Jaglanka to go – tym razem z morelami :)

Bezglutenowa jaglanka orzeźwiająca w gorące dni, z gotowanymi morelami, grillowanymi nektarynkami oraz… witaminą B 17 :)

Jaglanka z morelami

Amigdalina, witamina B 17, laetril to różne nazwy tej samej substancji – ratującej życie. Najczęściej występuje ona w jądrach pestek różnych owoców: moreli, brzoskwiń, jabłek, malin, truskawek, winogron, a także w kiełkach fasoli, w orzechach makadamia i co być może będzie dla niektórych osób zaskakujące – w kaszy jaglanej! Najwięcej amigdaliny zawierają pestki gorzkiej moreli. Nie chodzi tu o jakąś specjalną odmianę tego owocu, większość moreli, które kupujemy w sklepie, to właśnie gorzka morela – Prunus armeniaca, czyli  morela pospolita, zwana inaczej morelą syberyjską lub tybetańską. Jej przeciwieństwem jest azjatycka morela słodka, z którą raczej trudno zetknąć się w Polsce. Jeśli jednak macie wątpliwości, zawsze możecie to sprawdzić, rozbijając pestkę moreli. Jeśli jądro pestki jest gorzkie w smaku, z pewnością zawiera amigdalinę. Pestki gorzkiej moreli są znanym, skutecznym lekarstwem na raka. Osobiście znam ludzi, którzy pokonali raka dzięki witaminie B 17 i chociaż minęło wiele lat, rak na szczęście nie wrócił. Jednak mimo wielu dowodów pozytywnego działania amigdaliny na nasz organizm, temat ten jest dość kontrowersyjny i świat medyczny zdecydowanie odżegnuje się od witaminy B 17. Nie chcę w tym miejscu specjalnie się nad tym tematem rozwodzić, ponieważ jest sporo materiału w internecie w języku polskim i dość łatwo można się z nim zapoznać. Ja osobiście mam zaufanie do leczniczego działania pestek gorzkiej moreli. Są one używane w medycynie naturalnej od setek lat (TMC – xing ren), żeby wzmocnić system immunologiczny.  Pomagają też w walce z suchym kaszlem i zaparciami – nawilżają jelito grube.  Warto więc wprowadzić do naszej diety pestki gorzkiej moreli, wystarczy zjadać kilka pestek dziennie, traktując to głównie jako profilaktykę chorób związanych z brakiem odporności. Pestki można zmielić i posypywać nimi owsiankę, jaglankę, można je też dodawać do zup, ciast lub innych potraw.

W przypadku istniejącej już choroby nowotworowej należy jednak skonsultować się z lekarzem lub naturopatą, który dobierze odpowiednią dawkę amigdaliny i doradzi, w jaki sposób należy ją zażywać (to wówczas staje się bardzo złożone, trzeba na przykład przyjmować równocześnie odpowiednie dawki różnych witamin – C, A, E, a także stosować właściwą dietę, itp). Amigdalinę można też zakupić w formie płynnej lub w postaci kapsułek/tabletek.

Jeśli chcemy w prosty sposób wzmocnić swój organizm, możemy też jeść więcej moreli w postaci kompotów, galaretek, ciast czy też takiej właśnie jaglanki, którą dziś proponuję. Ale uwaga! morele do tych potraw gotujemy razem z pestkami, dzięki temu w naszym daniu znajdzie się wszystko, czego potrzebujemy, żeby wzmocnić odporność!

 

JAGLANKA TO GO Z MORELAMI

 

Rodzaj posiłku: śniadanie w gorące dni, drugie śniadanie, brunch (ponieważ zawiera owoce, należy spożywać do godz. 16)

Podajemy z: jogurtem, ubitą śmietanką kokosową, orzechami, hempem

Wegetariański: tak

Wegański: tak, jeśli damy jogurt roślinny

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: odżywia, chłodzi, nawilża, wzmacnia energię, Płuca i Jelito Grube

Ilość porcji: 2 – 4

 

Jaglanka z morelami 3

Ta jaglanka jest również prosta w przygotowaniu. Będziemy potrzebować: 

1 szklankę ugotowanej na sypko kaszy jaglanej – wciąż gorącej

500 g świeżych moreli

4 łyżki ulubionego cukru

1 laskę cynamonu, ewent. 1 łyżeczkę sproszkowanego

1 większy liść laurowy

250 ml wody

szczypta soli

3 nektarynki

1 szklankę mleka roślinnego, najlepiej migdałowego

1 łyżka wcześniej namoczonych owoców goji (opcja)

2 lekko czubate łyżki nasion chia

po kilka łyżek jogurtu naturalnego probiotycznego na porcję

inne ulubione dodatki, np. hemp, pestki gorzkiej moreli, rozdrobnione orzechy, itp

 

(używam szklanki o pojemności 250 ml)

 

1. Gorącą kaszę jaglaną miksujemy w malakserze lub za pomocą ręcznego blendera do uzyskania gładkiej masy. Odstawiamy na bok. Przepis jak ugotować kaszę tu.

2. Następny etap to morele. Do rozgrzanego rondla lub niedużego garnka wrzucamy morele,  cukier, cynamon, liść laurowy, wlewamy wodę, wrzucamy szczyptę soli i 1 1/2 nektarynki. Pod przykryciem doprowadzamy do wrzenia, następnie zmniejszamy ogień i gotujemy przez 30 minut na małym ogniu. Zdejmujemy pokrywkę, wyjmujemy liść laurowy, laskę cynamonu oraz pestki moreli i na koniec rozdrabniamy owoce widelcem i mieszamy razem z płynem tak, żeby powstała jednolita masa. 

3. W międzyczasie pozostałe nektarynki kroimy w nieduże podłużne cząstki, a następnie grillujemy je na patelni grillowej. Jeśli nie macie grilla lub takiej patelni, można je krótko podpiec na zwykłej dobrze rozgrzanej patelni. Dzięki grillowaniu lub podpiekaniu nektarynki będą cudownie słodkie :) Nektarynki przekładamy na talerz i studzimy.

4. Do zmiksowanej kaszy dodajemy szklankę ugotowanych rozdrobnionych owoców, szklankę mleka roślinnego, owoce goji (opcja), dwie łyżki nasion chia i miksujemy całość przynajmniej przez 2 minuty, żeby składniki dobrze się połączyły. Ewentualnie doprawiamy do smaku, pamiętając jednak, że dojdą tu jeszcze słodkie nektarynki, jogurt i być może inne ulubione składniki.

5. Nakładamy kaszę do wybranych słoików, ta ilość wystarcza na 2 porcje (możemy uzyskać 4 porcje, jeśli użyjemy dwie szklanki kaszy jaglanej, dwie szklanki masy owocowej, dwie szklanki mleka roślinnego i 4 łyżki chia – reszta składników bez zmian). Na wierzch wrzucamy trochę masy owocowej, grillowane nektarynki, jogurt i dodatkowe składniki, pamiętając o tym, że jogurt można nałożyć na wystudzone już składniki. Można jeść od razu, ale najlepiej smakuje po kilku godzinach. Ja zakręcam słoiki i wstawiam do lodówki na kilka godzin lub na noc. Przed jedzeniem wyjmuję z lodówki i trzymam co najmniej godzinę w temperaturze pokojowej, ponieważ nie chcę wychłodzić żołądka.

Jaglanka ta ma działanie chłodzące, powinny unikać jej osoby, którym ciągle jest zimno.

cztery jaglanki

(Moje ulubione jaglanki na wynos – z jagodami i morelami)

Smacznego i na zdrowie!

          Wasza, 

                                Mariola :)

……………………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia: Jacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki | All Rights Reserved

Burgery jaglane z czerwoną kapustą i bazylią

Pyszne, domowe burgery, pełne odżywczych składników. Zawierają mega dawkę super antyutleniaczy – lignanów :)

Burgery jaglane 2

Kasza jaglana jest obecna w mojej kuchni już od wielu lat. W zasadzie od pierwszych wykładów Claude’a Diolosy w Polsce. Ten charyzmatyczny nauczyciel i terapeuta TMC przekonał nas do jedzenia kaszy jaglanej, która od tamtej pory zaczęła się regularnie pojawiać zarówno na moim stole, jak i na stołach wielu moich przyjaciół. Kasza jaglana w zależności od miejsca pochodzenia wpływa na nasz organizm lekko pobudzająco lub neutralnie. Równocześnie ma właściwości  odkwaszające organizm. Jeśli więc Twoje pH niebezpiecznie zbliża się w okolice 5,  jedz przynajmniej jeden posiłek dziennie, w którym będzie kasza jaglana. Wiele osób uważa, że proso (z którego wytwarza się kaszę jaglaną) ma działanie oczyszczające organizm i proponuje w związku z tym stosowanie tzw. diety jaglanej, ale kasza jaglana ma inne zadanie.

Najlepszą metodą na oczyszczenie organizmu jest spożywanie długo gotowanego ziarna pszenicy lub orkiszu, ale to musi się odbywać pod kierunkiem terapeuty TMC, który stwierdzi, czy dana osoba ma na tyle silny system trawienny, że poradzi sobie z trawieniem pełnych ziaren zbóż. Większość zbóż jest ciężkostrawna, ale proso/kasza jaglana należą do zbóż łatwostrawnych, dlatego często wykorzystuje się je do wzmocnienia organizmu, na przykład podczas rekonwalescencji po długiej chorobie.  W TMC często stosuje się dwutygodniowe posty jaglane, podczas których spożywa się trzy posiłki dziennie oparte na kaszy jaglanej i gotowanych warzywach, z niewielką ilością olejów tłoczonych na zimno. Kiedy organizm jest mocno wyniszczony, podaje się samą kaszę jaglaną, żeby go odbudować. Tak więc kaszy jaglanej nie używa się do oczyszczania organizmu, tylko do jego wzmocnienia. Oczywiście taka monodieta ma w pewnym sensie działanie regulujące pracę narządów i w jakimś stopniu ma działanie oczyszczające, ale to zboże przede wszystkim odżywi nasz organizm i da nam siłę. Proso zawiera znaczną ilość magnezu, manganu, fosforu i miedzi. Chroni nasze serce, a także ze względu na dużą zawartość fosforu chroni też nasze… DNA! :)

Do tego wszystkiego „Burgery jaglane z czerwoną kapustą” zapewnią nam mega dawkę  super antyutleniaczy – tzw. lignanów, które można znależć w dużej ilości nie tylko w kaszy jaglanej, ale też w czerwonej kapuście. Lignany regulują naszą gospodarkę hormonalną i wpływają na zwiększenie poziomu estrogenów, tak więc dzisiejsze burgery przyniosą masę korzyści zwłaszcza kobietom. Do burgerów dodałam ostropest plamisty, który z kolei chroni nasze drogi żółciowe i wspomaga proces trawienia tłuszczów, dlatego warto go dodawać do potraw smażonych i tłustych :)

……………………………………………….

BURGERY JAGLANE Z CZERWONĄ KAPUSTĄ I BAZYLIĄ

Rodzaj posiłku: obiad, lunch

Podajemy z: wybranym sosem, pasują do ziemniaków, ryżu, bułek

Wegetariański: tak

Wegański: tak, jeśli bez jajka

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 6 – 8

 

Burgery jaglane

Potrzebujemy:

600 g czerwonej kapusty (po usunięciu głąba i zewnętrznych liści)

2 łyżki oliwy z oliwek, najlepiej do smażenia

1 czubata łyżka oleju kokosowego, extra virgin

1 duży liść laurowy

1 duży ząbek czosnku

1 łyżka ziół prowansalskich lub tymianku

1 łyżeczka soli, najlepiej himalajskiej

woda

200 g kaszy jaglanej

szczypta pieprzu

500 ml wody

2 1/2 łyżki nasion chia

5 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

50 g mąki kokosowej bardzo drobno zmielonej*

2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

1 łyżka zmielonego ostropestu plamistego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko (opcja)

1 łyżka soku z cytryny

garść listków świeżej bazylii

1 łyżeczka oleju z prażonych nasion sezamu

 

Sposób przygotowania

1. Najpierw kapusta. Umytą kroimy w niedużą kostkę o boku ok. 1 cm. Następnie rozgrzewamy oliwę w szerokim rondlu, wrzucamy kapustę, krótko podsmażamy i dodajemy olej kokosowy, liść laurowy,  ząbek czosnku, zioła prowansalskie, sól, mieszamy i wlewamy wodę, tak żeby przykryła kapustę do połowy. Gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut. Ugotowaną odcedzamy na sicie i studzimy.

2.  Kaszę jaglaną wrzucamy do garnka, dodajemy pieprz i wlewamy wodę. Zagotowujemy pod przykryciem, a kiedy tylko zacznie się gotować, odkrywamy i gotujemy przez 20 sekund na dużym ogniu. Następnie garnek przykrywamy, zmniejszamy ogień i na bardzo małym ogniu gotujemy przez 20 minut. Zdejmujemy z ognia, odkrywamy i studzimy przez 5 minut, a następnie przekładamy do pojemnika malaksera i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji.

2. W misce łączymy mąkę kokosową, mąkę ziemniaczaną, ostropest plamisty oraz proszek do pieczenia.

3. Do osobnej miski wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy i odstawiamy na 5 – 10 minut, aż utworzy się coś w rodzaju galaretki. Chia wrzucamy do zmiksowanej kaszy i miksujemy, aż składniki się połączą. Następnie dodajemy mąkę kokosową wymieszaną z mąką ziemniaczaną, ostropestem plamistym i proszkiem do pieczenia, krótko miksujemy i przekładamy do dużej miski.

4. Do kaszy dodajemy ugotowaną i odsączoną czerwoną kapustę, jajko (opcja), sos sojowy, sok z cytryny, olej sezamowy i liście bazylii. Mieszamy, aż składniki się połączą, a następnie formujemy burgery – można to zrobić za pomocą małego kołnierza cukierniczego. Masa dość mocno się lepi**, ale daje się formować, jeśli jednak będzie Wam to przeszkadzać, burgery można obtoczyć np. w mące kukurydzianej.

5. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy burgery i smażymy najpierw pod przykryciem przez 1 minutę, a następnie zdejmujemy pokrywkę, przekładamy burgery na drugą stronę i smażymy przez kolejną minutę, już nie przykrywamy. Podajemy od razu do ziemniaków, ryżu lub w bułce.

Enjoy! :)

Burgery jaglane 3

                                                                       With love,

                                                                                              Mariola

 

* Ostatnio pojawiła się na rynku mąka kokosowa grubo zmielona, ale ona nie zagęści dobrze kaszy, trzeba więc wybrać tę przypominającą w konsystencji mąkę pszenną bardzo drobno zmieloną.

**Jeśli masa okaże się za rzadka, można dodać więcej mąki.

 

……………………………………………………………………………………..………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola BiałołęckaZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola BiałołęckaCopyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Bezglutenowe muffinki z chia i kaszą kukurydzianą

Muffiny bezglutenowe i wegańskie – nie zawierają jajek, krowiego mleka, białej mąki i białego cukru!

Muffinki chia 2

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy ktoś mówił w Polsce, że jest wegetarianinem, wywoływał tym dużą konsternację, zwłaszcza jeśli był zaproszony na obiad. W naszym środowisku wegetarianami najpierw zostali Jola i Mirek (Trymbulakowie). Kiedy byli do mnie zaproszeni, kończyło się za każdym razem długim omawianiem potraw przez telefon,  co może się w nich znaleźć, a czego muszę unikać, zwłaszcza że ze względu na medytacje nie jedli także innych produktów, np. jajek, czosnku i cebuli. W zasadzie ich dieta była po części wegańska, ale tego słowa w Polsce w tym czasie prawie nikt nie znał, a jeśli nawet usłyszał i tak do końca nie rozumiał. Nawyk przygotowywania potraw w określony sposób był tak silny, że ludzie nie wyobrażali sobie na przykład, że można upiec ciasto, nie dodając do niego jajek. Książka Joli i Mirka „Nakarmić duszę”, którą wydałam w moim wydawnictwie, zaczęła powoli te wyobrażenia zmieniać. (Oczywiście wcześniej były już na rynku książki na temat wegetarianizmu, np. Grodeckiej, ale z tego co wiem od naszych Czytelników, dopiero nasza książka upowszechniła tę tematykę, być może ze względu na ciekawą formę i spory rozgłos, i chyba jako pierwsza pokazała potrawy wegańskie – jeśli ktoś ma inne informacje, prosiłabym, żeby się ze mną podzielił :)

Jednak przygotowując kilka lat później angielską wersję tej książki – „To Feed the Soul”, dopiero tak naprawdę poznaliśmy weganizm. Chociaż „Nakarmić duszę” było w Polsce książką nowatorską, okazało się, że Anglicy są już dalej, tak więc wiele przepisów musieliśmy opracować ponownie, żeby były wegańskie. Ja w zasadzie jadłam wówczas głównie tofu i warzywa, a mleko roślinne dodawałam prawie do wszystkiego, bo właśnie jedzenie roślinne najbardziej mi pasowało, miałam to chyba w genach, ponieważ jedna z sióstr mojej babki ze strony matki była wegetarianką. Ale Londyn naprawdę mnie wtedy zaskoczył. Przy okazji publikacji tej książki wyjeżdżaliśmy często do Londynu –  jej promocja odbyła się w jednym z ekskluzywnych butików przy Westbourne Grove (Notting Hill), którego właściciel posiadał również wegetariańską restaurację przy słynnej Portobello Road. Często byliśmy tam gośćmi, ale też wzdłuż Westbourne Grove restauracje wegetariańskie i wegańskie wyrastały jak grzyby po deszczu. Wzdłuż całej ulicy było mnóstwo miejsc, gdzie można było zjeść potrawy bez jajek, sera, twarogu, mleka, a ich smak i konsystencja sprawiały, że nie miało się poczucia, że je się coś gorszego, jak uważała wówczas większość osób w Polsce, jedzących mięso. Pamiętam zwłaszcza jedno takie miejsce, gdzie można było zamówić kaczkę, kurczaka i wołowinę po chińsku, tylko że te potrawy były wegetariańskie, przyrządzone z odpowiednio spreparowanej soi. Było to jedno z najbardziej zaskakujących doświadczeń kulinarnych w moim życiu, to co jadłam, wyglądało jak mięso i smakowało jak mięso, próbowałam więc przekonać siebie, że to nie jest mięso. Jednak złudzenie, że je się mięso, było tak silne, że do końca nie byłam pewna, co tak naprawdę jem. Na przykład kaczka miała typową kaczą skórkę…

Jak to mówi Lama Ole: „Wszystko jest snem, więc wszystko jest możliwe” :)

Dziś mamy do dyspozycji różne rodzaje jedzenia i mnóstwo nowych technik i diet. Kiedy zapraszam gości, mam niezły orzech do zgryzienia. Jeden je tylko paleo, drugi tylko raw, inni są weganami, nie wspomnę już o tych, którzy są na diecie bezglutenowej lub po prostu mają alergie pokarmowe czy też nie tolerują niektórych produktów. I tak dobrze, że nie mieszkamy w USA, moja znajoma ze Stanów organizowała ostatnio urodziny swojego syna, każde z 11 zaproszonych  dzieci miało na coś innego alergię i w zasadzie była zmuszona przygotować oddzielne dania dla każdego  z tych dzieciaków – w rezultacie każde na wejściu dostawało swój własny ozdobny box z jedzeniem. Świat staje się coraz bardziej globalny, a nasze jedzenie coraz bardziej się indywidualizuje :)

Zresztą pamiętam pobyt w ośrodku medytacyjnym w San Francisco kilkanaście lat temu, już wtedy Amerykanie mieli niezliczoną ilość alergii. Pokój do medytacji musiał być sterylny, dywany były traktowane środkiem na roztocza, nie wolno było palić kadzideł i z tego co pamiętam w tym pomieszczeniu były tylko sztuczne kwiaty, wszystko to z powodu różnych alergii, na które już wtedy cierpiało wiele osób.

 

Jedzenie a przyjmowanie gości, czyli tybetańska gościnność

Jak się zachować w takiej sytuacji, kiedy mamy gości, a oni jedzą coś innego niż my? Zwłaszcza kiedy dotyczy to jedzenia lub nie potraw mięsnych. Ja u siebie w domu kieruję się tzw. tybetańską gościnnością, oznacza ona, że gość jest ważniejszy ode mnie, chciałabym, żeby ta osoba dobrze się u mnie czuła, więc jeśli je mięso, podaję jej mięso. Jeśli nie jemy mięsa i nie chcemy go sami przygotowywać, możemy do tego podejść na kilka sposobów. Jeśli to krótki pobyt, zaprośmy gości do restauracji, możemy też zamówić jedzenie do domu lub poprosić o przygotowanie potraw kogoś innego, możliwości jest wiele. Podstawowa zasada jest taka, że robimy wszystko, żeby nasi goście dobrze się u nas czuli. Weganom przygotowujemy wegańskie jedzenie, komuś, kto lubi surowe, robimy zielone smoothies (staram się nie pouczać gości, jak mają się odżywiać, ale i tak pewnie coś wtedy wspomnę o surowej żywności, zwłaszcza jeśli będzie to zima :) a jeśli wiemy, że ktoś ma alergię na orzechy, nie stawiamy w ogóle takich potraw na stole, żeby ktoś nie zjadł przez pomyłkę czegoś, co może mu zaszkodzić. Postaram się jeszcze kiedyś napisać, jak gotowałam super zdrowo dla pewnego tybetańskiego Rinpocze i co z tego wynikło :)

 Muffinki z chia 4

Dziś zapraszam na muffinki z kaszą kukurydzianą i nasionami chia. Te nasiona to ostatnio moja wielka obsesja :) dodaję je do wszystkiego, uwielbiam lekko chrupiącą, zwartą konsystencję wypieków, która powstaje po dodaniu chia, a także delikatną galaretowatość różnych puddingów, owsianek i kremów, które możemy przyrządzić na bazie chia. Do tego mają one właściwości lecznicze – leczą wyściółkę jelit, a więc są szczególnie wskazane dla osób, które cierpią na nietolerancję glutenu.

 

BEZGLUTENOWE MUFFINKI Z CHIA I KASZĄ KUKURYDZIANĄ

 

Rodzaj posiłku: śniadanie/brunch/lunch box/do popołudniowej kawy

Podajemy z: polewą czekoladową, bitą śmietanką, lodami, masłem i miodem (tylko że wtedy nie będą już wegańskie), masą ganache, itp. 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie neutralne

Ilość porcji: 9 – 10 muffinek

 

Muffinki chia 3

 

Żeby przygotować te muffinki, będziemy potrzebować:

90 g moreli suszonych na słońcu

2 – 3 łyżki rodzynek

100 g mąki kokosowej

180 g kaszki kukurydzianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki zmielonego kardamonu

½ łyżeczki kurkumy

60 g oleju kokosowego

3 łyżki nasion chia

6 łyżek soku pomarańczowego

¼  szklanki drobno posiekanej, suszonej żurawiny

500 ml mleka sojowego lub kokosowego

(Jeśli ktoś woli bardziej słodki smak, może dodać

3 – 4 łyżki jasnego nierafinowanego cukru trzcinowego) 

 

Osobno

2 – 3 łyżki posiekanych orzechów i żurawiny

100 g gorzkiej czekolady i 1 łyżeczka oleju kokosowego (opcja)

 

  1. Morele wrzucamy do małej miski, zalewamy wrzątkiem, tak żeby woda tylko przykryła morele, i zostawiamy na 1 – 2 godziny do namoczenia.
  2. Rodzynki wrzucamy do osobnej miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy do namoczenia na 1 – 2 godziny, tak jak morele.
  3. Kiedy morele są już namoczone, do osobnej miski wrzucamy mąkę kokosową, kaszę kukurydzianą, proszek do pieczenia, sodę, kardamon oraz kurkumę, mieszamy, żeby składniki dobrze się połączyły.
  4. Do jeszcze innej miseczki wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy składniki, a następnie zostawiamy na 5 – 10 minut, żeby chia napęczniały – po kilku/kilkunastu minutach utworzy się coś w rodzaju galaretki. Niektóre nasiona chia są bardziej suche i zanim wytworzy się galaretka, muszą poleżeć nawet kilkanaście minut. Jeśli po kilkunastu minutach nie wytworzy się coś w rodzaju galaretki – co może się zdarzyć – nie należy się tym przejmować, chia i tak spełnią swoje zadanie podczas pieczenia.
  5. Następnie rozpuszczamy olej kokosowy w małym rondelku i odstawiamy na bok do wystudzenia.
  6. Do pojemnika blendera lub do zwykłej, najlepiej wysokiej, miski (ja używam tutaj ręcznego blendera, żeby nie zbierać później tej masy ze ścianek i pokrywy malaksera, ale zróbcie tak, jak lubicie) wrzucamy namoczone i odsączone z wody morele, wlewamy 250 ml mleka i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej emulsji, dodajemy chia i wystudzony olej kokosowy, miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy resztę mleka (jeśli nie zmieści się wszystko w pojemniku, mleko możemy później dodać do mąki) i znów miksujemy.
  7. Teraz będzie nam potrzebny malakser, do jego pojemnika wrzucamy mąkę wymieszaną wcześniej z pozostałymi suchymi składnikami, przez chwilę miksujemy, to rozbije grudki, które tworzą się w mące kokosowej, a następnie wlewamy morele zmiksowane z mlekiem, kokosem oraz chia i wlewamy mleko, jeśli jeszcze zostało, miksujemy, aż wszystko się połączy i na koniec dodajemy posiekaną żurawinę i namoczone rodzynki, mieszamy.
  8. Przekładamy do foremek wysmarowanych olejem kokosowym i wysypanych mąką kukurydzianą – wierzch babeczek możemy posypać posiekanym orzechami i/lub suszoną żurawiną. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 20 – 25 minut lub do momentu aż patyczek włożony w środek muffinka będzie suchy.
  9. Kiedy muffiny wystygną, możemy polać je rozpuszczoną czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu olej kokosowy na małym ogniu,  wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę i mieszając rozpuszczamy czekoladę w oleju kokosowym. Kiedy masa przestygnie, nakładamy ją na muffiny. Muffiny można przełożyć do lodówki, żeby polewa szybciej zastygła – ciekawy i smaczny dodatek do tych pysznych i zdrowych babeczek. 

                                                                    With love,

                                                                                            Mariola 

 

Muffinki z chia 5

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved