Bezglutenowe muffinki z chia i kaszą kukurydzianą

Muffiny bezglutenowe i wegańskie – nie zawierają jajek, krowiego mleka, białej mąki i białego cukru!

Muffinki chia 2

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy ktoś mówił w Polsce, że jest wegetarianinem, wywoływał tym dużą konsternację, zwłaszcza jeśli był zaproszony na obiad. W naszym środowisku wegetarianami najpierw zostali Jola i Mirek (Trymbulakowie). Kiedy byli do mnie zaproszeni, kończyło się za każdym razem długim omawianiem potraw przez telefon,  co może się w nich znaleźć, a czego muszę unikać, zwłaszcza że ze względu na medytacje nie jedli także innych produktów, np. jajek, czosnku i cebuli. W zasadzie ich dieta była po części wegańska, ale tego słowa w Polsce w tym czasie prawie nikt nie znał, a jeśli nawet usłyszał i tak do końca nie rozumiał. Nawyk przygotowywania potraw w określony sposób był tak silny, że ludzie nie wyobrażali sobie na przykład, że można upiec ciasto, nie dodając do niego jajek. Książka Joli i Mirka „Nakarmić duszę”, którą wydałam w moim wydawnictwie, zaczęła powoli te wyobrażenia zmieniać. (Oczywiście wcześniej były już na rynku książki na temat wegetarianizmu, np. Grodeckiej, ale z tego co wiem od naszych Czytelników, dopiero nasza książka upowszechniła tę tematykę, być może ze względu na ciekawą formę i spory rozgłos, i chyba jako pierwsza pokazała potrawy wegańskie – jeśli ktoś ma inne informacje, prosiłabym, żeby się ze mną podzielił :)

Jednak przygotowując kilka lat później angielską wersję tej książki – „To Feed the Soul”, dopiero tak naprawdę poznaliśmy weganizm. Chociaż „Nakarmić duszę” było w Polsce książką nowatorską, okazało się, że Anglicy są już dalej, tak więc wiele przepisów musieliśmy opracować ponownie, żeby były wegańskie. Ja w zasadzie jadłam wówczas głównie tofu i warzywa, a mleko roślinne dodawałam prawie do wszystkiego, bo właśnie jedzenie roślinne najbardziej mi pasowało, miałam to chyba w genach, ponieważ jedna z sióstr mojej babki ze strony matki była wegetarianką. Ale Londyn naprawdę mnie wtedy zaskoczył. Przy okazji publikacji tej książki wyjeżdżaliśmy często do Londynu –  jej promocja odbyła się w jednym z ekskluzywnych butików przy Westbourne Grove (Notting Hill), którego właściciel posiadał również wegetariańską restaurację przy słynnej Portobello Road. Często byliśmy tam gośćmi, ale też wzdłuż Westbourne Grove restauracje wegetariańskie i wegańskie wyrastały jak grzyby po deszczu. Wzdłuż całej ulicy było mnóstwo miejsc, gdzie można było zjeść potrawy bez jajek, sera, twarogu, mleka, a ich smak i konsystencja sprawiały, że nie miało się poczucia, że je się coś gorszego, jak uważała wówczas większość osób w Polsce, jedzących mięso. Pamiętam zwłaszcza jedno takie miejsce, gdzie można było zamówić kaczkę, kurczaka i wołowinę po chińsku, tylko że te potrawy były wegetariańskie, przyrządzone z odpowiednio spreparowanej soi. Było to jedno z najbardziej zaskakujących doświadczeń kulinarnych w moim życiu, to co jadłam, wyglądało jak mięso i smakowało jak mięso, próbowałam więc przekonać siebie, że to nie jest mięso. Jednak złudzenie, że je się mięso, było tak silne, że do końca nie byłam pewna, co tak naprawdę jem. Na przykład kaczka miała typową kaczą skórkę…

Jak to mówi Lama Ole: „Wszystko jest snem, więc wszystko jest możliwe” :)

Dziś mamy do dyspozycji różne rodzaje jedzenia i mnóstwo nowych technik i diet. Kiedy zapraszam gości, mam niezły orzech do zgryzienia. Jeden je tylko paleo, drugi tylko raw, inni są weganami, nie wspomnę już o tych, którzy są na diecie bezglutenowej lub po prostu mają alergie pokarmowe czy też nie tolerują niektórych produktów. I tak dobrze, że nie mieszkamy w USA, moja znajoma ze Stanów organizowała ostatnio urodziny swojego syna, każde z 11 zaproszonych  dzieci miało na coś innego alergię i w zasadzie była zmuszona przygotować oddzielne dania dla każdego  z tych dzieciaków – w rezultacie każde na wejściu dostawało swój własny ozdobny box z jedzeniem. Świat staje się coraz bardziej globalny, a nasze jedzenie coraz bardziej się indywidualizuje :)

Zresztą pamiętam pobyt w ośrodku medytacyjnym w San Francisco kilkanaście lat temu, już wtedy Amerykanie mieli niezliczoną ilość alergii. Pokój do medytacji musiał być sterylny, dywany były traktowane środkiem na roztocza, nie wolno było palić kadzideł i z tego co pamiętam w tym pomieszczeniu były tylko sztuczne kwiaty, wszystko to z powodu różnych alergii, na które już wtedy cierpiało wiele osób.

 

Jedzenie a przyjmowanie gości, czyli tybetańska gościnność

Jak się zachować w takiej sytuacji, kiedy mamy gości, a oni jedzą coś innego niż my? Zwłaszcza kiedy dotyczy to jedzenia lub nie potraw mięsnych. Ja u siebie w domu kieruję się tzw. tybetańską gościnnością, oznacza ona, że gość jest ważniejszy ode mnie, chciałabym, żeby ta osoba dobrze się u mnie czuła, więc jeśli je mięso, podaję jej mięso. Jeśli nie jemy mięsa i nie chcemy go sami przygotowywać, możemy do tego podejść na kilka sposobów. Jeśli to krótki pobyt, zaprośmy gości do restauracji, możemy też zamówić jedzenie do domu lub poprosić o przygotowanie potraw kogoś innego, możliwości jest wiele. Podstawowa zasada jest taka, że robimy wszystko, żeby nasi goście dobrze się u nas czuli. Weganom przygotowujemy wegańskie jedzenie, komuś, kto lubi surowe, robimy zielone smoothies (staram się nie pouczać gości, jak mają się odżywiać, ale i tak pewnie coś wtedy wspomnę o surowej żywności, zwłaszcza jeśli będzie to zima :) a jeśli wiemy, że ktoś ma alergię na orzechy, nie stawiamy w ogóle takich potraw na stole, żeby ktoś nie zjadł przez pomyłkę czegoś, co może mu zaszkodzić. Postaram się jeszcze kiedyś napisać, jak gotowałam super zdrowo dla pewnego tybetańskiego Rinpocze i co z tego wynikło :)

 Muffinki z chia 4

Dziś zapraszam na muffinki z kaszą kukurydzianą i nasionami chia. Te nasiona to ostatnio moja wielka obsesja :) dodaję je do wszystkiego, uwielbiam lekko chrupiącą, zwartą konsystencję wypieków, która powstaje po dodaniu chia, a także delikatną galaretowatość różnych puddingów, owsianek i kremów, które możemy przyrządzić na bazie chia. Do tego mają one właściwości lecznicze – leczą wyściółkę jelit, a więc są szczególnie wskazane dla osób, które cierpią na nietolerancję glutenu.

 

BEZGLUTENOWE MUFFINKI Z CHIA I KASZĄ KUKURYDZIANĄ

 

Rodzaj posiłku: śniadanie/brunch/lunch box/do popołudniowej kawy

Podajemy z: polewą czekoladową, bitą śmietanką, lodami, masłem i miodem (tylko że wtedy nie będą już wegańskie), masą ganache, itp. 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie neutralne

Ilość porcji: 9 – 10 muffinek

 

Muffinki chia 3

 

Żeby przygotować te muffinki, będziemy potrzebować:

90 g moreli suszonych na słońcu

2 – 3 łyżki rodzynek

100 g mąki kokosowej

180 g kaszki kukurydzianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki zmielonego kardamonu

½ łyżeczki kurkumy

60 g oleju kokosowego

3 łyżki nasion chia

6 łyżek soku pomarańczowego

¼  szklanki drobno posiekanej, suszonej żurawiny

500 ml mleka sojowego lub kokosowego

(Jeśli ktoś woli bardziej słodki smak, może dodać

3 – 4 łyżki jasnego nierafinowanego cukru trzcinowego) 

 

Osobno

2 – 3 łyżki posiekanych orzechów i żurawiny

100 g gorzkiej czekolady i 1 łyżeczka oleju kokosowego (opcja)

 

  1. Morele wrzucamy do małej miski, zalewamy wrzątkiem, tak żeby woda tylko przykryła morele, i zostawiamy na 1 – 2 godziny do namoczenia.
  2. Rodzynki wrzucamy do osobnej miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy do namoczenia na 1 – 2 godziny, tak jak morele.
  3. Kiedy morele są już namoczone, do osobnej miski wrzucamy mąkę kokosową, kaszę kukurydzianą, proszek do pieczenia, sodę, kardamon oraz kurkumę, mieszamy, żeby składniki dobrze się połączyły.
  4. Do jeszcze innej miseczki wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy składniki, a następnie zostawiamy na 5 – 10 minut, żeby chia napęczniały – po kilku/kilkunastu minutach utworzy się coś w rodzaju galaretki. Niektóre nasiona chia są bardziej suche i zanim wytworzy się galaretka, muszą poleżeć nawet kilkanaście minut. Jeśli po kilkunastu minutach nie wytworzy się coś w rodzaju galaretki – co może się zdarzyć – nie należy się tym przejmować, chia i tak spełnią swoje zadanie podczas pieczenia.
  5. Następnie rozpuszczamy olej kokosowy w małym rondelku i odstawiamy na bok do wystudzenia.
  6. Do pojemnika blendera lub do zwykłej, najlepiej wysokiej, miski (ja używam tutaj ręcznego blendera, żeby nie zbierać później tej masy ze ścianek i pokrywy malaksera, ale zróbcie tak, jak lubicie) wrzucamy namoczone i odsączone z wody morele, wlewamy 250 ml mleka i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej emulsji, dodajemy chia i wystudzony olej kokosowy, miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy resztę mleka (jeśli nie zmieści się wszystko w pojemniku, mleko możemy później dodać do mąki) i znów miksujemy.
  7. Teraz będzie nam potrzebny malakser, do jego pojemnika wrzucamy mąkę wymieszaną wcześniej z pozostałymi suchymi składnikami, przez chwilę miksujemy, to rozbije grudki, które tworzą się w mące kokosowej, a następnie wlewamy morele zmiksowane z mlekiem, kokosem oraz chia i wlewamy mleko, jeśli jeszcze zostało, miksujemy, aż wszystko się połączy i na koniec dodajemy posiekaną żurawinę i namoczone rodzynki, mieszamy.
  8. Przekładamy do foremek wysmarowanych olejem kokosowym i wysypanych mąką kukurydzianą – wierzch babeczek możemy posypać posiekanym orzechami i/lub suszoną żurawiną. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 20 – 25 minut lub do momentu aż patyczek włożony w środek muffinka będzie suchy.
  9. Kiedy muffiny wystygną, możemy polać je rozpuszczoną czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu olej kokosowy na małym ogniu,  wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę i mieszając rozpuszczamy czekoladę w oleju kokosowym. Kiedy masa przestygnie, nakładamy ją na muffiny. Muffiny można przełożyć do lodówki, żeby polewa szybciej zastygła – ciekawy i smaczny dodatek do tych pysznych i zdrowych babeczek. 

                                                                    With love,

                                                                                            Mariola 

 

Muffinki z chia 5

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Śniadaniowe bezglutenowe gofry z lucumą

Bogate w błonnik gofry na bazie mąki kukurydzianej i kokosowej!

Słodzone lucumą – nie powodują skoku insuliny.

Zapewniają długotrwałe uczucie sytości :)

Gofry z lucumą 2

 

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Potrawy, które rano jemy, a także okoliczności, w jakich jemy śniadanie, wpływają bezpośrednio na to, jak będzie wyglądał cały nasz dzień :) I nie chodzi tu tylko o energię – czy będziemy ją mieli, czy będzie nam jej brakować, dotyczy to w zasadzie wszystkich naszych doświadczeń z tego dnia, ponieważ to głównie od śniadania zależy, czy pozostaniemy zrównoważeni i łatwo będziemy wybierać korzystne dla nas rozwiązania, czy też już od rana nadmiernie pobudzeni lub wygaszeni wyjdziemy z domu i zetkniemy się z morzem przeszkód.

Ale zanim zjemy śniadanie, tak naprawdę to już ten pierwszy moment po obudzeniu się, jest dla nas najważniejszy. Wielki buddyjski jogin, Lama Ole Nydahl, radzi nam, żebyśmy rano ustawili swój umysł. Rozumiem to w ten sposób, że od razu po obudzeniu się, zaczynamy się koncentrować na rzeczach dla nas ważnych, nie tylko w takim sensie, co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem :) ale przede wszystkim na naszych celach i to tych dalekosiężnych. Wiele osób medytuje od razu po wstaniu z łóżka lub uprawia jogę. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście, gorąco polecam. Najlepszy czas na medytację jest w godzinach 3 – 5 rano i chociaż wiele osób smacznie wtedy śpi, jest spora grupa „szaleńców”, którzy wstają przed czwartą rano, żeby zacząć dzień od medytacji, znam osobiście takie osoby, są naprawdę mocne, bardzo zdyscyplinowane i nienajgorzej sobie żyją : ) Nie ma lepszej metody na rozpoczęcie naprawdę dobrego dnia niż medytacja i koncentracja na tym, co jest dla nas ważne :) W końcu szkoda byłoby przespać życie :)

Jeśli chcemy pozostać  w ciągu dnia skoncentrowani na tym, co robimy,  nie powinniśmy zaczynać dnia od szklanki soku, np. pomarańczowego i od miseczki musli z surowych zbóż, zalanych mlekiem i posypanych górą owoców. Takie jedzenie spowoduje również, że będziemy niestabilni emocjonalnie i możemy nie być w stanie dobrze ocenić sytuacji, na przykład prowadząc samochód. Dlatego na śniadanie najlepsze są potrawy pieczone, smażone i gotowane: różne naleśniki, omlety z jajek, omlety z kasz   (w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż” znajdziecie wiele propozycji śniadaniowych z kasz na ciepło, niektóre mogą was naprawdę zaskoczyć, jak np. ”Frittata z kaszy kukurydzianej”), gotowane płatki owsiane (do gotowanych płatków można dodać trochę świeżych owoców), gotowane kasze, warzywa i fasole – wszystko to sprawi, że wejdziecie w nowy dzień z energią i 100% skutecznością :)

Ważnym elementem śniadania jest także to, w jaki sposób jemy. Jeśli w pośpiechu, na przysłowiowej „jednej nodze”, w samochodzie, to w ten sposób mocno osłabiamy narządy trawienne, które pracują najlepiej, kiedy jemy w spokoju i wolno, przeżuwając jedzenie wielokrotnie. Najgorsze, co możemy zrobić, to połykać jedzenie i nie koncentrować się na nim. W rezultacie możemy cierpieć przez cały dzień na niestrawność, co z pewnością nie pomoże nam w zawodowej aktywności. Moi nauczyciele TMC zawsze podkreślali, że śniadania nie jemy, tylko je celebrujemy : )

 

Zapraszam na przepis :)

Gofry z lucumą 3

Bezglutenowe gofry z lucumą to trochę zmodyfikowany przepis z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Do gofrów najlepiej użyć mąki kukurydzianej organic, bo wtedy mamy pewność, że jest wolna od GMO. W tych gofrach świetnie sprawdza się też mąka z brązowego ryżu. Na zdjęciach widać gofry przygotowane z mąki kukurydzianej i ksylitolu, po dodaniu lucumy, gofry będą miały bardziej chlebowy kolor. Chciałam pokazać na zdjęciach gofry z lucumą, ale z powodów technicznych na razie się nie udało. A ponieważ nie ma w zasadzie różnicy poza kolorem, zdecydowałam się dać wcześniejsze zdjęcia, na których widać, jaka to pychota :)  

Lucuma

Pouteria lucuma to roślina pochodząca z Ameryki Południowej. Jej owoce nazywane popularnie lucumą są dostępne w Polsce w postaci proszku. Dojrzałe owoce suszy się, a następnie drobno mieli. Dla Peruwiańczyków owoc ten jest symbolem płodności i kreatywności i jest przez nich spożywany od wieków. Lucuma często jest nazywana „złotem Inków”, zawiera mnóstwo składników odżywczych, jest bogatym żródłem antyoksydantów, błonnika, cynku, żelaza, magnezu, beta-karotenu, niacyny i wapnia. Proszek lucumy jest słodki i można go używać do słodzenia potraw. Jest to bardzo delikatna słodycz, ale potrawa nabiera słodkiego charakteru. I co najważniejsze, lucuma to bezpieczny „cukier” dla diabetyka, ponieważ ma niski indeks glikemiczny, i zdrowy wybór dla tych, którzy chcą ograniczyć spożycie cukru :)

 

ŚNIADANIOWE BEZGLUTENOWE GOFRY Z LUCUMĄ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem/syropem klonowym/ słodem ryżowym, z ubitą śmietanką roślinną lub inną, posypane cukrem pudrem, np. trzcinowym, z dżemem

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 gofrów

Gofry z lucumą

Składniki

150 g mąki kukurydzianej lub z brązowego ryżu
70 g mąki kokosowej, najlepiej nieoczyszczonej
3 łyżki skrobi kukurydzianej
2 – 3 łyżki lucumy lub ksylitolu/innego cukru
½ łyżki proszku do pieczenia, najlepiej bez aluminium
½ łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu lub cynamonu
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej/ewent. krowiej
300 ml  + ewent. 50 ml mleka sojowego lub innego roślinnego, ewent. krowiego
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
2 jajka
1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu
¾ szklanki o pojemności 250 ml świeżych czerwonych borówek/borówek amerykańskich lub 50 g owoców goji (wcześniej przez chwilę namoczonych, żeby były miękkie)

tłuszcz do gofrownicy

 

1. Do miski wrzucamy mąkę kukurydzianą, mąkę kokosową, skrobię kukurydzianą, lucumę, kardamon oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
2. Do osobnej schłodzonej miski wbijamy jajka i ubijamy je przez 2 minuty, aż będą puszyste. Dodajemy do nich śmietankę, powoli ją wlewając i równocześnie ubijając wszystko. Następnie wlewamy mleko i dalej przez chwilę ubijamy. Kiedy składniki się połączą i wytworzy się piana, wrzucamy skórkę pomarańczową, a następnie partiami mąkę wymieszaną z pozostałymi składnikami, równocześnie ubijając całość. Na koniec dodajemy borówki lub goji, mieszamy. Odstawiamy na dwie minuty, żeby mąka zdążyła wchłonąć płyn i sprawdzamy, czy masa nie jest za gęsta. Powinna mieć konsystencję gęstego ciasta na placki. Jeśli jest za gęsta, dodajemy mleko sojowe, ale nie więcej niż 50 ml.
3. Rozgrzaną gofrownicę smarujemy wybranym tłuszczem, nakładamy odpowiednią ilość masy (ja nakładam 2 czubate łyżki na jedną formę o wielkości 10 cm x 11 cm), rozprowadzamy ją tak, żeby pokryła całą formę, nakładamy na drugą formę i pieczemy przez 5 – 7 minut w zależności od mocy gofrownicy i konsystencji, jaką chcemy uzyskać.

Uwagi
1. Gofry zawierają dużo białek, a także pełnowartościowego błonnika i
dają długotrwałe uczucie sytości.
2. Śmietankę sojową można zastąpić słodką, płynną śmietanką z mleka
krowiego, a mleko sojowe mlekiem krowim. 

Możecie mi wierzyć na słowo, te gofry są przepyszne, regularnie je przyrządzam, często zastępują mi pieczywo. Jeśli dodamy do nich lucumę, stają się chrupkie na zewnątrz, a puszyste w środku, mniam :)

                                                          Smacznego,

                                                                          Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Sernik na zimno z kaszy jaglanej

Sernik jaglany

(Na zdjęciu wymyślony przeze mnie sernik jaglany! Teraz ten przepis stał się dość popularny na blogach, ale pamiętajcie, że po raz pierwszy sernik ten pojawił się w mojej książce „Zaskakująca kasza i ryż” – nikt przede mną takich serników nie robił, a przynajmniej nigdzie tego nie udostępniał )

„Sernik na zimno z kaszy jaglanej z lawendą” otworzył mi wiele drzwi, kiedy zaczęłam pracować nad książką „Zaskakująca kasza & ryż”. Jest bardzo smaczny i leciutki, a kasza jest w nim w ogóle niewyczuwalna, nie zdarzyło mi się, żeby ktokolwiek kiedykolwiek powiedział, że czuje w nim kaszę. Przepis, który znajdziecie poniżej, to przepis-matka. Od niego zaczęła się historia serników na zimno z kaszy jaglanej :) Kiedy zaczęłam pracę nad książką (w 2010 r.) i wrzucałam w wyszukiwarkę takie hasła, jak „Sernik jaglany”, „Sernik z kaszy jaglanej”, „Sernik z kaszą jaglaną” itp, nie znalazłam takiej potrawy!!! :)  W książce znajdziecie też wymyślony przeze mnie pieczony „Sernik z kaszy jaglanej”, który podbił serca wielu Czytelników :)  

Mam też dobrą wiadomość dla osób, które pytają mnie o dodruk książki „Zaskakująca kasza i ryż”. Książka powinna być ponownie w sprzedaży koniec maja/początek czerwca. Ostatnio ktoś mi powiedział, że moja książka jest polecana przez wykładowców (w tym profesorów) Wydziału Dietetyki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego :)

Zapraszam na przepis! Koniecznie musicie go wypróbować, poniżej też wersja wegańska tego sernika, czyli z agarem zamiast żelatyny. 

 

SERNIK NA ZIMNO Z KASZY JAGLANEJ Z LAWENDĄ

Kiedy po raz pierwszy dałam ten sernik do spróbowania moim gościom, stwierdzili

jednogłośnie, że mogą się od niego uzależnić. Kasza jaglana w połączeniu z lawendą działa podwójnie odprężająco, a ten sernik jest jak balsam dla naszej duszy… Gorąco polecam!

 

500 ml mleka sojowego

waniliowego lub mleka krowiego

1 łyżka suszonych kwiatów

lawendy

 

200 g kaszy jaglanej

500 ml wody

3 nasiona zielonego kardamonu

2 łyżeczki esencji waniliowej

lub 2 łyżki, jeśli używamy mleka krowiego

80 g białego cukru trzcinowego

lub białego cukru

2 słoiczki kompotu z jagód

firmy Rolnik, (640 g jagód)

3 łyżki żelatyny

100 ml gorącej wody

250 ml śmietanki 30%

250 ml śmietanki 36%

lub 500 ml śmietanki sojowej/kokosowej/owsianej

1 łyżka cukru

 

Galaretka z kokosa

110 g zmiksowanych na mąkę wiórków kokosowych

125 ml mleka kokosowego

250 ml mleka sojowego lub innego

1 łyżeczka esencji waniliowej

1 łyżka żelatyny

60 ml gorącej wody

 

 

  1. Wlewamy mleko do garnka i wsypujemy suszone kwiaty lawendy. Doprowadzamy mleko do wrzenia, zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut, a następnie odcedzamy.
  2. Gotujemy kaszę według przepisu podstawowego (klik), dodając 3 nasiona zielonego kardamonu. Po ugotowaniu wyjmujemy kardamon, kaszę studzimy przez 5 minut i przekładamy do pojemnika malaksera. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji, a następnie wlewamy mleko lawendowe oraz esencję waniliową  i miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy cukier, dokładnie, długo miksujemy do uzyskania gładkiej kremowej emulsji. Dodajemy jagody razem z sokiem z 1 słoiczka, ponownie miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Przekładamy do większej miski.
  3. Żelatynę rozpuszczamy w 100 ml gorącej wody, studzimy.
  4. Ubijamy na sztywno śmietankę (obie razem) z cukrem i łączymy ją z masą z kaszy. Dodajemy jagody bez soku z drugiego słoiczka, mieszamy, a następnie wlewamy żelatynę, cały czas mieszając. Przelewamy masę do tortownicy o średnicy 20 – 24 cm, wcześniej wysmarowanej lekko tłuszczem. Wstawiamy do lodówki na minimum 4 godziny, a najlepiej na noc.
  5. Kiedy sernik zastygnie, zalewamy go galaretką z kokosa i wstawiamy na minimum 2 godziny do lodówki.

 

Galaretka z kokosa

Miksujemy razem mleko kokosowe, mleko sojowe, wiórki kokosowe oraz esencję waniliową. Żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie i dodajemy do zmiksowanych składników. Powinno być ok. 500 ml płynu. Galaretkę wylewamy na zastygniętą kaszę.

Mniam! Nie macie pojęcia, jaki jest pyszny!! :)

 

SERNIK NA ZIMNO Z KASZY JAGLANEJ Z LAWENDĄ

wersja wegańska

 

 

200 g kaszy jaglanej

500 ml wody

3 nasiona zielonego kardamonu

 

500 ml mleka sojowego waniliowego

2 łyżeczki esencji waniliowej

½ -1 łyżka suszonych kwiatów lawendy

80 g białego cukru trzcinowego lub białego cukru

2 słoiczki kompotu z jagód firmy Rolnik, (200 g jagód)

200 ml śmietanki sojowej lub kokosowej

1 łyżka cukru

6 łyżeczek agaru

(można dać 7 łyżeczek, jeśli chcemy mieć bardziej zwartą konsystencję)

 

 

  1. Wlewamy mleko do garnka i wsypujemy suszone kwiaty lawendy. Doprowadzamy do wrzenia, zdejmujemy z ognia i odstawiamy na 15 minut. Odcedzamy.

  2. Gotujemy kaszę według przepisu podstawowego (klik), dodając 3 nasiona zielonego kardamonu. Po ugotowaniu wyjmujemy kardamon, kaszę studzimy przez 5 minut i przekładamy do pojemnika malaksera. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji, a następnie wlewamy mleko lawendowe oraz esencję waniliową i ponownie miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Na koniec dodajemy cukier i dokładnie, długo miksujemy do uzyskania gładkiej, kremowej emulsji.

  3. Jagody z obu słoiczków odsączamy z soku, a następnie 100 g odsączonych jagód dodajemy do zmiksowanej kaszy i ponownie miksujemy do uzyskania jednolitej  konsystencji.

  4. Następnie wlewamy do miski odsączony sok z jagód (350 ml) i wsypujemy agar. Mieszamy, aż agar rozpuści się w soku, i zostawiamy na 7 minut do namoczenia.  

  5. W międzyczasie wlewamy śmietankę sojową do dużej miski, dodajemy cukier (1 łyżka)  i ubijamy przez 4 – 5 minut, aż śmietanka zwiększy swoją objętość. 

  6. Następnie agar razem z sokiem wlewamy do niedużego rondla, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 5 minut na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu, żeby agar nie przywarł do dna. Przelewamy do miski i mieszając studzimy przez 1 minutę.

  7. Ponownie uruchamiamy malakser i wlewamy powoli przestudzony agar do kaszy, przez cały czas ją miksując. Kiedy składniki dobrze się połączą,  przekładamy masę do miski z ubitą śmietanką i szybko łączymy składniki. Przelewamy masę do tortownicy o średnicy ok. 20 – 24 cm, wcześniej wysmarowanej lekko tłuszczem roślinnym.  Zostawiamy na 3 godziny w chłodnym miejscu, żeby sernik zastygł, a następnie zalewamy go galaretką z kokosa i ponownie wstawiamy do lodówki na 1 – 2 godziny.

 

 

Galaretka z kokosa

 

110 g zmielonych na mąkę wiórków kokosowych

100 ml mleka kokosowego

125 ml wody

250 ml mleka sojowego

1 łyżeczka esencji waniliowej

(bez alkoholu)

2 łyżeczki agaru

 

 

  1. Do blendera wlewamy mleko sojowe oraz esencję waniliową, a następnie wrzucamy wiórki kokosowe i dokładnie miksujemy. Po zmiksowaniu zostawiamy w blenderze.

  2. Do niedużego rondelka wlewamy mleko kokosowe oraz wodę i wrzucamy agar. Mieszamy, żeby agar się rozpuścił, a następnie doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy przez 5 minut, mieszając co jakiś czas, żeby na powierzchni nie utworzył się kożuch. Następnie przelewamy do niedużej miski i cały czas mieszając, studzimy przez 1 minutę.

  3. Ponownie uruchamiamy blender i powoli wlewamy przestudzony agar do mleka zmiksowanego z wiórkami kokosowymi. Miksujemy przez chwilę, żeby składniki się połączyły i od razu wylewamy na sernik. Musimy działać bardzo szybko, gdyż masa z agarem łatwo się ścina.

                                       

                                                  Enjoy! 

                                                            Wasza Mariola

…………………………………………………………………………………………………………………….

Piękne zdjęcie z książki: Jacek Białołęcki

Aranżacja zdjęć i potraw: Mariola Białołęcka

Copyright © 2011 by Mariola Białołęcka & Jacek Białołęcki |All Rights Reserved

„Zaskakujący kokos” i kotleciki jaglane z dynią

Zaskakujący kokos

Przed nami wspaniały czas, maj, czerwiec, lipiec, lato, słońce i przede wszystkim wolność od różnych zobowiązań :) Cieszę się jak dziecko i już nie mogę się doczekać tych wszystkich wspaniałych dni, które spędzę w większości na Półwyspie Helskim, spacerując nieprawdopodobnie szerokimi, piaszczystymi plażami, ciągnącymi się bez końca. I chociaż nie rosną tu palmy kokosowe, trudno znależć piękniejsze miejsce na świecie :)

Ostatnio mam też wiele innych powodów do radości. Polubiliście moją książkę „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”, to wspaniała wiadomość – dotarło do mnie sporo pozytywnych opinii na temat tej książki, za każdą bardzo dziękuję :) Na przykład w jednym ze sklepów jedna z klientek przychodziła codziennie przez 6 dni, żeby kupić kolejny egzemplarz książki – kupiła ich w sumie sześć, dla rodziny i przyjaciół, tak bardzo spodobała jej się moja książka.

A firma Pacific Kai tak pięknie o książce napisała :)

„M. Białołęcka, Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości, Gdańsk 2014, s. 168.

Tytuł tej książki można by rozwinąć na „Zaskakujący, fenomenalny, niesamowity…. kokos”, bowiem tak wszechstronna i pożyteczna dla człowieka jest ta roślina.

Napisana zrozumiałym językiem i charakteryzująca się wciągającą narracją książka podzielona została na 3 części:

I Kokos – podstawowe informacje, gdzie omówiono wszystkie produkty otrzymywane z kokosa oraz kryteria, jakimi powinniśmy się posługiwać przy zakupie dobrej jakości żywności z kokosa

II Uzdrawiające właściwości kokosa – gdzie omówiono wpływ spożywania produktów kokosowych na takie schorzenia, jak m.in. cukrzyca, grzybica, nowotwory, choroby serca i in.

III Przepisy – proste, ciekawe pomysły na każdą porę dnia –  wszystkie BEZGLUTENOWE.

Warto polecić tę pozycję wszystkim dbającym o swoje zdrowie!”

http://pacifickai.pl/produkt/zaskakujacy-kokos-i-jego-uzdrawiajace-wlasciwosci-m-bialolecka/

I jeszcze z ich facebooka

„W naszej ofercie pojawiła się zaskakująco dobra, polska książka poświęcona kokosowym produktom i ich zdrowotnym właściwościom. Zawiera ona także 50 przepisów na bezglutenowe, kokosowe potrawy na każdą porę dnia. http://pacifickai.pl/produkt/zaskakujacy-kokos-olej-bio-500-ml/ ”

Mam też dla Czytelników bloga wspaniały prezent:) Wszystkie osoby, które zamówią książkę „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” w naszym sklepie internetowym  http://czerwonyslon.com.pl/ otrzymają od nas w prezencie masełko kokosowe (koncentrat) dr Goerg, organiczne i biologicznie czynne, ufundowane przez firmę Planeta Zdrowie, dystrybutora produktów firmy Goerg na rynku polskim http://planetazdrowie.pl/ . Oferta jest ważna do wyczerpania zapasów (info).

 

 masełko kokosowe

(zdjęcie ze strony www.planetazdrowie.pl)

 

A dziś na blogu Wasze ulubione kotleciki jaglane z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Skład tych kotlecików może niektóre osoby zaskoczyć, ponieważ do ich zagęszczenia użyłam mąki kokosowej. Tę mąkę łączyłam z kaszą jaglaną już w przepisach z „Zaskakującej kaszy” – w deserach. W tej książce poszłam o krok dalej w moich kaszowych poszukiwaniach i wykorzystałam mąkę kokosową do zagęszczania wytrawnych potraw. Od teraz nie będziecie już potrzebować skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej, żeby uzyskać wspaniałe wegańskie, bezglutenowe i lekkie jak piórko kotleciki. Dodam jeszcze, że lekko słodki smak mąki kokosowej nie jest wyczuwalny w tego rodzaju potrawach. A wkrótce na bazie tego przepisu kolejne jaglane pyszności. Enjoy!

 

KOTLECIKI JAGLANE Z DYNIĄ

Rodzaj posiłku: danie główne, pasuje do lunch boxa

Podajemy z: ryżem, ziemniakami, w bułce, chlebku pita, z ulubionym sosem, najlepiej pomidorowym, z sałatą, roszponką, bazylią

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie równoważące, ogrzewające

Ilość porcji: 8 – 10 kotlecików

Składniki: kasza jaglana, dynia hokkaido, mąka kokosowa, szczypiorek dymka, szałwia, pieprz, sól, bezglutenowa mąka do obtaczania, olej do smażenia.

 

Kotleciki z dynią

Przepis

200 g  kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

200 g dyni hokkaido, utartej na tarce o dużych oczkach

3 łyżki mąki kokosowej

2 łyżki posiekanego szczypiorku dymki

2 – 3 liście świeżej szałwii

1/4 łyżeczki zmielonego pieprzu

1/2 łyżeczki soli

mąka z brązowego ryżu lub inna bezglutenowa do obtaczania

olej do smażenia

 

 

  1. Wrzucamy kaszę jaglaną do garnka, wlewamy gorącą wodę. Zagotowujemy pod przykryciem na dużym ogniu.  Kiedy woda zaczyna wrzeć, a piana z kaszy zaczyna unosić się do góry, odkrywamy garnek i gotujemy przez 20 sekund na dużym ogniu, żeby część wody odparowała. Przykrywamy garnek ponownie i gotujemy na małym ogniu przez 20 minut.

  2. Zestawiamy z ognia, studzimy przez 5 minut i od razu przekładamy do pojemnika malaksera, dodajemy dymkę, szałwię, pieprz oraz sól i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji. Wrzucamy mąkę i znów miksujemy, aż składniki się połączą. Przekładamy do dużej miski i dodajemy utartą dynię. Składniki łączymy za pomocą łyżki, ponieważ masa dość mocno się klei.

  3. Do osobnej niedużej miski wrzucamy mąkę z brązowego ryżu. Masę nakładamy na łyżkę, a następnie wrzucamy do miski z mąką, obtaczamy w mące i formujemy dłońmi nieduże kotlety. 

  4. Rozgrzewamy olej na patelni, wkładamy kotleciki i smażymy przez 5 minut na średnim ogniu pod przykryciem. Następnie smażymy z drugiej strony przez 4 – 5 minut, również na średnim ogniu, ale już nie przykrywając patelni.

Smaczne bezglutenowe kotleciki, łatwe w przygotowaniu :)

 

Kotleciki z dynią 2

                                                                              LOVE !!!
                                                                                                        Mariola
………………………………………………………………………………………………………………………

Piękne zdjęcia z książki: Jacek Białołęcki

Aranżacja zdjęć i potraw: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka & Jacek Białołęcki |All Rights Reserved

 

Chlebki jaglane – ciąg dalszy

Lawasz chlebek jaglany

(Lawasz jaglany z książki „Zaskakująca kasza  ryż”)

Na samym początku Gdańskiej Starówki, między ulicą Pańską a Złotników, jest pewne magiczne miejsce, starsze niż najstarsi Gdańszczanie, pełne straganów, owoców i warzyw, gdzie wszyscy lubią robić zakupy – młodzi i starzy, kobiety i mężczyżni, a nawet dzieci. Hala Targowa wraz z targowiskiem miejskim istnieje w tym miejscu już od końca XIX wieku, a ja podobnie jak inni uwielbiam przychodzić tu na zakupy. Z niedużym pomarańczowym wózeczkiem na kółkach, prawie jak Nigella Lawson, wędruję pomiędzy stoiskami, dopóki wózek się nie zapełni. Pięknie jest tu zwłaszcza wczesną jesienią, kiedy stragany wypełniają się po brzegi gruszkami, jabłkami, śliwkami, dyniami, marchewkami, selerami, a dodatkowo wszędzie rozchodzi się przyjemny zapach ogórków i kapusty, kiszonych w drewnianych beczkach. Kiedyś było jeszcze ciekawiej, przyjeżdżały tu kobiety z wiejskimi jajkami, domowymi przetworami i produktami z przydomowych ogródków, działy (i dzieją) się piękne i dobre rzeczy :)  

Podczas jednego z takich jesiennych wypadów na zakupy, w rześki słoneczny poranek, stałam pośrodku targowiska przy Hali Targowej, sprawdzając moją listę zakupów. Były na niej typowe produkty, z których wszyscy robimy te same zupy, dania obiadowe czy też kolacje i nagle uświadomiłam sobie, że ani razu nie zapytałam samej siebie, a co ja lubię, co chciałabym zjeść, kiedy, w jaki sposób i w jakiej formie? Odżywiałam się schematycznie, tradycyjnie, tak jak wszyscy, i wtedy, w ten wspaniały poranek, zrozumiałam, jak bardzo mi to nie pasuje. Od tamtego momentu minęło sporo czasu, zanim opublikowałam swoje pierwsze przepisy (w książce „Nakarmić duszę’), a potem moją pierwszą książkę, czyli „Zaskakujące tofu”. Znalezienie tego, co sprawia mi przyjemność w jedzeniu, to był długi proces, nie jest łatwo pozbyć się nawyków, zwłaszcza żywieniowych, nieprzypadkowo wracamy do smaków dzieciństwa – odprężają nas one, ponieważ wiążą się z dużym poczuciem bezpieczeństwa, jakiego wówczas doświadczaliśmy. Jednak teraz widzę, że warto szukać nowych rozwiązań, poznawać nowe smaki i ich połączenia, ponieważ te nowe smaki z pewnością coś w nas poruszą i mogą dostarczyć nam nie tylko więcej satysfakcji z jedzenia, ale też mogą otworzyć nas w życiu na coś nowego, niekoniecznie związanego z jedzeniem.  

Pracując nad przepisami do książki „Zaskakująca kasza & ryż” za każdym razem pytałam się siebie, a jak ja chciałabym jeść kasze? Jaką mają mieć formę, jak mam je przygotowywać i podawać? To dzięki tym pytaniom powstało kilka ciekawych i naprawdę smacznych przepisów, jednym z nich jest chlebek z kaszy jaglanej. Dziś chciałabym pokazać na blogu mój oryginalny przepis na płaski chlebek z kaszy jaglanej, z książki „Zaskakująca kasza & ryż” i jego bezglutenowy wariant, obłędnie smaczny i prosty w przygotowaniu.

LAWASZ JAGLANY

200 g ugotowanej kaszy jaglanej (klik)

125 ml soku pomarańczowego

60 ml oleju carotino lub innego

1 jajko (opcja)

70 g mąki tortowej

1 czubata łyżka mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka wędzonej lub słodkiej papryki

1/4 łyżeczki soli

trochę zmielonego zielonego pieprzu

1/2 – 1 łyżeczka ziół prowansalskich

2 łyżki sezamu

 

  1. Kaszę jaglaną (ciepłą) miksujemy z sokiem pomarańczowym i olejem do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji. Wbijamy jajko (opcja), ponownie miksujemy.
  2. Mąkę tortową łączymy w osobnej misce z mąką ziemniaczaną, wędzoną papryką, ziołami prowansalskimi, solą i pieprzem. Dodajemy do kaszy i krótko miksujemy, tak żeby składniki się połączyły. Wrzucamy sezam i mieszamy, już nie miksujemy.
  3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°C z włączoną funkcją termoobiegu (lub 190°C bez termoobiegu). Wykładamy dużą blaszkę (o szerokości i głębokości piekarnika) papierem do pieczenia. Na papierze rozsmarowujemy równomiernie lawasz. Pieczemy przez 15 – 20 minut. Można posypać go żółtym serem po wierzchu i zapiec jeszcze przez 5 minut. Jest po prostu pyszny!

 

PŁASKI CHLEBEK JAGLANY BEZGLUTENOWY

Chlebek ten to naprawdę must have :)  Jego smaki świetnie się komponują, dobrym pomysłem było połączenie oregano z mąką kokosową. Dodam jeszcze, że dzięki tej mące chlebek zawiera dużą ilość pełnowartościowego błonnika i możemy łatwo się nim nasycić. Poza tym jest przepyszny, dziś zamierzam zrobić go ponownie :)

 

Przygotowując bezglutenową wersję tego chlebka, nie musiałam się szczególnie namęczyć. Wystarczyło dać mąkę kokosową zamiast tortowej i dodać dwie łyżki skrobi zamiast jednej. W tej wersji, podobnie jak w oryginale, nie musicie dodawać jajka, chyba że chcecie, a olej słonecznikowy można zastąpić innym olejem o wyrażnym smaku. Można też zamiast ziaren słonecznika czy nasion chia dać nasiona sezamu, posiekane orzechy czy migdały, zostawiam to już Waszej wyobrażni :)

 

Podczas pieczenia płaskich chlebków z kaszy często ich brzegi są bardziej przypieczone niż środek. Ja akurat lubię tę lekko chrupiącą końcówkę, moi goście też nigdy nie narzekali, wręcz przeciwnie :) Jeśli jednak Wam to nie pasuje, możecie tak rozsmarować chlebek, żeby ciasto wszędzie miało równą grubość, zresztą piszę o tym w książce, żeby „rozsmarować równomiernie”. Inny sposób na pozbycie się tych przypieczonych końcówek to upieczenie chlebka w blaszcze do pieczenia ciasta, wtedy będziemy mieli równe, równo upieczone kawałki. Mi jednak sprawia dużą przyjemność rozsmarowywanie tego ciasta na blasze w dowolny sposób i to że uzyskuję nieregularne kształty, ja po prostu tak lubię, może dlatego, że cenię sobie wolność :)

 

PRZEPIS


200 g ciepłej ugotowanej i zmiksowanej kaszy jaglanej (klik)

125 ml soku pomarańczowego

60 ml tłoczonego na zimno oleju słonecznikowego

50 g mąki kokosowej

2 czubata łyżki skrobi kukurydzianej

1 łyżeczka wędzonej lub słodkiej papryki

1/4 łyżeczki soli

trochę zmielonego zielonego pieprzu

1 łyżeczka suszonego oregano

1 łyżka ziaren słonecznika

1 łyżka nasion chia

 

  1. Kaszę jaglaną (ciepłą) miksujemy z sokiem pomarańczowym i olejem do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji.
  2. Mąkę kokosową łączymy w osobnej misce ze skrobią kukurydzianą, wędzoną papryką, oregano, solą i pieprzem. Dodajemy do kaszy i krótko miksujemy, tak żeby składniki się połączyły. Wrzucamy ziarna słonecznika i nasiona chia, mieszamy, już nie miksujemy.
  3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°C z włączoną funkcją termoobiegu (lub 190°C bez termoobiegu). Wykładamy dużą blaszkę (o szerokości i głębokości piekarnika) papierem do pieczenia. Na papierze rozsmarowujemy równomiernie nasz bezglutenowy lawasz, ale uwaga, po dodaniu mąki kokosowej ciasto będzie bardziej gęste, jeśli nie da się go dobrze rozsmarować za pomocą noża, trzeba będzie przykryć ciasto papierem do pieczenia i je rozwałkować. Pieczemy przez 20 – 22 minuty. Można posypać go utartym serem np. cheddar po wierzchu i zapiec jeszcze przez 2 minuty. Ma cudowny obłędny smak, musicie! tego spróbować :)  
                                                                                                Love,
                                                                             Mariola

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja Mariola Białołęcka,  wykonanie Jacek Białołęcki

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki, Mariola Białołęcka | All Rights Reserved