji różne rodzaje jedzenia i mnóstwo nowych technik i diet. Kiedy zapraszam gości, mam niezły orzech do zgryzienia. Jeden je tylko paleo, drugi tylko raw, inni są weganami, nie wspomnę już o tych, którzy są na diecie bezglutenowej lub po prostu mają alergie pokarmowe czy też nie tolerują niektórych produktów. I tak dobrze, że nie mieszkamy w USA, moja znajoma ze Stanów organizowała ostatnio urodziny swojego syna, każde z 11 zaproszonych  dzieci miało na coś innego alergię i w zasadzie była zmuszona przygotować oddzielne dania dla każdego  z tych dzieciaków – w rezultacie każde na wejściu dostawało swój własny ozdobny box z jedzeniem. Świat staje się coraz bardziej globalny, a nasze jedzenie coraz bardziej się indywidualizuje :)

Zresztą pamiętam pobyt w ośrodku medytacyjnym w San Francisco kilkanaście lat temu, już wtedy Amerykanie mieli niezliczoną ilość alergii. Pokój do medytacji musiał być sterylny, dywany były traktowane środkiem na roztocza, nie wolno było palić kadzideł i z tego co pamiętam w tym pomieszczeniu były tylko sztuczne kwiaty, wszystko to z powodu różnych alergii, na które już wtedy cierpiało wiele osób.

 

Jedzenie a przyjmowanie gości, czyli tybetańska gościnność

Jak się zachować w takiej sytuacji, kiedy mamy gości, a oni jedzą coś innego niż my? Zwłaszcza kiedy dotyczy to jedzenia lub nie potraw mięsnych. Ja u siebie w domu kieruję się tzw. tybetańską gościnnością, oznacza ona, że gość jest ważniejszy ode mnie, chciałabym, żeby ta osoba dobrze się u mnie czuła, więc jeśli je mięso, podaję jej mięso. Jeśli nie jemy mięsa i nie chcemy go sami przygotowywać, możemy do tego podejść na kilka sposobów. Jeśli to krótki pobyt, zaprośmy gości do restauracji, możemy też zamówić jedzenie do domu lub poprosić o przygotowanie potraw kogoś innego, możliwości jest wiele. Podstawowa zasada jest taka, że robimy wszystko, żeby nasi goście dobrze się u nas czuli. Weganom przygotowujemy wegańskie jedzenie, komuś, kto lubi surowe, robimy zielone smoothies (staram się nie pouczać gości, jak mają się odżywiać, ale i tak pewnie coś wtedy wspomnę o surowej żywności, zwłaszcza jeśli będzie to zima :) a jeśli wiemy, że ktoś ma alergię na orzechy, nie stawiamy w ogóle takich potraw na stole, żeby ktoś nie zjadł przez pomyłkę czegoś, co może mu zaszkodzić. Postaram się jeszcze kiedyś napisać, jak gotowałam super zdrowo dla pewnego tybetańskiego Rinpocze i co z tego wynikło :)

 Muffinki z chia 4

Dziś zapraszam na muffinki z kaszą kukurydzianą i nasionami chia. Te nasiona to ostatnio moja wielka obsesja :) dodaję je do wszystkiego, uwielbiam lekko chrupiącą, zwartą konsystencję wypieków, która powstaje po dodaniu chia, a także delikatną galaretowatość różnych puddingów, owsianek i kremów, które możemy przyrządzić na bazie chia. Do tego mają one właściwości lecznicze – leczą wyściółkę jelit, a więc są szczególnie wskazane dla osób, które cierpią na nietolerancję glutenu.

 

BEZGLUTENOWE MUFFINKI Z CHIA I KASZĄ KUKURYDZIANĄ

 

Rodzaj posiłku: śniadanie/brunch/lunch box/do popołudniowej kawy

Podajemy z: polewą czekoladową, bitą śmietanką, lodami, masłem i miodem (tylko że wtedy nie będą już wegańskie), masą ganache, itp. 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie neutralne

Ilość porcji: 9 – 10 muffinek

 

Muffinki chia 3

 

Żeby przygotować te muffinki, będziemy potrzebować:

90 g moreli suszonych na słońcu

2 – 3 łyżki rodzynek

100 g mąki kokosowej

180 g kaszki kukurydzianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki zmielonego kardamonu

½ łyżeczki kurkumy

60 g oleju kokosowego

3 łyżki nasion chia

6 łyżek soku pomarańczowego

¼  szklanki drobno posiekanej, suszonej żurawiny

500 ml mleka sojowego lub kokosowego

(Jeśli ktoś woli bardziej słodki smak, może dodać

3 – 4 łyżki jasnego nierafinowanego cukru trzcinowego) 

 

Osobno

2 – 3 łyżki posiekanych orzechów i żurawiny

100 g gorzkiej czekolady i 1 łyżeczka oleju kokosowego (opcja)

 

  1. Morele wrzucamy do małej miski, zalewamy wrzątkiem, tak żeby woda tylko przykryła morele, i zostawiamy na 1 – 2 godziny do namoczenia.
  2. Rodzynki wrzucamy do osobnej miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy do namoczenia na 1 – 2 godziny, tak jak morele.
  3. Kiedy morele są już namoczone, do osobnej miski wrzucamy mąkę kokosową, kaszę kukurydzianą, proszek do pieczenia, sodę, kardamon oraz kurkumę, mieszamy, żeby składniki dobrze się połączyły.
  4. Do jeszcze innej miseczki wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy składniki, a następnie zostawiamy na 5 – 10 minut, żeby chia napęczniały – po kilku/kilkunastu minutach utworzy się coś w rodzaju galaretki. Niektóre nasiona chia są bardziej suche i zanim wytworzy się galaretka, muszą poleżeć nawet kilkanaście minut. Jeśli po kilkunastu minutach nie wytworzy się coś w rodzaju galaretki – co może się zdarzyć – nie należy się tym przejmować, chia i tak spełnią swoje zadanie podczas pieczenia.
  5. Następnie rozpuszczamy olej kokosowy w małym rondelku i odstawiamy na bok do wystudzenia.
  6. Do pojemnika blendera lub do zwykłej, najlepiej wysokiej, miski (ja używam tutaj ręcznego blendera, żeby nie zbierać później tej masy ze ścianek i pokrywy malaksera, ale zróbcie tak, jak lubicie) wrzucamy namoczone i odsączone z wody morele, wlewamy 250 ml mleka i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej emulsji, dodajemy chia i wystudzony olej kokosowy, miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy resztę mleka (jeśli nie zmieści się wszystko w pojemniku, mleko możemy później dodać do mąki) i znów miksujemy.
  7. Teraz będzie nam potrzebny malakser, do jego pojemnika wrzucamy mąkę wymieszaną wcześniej z pozostałymi suchymi składnikami, przez chwilę miksujemy, to rozbije grudki, które tworzą się w mące kokosowej, a następnie wlewamy morele zmiksowane z mlekiem, kokosem oraz chia i wlewamy mleko, jeśli jeszcze zostało, miksujemy, aż wszystko się połączy i na koniec dodajemy posiekaną żurawinę i namoczone rodzynki, mieszamy.
  8. Przekładamy do foremek wysmarowanych olejem kokosowym i wysypanych mąką kukurydzianą – wierzch babeczek możemy posypać posiekanym orzechami i/lub suszoną żurawiną. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 20 – 25 minut lub do momentu aż patyczek włożony w środek muffinka będzie suchy.
  9. Kiedy muffiny wystygną, możemy polać je rozpuszczoną czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu olej kokosowy na małym ogniu,  wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę i mieszając rozpuszczamy czekoladę w oleju kokosowym. Kiedy masa przestygnie, nakładamy ją na muffiny. Muffiny można przełożyć do lodówki, żeby polewa szybciej zastygła – ciekawy i smaczny dodatek do tych pysznych i zdrowych babeczek. 

                                                                    With love,

                                                                                            Mariola 

 

Muffinki z chia 5

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Domowe, bezglutenowe wafle z czekoladowym masłem bez masła

Zawierają dobre tłuszcze, magnez, wapń i mnóstwo antyoksydantów.           Wspomagają procesy myślowe i poprawiają humor :)                                          Smaczne domowe wafle, proste w przygotowaniu :)

wafle

Dziś jest pełnia Księżyca, to dobry moment, żeby zaplanować post/oczyszczanie. Dzień pełni to szczególny dzień, wszystko co robimy tego dnia ma dużo mocniejsze skutki. Trzeba bardzo uważać na słowa i działania. W wielu kulturach ludzie w pełnię nie jedzą mięsa, a starzy jogini medytują przez cały dzień. Pełnia to dobry czas, żeby sobie coś przemyśleć, podsumować wydarzenia z ostatniego miesiąca, zamknąć jakiś okres. Przez kolejne dwa tygodnie będziemy mieli podwójnie korzystny czas na oczyszczanie się, po pierwsze będzie nam sprzyjała faza Księżyca, a po drugie zgodnie z naturalnym kalendarzem mamy już wiosnę, czyli nadszedł czas na wiosenne porządki. Najważniejsze jednak są te w naszych głowach.

Kiedyś zostałam zaproszona do domu moich dobrych znajomych, mieliśmy rozmawiać o współpracy. Spotkanie miało charakter biznesowy, ale ponieważ znaliśmy się od lat, odbyło się ono u nich domu, który właśnie został wyremontowany. Oprowadzili mnie po nim, żeby pokazać, jak się urządzili. Dom był piękny i miło nam się rozmawiało, ale zanim usiedliśmy do rozmów biznesowych, mój znajomy zaproponował, że pokaże mi jeszcze ogród. Zeszliśmy do ogrodu równie cudnie zagospodarowanego – moim zdaniem wyglądał idealnie, ale mój znajomy zaczął go nagle porządkować, inaczej ustawił doniczki, pozbierał liście, przyciął kilka gałązek… z początku zdziwiło mnie to, dziś wiem, że chciał w ten sposób uporządkować swoje myśli przed poważniejszą rozmową. 

Porządkowanie przestrzeni na zewnątrz pomaga nam uporządkować przestrzeń wewnętrzną. Zanim więc przystąpimy do diety oczyszczającej ciało, rozejrzyjmy się wokół siebie i sprawdźmy, co wymaga w naszym życiu uporządkowania. I nie zawsze chodzi tu o szafy pełne ubrań, w których dawno już nie chodzimy, ani też o przeterminowane zapasy w szafkach kuchennych :) W najbliższy weekend skupcie się na sobie i na tym, co wymaga w Waszym życiu uporządkowania, ja też tak zrobię, im więcej osób to zrobi, tym bardziej pomożemy sobie nawzajem :) Najważniejsze w naszym życiu są związki, czy jednak każdy warto kontynuować? Niektórzy ludzie mają negatywne podejście do wszystkiego, i niestety nie pomożemy im się zmienić, jeśli sami nie będą tego chcieli. Jeśli będą często przy nas, szybko odczujemy niemiłe skutki tych kontaktów. Najgorsze jednak co może być, to mieszkanie pod jednym dachem lub częste spotykanie się z kimś, kto wciąż nas krytykuje, osłabiając w ten sposób naszą życiową energię. Szukajmy wspierających nas osób, dobrze do nas nastawionych, szanujących nas i to, co robimy. Miłość musi kwitnąć :)  

W dobrej atmosferze łatwo o przemyślenie innych kwestii: praca zawodowa, wartości, duchowość, dieta, ćwiczenia… Co jest dla nas najważniejsze? Czym najpierw się zajmiemy, a co będzie następne? Nie uporządkujemy wszystkiego od razu, a szklanka zielonego smoothies wypita rano nie oczyści nas, jeśli za godzinę pokłócimy się z partnerem lub szef znów zepsuje nam dzień – nie ma nic gorszego niż toksyny, które pochodzą z konfliktów lub negatywnych myśli. Ciało idzie za umysłem, oczyść najpierw swój umysł, a oczyszczenie ciała to już tylko kosmetyka :)  

Dziś pyszne wafle, pełne dobrych tłuszczów i przyjemnych aromatów – do kawy lub popołudniowej herbatki, przy której będzie można sobie różne rzeczy przemyśleć lub na spokojnie z kimś porozmawiać w ramach życiowych porządków :)

Wafle przełożone są masą przygotowaną na bazie czekoladowego masła bez masła. Ten deser przygotowuje się szybko, więc zostanie nam dużo czasu na rozmowy i przemyślenia. Enjoy :)

 

A teraz zapraszam już na przepis!

 

DOMOWE BEZGLUTENOWE WAFLE Z CZEKOLADOWYM MASŁEM BEZ MASŁA

Rodzaj posiłku: deser 

Podajemy: np. polane białą czekoladą lub lukrem, w papilotkach

Wegetariański: tak 

Wegański: w zależności od wafli

Bezglutenowy: tak 

Ilość porcji: 4 wafle, przekładane masą czekoladową

wafle 2

 

Czekoladowe masło bez masła

 

90 g awokado

200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej

90 g oleju kokosowego raw organic

90 g dobrej jakości gorzkiej czekolady, może też być Goplana

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado

½ – 1 łyżeczka cynamonu

 

Masa do wafli

 

czekoladowe masło bez masła wg powyższego przepisu

1 łyżka surowego kakao lub zwykłego

1 łyżka karobu

1 łyżka jasnego cukru trzcinowego muscovado

szczypta soli

4 bezglutenowe wafle, im twardsze tym lepsze

 

Dodatkowo

1 łyżeczka oleju kokosowego raw, organic

1/2 tabliczki czekolady

(jeśli chcemy mieć więcej polewy, zwiększamy proporcjonalnie ilość czekolady i oleju)      ewentualnie trochę białej czekolady do polania po wierzchu

 

  1. Najpierw przygotowujemy „Czekoladowe masło bez masła”. Do niedużego rondla wrzucamy olej kokosowy i częściowo go rozpuszczamy, następnie dodajemy połamaną na kawałki czekoladę i mieszamy, dopóki czekolada i olej nie rozpuszczą się całkowicie. Zdejmujemy z ognia i studzimy przez kilkanaście minut. Osobno miksujemy awokado ze śmietanką sojową, najlepiej za pomocą ręcznego blendera. Do zmiksowanego awokado wlewamy rozpuszczony olej z czekoladą, dodajemy cukier muscovado oraz cynamon i ponownie miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Na tym etapie możemy przełożyć masę do słoiczka, odstawić na godzinę do lodówki i delektować się czekoladowym masłem bez masła, którym można smarować kanapki zamiast np. nutelli :)
  2. Na bazie powyższego masła można przygotować też masę do wafli. Zanim masło włożymy do lodówki, dodajemy pod koniec miksowania surowe kakao, karob, szczyptę soli i dodatkową łyżkę cukru trzcinowego. Dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy użyć tej masy do wafli, wkładamy ją na dwie godziny do lodówki, a następnie smarujemy nią wafle. Jeśli masa jest za twarda, można ją zmiksować przez chwilę ręcznym blenderem i dopiero wtedy nakładać. Masę nakładamy dokładnie na cały wafel, pilnując, żeby brzegi też były posmarowane. Wafel przykrywamy kolejnym waflem, który znów smarujemy i przykrywamy aż do wyczerpania wafli i/lub masy. Takie wafle podajemy od razu, jeśli za długo poleżą, mogą za bardzo nasiąknąć.
  3. Wafle można też oblać po wierzchu czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu jedną łyżeczkę oleju kokosowego, wrzucamy pół tabliczki gorzkiej czekolady, połamanej na kawałki i mieszając rozpuszczamy czekoladę. Odstawiamy na bok, na dziesięć minut, żeby trochę przestygła. Tak przygotowaną czekoladą polewamy wafle, a następnie wstawiamy je na 10 – 15 minut do zamrażarki. Kroimy i podajemy od razu, najlepiej w papilotkach. 

 wafle 3

Uwagi

  1. Z wafli przełożonych masą można wycinać różne kształty, np. robić okrągłe torciki za pomocą kołnierza cukierniczego.
  2. Wafle te są mocno czekoladowe, więc jeśli nie lubicie smaku gorzkiej czekolady, możecie na niektóre wafle położyć inną masę, np. zmielony mak czy też masę karmelową.

 

 Pomyślnego oczyszczania,

                                                                          Wasza Mariola :)

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Śniadaniowe bezglutenowe gofry z lucumą

Bogate w błonnik gofry na bazie mąki kukurydzianej i kokosowej!

Słodzone lucumą – nie powodują skoku insuliny.

Zapewniają długotrwałe uczucie sytości :)

Gofry z lucumą 2

 

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Potrawy, które rano jemy, a także okoliczności, w jakich jemy śniadanie, wpływają bezpośrednio na to, jak będzie wyglądał cały nasz dzień :) I nie chodzi tu tylko o energię – czy będziemy ją mieli, czy będzie nam jej brakować, dotyczy to w zasadzie wszystkich naszych doświadczeń z tego dnia, ponieważ to głównie od śniadania zależy, czy pozostaniemy zrównoważeni i łatwo będziemy wybierać korzystne dla nas rozwiązania, czy też już od rana nadmiernie pobudzeni lub wygaszeni wyjdziemy z domu i zetkniemy się z morzem przeszkód.

Ale zanim zjemy śniadanie, tak naprawdę to już ten pierwszy moment po obudzeniu się, jest dla nas najważniejszy. Wielki buddyjski jogin, Lama Ole Nydahl, radzi nam, żebyśmy rano ustawili swój umysł. Rozumiem to w ten sposób, że od razu po obudzeniu się, zaczynamy się koncentrować na rzeczach dla nas ważnych, nie tylko w takim sensie, co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem :) ale przede wszystkim na naszych celach i to tych dalekosiężnych. Wiele osób medytuje od razu po wstaniu z łóżka lub uprawia jogę. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście, gorąco polecam. Najlepszy czas na medytację jest w godzinach 3 – 5 rano i chociaż wiele osób smacznie wtedy śpi, jest spora grupa „szaleńców”, którzy wstają przed czwartą rano, żeby zacząć dzień od medytacji, znam osobiście takie osoby, są naprawdę mocne, bardzo zdyscyplinowane i nienajgorzej sobie żyją : ) Nie ma lepszej metody na rozpoczęcie naprawdę dobrego dnia niż medytacja i koncentracja na tym, co jest dla nas ważne :) W końcu szkoda byłoby przespać życie :)

Jeśli chcemy pozostać  w ciągu dnia skoncentrowani na tym, co robimy,  nie powinniśmy zaczynać dnia od szklanki soku, np. pomarańczowego i od miseczki musli z surowych zbóż, zalanych mlekiem i posypanych górą owoców. Takie jedzenie spowoduje również, że będziemy niestabilni emocjonalnie i możemy nie być w stanie dobrze ocenić sytuacji, na przykład prowadząc samochód. Dlatego na śniadanie najlepsze są potrawy pieczone, smażone i gotowane: różne naleśniki, omlety z jajek, omlety z kasz   (w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż” znajdziecie wiele propozycji śniadaniowych z kasz na ciepło, niektóre mogą was naprawdę zaskoczyć, jak np. ”Frittata z kaszy kukurydzianej”), gotowane płatki owsiane (do gotowanych płatków można dodać trochę świeżych owoców), gotowane kasze, warzywa i fasole – wszystko to sprawi, że wejdziecie w nowy dzień z energią i 100% skutecznością :)

Ważnym elementem śniadania jest także to, w jaki sposób jemy. Jeśli w pośpiechu, na przysłowiowej „jednej nodze”, w samochodzie, to w ten sposób mocno osłabiamy narządy trawienne, które pracują najlepiej, kiedy jemy w spokoju i wolno, przeżuwając jedzenie wielokrotnie. Najgorsze, co możemy zrobić, to połykać jedzenie i nie koncentrować się na nim. W rezultacie możemy cierpieć przez cały dzień na niestrawność, co z pewnością nie pomoże nam w zawodowej aktywności. Moi nauczyciele TMC zawsze podkreślali, że śniadania nie jemy, tylko je celebrujemy : )

 

Zapraszam na przepis :)

Gofry z lucumą 3

Bezglutenowe gofry z lucumą to trochę zmodyfikowany przepis z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Do gofrów najlepiej użyć mąki kukurydzianej organic, bo wtedy mamy pewność, że jest wolna od GMO. W tych gofrach świetnie sprawdza się też mąka z brązowego ryżu. Na zdjęciach widać gofry przygotowane z mąki kukurydzianej i ksylitolu, po dodaniu lucumy, gofry będą miały bardziej chlebowy kolor. Chciałam pokazać na zdjęciach gofry z lucumą, ale z powodów technicznych na razie się nie udało. A ponieważ nie ma w zasadzie różnicy poza kolorem, zdecydowałam się dać wcześniejsze zdjęcia, na których widać, jaka to pychota :)  

Lucuma

Pouteria lucuma to roślina pochodząca z Ameryki Południowej. Jej owoce nazywane popularnie lucumą są dostępne w Polsce w postaci proszku. Dojrzałe owoce suszy się, a następnie drobno mieli. Dla Peruwiańczyków owoc ten jest symbolem płodności i kreatywności i jest przez nich spożywany od wieków. Lucuma często jest nazywana „złotem Inków”, zawiera mnóstwo składników odżywczych, jest bogatym żródłem antyoksydantów, błonnika, cynku, żelaza, magnezu, beta-karotenu, niacyny i wapnia. Proszek lucumy jest słodki i można go używać do słodzenia potraw. Jest to bardzo delikatna słodycz, ale potrawa nabiera słodkiego charakteru. I co najważniejsze, lucuma to bezpieczny „cukier” dla diabetyka, ponieważ ma niski indeks glikemiczny, i zdrowy wybór dla tych, którzy chcą ograniczyć spożycie cukru :)

 

ŚNIADANIOWE BEZGLUTENOWE GOFRY Z LUCUMĄ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem/syropem klonowym/ słodem ryżowym, z ubitą śmietanką roślinną lub inną, posypane cukrem pudrem, np. trzcinowym, z dżemem

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 gofrów

Gofry z lucumą

Składniki

150 g mąki kukurydzianej lub z brązowego ryżu
70 g mąki kokosowej, najlepiej nieoczyszczonej
3 łyżki skrobi kukurydzianej
2 – 3 łyżki lucumy lub ksylitolu/innego cukru
½ łyżki proszku do pieczenia, najlepiej bez aluminium
½ łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu lub cynamonu
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej/ewent. krowiej
300 ml  + ewent. 50 ml mleka sojowego lub innego roślinnego, ewent. krowiego
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
2 jajka
1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu
¾ szklanki o pojemności 250 ml świeżych czerwonych borówek/borówek amerykańskich lub 50 g owoców goji (wcześniej przez chwilę namoczonych, żeby były miękkie)

tłuszcz do gofrownicy

 

1. Do miski wrzucamy mąkę kukurydzianą, mąkę kokosową, skrobię kukurydzianą, lucumę, kardamon oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
2. Do osobnej schłodzonej miski wbijamy jajka i ubijamy je przez 2 minuty, aż będą puszyste. Dodajemy do nich śmietankę, powoli ją wlewając i równocześnie ubijając wszystko. Następnie wlewamy mleko i dalej przez chwilę ubijamy. Kiedy składniki się połączą i wytworzy się piana, wrzucamy skórkę pomarańczową, a następnie partiami mąkę wymieszaną z pozostałymi składnikami, równocześnie ubijając całość. Na koniec dodajemy borówki lub goji, mieszamy. Odstawiamy na dwie minuty, żeby mąka zdążyła wchłonąć płyn i sprawdzamy, czy masa nie jest za gęsta. Powinna mieć konsystencję gęstego ciasta na placki. Jeśli jest za gęsta, dodajemy mleko sojowe, ale nie więcej niż 50 ml.
3. Rozgrzaną gofrownicę smarujemy wybranym tłuszczem, nakładamy odpowiednią ilość masy (ja nakładam 2 czubate łyżki na jedną formę o wielkości 10 cm x 11 cm), rozprowadzamy ją tak, żeby pokryła całą formę, nakładamy na drugą formę i pieczemy przez 5 – 7 minut w zależności od mocy gofrownicy i konsystencji, jaką chcemy uzyskać.

Uwagi
1. Gofry zawierają dużo białek, a także pełnowartościowego błonnika i
dają długotrwałe uczucie sytości.
2. Śmietankę sojową można zastąpić słodką, płynną śmietanką z mleka
krowiego, a mleko sojowe mlekiem krowim. 

Możecie mi wierzyć na słowo, te gofry są przepyszne, regularnie je przyrządzam, często zastępują mi pieczywo. Jeśli dodamy do nich lucumę, stają się chrupkie na zewnątrz, a puszyste w środku, mniam :)

                                                          Smacznego,

                                                                          Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Ziołowe masło bez masła

Pyszne, pachnące ziołami  masło bez masła na bazie awokado. Nie zawiera nawet grama mleka! :)  

Masło z awokado

Masło bez masła przyjęło się w mojej rodzinie bardzo dobrze, zainspirowało też moich znajomych i czytelników bloga :) Dostałam sporo maili z podziękowaniami i wszyscy podkreślali, że jest to ciekawa alternatywa dla masła i różnych smarowideł na bazie utwardzonych tłuszczów. Bardzo się cieszę i dziękuję za tak pozytywną reakcję :) Dla mnie i dla mojej rodziny jest to ważne, że ten rodzaj „masła” przygotowuje się w domu ze znanych nam składników. O jego składzie sami decydujemy, jakiego oleju użyjemy, przypraw, ziół, itp.

W dzisiejszym przepisie znajdziecie awokado zamiast dyni hokkaido. Pomysł ten powstał, kiedy okazało się, że zarówno mój rolnik nie ma już dyni hokkaido, jak i żaden sklep w pobliżu. Stało się więc jasne, że jeśli chcę korzystać z masła bez masła w tych miesiącach, kiedy kończą się zapasy hokkaido, muszę opracować jakiś alternatywny przepis :) Awokado wcale nie jest takie zielone, na jakie wygląda, jego środek jest żółty i właśnie o ten środek nam chodzi. Poniżej znajdziecie przepis na to masło, do którego tym razem dodałam sporo ziół, a czasami dodaję też drobno posiekany/zmiażdżony czosnek i delektuję się masłem czosnkowym :)

 

WAŻNA INFORMACJA!

W tym tygodniu zgodnie z TCM zaczyna się wiosna, od 13 lutego, a wraz z nią najlepszy czas na wiosenne oczyszczanie ciała, umysłu i domów. Jeśli planujecie różne wiosenne posty i chcecie zaprowadzić porządek w domu i w życiu, najlepiej zacząć już w ten weekend, będzie to zgodne z naturalnymi rytmami przyrody (ten korzystny czas potrwa do 19 lutego). Kolejny dobry czas, żeby przeprowadzić post/oczyszczanie to okres od 7 do 20 marca. Chciałabym tu jeszcze jedną ważną rzecz powiedzieć, w TCM nie poleca się głodówek jako metody oczyszczania ciała, ponieważ są one przyczyną różnych komplikacji zdrowotnych, zaburzają gospodarkę hormonalną i możemy wpaść w stan letargu. Zamiast tego, zwłaszcza teraz, kiedy ciągle jeszcze jest zimno, poleca się picie różnych zup lub szejków na bazie gotowanych zbóż, warzyw lub owoców. Pomysły na szejki ze świeżych warzyw/owoców pochodzą z Kalifornii, gdzie po prostu jest ciepło i mieszkający tam ludzie potrzebują bardziej ochładzającego pożywienia. Inaczej wygląda to na Północy. Wyobrażacie sobie Eskimosów, którzy zaczynają dzień od soku z marchwi? Ciekawe, czy mieliby siłę, żeby wyjść z igloo? :) (Inna sprawa, że Eskimosi nie mają dostępu do świeżych warzyw, ale to takie moje teoretyczne rozważania, żeby uzmysłowić problem). Więcej napiszę wkrótce :)

 

ZIOŁOWE MASŁO BEZ MASŁA

 

Rodzaj posiłku: baza do kanapek, past, musów, kremów

Podajemy z:  chlebem i j.w.

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie wzmacniające

Ilość porcji: duża kostka masła

 

Masło bez masła z awokado 2

60 g awokado, żółta część

200 ml śmietanki sojowej sojasun (bez GMO)

lub innej roślinnej

100 g oleju kokosowego extra virgin i raw

1oo ml oleju w żółtym kolorze, np. ryżowy, lniany, o delikatnym smaku

3 – 4  łyżki soku z cytryny

sól do smaku

2 – 3 łyżki posiekanych świeżych ziół: zielona pietruszka, bazylia, tymianek

i/lub 1 – 2 ząbki czosnku

 

1. Awokado kroimy na pół i wybieramy łyżką żółtą część (60 g). Przekładamy do blendera, wlewamy śmietankę, dokładnie miksujemy. 

2. Osobno rozpuszczamy olej kokosowy w kąpieli wodnej, jeśli po rozpuszczeniu jest gorący, odstawiamy na bok, żeby wystygł. Powinien być ciepły.

3. Łączymy olej kokosowy z olejem ryżowym (lnianym). Najlepiej byłoby wlać oba oleje do niedużego dzbanka, np. do mleka lub śmietanki.  

4. Ponownie uruchamiamy blender i do masy z awokado i śmietanki sojowej zaczynamy powoli, cienką stróżką (tak jak przy przygotowywaniu majonezu) wlewać mieszankę olejów. Kiedy zużyjemy już cały olej i uzyskamy puszystą masę, trochę przypominającą majonez, dodajemy sól i sok z cytryny i dalej krótko miksujemy, żeby składniki się połączyły. 

5. Jeśli w trakcie miksowania masa zbyt szybko się zagęści i blender się zacina, wyłączamy go i całość mieszamy, następnie ponownie włączamy i dalej wlewamy olej. Jeśli jednak nadal masa jest za gęsta i blender nie pracuje dobrze, możemy dolać 2 łyzki gorącej wody.

6. Na koniec dodajemy posiekane zioła i/lub czosnek, mieszamy, żeby składniki się połączyły. Powstałym w ten sposób masłem możemy od razu smarować kanapki, ale jego konsystencja ustali się ostatecznie dopiero po kilku godzinach w lodówce.

 

Uwagi

1. Przygotowanie masła bez masła na bazie awokado wymaga trochę wyczucia i wprawy. Ważne jest to, żebyśmy uzyskali puszystą konsystencję. Jeśli w trakcie przygotowywania tego masła składniki utworzą coś w rodzaju emulsji, masło może nie powstać, nie zsiądzie się i nie zagęści. Oczywiście nadal możemy to wykorzystać do sałatki, jako sos do warzyw, ale nie będzie miało maślanej konsystencji. Ale na szczęście zdarza się to rzadko :)

2. Masło, które widzicie na zdjęciu włożyłam do foremek na ciastka i wstawiłam do zamrażarki na dwie godziny, żeby szybko uzyskać dobry efekt do zdjęcia, ale nie trzeba tego masła zamrażać. Jeśli chcecie nadać temu masłu ciekawą formę, wystarczy włożyć je do foremek i zostawić na noc w lodówce, żeby uzyskać podobny efekt. W tym maśle jest olej kokosowy, który pięknie wszystko zagęści, kiedy masa schłodzi się w lodówce :)

3. Masło można przechowywać w lodówce przez 4 – 5 dni, przez cały czas zachowuje te same walory smakowe i tak samo dobrze wygląda. To wszystko dzięki dużej zawartości oleju kokosowego, który działa konserwująco :)  

 

                                                   Smacznego i na zdrowie :)

 

.…………………………………………………………………………………………………………. 

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved