Półwytrawne krakersy jaglane z sezamem i siemieniem

Bez glutenu, bez pszenicy, bez jajek i bez laktozy!

Wzmacniają nerki, wspomagają pracę jelit!

 Półwytrawne krakersy jaglane

Dziś chciałabym się z Wami podzielić przepisem, który powstał w wyniku moich eksperymentów z kaszami i siemieniem lnianym :) Sporo osób pytało mnie, czy można zastąpić nasiona chia w moich tortillach siemieniem lnianym. Otóż można i technika jest podobna, ale dokładnie tego samego efektu się nie uzyska, ponieważ po dodaniu zmiksowanego siemienia, kasza się tak dobrze nie zagęszcza, jak po dodaniu chia. I nie jest to kwestia ilości siemienia. Dzisiejszy przepis to wynik moich różnych prób, mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

A ja chciałabym jeszcze dorzucić parę słów na temat naturalnych metod leczenia. Jak z pewnością wiele osób wie, od lat zajmuję się naturalnymi metodami leczenia, wydaję (teraz też piszę) książki o tej tematyce, organizowałam różnego rodzaju kursy, a także  uczestniczyłam w rozlicznych kursach, zdobywając wiedzę z zakresu naturalnych metod leczenia. Poznałam różne metody i techniki, z których najbardziej odpowiada mi TMC (Tradycyjna Medycyna Chińska) i tutaj mam najlepsze przygotowanie. Każda metoda jest inna, nawet w obrębie medycyny orientalnej TMC różni się od Ajurwedy i Medycyny Tybetańskiej. Dlatego najlepiej byłoby wybrać jakiegoś specjalistę od terapii naturalnych i trzymać się już jednej metody. Dla przykładu opowiem, co mi się ostatnio przydarzyło. Bardzo cenię książki Hildegardy, jest tam przedstawionych sporo różnych terapii, są to bardzo inspirujące rzeczy, ale niektóre terapie są trudne do przeprowadzenia, ponieważ są oparte na produktach często w Polsce niedostępnych lub słabo dostępnych, np. tłuszcz niedźwiedzia lub skóra borsuka, a też charakter tych produktów może budzić różne wątpliwości. Ale jak się okazało, nie tylko to może stanowić problem.

Ktoś mi ostatnio przyniósł na wieczorne spotkanie ciasteczka relaksujące Hildegardy, produkowane przez jedną z polskich firm. Usiedliśmy, zrobiłam herbatę i zjedliśmy po kilka tych ciasteczek, zresztą bardzo smacznych. Tylko że nie były to ciasteczka relaksujące, wręcz przeciwnie.  Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy w ogóle nie mogłam spać, byłam cały czas mocno pobudzona, podniosło mi się ciśnienie krwi i kiedy o czwartej nad ranem robiłam kolejną herbatkę rumiankową, zastanawiając się, co się dzieje, przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić skład tych ciastek. I co się okazało, w ciasteczkach była gałka muszkatołowa, galagant, cynamon i goździki. Jeśli ktoś zna TMC, od razu będzie wiedział, o co chodzi. Wszystkie te przyprawy mocno rozgrzewają ciało, a to oznacza, że działają pobudzająco, nawet bardziej niż kawa. Galagant pobudza krążenie krwi, a cynamon dodatkowo wysusza ciało, czyli zmniejsza ilość płynów w ciele – a to nie sprzyja odprężeniu. Bez wątpienia tych ciastek nie powinno się jeść wieczorem, a już bezwzględnie powinny ich unikać osoby mające nadciśnienie i przegrzany organizm, ponieważ ich ciało i tak jest już nadmiernie pobudzone. I ciastka te nie powinny być określane jako relaksujące, bo łatwo można się pomylić, a nawet sobie zaszkodzić. Chcę przez to powiedzieć, że zanim zdecydujemy się spożywać coś w celach leczniczych, powinniśmy sprawdzić u kogoś, kto się na tym zna, czy w naszym przypadku jest to odpowiedni produkt :)

Oczywiście, są też produkty działające na nas łagodnie i takie możemy stosować sami, bez konsultacji ze specjalistą, więcej o tym już wkrótce :)

 

PÓŁWYTRAWNE KRAKERSY JAGLANE Z SEZAMEM I SIEMIENIEM

Półwytrawne krakersy jaglane 2

200 g kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

 

1 lekko czubata łyżka siemienia lnianego

4 lekko czubate łyżki nasion sezamu, obłuszczonych

kilka/kilkanaście łyżek czarnego sezamu

3 łyżki karobu (lub kakao)

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado,

nierafinowanego

½ łyżeczki cynamonu (opcja)

szczypta soli

 

1.          W młynku do kawy miksuję siemię lniane do uzyskania konsystencji mąki,  przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

2.          Osobno miksuję dwie łyżki nasion sezamu, również do uzyskania konsystencji mąki, przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

3.          Kaszę jaglaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund przez cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

4.          Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

5.           Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję zmiksowane siemię lniane, zmiksowany sezam, karob, cukier, cynamon (opcja), sól i miksuję do momentu, aż składniki dobrze się połączą.

6.          Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, najlepiej za pomocą papieru, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia i lekko rozwałkowuję. Zdejmuję górny papier i na powstały placek wykładam równomiernie jedną czubatą łyżkę nie zmielonych nasion sezamu. Lekko je wgniatam w placek, a następnie ponownie przykrywam placek papierem i rozwałkowuję całość, aż placek będzie miał grubość około 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Tak samo postępuję z drugim plackiem. Placki  zostawiam na pół godziny.

7.          W międzyczasie wysypuję na talerz trochę nasion czarnego sezamu, a z przygotowanego ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego. Krążki obtaczam w nasionach czarnego sezamu z obu stron, lekko dociskając, a następnie nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam trzy minuty z jednej strony i dwie minuty z drugiej strony. Wykładam na talerz i zostawiam do wystudzenia. Po wystudzeniu krakersy stężeją i wtedy dopiero można je podawać. Najlepsze są tego dnia, kiedy zostały przygotowane.

Krakersy jaglane można jeść same lub z różnymi dodatkami, masłem, serem, dżemem. Są smaczne, odżywcze i wspierają zdrowie. Enjoy!

                               

                                                           Smacznego i na zdrowie!

                                                                            Wasza Mariola

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Domowe mini tortille – jaglane

Dziś oprócz przepisu podstawowego dodatkowo przepis na mini tortillę z kaszy jaglanej  z papryką, suszonymi pomidorami i skórką pomarańczową oraz tortillę jaglaną z kaparami i oliwkami. 

duo

  (Na zdjęciu tortille z suszonymi pomidorami i tortille z kaparami i oliwkami)

Tortille z kasz i nasion chia zachwyciły całą naszą rodzinę. Robimy je prawie codziennie, tak nas wciągnęła ta zabawa. Wymyślamy różne warianty, ale ciasto podstawowe jest proste, zawiera tylko dwa główne składniki i drobne dodatki, w zależności od upodobań smakowych. Gotowa tortilla jest sprężysta, łatwo się przechowuje, ma zaskakujący smak, a ta przygotowana z dodatkiem suszonych pomidorów czy też oliwek staje się prawdziwym rarytasem.

 

DOMOWE MINI TORTILLE JAGLANE – PRZEPIS PODSTAWOWY

 

200 g kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

1 łyżka, lekko czubata, skrobi kukurydzianej

1 łyżka, lekko czubata, białych nasion chia

lub innych

1 łyżka ciemnych nasion chia

ulubione zioła

sól i pieprz do smaku

 

  1. W młynku do kawy miksuję 1 łyżkę białych nasion chia, przekładam do małej     miseczki, odstawiam na bok.

  2. Kaszę jaglaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund przez cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

  3. Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

  4.  Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję skrobię, nasiona chia oraz zmiksowane białe nasiona chia, pieprz, sól i odrobinę ulubionych ziół. Miksuję przez 1 minutę, żeby składniki dobrze się połączyły.

  5. Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, najlepiej za pomocą papieru, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia. Po kolei rozwałkowuję każdą z kul za pomocą drewnianego wałka w taki sposób, żeby ciasto miało grubość ok. 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Placki  zostawiam na pół godziny.

  6. Z przygotowanego w ten sposób ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego i nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam po 1 – 2 minuty z każdej strony (tu każdy sam zdecyduje, jak mocno podpieczoną tortillę lubi). Podaję od razu. Są przepyszne i mają ciekawą konsystencję dzięki kaszy i nasionom chia! Dodam, że kasza jest w nich w ogóle niewyczuwalna :)

  7. Ciasto to można przygotować wieczorem poprzedniego dnia, rozwałkować, odczekać 30 minut, wyciąć krążki, a następnie przechowywać je w lodówce. Rano wystarczy  wrzucić krążki na patelnię i możemy podczas śniadania delektować się pysznym ciepłym chlebkiem, za który z pewnością nasz żołądek będzie nam wdzięczny :)  Żeby krążki ciasta nie posklejały się w lodówce, przekładamy je kawałkami papieru do pieczenia. Ciasto przechowujemy w woreczku lub zawinięte w folię. Podobnie postępujemy z upieczonymi tortillami.

 

DOMOWE MINI TORTILLE JAGLANE Z PAPRYKĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

 

 z pomidorami

Składniki jak wyżej a dodatkowo: 1 łyżeczka słodkiej zmielonej papryki, 3 kawałki suszonych pomidorów w oliwie/oleju, 1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej. I do drugiej tortilli 1 łyżka posiekanych grubo oliwek i 1 łyżeczka kaparów – zarówno oliwki, jak i kapary powinny być odsączone z zalewy.

1. Przygotowujemy ciasto na tortillę jaglaną według powyższego przepisu podstawowego. Kiedy zmiksujemy już kaszę z chia oraz solą i pieprzem, i ewentualnie z ziołami, wyjmujemy ją z malaksera i dzielimy powstałe w ten sposób ciasto na dwie części.

2. Jedną część wykładamy na przygotowany wcześniej papier do pieczenia i pomagając sobie papierem (masa dość mocno się lepi), formujemy z tej masy kulę. Przykrywamy ją drugim kawałkiem papieru i lekko rozwałkowujemy. Zdejmujemy górny papier i na powstały placek wykładamy równomiernie słodką paprykę, pomidory i skórkę pomarańczową (pomidory powinny być osuszone z nadmiaru oliwy/oleju). Lekko je wgniatamy w placek, a następnie ponownie przykrywamy placek papierem i rozwałkowujemy całość, aż placek będzie miał grubość około 2 – 3 mm. Odkładamy na bok.

3. Następnie bierzemy kolejny kawałek papieru i wykładamy na niego resztę ciasta, która została w malakserze. Postępujemy jak wyżej, żeby uformować kulę, którą następnie lekko rozwałkowujemy i na powstały w ten sposób placek nakładamy oliwki i kapary, lekko wciskając je w placek. Dalej postępujemy jak wyżej.

4. Kiedy oba placki są gotowe – wyglądają pięknie :) odstawiamy je na 30 minut. Następnie wycinamy z nich nasze tortille i podpiekamy na rozgrzanej patelni po 1 – 2 minuty z każdej strony. Od razu podajemy lub przechowujemy w lodówce, żeby ich użyć wtedy, kiedy będą nam potrzebne.

duo 2

Mini tortille z papryką i suszonymi pomidorami. Czy nie wyglądają pięknie? Mają około 11 cm średnicy. I kto by zgadł, że są z kaszy? Uwielbiam je :)

Smacznego!

                                                    Wasza, Mariola

P.S. A już wkrótce tortilla kukurydziana :)

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Domowe mini tortille – jaglane, gryczane, kukurydziane

Bez glutenu, bez jajek i bez tłuszczu!                                                 Bogate w kwasy Omega-3!

Domowe mini tortille

Tym dzisiejszym wpisem rozpoczynam na blogu nowy cykl bezglutenowy, będzie dużo nowych pomysłów i niepublikowanych dotąd przepisów z kaszą w roli głównej. Będzie zaskakująco, twórczo i… smacznie :)  

 

Dziś domowe tortille z kasz na bazie wspaniałego i prostego w przygotowaniu ciasta, które właśnie opracowałam. Przygotowuje się je bardzo szybko, zwłaszcza z kaszy kukurydzianej. Ciasto można przechowywać w lodówce 1 – 2 dni. Wystarczy przygotować je wieczorem, żeby następnego dnia na śniadanie zjeść pyszne ciepłe domowe tortille z różnymi pastami, twarożkami, serami, konfiturami czy też wędliną/mięsem – jeśli ktoś je. Tortille są chrupiące z zewnątrz, a miękkie w środku, ich smak zależy tylko od nas, od tego, co do nich dodamy (np. zioła, przyprawy). Można je bezpiecznie smarować świeżym ekologicznym masłem, ponieważ nie dodaję do nich tłuszczu. Enjoy! :)

 

Domowe bezglutenowe tortille są wspaniałą i zdrową alternatywą nie tylko dla białego czy ciemnego pieczywa pszennego/żytniego, ale przede wszystkim dla chrupiących i idących w biodra bułeczek prosto ze sklepu. Od teraz nie będziecie już musieli biec rano na zakupy, wystarczy, że wyjmiecie z lodówki przygotowane krążki, wrzucicie je na rozgrzaną patelnię i po dwóch minutach będziecie delektować się cudowną, ciepłą tortillą, własnoręcznie przygotowaną. A stanie w porannych kolejkach?… no cóż, zostawiam to innym :)  

 

DOMOWE MINI TORTILLE – PRZEPISY PODSTAWOWE

 Mini tortille gryczane

Na zdjęciu mini tortille gryczane z roślinnym twarożkiem kokosowym i prażonymi chipsami kokosowymi, z odrobiną mięty. Delicious!

 

I. Mini tortille gryczane

 

200 g kaszy gryczanej palonej

500 ml wody

 

1 łyżka, lekko czubata, karobu

1 łyżka, lekko czubata, białych nasion chia

lub innych

1 łyżka ciemnych nasion chia

ulubione zioła

sól i pieprz do smaku

 

 

  1. W młynku do kawy miksuję 1 łyżkę białych nasion chia, przekładam do małej     miseczki, odstawiam na bok.

  2. Kaszę gryczaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

  3. Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita i zacznie zbijać się w kulę. Rozdrabniam ją ponownie i jeszcze przez chwilę miksuję.

  4.  Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję karob, nasiona chia oraz zmiksowane białe nasiona chia, pieprz, sól i odrobinę ulubionych ziół, np. kminek. Miksuję przez 1 minutę, żeby składniki dobrze się połączyły.

  5. Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia. Po kolei rozwałkowuję każdą z kul za pomocą drewnianego wałka w taki sposób, żeby ciasto miało grubość ok. 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję papier, odstawiam oba placki na pół godziny.

  6. Z przygotowanego w ten sposób ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego i nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam po 1 – 2 minuty z każdej strony (tu każdy sam zdecyduje, jak mocno podpieczoną tortillę lubi). Podaję od razu. Są przepyszne i mają ciekawą konsystencję dzięki kaszy i nasionom chia! Dodam, że kasza jest w nich w ogóle niewyczuwalna :)

  7. Ciasto to można przygotować wieczorem poprzedniego dnia, rozwałkować, odczekać 30 minut, wyciąć krążki, a następnie przechowywać je w lodówce. Rano wystarczy  wrzucić krążki na patelnię i możemy podczas śniadania delektować się pysznym ciepłym chlebkiem, za który z pewnością nasz żołądek będzie nam wdzięczny :) Żeby krążki ciasta nie posklejały się w lodówce, przekładamy je kawałkami papieru do pieczenia. Ciasto przechowujemy w woreczku lub zawinięte w folię. Podobnie postępujemy z upieczonymi tortillami.

 

Już jutro mini tortille jaglane! Zapraszam :)

 

                                                                          Love,

                                                                                                   Mariola

 

P.S. Więcej ciekawych pomysłów na chlebki z kasz znajdziecie w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż”. Dostępna w wydawnictwie, a tu można ją zamawiać :)

 

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Flower Power, czyli jaglany mus różany z chipsami z płatków róż

Flower Power 11

Na sztukę kulinarną współczesnego świata Zachodu wywarł duży wpływ pewien ognisty Hiszpan, Ferran Adrià i jego kuchnia molekularna. Osobiście jestem za tradycyjną kuchnią i dużymi porcjami jedzenia na talerzu, zwłaszcza na śniadanie :) ale interesuje mnie to, jak Adria myśli o jedzeniu. Pokazał on, że w kuchni można wykorzystać wiele tradycyjnych, często zapomnianych produktów, i pokazać je w nowy sposób. To właśnie w elBulli, restauracji Ferrana i słynnego miejsca jego eksperymentów kulinarnych, kwiaty stały się ważnym elementem potrawy. A jego uczniowie René Redzepi, z kopenhaskiej restauracji Noma, i Peter Gilmore z Quay rozwinęli do perfekcji temat używania kwiatów w potrawach. Kilka lat temu, kiedy byłam częstym gościem w Kopenhadze, pojawił się pomysł, żeby wybrać się do Nomy na kolację, jednak upadł równie szybko, jak się pojawił, kiedy zorientowaliśmy się w cenach. Od Lamy Ole nauczyliśmy się ważnej rzeczy, że warto przeznaczać swoje pieniądze na projekty, które mogą pomóc wielu ludziom i równocześnie wnieść w ich życie coś, co będzie miało bardziej ponadczasowy wymiar niż krótka chwila przyjemności.

Kopenhaga jest słodka i sielsko-anielska :) pełna zrelaksowanych i zadowolonych z życia ludzi. Kojarzy mi się ze spokojem i poczuciem bezpieczeństwa. Oczywiście, ostatnio z powodu imigrantów nie zawsze akceptujących nasz zachodni styl życia, nie jest tam już tak bezpiecznie, ale nadal płynie stamtąd dużo spokoju. Kopenhagę poznawałam w najlepszym towarzystwie – Lamy Ole, Maggy, a także Pedro Gomeza, bardzo serdecznego i równocześnie gościnnego właściciela jednej z lepszych kopenhaskich restauracji, w której serwuje się m.in. pizze wielkie jak młyńskie koła.  

Flower Power 13

Kwiaty w potrawach to także książka Joli Słomy i Mirka Trymbulaka „Nakarmić duszę”, którą wydałam w 2003 roku, a która była wielkim bestsellerem. To w tej książce znajdziecie m.in. „Sałatkę z fiołkami”, „Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym”, „Letni napój ze świeżych ziół i kwiatów”, „Kwiaty w sosie truskawkowo-miętowym”, „Lawendowy sos jogurtowy” (ze świeżymi kwiatami lawendy, który póżniej zainspirował mnie do dodania kwiatów lawendy do mojego sernika z kaszy jaglanej na zimno), „Sok z czarnego bzu”, a także potrawy zawierające wiele ziół i chwastów, np. „Sałatkę z mlecza” czy przepisy z pokrzywą w roli głównej. Do dziś pamiętam smak tych potraw i kuchnię Joli pełną ludzi i różnych eksperymentów :) Mieliśmy naprawdę dużo „fanu”, pracując nad tą książką, było mnóstwo śmiechu i radości, nic zatem dziwnego, że książka przeniosła nasz dobry nastrój, który najwyrażniej udzielił się także innym :)

 

Dodam jeszcze, że książka w istotny sposób wpłynęła na rozwój weganizmu i wegetarianizmu w Polsce, a także na zainteresowanie kwiatami jadalnymi – wielu Czytelników pytało nas wówczas o przepisy zawierające kwiaty jadalne i chwasty.

 

Zapraszam na przepis :)

 

JAGLANY MUS RÓŻANY Z CHIPSAMI Z PŁATKÓW RÓŻ

 

Rodzaj posiłku: deser

Podajemy z:  bitą śmietanką kokosową, syropem różanym, wiśniami w syropie

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie neutralne z tendencją do chłodzącego

Ilość porcji: 4

Składniki: kasza jaglana, syrop różany, woda różana, olej kokosowy extra virgin, śmietanka kokosowa, cukier trzcinowy jasny, kardamon, świeże płatki róż (rosa rugosa), wiśnie, cukier puder

Flower Power 14

Chipsy z płatków róż

 

dwie garście świeżo zerwanych płatków róż

(najlepiej róży tzw. pomarszczonej, rosa rugosa)

4 łyżki oleju kokosowego extra virgin i organic

4 łyżeczki cukru pudru

 

1. Do rondla wrzucamy 4 łyżki oleju kokosowego, dodajemy 4 łyżeczki cukru pudru, mieszamy, a następnie podgrzewamy, aż olej razem z cukrem się rozpuszczą, jeśli wciąż są grudki cukru, ogrzewamy masę dłużej. Zdejmujemy z ognia, odstawiamy na bok do ostudzenia.

2. Osobno czyścimy płatki róż, usuwając te, które się nie nadają, a równocześnie wyrzucając mrówki lub małe pajączki (staramy się ich nie zabijać:) Płatki płuczemy ostrożnie w wodzie i osuszamy na ściereczce lub ręczniku papierowym, nie muszą być idealnie suche, olej i tak to zwiąże.

3. Kiedy olej z cukrem jest już chłodny, zanurzamy w nim po kolei płatki róż i odkładamy np. na talerz wyłożony papierem do pieczenia, który następnie wstawiamy do zamrażalnika na 10 minut. Płatki róż można wrzucić jednocześnie do rondla z olejem, ale będą wtedy słabiej pokryte olejem. Ale też będą miały konsystencje chipsów.

Chipsy te zawierają olej kokosowy extra virgin, który łatwo rozpuszcza się w temperaturze powyżej 20°C, dlatego kładziemy je na mus jaglany tuż przed podaniem deseru. Chipsy te mogą też stanowić samodzielną przekąskę do kawy lub popołudniowej herbaty, podajemy je również w ostatnim momencie. Chipsy można przechowywać w zamrażarce do dwóch dni.

 

Wiśnie w syropie

 

600 g wiśni

375 ml wody

100 – 150 g cukru trzcinowego

4 nasiona zielonego kardamonu

szczypta soli

 

1. Wiśnie myjemy i drylujemy w drylownicy. Odkładamy na bok.

2. Do szerokiego rondla z grubym dnem wlewamy wodę, wsypujemy cukier (100 g, chyba że wiśnie są bardzo kwaśne, to wówczas wrzucamy 150 g cukru) i wrzucamy kardamon oraz szczyptę soli. Gotujemy wodę z cukrem, nie mieszając, do momentu gdy na powierzchni syropu zaczną tworzyć się duże bąble, o średnicy ok. 2 cm. To zajmuje około 5 -7 minut od zagotowania się wody. Do tak przygotowanego syropu wrzucamy wiśnie i gotujemy przez 6 minut. Odstawiamy na bok do wystudzenia.

 

Jaglany mus różany

 

400 g kaszy jaglanej ugotowanej i zmiksowanej

100 ml syropu  różanego (u mnie był Kredens)

4 łyżki wody różanej

4 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego extra virgin

40 g cukru trzcinowego

połowa wiśni w syropie wcześniej przygotowanych (patrz wyżej)

400 ml mleka kokosowego (1 puszka), schłodzonego przez noc w lodówce

1 łyżka cukru pudru trzcinowego

chipsy z płatków róż

 

1. Do zmiksowanej na gładko, jeszcze ciepłej kaszy wlewamy syrop różany, wodę różaną i olej kokosowy. Miksujemy do uzyskania jednolitej gładkiej konsystencji. Dodajemy cukier oraz wiśnie w syropie, ponownie miksujemy, aż składniki się połączą. Odstawiamy na bok do wystudzenia.

2. Osobno ubijamy śmietankę kokosową. Do miski schłodzonej w zamrażarce wrzucamy gęstą część mleka kokosowego, które stało przez noc w lodówce. Wodę, która pozostała na dnie puszki, wylewamy. Do mleka/śmietanki dodajemy cukier puder. Ubijamy mikserem przez 4 minuty. 

3. Do ubitej śmietanki zaczynamy dodawać partiami ostudzoną kaszę jaglaną zmiksowaną z wiśniami, syropem i olejem, przez cały czas wszystko miksując. Na koniec wrzucamy trochę pozostałych wiśni w syropie i mieszamy krótko całość.

4. Mus nakładamy do salaterek. Jeśli masa jest zimna, część chipsów z płatków róży można włożyć do środka. Mus wstawiamy do lodówki na kilka godzin, żeby stężał. Tuż przed podaniem dekorujemy go chipsami z płatków róż i ubitą śmietanką kokosową (opcja) oraz pozostałymi wiśniami. Ma cudowny, różany smak, pasuje na romantyczną kolację we dwoje i wiele innych specjalnych okazji. Enjoy!

 Flower Power 15

 

                                                                                            Wasza,

                                                                                                         Mariola

 

P.S. Nie znalazłam nigdzie przepisu na „Chipsy z płatków róż”, wszystko wskazuje więc na to, że je wymyśliłam :)

P.S. 2. W najbliższym czasie moja blogowa aktywność mocno się zmniejszy, ponieważ przygotowuję nową książkę z przepisami kulinarnymi, a ponadto pracuję też nad ciekawą książką o związkach osobistych, która już wkrótce się ukaże. W tej sytuacji będę miała mniej czasu na blogowanie… 

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Lawenda i jaglane lody lawendowe :)

Lawenda

(Na zdjęciu lawenda z „Lawendowego Pola”)

Lawenda i ja to od lat dobry związek – to pierwsza herbatka z lawendy i lukrecji wypita w Wersalu pod Paryżem, w domu, który nazywał się Balzac, to dorodne lawendy przed naszym ośrodkiem w Kopenhadze, to L’Occitane i ich bukieciki, mydełka, kremy oraz balsamy lawendowe; to także mój „Sernik z kaszy jaglanej z lawendą” i wreszcie „Lawendowe Pole”. Lawenda jest urzekająca, za ten zapach i smak dałabym się chyba posiekać :) Kojarzy mi się z blaskiem księżyca, spokojem, chłodem, delikatną kobiecością i wreszcie z podróżą w głąb siebie. Lawenda nas odpręża i daje szansę na powrót do naszych źródeł, na ponowne odnalezienie siebie. 

Kilka lat temu dość regularnie jeździłam z Gdańska do Warszawy, za każdym razem odwiedzając przy okazji Galerię Mokotów i mój ulubiony sklep L’Occitane, pachnący Prowansją i dobrym, zrównoważonym życiem. Produkty L’Occitane nie należą do tanich, ale ich jakość to rekompensuje. Ze sklepu wychodziłam nie tylko z lawendowymi kremami czy balsamami, ale też często z małymi bukiecikami lawendy, czasami z lawendową wodą do żelazka lub do pościeli, marząc, że kiedyś pojadę do Prowansji, żeby spacerować wieczorami po niekończących się polach lawendy i że być może zostanę tam kiedyś na stałe. I chociaż wielokrotnie jeździłam do Francji, do Prowansji nie było mi jednak po drodze. A teraz okazało się, że nie muszę jej już tak daleko szukać. Prowansja jest tu, niemalże za rogiem, w Nowym Kawkowie, niedaleko Dobrego Miasta. Prowadzi do niej droga wijąca się pośród starych drzew, które wyglądają jakby były namalowane przez Marcina Szancera. Mamy wrażenie, że cofamy się w czasie, zostawiając za sobą stres i szybkie tempo życia w dużym mieście :)

Lawendowe pole

(Muzeum Żywe im Jacka Olędzkiego w Nowym Kawkowie, przy „Lawendowym Polu”)

Lawendowe pole 2

„Lawendowe Pole”, bo o nim tu mowa, odwiedziliśmy tydzień temu i chociaż pogoda nie dopisała, udało nam się zrobić parę zdjęć, kupić syrop lawendowy i kilka lawendowych bukiecików, a także wysłuchać ciekawych opowieści w nowo otwartym Muzeum Żywym – o lawendzie i wspaniałych projektach właścicielki Lawendowego Pola, Pani Joanny Posochy. (www.lawendowepole.pl)

Lawendowe Pole 3

(Na zdjęciach lawenda z „Lawendowego Pola”. W rzeczywistości tej lawendy jest dużo, dużo więcej, chciałam to pokazać, ale niektóre zdjęcia wyszły nam nieostre, padał ulewny deszcz i niewiele dało się zrobić. Polecam wejść na stronę „Lawendowego Pola”.)

Lawenda rośnie tu na zboczu niewielkiej górki, jej zapach jest oszałamiający, trudno wyobrazić sobie lepszą aromaterapię. Siedziałam przez dłuższą chwilę na małej drewnianej ławeczce, stojącej pośrodku pola, delektując się bogactwem zapachów lawendy i jej obłędnymi kolorami, które mieniły się wszystkimi odcieniami błękitu, granatu i fioletu. Było pięknie! Jeśli jeszcze tam nie byliście, na co czekacie? Lawenda Was odmieni :)

Lawenda 

Złoty trzmiel

wśród kwiatów lawendy

fioletowy zapach spija

też tak chcę

                         (Mariola Białołęcka)

 Pobyt w Lawendowym Polu, a także bukieciki lawendy, które ze sobą przywiozłam, zainspirowały mnie nie tylko do napisania wiersza, ale też do stworzenia kilku nowych przepisów, dziś zapraszam na  „Jaglane lody lawendowe” :)

 

JAGLANE LODY LAWENDOWE

Rodzaj posiłku: deser

Podajemy z:  likierem, winem, yogi tea, kawą naturalną lub zbożową z przyprawami korzennymi

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie chłodzące

Ilość porcji: ok. 700 ml lodów, 5 – 7 porcji

Składniki: kasza jaglana, mleko kokosowe, tłoczony na zimno olej słonecznikowy, śmietanka kokosowa, cukier trzcinowy jasny, słoiczek jagód w syropie firmy Rolnik, syrop lawendowy, esencja waniliowa, świeżo otarta skórka z cytryny, kardamon, wódka (opcja), suszony kwiat lawendy

 Lody lawendowe B

Przepis

250 ml mleka kokosowego

1 łyżeczka suszonych kwiatów lawendy

200 g ugotowanej i zmiksowanej kaszy jaglanej

80 g jasnego cukru trzcinowego

1 łyżeczka świeżo otartej skórki z cytryny

60 ml oleju słonecznikowego tłoczonego na zimno

lub rozpuszczonego oleju kokosowego

60 ml syropu lawendowego z „Lawendowego Pola”

lub innego syropu/likieru lawendowego

słoiczek jagód w syropie firmy Rolnik

1/2 łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu

1 łyżka wódki lub innego pasującego alkoholu (opcja)

1 łyżka esencji waniliowej

400 ml śmietanki kokosowej

1 łyżka trzcinowego cukru pudru

 

maszyna do robienia lodów z pojemnikiem o pojemności 1,6 l                                         (ja używam pięknej, amarantowej maszyny marki FAGOR)

 

  1. Mleko kokosowe wlewamy do niedużego rondla i dodajemy lawendę. Mleko zagotowujemy i odstawiamy na bok na 15 minut, żeby przeszło smakiem i zapachem lawendy. Po 15 minutach mleko przecedzamy przez sito, żeby oddzielić lawendę. Odstawiamy na bok. 
  2. Zmiksowaną kaszę, jeszcze ciepłą, miksujemy ponownie, tym razem z lawendowym mlekiem kokosowym, cukrem, skórką z cytryny i olejem słonecznikowym. 
  3. Dodajemy  syrop lawendowy i jagody ze słoiczka razem z syropem, kardamon, wódkę (opcja), esencję waniliową, ponownie dokładnie wszystko miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Zostawiamy na 15 minut, żeby masa trochę przestygła.
  4. Osobno ubijamy śmietankę kokosową z 1 łyżką cukru pudru przez 4 minuty. Kiedy jest gotowa, wrzucamy do niej partiami ostudzoną kaszę, przez cały czas ubijając masę, a następnie wstawiamy do lodówki na pół godziny, żeby się schłodziła.
  5. Wyjmujemy z zamrażarki pojemnik do lodów i przygotowujemy do pracy maszynę do lodów. Maszynę włączamy, a następnie partiami wrzucamy do niej masę z kaszy. Nastawiamy na 20 – 25 minut i wyjmujemy przepyszne lody jaglane. Nakładamy na wafelki lub foremki do lodów, posypujemy kwiatami jadalnej lawendy i/lub innymi jadalnymi kwiatami. Lody można przełożyć do zamrażarki na 30 minut, jeśli chcemy, żeby miały bardziej zwartą konsystencję. Jeśli po 30 minutach, konsystencja lodów nas nie zadowala, trzeba je dokładnie wymieszać i ponownie zostawić na 30 do 60  minut, przed nałożeniem znów wymieszać. Lodów nie powinniśmy głęboko zamrażać, ponieważ po rozmrożeniu nie będą smaczne.

 Lawendowe lody 89

Uwagi

  1. Jeśli lody są przeznaczone dla dzieci, nie dodajemy alkoholu.
  2. Zamiast syropu/likieru lawendowego można dać syrop jagodowy, a wtedy do mleka kokosowego dać 1 łyżkę suszonych kwiatów lawendy zamiast jednej łyżeczki.
  3. Masę z kaszy wrzucamy do maszyny partiami, nie można wrzucić w całości, ponieważ maszyna się zatka i lodów nie uda nam się zrobić.
  4. Jeśli chcemy mieć intensywniejszy smak lawendowy, można dodać więcej syropu lawendowego, ale nie więcej niż dodatkowe 60 ml.

Te lody są genialne, mają wspaniały smak i typową konsystencję lodów z jajek i śmietany, ale polecam robić je w maszynie do lodów, niektóre są naprawdę tanie. Dzięki maszynie i ubitej śmietance lody są puszyste.

 

                                                                            Enjoy!

                                                                                        Wasza Mariola :)

 

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved