Jaglanka to go :)

Bezglutenowe jaglanki z owocami i jogurtem ratowały nam życie w naszej wakacyjno-zawodowej podróży w Alpy – do serca Europy :)

trzy jaglanki to go

Dzięki sponsorom naszej książki podróżniczo-kulinarnej, a także szalonym pomysłom, jak przejechać Europę za przysłowiowy jeden grosz (więcej o tym w książce, która już wkrótce się ukaże), po raz kolejny wybraliśmy się w jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie – do Allgäu, w niemieckie Alpy. To w tej okolicy łączą się ze sobą trzy kraje: Niemcy, Austria i Szwajcaria. Nazywam to miejsce Trójkątem Alpejskim i chociaż nie znikają tu ludzie ani statki, to jednak w tej magicznej krainie można zapomnieć o całym świecie :) Tym razem tropikalne gorąco dało nam się mocno we znaki, temperatury były cały czas w granicach 40°C w cieniu!, ale rozległe widoki z alpejskich przełęczy, szmaragdowe jeziora i obrazy kąpiących się w nich szczęśliwych ludzi zdecydowanie to rekompensowały :) To właśnie tu znajduje się słynne Jezioro Bodeńskie o powierzchni około 500 km²  – widziane  z góry wygląda prawie jak Bałtyk. Nie dziwię się, że o tym urzekającym miejscu tyle piszą poeci, zobaczcie, jak było pięknie :)

Bodensee

(Jezioro Bodeńskie widziane od strony Lindau)

Jezioro Bodeńskie 10

(Jezioro Bodeńskie widziane od strony Bregencji – widok z góry Pfänder)

Alpy przy Bodensee

(Alpy w pobliżu Jeziora Bodeńskiego - widziane również z góry Pfänder)

Szmaragdowe Bodensee

(Szmaragdowe Bodensee)

Wysokie Alpy

(Wysokie Alpy)

Krajobrazy przepiękne, tyle pozytywnych wrażeń, że można naładować baterie na cały rok :) Jednak sposób odżywiania się ludzi zamieszkujących ten niezwykły kawałek świata pozostawia sporo do życzenia. W wielu gasthausach słyszeliśmy wciąż: „nur wurst” (tylko kiełbasa) – najwyrażniej żyje tu tylko „wurst generation” :) Jeden z tych gasthausów szczególnie zapamiętałam. Mnóstwo elementów w formie… prosiaczka: szyld, serwetki, cukiernice, obrazy na ścianach – z każdej strony otaczały nas prosiaczki, a w menu jedynie: „nur Schweinefleisch”! Tak więc osoby odżywiające się wegetariańsko i/lub bezglutenowo nie będą miały łatwo w tamtych okolicach. Chyba że zdecydują się zjeść posiłek w sieci McDonalds. Przyznam, że było to dla mnie największe zaskoczenie: wegetariańskie hamburgery w McDonalds! – w ich skład wchodziła quinoa!, papryka, kukurydza i różne inne warzywa. Takiego wegetariańskiego hamburgera można było zamówić także w sałatce typu Cezar. Szkoda tylko, że hamburger oparty na quinoa zawierał gluten. Natomiast jeden z McDonalds’ów w Austrii, w Tyrolu, oferował dużo więcej, w menu były zarówno produkty wegetariańskie, jak i bezglutenowe – prawdziwa rewolucja! :) Zresztą te produkty są dostępne we wszystkich restauracjach McDonalds w Austrii, a na ich stronie można zapoznać się ze składem produktów www.mcdonalds.at  - ze szczególnym wyróżnieniem alergenów. Brawo Austria! Ale uwaga, ich wegetariańskie hamburgery również zawierają gluten i mleko, a oferta bezglutenowa jest skierowana tylko do osób jedzących mięso. Zamówiłam takiego bezglutenowego hamburgera, ale zjadłam tylko bułki z sałatką, którą dokupiłam – mięso oddałam jednemu z moich towarzyszy podróży. Bułka była napompowana powietrzem i trochę bez smaku, ale jest to szansa na szybki posiłek dla wygłodniałych bezglutenowych turystów, podróżujących po Alpach :)

I jeszcze parę ciekawostek. Nie tylko my szukaliśmy cienia :) Te piękne simmentalerki poniżej na zdjęciu walczyły o miejsce w cieniu pod jedynym drzewem w okolicy. Nie tylko zresztą one – na pewnej farmie, którą zwiedzaliśmy, również owce szukały cienia, co widać na jednym ze zdjęć. Proszę udostępniajcie te zdjęcia, to mój apel do hodowców, żeby pomyśleli w upały o zwierzętach, zapewniając im nie tylko wodę, ale też miejsca, w którym zwierzęta mogą schronić się w cieniu. Owce, które były wystawione na pokaz, najwyraźniej tego nie lubiły, ponieważ odwracały się do ludzi tyłem i chowały za siebie nawzajem – z tego powodu między innymi nie lubię ZOO.

Krowy w cieniu

(Krowy szukające cienia)

Krowy w cieniu 2

owce w cieniu

(Owce też znalazły cień, żeby się ochłodzić)

Reasumując: Allgäu, Tyrol to nie są miejsca przyjazne wegetarianom, weganom czy też osobom bezglutenowym, zwłaszcza jeśli ktoś planuje zatrzymać się w hotelu i jeść w restauracjach. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się spędzić wakacje na jednym z wielu kempingów, sytuacja zaczyna wyglądać dużo korzystniej. W wielu sklepach, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie są olbrzymie kempingi i zjeżdżają się turyści z całej Europy, można kupić dobrej jakości, niedrogie jedzenie i przyrządzić coś samemu. Zarówno koszt paliwa, jak i ceny żywności były dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Wiele wartościowych produktów bezglutenowych czy też ekologicznych, które kosztują w Polsce majątek, w tamtym rejonie można nabyć za niewielkie pieniądze. Poza tym niektóre produkty przywieżliśmy z Polski, w tym tytułowe jaglanki – z ochładzającym jogurtem i owocami. 

Zapraszam na przepis :)

JAGLANKA TO GO Z JAGODAMI

Jaglanka z jagodami

Przygotowanie tej jaglanki jest bardzo proste. Będziemy potrzebować 1 szklankę ugotowanej kaszy jaglanej, 1 szklankę mleka roślinnego, 1 szklankę kompotu z czarnych jagód, 2 lekko czubate łyżki nasion chia, jogurt roślinny lub z mleka krowiego – jogurt koniecznie z aktywnymi bakteriami – owoce, wspaniale tu pasują borówki amerykańskie i jeżyny (kupiłam bezpestkowe) oraz świeże zioła: majeranek lub tymianek.

Jak to zrobić?

1. Najpierw przygotowuję leśne czarne jagody. Można też użyć borówek amerykańskich, ale warto pamiętać, że leśne jagody zawierają najwięcej składników odżywczych i dają nam najwięcej energii, co ma duże znaczenie, jeśli podróżujemy daleko. Bierzemy więc litrowy słoik leśnych jagód, a następnie płuczemy je na sicie, wyjmując listki i inne niepotrzebne składniki. Przekładamy jagody do garnka, dodajemy 3 – 4 łyżki wybranego cukru, 3 – 4 ziarna zielonego kardamonu i gotujemy przez 10 minut od zagotowania. Zestawiamy z ognia i wrzucamy dwie – trzy nieduże gałązki tymianku lub majeranku. Odstawiamy na bok. Przed użyciem wyjmujemy zioła i nasiona kardamonu.

2. Następnie gotujemy na małym ogniu 200 g suchej kaszy jaglanej  w 500 ml wody przez 20 minut od zagotowania, dodając 1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego lub anyżu, jeśli lubicie. Po ugotowaniu studzimy przez 5 minut, a następnie od razu miksujemy w malakserze. Kiedy kasza stanowi już gładką, jednolitą masę, przekładamy ją do miski (przygotujemy z niej jaglanki o innych smakach), zostawiając około szklanki w malakserze. Dodajemy szklankę ugotowanych jagód, szklankę mleka roślinnego i 2 lekko czubate łyżki nasion chia (ja używam szklanki o pojemności 250 ml). Miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Ewentualnie doprawiamy do smaku. Przekładamy do słoiczków, studzimy. Kiedy masa jest już zimna, wrzucamy borówki amerykańskie oraz jogurt, zakręcamy słoiki i wstawiamy do lodówki. Jest najlepsza po kilku godzinach, dlatego zazwyczaj zostawiam ją na noc w lodówce, ale rano wystawiam ją z lodówki co najmniej na godzinę przed jedzeniem – unikam jedzenia tak mocno schłodzonych produktów. W podróży te jaglanki bardzo dobrze przechowywały się w lodówce turystycznej.

Przed podaniem wrzucamy na wierzch kolejną partię owoców, np. jeżyn i posypujemy łuskanymi nasionami hempu (również nieodzowne w podróży ze względu na wartości odżywcze i dużą zawartość białka) oraz np. amarantusowym poppingiem. Można też dodać resztę ugotowanych  jagód i/ lub inne składniki według uznania. Jemy i czujemy, jak dobrze nam to robi :) ))

Pszczoła

(Ta pszczoła najwyrażniej ma podobne zdanie :)

LOVE, Mariola

……………………………………………………………………………………..……………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia potraw: Jacek Białołęcki

Pozostałe zdjęcia: Mariola Białołęcka; 

aranżacja potrawy i zdjęć: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Mariola Białołęcka/Jacek Białołęcki| All Rights Reserved

Napój zmieniający życie

Zawiera imbir, kurkumę, czarną rzepę i nasiona chia.

Wzmacnia żołądek, śledzionę, trzustkę, wątrobę, woreczek żółciowy i jelito grube!

 

napój 1

 (prawdziwe cudo, prawda?)

 

Oczyszczanie ciała i umysłu – ciąg dalszy…

Dziś chciałabym trochę więcej napisać o tym, jaki wpływ wywierają myśli i emocje na nasze ciało. Z pewnością słyszeliście  niejedną historię o wielkich medytujących? Prawie każda z nich to prezentacja możliwości naszego umysłu. Dobra wiadomość jest taka, że my również możemy mieć takie osiągnięcia, jeśli nauczymy się, jak z naszym umysłem codziennie pracować :) Jeśli ktoś zna na przykład historię życia Buddy, z pewnością wie też, że Budda, zanim został Buddą, był księciem, człowiekiem z krwi i kości! Wiele z powyższych historii udowadnia również, że umysł może wpływać na ciało i zmieniać jego parametry – często w szokujący sposób. Takie przypadki znane są nam też z doświadczeń zwykłych ludzi. Wszyscy znamy takie historie:  ludzie, którzy przeżywają wiele dni bez dostępu do wody i jedzenia, dziewięćdziesięciolatka wykonująca zaawansowane ewolucje na trapezie, matka podnosząca ciężarówkę, która przygniotła jej dziecko, i wiele, wiele innych…

Jednak ten sam umysł może też osłabiać ciało, to są te wszystkie negatywne emocje, którym na co dzień ulegamy: gniew, złość, uraza, chęć odwetu, żal, poczucie krzywdy. Kiedy przyjrzymy się ludowym przysłowiom, możemy zobaczyć, że na pewnym poziomie jest to dla nas zrozumiałe, te przysłowia tylko potwierdzają, że tak właśnie się dzieje: „leży mi to na wątrobie”, „mam ścisk żołądka”, „nie trawię go”, „zadałeś mi cios w plecy”, „cios prosto w serce”, „cios poniżej pasa”. Tych sformułowań używamy tak naprawdę, żeby pokazać, jak emocje wpływają na nasze ciało. Czyjeś słowa czy też działania wywołują w nas określone reakcje emocjonalne, a te reakcje wywołują określone zmiany w naszym ciele. Dlatego nie wystarczy raz na jakiś czas zrobić oczyszczenie ciała, chociaż jest to pomocne. Tak naprawdę sprawy trzeba załatwiać na bieżąco, żeby negatywne emocje nie pustoszyły naszych ciał i żeby negatywna energia, której są źródłem, nie kumulowała się w naszych narządach i tkankach, uszkadzając je. Oczywiście nie ma sytuacji idealnych, ale tego rodzaju dążenie powinno być stałym elementem naszej codziennej emocjonalno-psychicznej higieny :) Wyczyszczone emocje = zdrowe ciało. 

Jeśli coś ci „leży na wątrobie”, porozmawiaj z osobą, której to dotyczy, może uda się to łatwo wyjaśnić i okaże się, że ten smok wcale nie miał stu głów :) Przypomina mi się tutaj pewna anegdota, zresztą jedna z moich ulubionych. Mieszkało obok siebie dwóch mężczyzn, jednemu z nich zepsuł się sekator i nie mógł w związku z tym przyciąć żywopłotu, który za bardzo się rozrósł. Pomyślał, że w zasadzie mógłby pożyczyć ten sekator od sąsiada, ale nie był pewny, czy tamten się zgodzi, i zanim jeszcze się zapytał, już zaczął wymieniać mnóstwo powodów, dla których sąsiad z pewnością nie pożyczy mu tego sekatora, a było ich tak dużo, że kiedy zapukał w końcu do drzwi sąsiada i tamten stanął w progu, jedyna rzecz, jaką był w stanie powiedzieć, brzmiała: „ a wsadź sobie Pan ten sekator w…”  :) Często wyolbrzymiamy nasze problemy, także te z ludźmi, i często okazuje się, że ktoś się do nas nie uśmiechnął, nie dlatego że nas nie lubi, tylko właśnie się dowiedział, że jego ojciec jest bardzo chory. A my już odbieramy to zachowanie przeciwko sobie… Dlatego teraz, wiosną, warto to wszystko zweryfikować i odblokować przeciążoną wątrobę :)

Znów z drugiej strony to, co jemy, może także wywoływać w nas określone stany emocjonalne. Jeśli spożywasz produkty, które osłabiają twoje nerki, będziesz coraz częściej czuł lęk, jeśli osłabiasz serce, w twoim życiu będzie coraz więcej niejasności i coraz mniej radości. Jeśli pijesz dużo smoothies, zwłaszcza rano, jesz często surowe owoce i warzywa, będziesz ciągle rozpamiętywać wszystkie krzywdy, których doznałeś i wbrew pozorom będziesz niedożywiony, ponieważ w ten sposób osłabiasz narządy trawienne i nie są one w stanie pobierać składników odżywczych z pożywienia. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że szeroko reklamowana i chętnie odwiedzana w Warszawie restauracja z żywnością raw została zamknięta po roku działalności. Nie było chętnych na surową żywność! Dla mnie jest to zrozumiałe :)

Dziś przygotowałam dla Was leczniczy napój, który powinno się pić wiosną codziennie przez dwa tygodnie, zaraz po obudzeniu się, żeby wzmocnić narządy trawienne. Dzięki niemu będziemy w stanie strawić prawie wszystko :) a także oczyścimy wątrobę. Jeśli ktoś jest przegrzany lub ma nadciśnienie, powinien zmniejszyć ilość imbiru lub w ogóle z niego zrezygnować. Zapomnijcie o zimnych smoothies z lodem na pusty żołądek i o jogurtach prosto z lodówki! Brr! Gorący napój z imbirem i czarną rzepą podgrzewa nasz trawienny „kociołek” i sprawia, że cały proces trawienia przebiega niezwykle skutecznie. Enjoy :)

Jak działają składniki tego napoju:

  1. Czarna rzepa, hei luo bo (po mandaryńsku), jest wyjątkowo skutecznym lekarstwem na wątrobę i woreczek żółciowy – to właśnie z czarnej rzepy produkuje się raphacholin. Czarna rzepa jest również cenionym lekarstwem w TCM, usuwa tzw. gorąco z wątroby i uwalnia ją z zastoju. Pomaga też w usuwaniu z organizmu toksyn i oswobadza krew z zastoju. Sok z czarnej rzepy, jak wykazały badania przeprowadzone przez Rosjan, jest nawet w stanie przywrócić równowagę tarczycy, niezależnie czy mamy niedoczynność tarczycy, czy nadczynność. Dzieje się tak za sprawą ważnego składnika czarnej rzepy tzw. rafaniny, która wzmacnia siły obronne naszego organizmu i ma bezpośredni wpływ na poziom hormonów tarczycy T3 i T4 – pomaga utrzymywać go w równowadze. Dodajmy jeszcze, że czarna rzepa jest bogatym źródłem potasu, magnezu, witaminy C, żelaza i siarki. 
  1. Imbir, świeży: sheng jiang (po mandaryńsku), zawiera gingerole, składniki o silnych właściwościach przeciwzapalnych i przeciwutleniających. Działa łagodząco na żołądek i wspomaga wydzielanie żółci. Imbir chroni wątrobę, a także pomaga ją zregenerować. Badania wykazały, że imbir w znaczący sposób pobudza działanie enzymów trawiennych, zwłaszcza lipazy i amylazy, które są kluczowe, jeśli chodzi o trawienie tłuszczów i węglowodanów. Co więcej imbir zwiększa aktywność trypsyny, która bierze udział w trawieniu białek. Ma właściwości przeciwwymiotne i pomaga w przypadku choroby lokomocyjnej.  
  1. Cytryna – pobudza wydzielanie żółci i enzymów trawiennych i chociaż ma kwaśny smak, powoduje, że nasze wewnętrzne pH staje się bardziej zasadowe po jej spożyciu. Warto wiedzieć, że te właściwości cytryna/sok z cytryny zachowuje w ciągu pół godziny od zetknięcia się z powietrzem, czyli po przekrojeniu cytryny. Jeśli pijemy sok z cytryny z ciepłą wodą, stymuluje to perystaltykę jelit. Dodajmy jeszcze, że cytryna jest wspaniałym antyoksydantem ze względu na dużą ilość vit. C. Równocześnie ma ona właściwości antywirusowe i przeciwbakteryjne. Ponadto poprawia koncentrację i pomaga odzyskać dobry nastrój, a skórka z cytryny pomaga zmniejszyć poziom cholesterolu we krwi. Jako ciekawostkę podam, że maratończycy i ludzie uprawiający wspinaczkę często piją sok z cytryny bezpośrednio z cytryny – wbijają  słomkę w czubek owocu cytryny, a następnie piją sok. To daje natychmiastowy przypływ energii. Sok z cytryny lepiej gasi pragnienie niż woda. Jego smak i zapach stymulują mózg i pomagają zwalczyć zmęczenie.
  1. Kurkuma, jiang huang (korzeń, przyprawa indyjska), należy do rodziny imbirowatych, pobudza krążenie, ma właściwości przeciwzapalne, wzmacnia żołądek i śledzionę, zwiększa ilość dobroczynnych bakterii w jelitach, oczyszcza wątrobę i krew, rozpuszcza kamienie żółciowe, ma niezwykłe właściwości antyoksydacyjne i ułatwia trawienie białek. Leczy nawet marskość wątroby, co jest potwierdzone licznymi badaniami. Dodatkowo usprawnia procesy myślowe. 
  1. Chia – nasiona chia są bogate w tłuszcze wielonienasycone, zwłaszcza w kwasy Omega 3. Nasiona te składają się w 60 procentach z Omega3, i w ten sposób są jednym z najbogatszych źródeł tych kwasów na Ziemi, zwłaszcza kwasu ALA (Kwasu α-linolenowego). Nasiona chia mają działanie przeciwzapalne, pomagają redukować cholesterol, są wspaniałym źródłem błonnika (10 gramw 2 łyżkach nasion), dzięki czemu wspierają pracę jelita grubego.  Chia są bogate w antyoksydanty, a także są bogatym źródłem wapnia, fosforu, magnezu i manganu. Do tego pomagają regulować poziom insuliny we krwi. Nie zawierają glutenu. Dodałam chia do tego napoju głównie dlatego, że działają łagodząco na ściany żołądka i jako pokarm tzw. śluzowaty mają zbawienny wpływ na wyściółkę jelit.

 

Napój ten niewiarygodnie szybko przynosi efekty. Jednak warto skonsultować się najpierw z lekarzem, czy w naszym przypadku jest on wskazany. Po dwutygodniowej kuracji można go przygotowywać od czasu do czasu i wypijać przed śniadaniem. Jeśli ktoś chce stosować go leczniczo  dłużej niż dwa tygodnie, powinien zasięgnąć porady lekarza. Przeciwskazaniem do picia tego napoju może być nadciśnienie, ciąża i karmienie piersią.

Jeśli zachowacie podaną przeze mnie kolejność składników, otrzymacie napój przygotowany zgodnie z metodą Pięciu Przemian. Zakończyłam go na Przemianie Drzewa i w ten sposób energię skierujemy do Wątroby – oznacza to, że najbardziej wzmocni on Wątrobę.

 

NAPÓJ ZMIENIAJĄCY ŻYCIE

Rodzaj posiłku: napój leczniczy

Podajemy z: pijemy sam napój, przygotowany według przepisu

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 2

 napój 2

 

500 ml wody źródlanej lub filtrowanej

½ łyżeczki kurkumy w proszku lub kilka

plasterków korzenia kurkumy (ok. 10 g)

¼ łyżeczki sproszkowanego korzenia lukrecji

125 ml soku z czarnej rzepy

15 – 20 g pociętego w plastry, świeżego korzenia imbiru,

obranego ze skórki

szczypta różowej soli himalajskiej

½ łyżeczki otartej skórki z cytryny

2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny

szczypta sproszkowanej kurkumy

2 łyżki miodu, najlepiej organic

1 łyżeczka nasion chia

szczypta zielonego pieprzu

szczypta soli morskiej

1 – 2 cienkie plastry ekologicznej cytryny ze skórką

1 – 2 cienkie plastry ekologicznej limonki ze skórką

(jeśli nie mamy ekologicznych cytryn/limonek,

musimy sparzyć ich skórkę przed użyciem)

 

  1. Zagotowujemy wodę w rondlu i zmniejszamy trochę ogień. Na wrzątek wrzucamy najpierw kurkumę, po chwili lukrecję, następnie wlewamy sok z czarnej rzepy i wrzucamy świeży imbir, gotujemy przez chwilę i wrzucamy sól. Po chwili dodajemy skórkę z cytryny. Gotujemy pod przykryciem przez 10 minut na małym ogniu (jeśli ma mieć mniej rozgrzewający charakter, gotujemy krótko,     3 -5 minut powinno wystarczyć).

  2. Zdejmujemy z ognia, odcedzamy i studzimy do temperatury ok. 50°C, a następnie wlewamy sok z cytryny, dodajemy kurkumę, miód i chia. Energicznie mieszamy przez  ok. 1 – 2 minuty i odstawiamy na chwilę, żeby chia zwiększyły swoją objętość. Na koniec wrzucamy po kolei: szczyptę zielonego pieprzu, szczyptę soli, plastry cytryny oraz limonki, mieszamy, Pijemy! :)  

Napój ten jest przepyszny i ta świadomość, że działa korzystnie na cały organizm… Można go przygotować poprzedniego dnia, odcedzić, wlać do termosu ze szklanym wkładem, a rano tylko sprawdzić jego temperaturę i dodać pozostałe składniki.

 

                                             With love,

                                                            Wasza Mariola

 

P.S. Jutro nów i zaćmienie słońca, uważajcie na siebie :) Zaćmienie będzie można obserwować w Polsce rano, około godz. 10.00, trzeba mieć ciemne okulary…

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Dżem bez gotowania poprawiający trawienie

Bez cukru, bez żel-fixu, żelatyny i agaru, a ma zwartą konsystencję! Zawiera składniki poprawiające pracę jelit, żołądka i wątroby. Nie wymaga gotowania. Pomoże przeżyć Święta :) :)  

Dżem na trawienie

Ten dżemik przygotowałam jakiś czas temu dla siebie, a teraz chciałabym się nim z Wami podzielić :) Zawiera on składniki regenerujące wyściółkę jelit, a więc może pomóc osobom, które nie trawią glutenu i laktozy. Po zjedzeniu dżemu, który uzyskamy z poniższego przepisu, trzeba zrobić krótką przerwę, zanim zaczniemy jeść kolejną porcję (gdybyśmy jednak chcieli jeść ten dżemik regularnie przez dłuższy czas, warto zapytać o to lekarza lub terapeutę TMC).

 

Generalnie produkty śluzowate takie, jak nasiona chia, siemię lniane, algi (np. wakame, kombu), a także marchewka wpływają dobroczynnie na jelita i pomagają w trawieniu pokarmów, zwłaszcza jeśli jednorazowo jemy ich dużo, tak jak w Święta :)

Mam nadzieję, że z tym przepisem uda nam się przeżyć Święta i przetrawić wszystkie te tradycyjne i bardzo smaczne potrawy, za które jednak zazwyczaj nasze żołądki nie są nam wdzięczne :) Polecam zwłaszcza na śniadanie w drugi dzień Świąt do chleba z masłem, jako nadzienie do omletów, naleśników, gofrów, itp.

Ten rodzaj dżemu nie wymaga gotowania i można go przyrządzić z różnych owoców, także surowych. Jeśli jednak ma poprawić różne funkcje trawienne naszego organizmu, trzeba go przyrządzić z wymienionych poniżej składników. 

Zapraszam na przepis!

 

DŻEM BEZ GOTOWANIA POPRAWIAJĄCY TRAWIENIE

Rodzaj posiłku: dodatek do potraw

Podajemy z:  chlebem, do omletów, naleśników, gofrów, do herbaty

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie wzmacniające

Ilość porcji: ok. 400 ml dżemu

 Dżem bez cukru

40 g suszonych owoców goi

250 ml wrzącej wody

200 g utartej marchewki (w paski)

250 ml gorącej wody

1 łyżeczka rozdrobnionego korzenia lukrecji

(do kupienia w sklepach zielarskich)

1 łyżeczka zmielonych nasion anyżu

szczypta  soli

1 łyżeczka soku z cytryny lub 2 łyżki soku z pomarańczy

1 – 2 łyżeczki otartej drobno skórki pomarańczowej

(po sparzeniu pomarańczy)

1 łyżka rozpuszczonego oleju kokosowego, extra virgin, organic, raw

1 łyżeczka (lub 1 łyżka, jeśli ma być bardziej waniliowy smak) esencji waniliowej

(bez alkoholu)

3 – 4 łyżki białych nasion chia 

lub ewentualnie czarnych nasion chia

3 – 4 łyżki syropu klonowego lub miodu, słodu, itp. (opcja)

 

1. Suszone owoce goi wrzucam do miski i zalewam wrzącą wodą (250 ml). Zostawiam na 10 minut. Odsączam, przekładam do miski. Wody pozostałej z namaczania goi nie wylewam, będzie jeszcze potrzebna.

2. Do szerokiego, płaskiego rondla wrzucam utartą marchewkę, wlewam gorącą wodę (250 ml) i wodę pozostałą z namaczania goi. Dodaję lukrecję, zmielony anyż, sól. Gotuję przez 12 minut od zagotowania się wody. Marchewka będzie wówczas bardziej al’dente i taka właśnie mi pasuje. Jeśli jednak ktoś woli, żeby była bardziej miękka, gotuje przez 15-16 minut. Dłużej lepiej nie, ponieważ wtedy może się rozpaść się w dżemie, ale oczywiście każdy sam zdecyduje, jaką konsystencję lubi najbardziej :)

3. Ugotowaną marchewkę odcedzamy do dużej miski, a następnie przekładamy ją do osobnej mniejszej miski i dodajemy do niej skórkę pomarańczową, namoczone wcześniej goi oraz esencję waniliową, mieszamy.

4. Do wywaru, który pozostał z gotowania marchewki, dodajemy sok z cytryny lub sok z pomarańczy, a następnie wrzucamy nasiona chia i energicznie mieszamy przez 1 minutę. Ostawiamy na 5 minut, a następnie dodajemy marchewkę połączoną z goi i skórką pomarańczową. Wlewamy olej kokosowy i ewentualnie doprawiamy do smaku syropem klonowym, miodem lub słodem. Mieszamy całość przez chwilę, tak żeby wszystkie składniki dobrze połączyły się z chia.

5. Przekładamy do słoika i wstawiamy do lodówki na kilka godzin lub najlepiej na noc, dzięki temu nasiona chia zmiękną, smaki się wymieszają i ustali się ostatecznie konsystencja dżemu.

 

Dżem ten przechowujemy w lodówce, najlepiej w zamkniętym słoiku, wytrzyma 5 – 6 dni. Do  tego dżemu najlepiej jest użyć białych nasion chia, ze względu na kolor, ale czarne nasiona chia też się tu sprawdzą. Nasiona chia mają różną jakość, niektóre pozostają lekko chrupkie, niezależnie jak długo będziemy dżem trzymać w lodówce, ale mi absolutnie to nie przeszkadza :)

Jest pyszny i aromatyczny, z dobrze wyczuwalnymi nutami skórki pomarańczowej i wanilii. Jego smak i zapach pasują do cudownych Świąt Bożego Narodzenia :)

Dżem bez cukru 3

With love,

                                              Mariola

 

.………………………………………………………………………………………………….………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Aromatyczne mini tortille z dzikiego ryżu

Bez glutenu, bez tłuszczu, bez jajek!

Niski indeks glikemiczny, dużo wartości odżywczych!

 Tortille z dzikiego ryżu 1

                                                                           ♥

Kiedy pracowałam nad przepisami do książki „Zaskakująca kasza & ryż”, to właśnie dziki ryż okazał się  moim największym odkryciem. Urzekły mnie różne jego właściwości – ciekawy wygląd, nie dający się do końca określić aromat, a także zdecydowany smak. W książce znajdziecie więcej smacznych przepisów z dzikim ryżem w roli głównej, a dziś zapraszam na mini tortille, przygotowane z tej arcyciekawej rośliny :)

Dziki ryż nie jest zbożem, tak naprawdę są to nasiona trawy wodnej (zizania aquatica) spokrewnionej z rodziną ryżową. Te ciemne, podłużne i aromatyczne ziarenka są podczas obróbki pozbawiane zewnętrznej łuski, ale nie są polerowane, dlatego zawierają całe mnóstwo wartościowych składników: cynku, magnezu, witamin z grupy B, błonnika, a do tego przeciwutleniacze. Olejek z dzikiego ryżu jest na przykład wykorzystywany w kremach dla skóry dojrzałej, ponieważ ma wspaniałe właściwości odmładzające skórę – stanowi prawdziwy eliksir młodości. Nasza zizania ma też dużo białka, dużo więcej niż inne rodzaje ryżu, ma  działanie ogólnie wzmacniające organizm i jest moczopędna, korzystnie działa na nerki, wątrobę, serce i żołądek. Co więcej, jej spożywanie pomaga pozbyć się toksyn i metali ciężkich z organizmu. Jak widać warto jeść dziki ryż, ponieważ to samo zdrowie :)

 

MINI TORTILLE Z DZIKIEGO RYŻU

Rodzaj posiłku: zastępuje chleb podczas śniadania, brunchu, pikniku

Podajemy z:  masłem, różnymi pastami, serami, kotletami, z dodatkiem warzyw, sosów

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie wzmacniające

Ilość porcji: kilka tortilli

 Tortille z dzikim ryżem 2

 

200 g dzikiego ryżu

625 ml wody

1 łyżka nasion chia

1 i 1/2 łyżki nasion chia

1 łyżeczka suszonego tymianku

sól i pieprz do smaku

2 łyżki zmielonych na mąkę nasion słonecznika (opcja)

 

osobno

1 łyżka nasion słonecznika

1 łyżeczka wiórków kokosowych

 

  1. W młynku do kawy miksuję 1 i 1/2 łyżki nasion chia, przekładam do małej     miseczki, odstawiam na bok.

  2. Dziki ryż wrzucam do garnka, wlewam wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i na małym ogniu gotuję przez  40 minut.

  3. Ugotowany ryż studzę przez 5 minut i ewentualnie odcedzam, jeśli woda nie została całkowicie wchłonięta przez ryż. Zanim wrzucę ryż do miksowania, odkładam 1 – 2 łyżki ugotowanego ryżu do osobnej miseczki, będzie nam potrzebny do dekoracji tortilli. Następnie przekładam ryż do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

  4.  Dodaję nasiona chia oraz zmiksowane nasiona chia, tymianek, pieprz oraz sól do smaku. Miksuję przez 2 minuty, żeby składniki dobrze się połączyły. Jeśli masa jest dość rzadka i mocno się lepi, można dodać 2 łyżki zmiksowanych nasion słonecznika i krótko całość zmiksować.

  5. Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć,

    najlepiej za pomocą papieru do pieczenia, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia i lekko rozwałkowuję. Zdejmuję górny papier i posypuję równomiernie powierzchnię placka ziarnami słonecznika, wiórkami kokosowymi i niezmiksowanymi ziarnami dzikiego ryżu (tu będziemy potrzebować trochę wyczucia, nie możemy dać za dużo ziaren na wierzch, żeby póżniej tortille się nie rozpadały i nie za dużo w jednym miejscu – właśnie z tego powodu). Ponownie przykrywam placek i rozwałkowuję za pomocą drewnianego wałka w taki sposób, żeby ciasto miało grubość ok. 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Tak samo postępuję z drugim plackiem. Odstawiam oba placki na pół godziny.

  6. Z przygotowanego w ten sposób ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego i nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam po 1 – 2 minuty z każdej strony (tu każdy sam zdecyduje, jak mocno podpieczoną tortillę lubi). Podaję od razu. Są przepyszne i mają ciekawą konsystencję!  

  7. Ciasto to można przygotować wieczorem poprzedniego dnia, rozwałkować, odczekać 30 minut, wyciąć krążki, a następnie przechowywać je w lodówce. Rano wystarczy  wrzucić krążki na patelnię i możemy podczas śniadania delektować się pysznym ciepłym chlebkiem, za który z pewnością nasz żołądek będzie nam wdzięczny. Żeby krążki ciasta nie posklejały się w lodówce, przekładamy je kawałkami papieru do pieczenia. Ciasto przechowujemy w woreczku lub zawinięte w folię. Podobnie postępujemy z upieczonymi tortillami – można je także przechowywać w lodówce (przez 3 – 4 dni), a przed użyciem wystarczy tylko je podgrzać na patelni.

     Tortille z dzikiego ryżu 3         (wierzch tortilli ozdabiamy całymi ziarnami dzikiego ryżu, słonecznika i wiórkami            kokosowymi, dzięki temu nasze tortille nie tylko ładnie wyglądają, ale są też                                                                     bardziej chrupkie :)                                                           

                                                         Smacznego!

                                                                             Wasza,

                                                                                            Mariola

P.S. O dzikim ryżu można więcej poczytać w tym miejscu:

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Domowe mini tortille – jaglane

Dziś oprócz przepisu podstawowego dodatkowo przepis na mini tortillę z kaszy jaglanej  z papryką, suszonymi pomidorami i skórką pomarańczową oraz tortillę jaglaną z kaparami i oliwkami. 

duo

  (Na zdjęciu tortille z suszonymi pomidorami i tortille z kaparami i oliwkami)

Tortille z kasz i nasion chia zachwyciły całą naszą rodzinę. Robimy je prawie codziennie, tak nas wciągnęła ta zabawa. Wymyślamy różne warianty, ale ciasto podstawowe jest proste, zawiera tylko dwa główne składniki i drobne dodatki, w zależności od upodobań smakowych. Gotowa tortilla jest sprężysta, łatwo się przechowuje, ma zaskakujący smak, a ta przygotowana z dodatkiem suszonych pomidorów czy też oliwek staje się prawdziwym rarytasem.

 

DOMOWE MINI TORTILLE JAGLANE – PRZEPIS PODSTAWOWY

 

200 g kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

1 łyżka, lekko czubata, skrobi kukurydzianej

1 łyżka, lekko czubata, białych nasion chia

lub innych

1 łyżka ciemnych nasion chia

ulubione zioła

sól i pieprz do smaku

 

  1. W młynku do kawy miksuję 1 łyżkę białych nasion chia, przekładam do małej     miseczki, odstawiam na bok.

  2. Kaszę jaglaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund przez cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

  3. Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

  4.  Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję skrobię, nasiona chia oraz zmiksowane białe nasiona chia, pieprz, sól i odrobinę ulubionych ziół. Miksuję przez 1 minutę, żeby składniki dobrze się połączyły.

  5. Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, najlepiej za pomocą papieru, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia. Po kolei rozwałkowuję każdą z kul za pomocą drewnianego wałka w taki sposób, żeby ciasto miało grubość ok. 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Placki  zostawiam na pół godziny.

  6. Z przygotowanego w ten sposób ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego i nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam po 1 – 2 minuty z każdej strony (tu każdy sam zdecyduje, jak mocno podpieczoną tortillę lubi). Podaję od razu. Są przepyszne i mają ciekawą konsystencję dzięki kaszy i nasionom chia! Dodam, że kasza jest w nich w ogóle niewyczuwalna :)

  7. Ciasto to można przygotować wieczorem poprzedniego dnia, rozwałkować, odczekać 30 minut, wyciąć krążki, a następnie przechowywać je w lodówce. Rano wystarczy  wrzucić krążki na patelnię i możemy podczas śniadania delektować się pysznym ciepłym chlebkiem, za który z pewnością nasz żołądek będzie nam wdzięczny :)  Żeby krążki ciasta nie posklejały się w lodówce, przekładamy je kawałkami papieru do pieczenia. Ciasto przechowujemy w woreczku lub zawinięte w folię. Podobnie postępujemy z upieczonymi tortillami.

 

DOMOWE MINI TORTILLE JAGLANE Z PAPRYKĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

 

 z pomidorami

Składniki jak wyżej a dodatkowo: 1 łyżeczka słodkiej zmielonej papryki, 3 kawałki suszonych pomidorów w oliwie/oleju, 1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej. I do drugiej tortilli 1 łyżka posiekanych grubo oliwek i 1 łyżeczka kaparów – zarówno oliwki, jak i kapary powinny być odsączone z zalewy.

1. Przygotowujemy ciasto na tortillę jaglaną według powyższego przepisu podstawowego. Kiedy zmiksujemy już kaszę z chia oraz solą i pieprzem, i ewentualnie z ziołami, wyjmujemy ją z malaksera i dzielimy powstałe w ten sposób ciasto na dwie części.

2. Jedną część wykładamy na przygotowany wcześniej papier do pieczenia i pomagając sobie papierem (masa dość mocno się lepi), formujemy z tej masy kulę. Przykrywamy ją drugim kawałkiem papieru i lekko rozwałkowujemy. Zdejmujemy górny papier i na powstały placek wykładamy równomiernie słodką paprykę, pomidory i skórkę pomarańczową (pomidory powinny być osuszone z nadmiaru oliwy/oleju). Lekko je wgniatamy w placek, a następnie ponownie przykrywamy placek papierem i rozwałkowujemy całość, aż placek będzie miał grubość około 2 – 3 mm. Odkładamy na bok.

3. Następnie bierzemy kolejny kawałek papieru i wykładamy na niego resztę ciasta, która została w malakserze. Postępujemy jak wyżej, żeby uformować kulę, którą następnie lekko rozwałkowujemy i na powstały w ten sposób placek nakładamy oliwki i kapary, lekko wciskając je w placek. Dalej postępujemy jak wyżej.

4. Kiedy oba placki są gotowe – wyglądają pięknie :) odstawiamy je na 30 minut. Następnie wycinamy z nich nasze tortille i podpiekamy na rozgrzanej patelni po 1 – 2 minuty z każdej strony. Od razu podajemy lub przechowujemy w lodówce, żeby ich użyć wtedy, kiedy będą nam potrzebne.

duo 2

Mini tortille z papryką i suszonymi pomidorami. Czy nie wyglądają pięknie? Mają około 11 cm średnicy. I kto by zgadł, że są z kaszy? Uwielbiam je :)

Smacznego!

                                                    Wasza, Mariola

P.S. A już wkrótce tortilla kukurydziana :)

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved