Jaglanka to go :)

Bezglutenowe jaglanki z owocami i jogurtem ratowały nam życie w naszej wakacyjno-zawodowej podróży w Alpy – do serca Europy :)

trzy jaglanki to go

Dzięki sponsorom naszej książki podróżniczo-kulinarnej, a także szalonym pomysłom, jak przejechać Europę za przysłowiowy jeden grosz (więcej o tym w książce, która już wkrótce się ukaże), po raz kolejny wybraliśmy się w jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie – do Allgäu, w niemieckie Alpy. To w tej okolicy łączą się ze sobą trzy kraje: Niemcy, Austria i Szwajcaria. Nazywam to miejsce Trójkątem Alpejskim i chociaż nie znikają tu ludzie ani statki, to jednak w tej magicznej krainie można zapomnieć o całym świecie :) Tym razem tropikalne gorąco dało nam się mocno we znaki, temperatury były cały czas w granicach 40°C w cieniu!, ale rozległe widoki z alpejskich przełęczy, szmaragdowe jeziora i obrazy kąpiących się w nich szczęśliwych ludzi zdecydowanie to rekompensowały :) To właśnie tu znajduje się słynne Jezioro Bodeńskie o powierzchni około 500 km²  – widziane  z góry wygląda prawie jak Bałtyk. Nie dziwię się, że o tym urzekającym miejscu tyle piszą poeci, zobaczcie, jak było pięknie :)

Bodensee

(Jezioro Bodeńskie widziane od strony Lindau)

Jezioro Bodeńskie 10

(Jezioro Bodeńskie widziane od strony Bregencji – widok z góry Pfänder)

Alpy przy Bodensee

(Alpy w pobliżu Jeziora Bodeńskiego - widziane również z góry Pfänder)

Szmaragdowe Bodensee

(Szmaragdowe Bodensee)

Wysokie Alpy

(Wysokie Alpy)

Krajobrazy przepiękne, tyle pozytywnych wrażeń, że można naładować baterie na cały rok :) Jednak sposób odżywiania się ludzi zamieszkujących ten niezwykły kawałek świata pozostawia sporo do życzenia. W wielu gasthausach słyszeliśmy wciąż: „nur wurst” (tylko kiełbasa) – najwyrażniej żyje tu tylko „wurst generation” :) Jeden z tych gasthausów szczególnie zapamiętałam. Mnóstwo elementów w formie… prosiaczka: szyld, serwetki, cukiernice, obrazy na ścianach – z każdej strony otaczały nas prosiaczki, a w menu jedynie: „nur Schweinefleisch”! Tak więc osoby odżywiające się wegetariańsko i/lub bezglutenowo nie będą miały łatwo w tamtych okolicach. Chyba że zdecydują się zjeść posiłek w sieci McDonalds. Przyznam, że było to dla mnie największe zaskoczenie: wegetariańskie hamburgery w McDonalds! – w ich skład wchodziła quinoa!, papryka, kukurydza i różne inne warzywa. Takiego wegetariańskiego hamburgera można było zamówić także w sałatce typu Cezar. Szkoda tylko, że hamburger oparty na quinoa zawierał gluten. Natomiast jeden z McDonalds’ów w Austrii, w Tyrolu, oferował dużo więcej, w menu były zarówno produkty wegetariańskie, jak i bezglutenowe – prawdziwa rewolucja! :) Zresztą te produkty są dostępne we wszystkich restauracjach McDonalds w Austrii, a na ich stronie można zapoznać się ze składem produktów www.mcdonalds.at  - ze szczególnym wyróżnieniem alergenów. Brawo Austria! Ale uwaga, ich wegetariańskie hamburgery również zawierają gluten i mleko, a oferta bezglutenowa jest skierowana tylko do osób jedzących mięso. Zamówiłam takiego bezglutenowego hamburgera, ale zjadłam tylko bułki z sałatką, którą dokupiłam – mięso oddałam jednemu z moich towarzyszy podróży. Bułka była napompowana powietrzem i trochę bez smaku, ale jest to szansa na szybki posiłek dla wygłodniałych bezglutenowych turystów, podróżujących po Alpach :)

I jeszcze parę ciekawostek. Nie tylko my szukaliśmy cienia :) Te piękne simmentalerki poniżej na zdjęciu walczyły o miejsce w cieniu pod jedynym drzewem w okolicy. Nie tylko zresztą one – na pewnej farmie, którą zwiedzaliśmy, również owce szukały cienia, co widać na jednym ze zdjęć. Proszę udostępniajcie te zdjęcia, to mój apel do hodowców, żeby pomyśleli w upały o zwierzętach, zapewniając im nie tylko wodę, ale też miejsca, w którym zwierzęta mogą schronić się w cieniu. Owce, które były wystawione na pokaz, najwyraźniej tego nie lubiły, ponieważ odwracały się do ludzi tyłem i chowały za siebie nawzajem – z tego powodu między innymi nie lubię ZOO.

Krowy w cieniu

(Krowy szukające cienia)

Krowy w cieniu 2

owce w cieniu

(Owce też znalazły cień, żeby się ochłodzić)

Reasumując: Allgäu, Tyrol to nie są miejsca przyjazne wegetarianom, weganom czy też osobom bezglutenowym, zwłaszcza jeśli ktoś planuje zatrzymać się w hotelu i jeść w restauracjach. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się spędzić wakacje na jednym z wielu kempingów, sytuacja zaczyna wyglądać dużo korzystniej. W wielu sklepach, zwłaszcza w tych miejscowościach, gdzie są olbrzymie kempingi i zjeżdżają się turyści z całej Europy, można kupić dobrej jakości, niedrogie jedzenie i przyrządzić coś samemu. Zarówno koszt paliwa, jak i ceny żywności były dla nas pozytywnym zaskoczeniem. Wiele wartościowych produktów bezglutenowych czy też ekologicznych, które kosztują w Polsce majątek, w tamtym rejonie można nabyć za niewielkie pieniądze. Poza tym niektóre produkty przywieżliśmy z Polski, w tym tytułowe jaglanki – z ochładzającym jogurtem i owocami. 

Zapraszam na przepis :)

JAGLANKA TO GO Z JAGODAMI

Jaglanka z jagodami

Przygotowanie tej jaglanki jest bardzo proste. Będziemy potrzebować 1 szklankę ugotowanej kaszy jaglanej, 1 szklankę mleka roślinnego, 1 szklankę kompotu z czarnych jagód, 2 lekko czubate łyżki nasion chia, jogurt roślinny lub z mleka krowiego – jogurt koniecznie z aktywnymi bakteriami – owoce, wspaniale tu pasują borówki amerykańskie i jeżyny (kupiłam bezpestkowe) oraz świeże zioła: majeranek lub tymianek.

Jak to zrobić?

1. Najpierw przygotowuję leśne czarne jagody. Można też użyć borówek amerykańskich, ale warto pamiętać, że leśne jagody zawierają najwięcej składników odżywczych i dają nam najwięcej energii, co ma duże znaczenie, jeśli podróżujemy daleko. Bierzemy więc litrowy słoik leśnych jagód, a następnie płuczemy je na sicie, wyjmując listki i inne niepotrzebne składniki. Przekładamy jagody do garnka, dodajemy 3 – 4 łyżki wybranego cukru, 3 – 4 ziarna zielonego kardamonu i gotujemy przez 10 minut od zagotowania. Zestawiamy z ognia i wrzucamy dwie – trzy nieduże gałązki tymianku lub majeranku. Odstawiamy na bok. Przed użyciem wyjmujemy zioła i nasiona kardamonu.

2. Następnie gotujemy na małym ogniu 200 g suchej kaszy jaglanej  w 500 ml wody przez 20 minut od zagotowania, dodając 1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego lub anyżu, jeśli lubicie. Po ugotowaniu studzimy przez 5 minut, a następnie od razu miksujemy w malakserze. Kiedy kasza stanowi już gładką, jednolitą masę, przekładamy ją do miski (przygotujemy z niej jaglanki o innych smakach), zostawiając około szklanki w malakserze. Dodajemy szklankę ugotowanych jagód, szklankę mleka roślinnego i 2 lekko czubate łyżki nasion chia (ja używam szklanki o pojemności 250 ml). Miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Ewentualnie doprawiamy do smaku. Przekładamy do słoiczków, studzimy. Kiedy masa jest już zimna, wrzucamy borówki amerykańskie oraz jogurt, zakręcamy słoiki i wstawiamy do lodówki. Jest najlepsza po kilku godzinach, dlatego zazwyczaj zostawiam ją na noc w lodówce, ale rano wystawiam ją z lodówki co najmniej na godzinę przed jedzeniem – unikam jedzenia tak mocno schłodzonych produktów. W podróży te jaglanki bardzo dobrze przechowywały się w lodówce turystycznej.

Przed podaniem wrzucamy na wierzch kolejną partię owoców, np. jeżyn i posypujemy łuskanymi nasionami hempu (również nieodzowne w podróży ze względu na wartości odżywcze i dużą zawartość białka) oraz np. amarantusowym poppingiem. Można też dodać resztę ugotowanych  jagód i/ lub inne składniki według uznania. Jemy i czujemy, jak dobrze nam to robi :) ))

Pszczoła

(Ta pszczoła najwyrażniej ma podobne zdanie :)

LOVE, Mariola

……………………………………………………………………………………..……………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia potraw: Jacek Białołęcki

Pozostałe zdjęcia: Mariola Białołęcka; 

aranżacja potrawy i zdjęć: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Mariola Białołęcka/Jacek Białołęcki| All Rights Reserved

Zamiast smoothies piję zupies :)

Dziś alkaliczna zupa do picia, która zawiera super produkty: jarmuż, szpinak i brokuły! Odpręża i działa przeciwzapalnie! Zielone zupies ze słoiczka piję ostatnio bardzo często :)

Zielone zupies 2

Wraz z rozwojem techniki i nowych form pozyskiwania informacji zmieniła się też nasza dieta. Wystarczy, że otworzymy jakąkolwiek przeglądarkę i od razu możemy korzystać z niezliczonych porad, często wzajemnie się wykluczających, na temat zdrowia i prawidłowego odżywiania się, wspartych olbrzymią ilością przepisów i pięknych zdjęć. Niestety nie zawsze potrafimy dobrze ocenić wartość tej wiedzy i wybrać odpowiedni dla nas styl odżywiania się. Dotyczy to także żywności surowej, ang. raw food. Moim zdaniem moda na surową żywność ma duży związek z rozwojem blogosfery kulinarnej. Surowa żywność po prostu dobrze wygląda na zdjęciach :) Jednak znaczniej gorzej pasuje do naszych żołądków :)

Zgodnie z Tradycyjną Medycyną Chińską, a także z niektórymi współczesnymi badaniami, nie ma jednej diety dobrej dla wszystkich. Są osoby, które jedząc przez jakiś czas surówki oraz świeże owoce, a także pijąc rano zielone smoothies, będą miały mnóstwo energii i będą w stanie klarownie myśleć, gdyż surowa żywność pasuje do konstytucji ich ciała. Jednak ktoś inny, odżywiając się w ten sposób, będzie miał biegunkę, gazy, będzie przez cały czas osłabiony i nie będzie w stanie dobrze się skoncentrować. Na dłuższą metę jednak obie te osoby osłabią swoje ciało, ponieważ surowa żywność, podobnie jak jedzenie o zimnej naturze termicznej, spożywana regularnie przez dłuższy czas gasi nasz ogień trawienny i w rezultacie spowalnia metabolizm. W konsekwencji powoduje także, że coraz gorzej przyswajamy zawarte w pożywieniu składniki odżywcze i niestety, ale także wszystkie te witalne składniki (enzymy), dzięki którym czujemy natychmiastowy przypływ energii – jednak do czasu. Surowa żywność obniża też w konsekwencji libido i może być jedną z przyczyn bezpłodności, także ze względu na zaburzenie równowagi jin/jang. Dobrą alternatywą dla surowej żywności są wszelkie kiszonki (jako dodatek do gotowanego jedzenia), ponieważ są one już wstępnie przetrawione, co oznacza, że nasz organizm łatwiej przyswaja zawarte w nich składniki odżywcze. (Więcej na ten temat już wkrótce w mojej nowej książce).

Przygotowując dzisiejszy przepis chciałam pokazać, że gotowana żywność wcale nie musi być nudna, zawsze można  ją w taki sposób przygotować i podać, żeby karmiło to wszystkie nasze zmysły, a przede wszystkim, żeby organizm był w stanie przyswoić wszystkie zawarte w niej składniki :)

 

ZIELONE ALKALICZNE ZUPIES

Rodzaj posiłku: potrawa całodzienna 

Podajemy z: mlekiem/śmietanką kokosową, olejem/oliwą tłoczonymi na zimno.

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia krew, wątrobę oraz nerki

Ilość porcji: 3 – 4

Zielone zupies 3

Do przygotowania zupy będziemy potrzebowali:

2 łyżki oleju kokosowego do smażenia

1 średnia biała cebula, drobno posiekana

1 kostka tofu (180 g), pokrojonego w dużą kostkę

250 g brokułów, umytych i oczyszczonych, pokrojonych na kawałki

80 g szpinaku, umytego

100 g jarmużu, umytego

kawałek pora, ok. 8 – 10 cm

2 ząbki czosnku

1 liść laurowy

1 łyżeczka ziół prowansalskich

1 łyżeczka soli himalajskiej 

lub 1/2 łyżeczki soli kamiennej

1 litr wody

1 łyżeczka suszonego sproszkowanego mniszka

lub garść świeżego (opcja)

1 łyżka soku z cytryny

olej z prażonych nasion sezamu

olej z nasion słonecznika (lub inny), tłoczony na zimno 

 

Jak przygotować?

1. Rozgrzewamy olej w garnku, dodajemy posiekaną cebulę, smażymy ok. 1 minuty, aż cebula zacznie przyjemnie pachnieć. Wrzucamy szpinak, brokuły, jarmuż oraz tofu, mieszając podsmażamy przez 1 minutę.

2. Wrzucamy pora, czosnek, liść laurowy i zioła prowansalskie, mieszamy i wlewamy wodę. Dodajemy sól oraz mniszek (opcja). Gotujemy pod przykryciem przez 15 minut od zagotowania. 

3. Zestawiamy z ognia, studzimy przez 5 – 10 minut, dodajemy sok z cytryny, a następnie dokładnie miksujemy. Zanim zaczniemy miksować zupę, warto odlać szklankę płynu, żeby potem móc regulować gęstość zupy – nieraz warzywa są bardzo soczyste i zupa może wyjść za rzadka. Konsystencja zupy powinna być dość rzadka, nie powinna to być zupa-krem. Chodzi o to, żebyśmy mogli pić zupę ze słoiczka przez słomkę, tak jak się pije koktajl.

4. Po zmiksowaniu nalewamy zupę do wybranych słoiczków (ewentualnie można podać w szklance/kubku) i polewamy olejem z prażonych nasion sezamu (ewent. z orzechów włoskich), wlewamy trochę mleka kokosowego i na wierzch dajemy jeszcze trochę oleju słonecznikowego.

5. Jeśli mamy słomkę papierową, zupies możemy pić, kiedy jest jeszcze ciepłe. Jeśli jednak chcemy użyć słomki plastikowej, pijemy nasze zupies dopiero wtedy, kiedy jest lekko chłodne, ale nadal smaczne :)

                                                    Love,

                                                                                   Mariola

Dodam jeszcze tylko, że picie tej zupy ze słoiczka jest bardzo praktyczne, można ją wszędzie zabrać ze sobą, a także można swobodnie poruszać się z nią po domu, nic się nie rozleje. Możemy więc usiąść tam, gdzie tylko mamy na to ochotę, niekoniecznie przy stole :)  

Zielone zupies 4

……………………………………………………………………………………..……………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Burgery jaglane z czerwoną kapustą i bazylią

Pyszne, domowe burgery, pełne odżywczych składników. Zawierają mega dawkę super antyutleniaczy – lignanów :)

Burgery jaglane 2

Kasza jaglana jest obecna w mojej kuchni już od wielu lat. W zasadzie od pierwszych wykładów Claude’a Diolosy w Polsce. Ten charyzmatyczny nauczyciel i terapeuta TMC przekonał nas do jedzenia kaszy jaglanej, która od tamtej pory zaczęła się regularnie pojawiać zarówno na moim stole, jak i na stołach wielu moich przyjaciół. Kasza jaglana w zależności od miejsca pochodzenia wpływa na nasz organizm lekko pobudzająco lub neutralnie. Równocześnie ma właściwości  odkwaszające organizm. Jeśli więc Twoje pH niebezpiecznie zbliża się w okolice 5,  jedz przynajmniej jeden posiłek dziennie, w którym będzie kasza jaglana. Wiele osób uważa, że proso (z którego wytwarza się kaszę jaglaną) ma działanie oczyszczające organizm i proponuje w związku z tym stosowanie tzw. diety jaglanej, ale kasza jaglana ma inne zadanie.

Najlepszą metodą na oczyszczenie organizmu jest spożywanie długo gotowanego ziarna pszenicy lub orkiszu, ale to musi się odbywać pod kierunkiem terapeuty TMC, który stwierdzi, czy dana osoba ma na tyle silny system trawienny, że poradzi sobie z trawieniem pełnych ziaren zbóż. Większość zbóż jest ciężkostrawna, ale proso/kasza jaglana należą do zbóż łatwostrawnych, dlatego często wykorzystuje się je do wzmocnienia organizmu, na przykład podczas rekonwalescencji po długiej chorobie.  W TMC często stosuje się dwutygodniowe posty jaglane, podczas których spożywa się trzy posiłki dziennie oparte na kaszy jaglanej i gotowanych warzywach, z niewielką ilością olejów tłoczonych na zimno. Kiedy organizm jest mocno wyniszczony, podaje się samą kaszę jaglaną, żeby go odbudować. Tak więc kaszy jaglanej nie używa się do oczyszczania organizmu, tylko do jego wzmocnienia. Oczywiście taka monodieta ma w pewnym sensie działanie regulujące pracę narządów i w jakimś stopniu ma działanie oczyszczające, ale to zboże przede wszystkim odżywi nasz organizm i da nam siłę. Proso zawiera znaczną ilość magnezu, manganu, fosforu i miedzi. Chroni nasze serce, a także ze względu na dużą zawartość fosforu chroni też nasze… DNA! :)

Do tego wszystkiego „Burgery jaglane z czerwoną kapustą” zapewnią nam mega dawkę  super antyutleniaczy – tzw. lignanów, które można znależć w dużej ilości nie tylko w kaszy jaglanej, ale też w czerwonej kapuście. Lignany regulują naszą gospodarkę hormonalną i wpływają na zwiększenie poziomu estrogenów, tak więc dzisiejsze burgery przyniosą masę korzyści zwłaszcza kobietom. Do burgerów dodałam ostropest plamisty, który z kolei chroni nasze drogi żółciowe i wspomaga proces trawienia tłuszczów, dlatego warto go dodawać do potraw smażonych i tłustych :)

……………………………………………….

BURGERY JAGLANE Z CZERWONĄ KAPUSTĄ I BAZYLIĄ

Rodzaj posiłku: obiad, lunch

Podajemy z: wybranym sosem, pasują do ziemniaków, ryżu, bułek

Wegetariański: tak

Wegański: tak, jeśli bez jajka

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 6 – 8

 

Burgery jaglane

Potrzebujemy:

600 g czerwonej kapusty (po usunięciu głąba i zewnętrznych liści)

2 łyżki oliwy z oliwek, najlepiej do smażenia

1 czubata łyżka oleju kokosowego, extra virgin

1 duży liść laurowy

1 duży ząbek czosnku

1 łyżka ziół prowansalskich lub tymianku

1 łyżeczka soli, najlepiej himalajskiej

woda

200 g kaszy jaglanej

szczypta pieprzu

500 ml wody

2 1/2 łyżki nasion chia

5 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

50 g mąki kokosowej bardzo drobno zmielonej*

2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

1 łyżka zmielonego ostropestu plamistego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko (opcja)

1 łyżka soku z cytryny

garść listków świeżej bazylii

1 łyżeczka oleju z prażonych nasion sezamu

 

Sposób przygotowania

1. Najpierw kapusta. Umytą kroimy w niedużą kostkę o boku ok. 1 cm. Następnie rozgrzewamy oliwę w szerokim rondlu, wrzucamy kapustę, krótko podsmażamy i dodajemy olej kokosowy, liść laurowy,  ząbek czosnku, zioła prowansalskie, sól, mieszamy i wlewamy wodę, tak żeby przykryła kapustę do połowy. Gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut. Ugotowaną odcedzamy na sicie i studzimy.

2.  Kaszę jaglaną wrzucamy do garnka, dodajemy pieprz i wlewamy wodę. Zagotowujemy pod przykryciem, a kiedy tylko zacznie się gotować, odkrywamy i gotujemy przez 20 sekund na dużym ogniu. Następnie garnek przykrywamy, zmniejszamy ogień i na bardzo małym ogniu gotujemy przez 20 minut. Zdejmujemy z ognia, odkrywamy i studzimy przez 5 minut, a następnie przekładamy do pojemnika malaksera i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji.

2. W misce łączymy mąkę kokosową, mąkę ziemniaczaną, ostropest plamisty oraz proszek do pieczenia.

3. Do osobnej miski wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy i odstawiamy na 5 – 10 minut, aż utworzy się coś w rodzaju galaretki. Chia wrzucamy do zmiksowanej kaszy i miksujemy, aż składniki się połączą. Następnie dodajemy mąkę kokosową wymieszaną z mąką ziemniaczaną, ostropestem plamistym i proszkiem do pieczenia, krótko miksujemy i przekładamy do dużej miski.

4. Do kaszy dodajemy ugotowaną i odsączoną czerwoną kapustę, jajko (opcja), sos sojowy, sok z cytryny, olej sezamowy i liście bazylii. Mieszamy, aż składniki się połączą, a następnie formujemy burgery – można to zrobić za pomocą małego kołnierza cukierniczego. Masa dość mocno się lepi**, ale daje się formować, jeśli jednak będzie Wam to przeszkadzać, burgery można obtoczyć np. w mące kukurydzianej.

5. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy burgery i smażymy najpierw pod przykryciem przez 1 minutę, a następnie zdejmujemy pokrywkę, przekładamy burgery na drugą stronę i smażymy przez kolejną minutę, już nie przykrywamy. Podajemy od razu do ziemniaków, ryżu lub w bułce.

Enjoy! :)

Burgery jaglane 3

                                                                       With love,

                                                                                              Mariola

 

* Ostatnio pojawiła się na rynku mąka kokosowa grubo zmielona, ale ona nie zagęści dobrze kaszy, trzeba więc wybrać tę przypominającą w konsystencji mąkę pszenną bardzo drobno zmieloną.

**Jeśli masa okaże się za rzadka, można dodać więcej mąki.

 

……………………………………………………………………………………..………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola BiałołęckaZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola BiałołęckaCopyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Congee z dzikiego ryżu

Zamiast owsianki, jaglanki i gryczanki mała odmiana – congee, długo gotowany ryż, wzmacniający zdrowie – z sokiem z jabłek i cynamonem!

Congee z dzikiego ryżu

Mało osób to wie, ale lato i upały to nie jest dobry czas dla naszych Nerek. Zwłaszcza czerwiec nie jest miesiącem przyjaznym dla Nerek. Tak to widzi TMC, a statystyki szpitali pokazują, że najwięcej operacji związanych z usuwaniem kamieni nerkowych odbywa się właśnie w czerwcu. Jeśli więc cokolwiek dzieje się z Waszymi Nerkami, to teraz dostaniecie tego sygnały (oby nie!). O Nerki trzeba dbać zawsze, to podstawowe żródło naszej życiowej energii. Nerki mają też związek z płodnością, seksualnością i dojrzewaniem.  Uważa się, że najlepszym lekarstwem dla Nerek jest mocne życie – odważne wychodzenie w świat, żeby realizować swoje marzenia. Dla mnie prawdziwym testem i szkołą życia były podróże, często samotne – moim zdaniem to właśnie podróże, a zwłaszcza dalekie, najlepiej wzmacniają umysł i charakter, a także dają przestrzeń potrzebną do zobaczenia naszych codziennych rzeczy z innej perspektywy. Jedna taka podróż może czasem zmienić całe życie :)

W taką właśnie podróż wybrałam się kiedyś w środku zimy do Rosji. Podróże po Rosji z Lamą Ole są organizowane co roku i są wysoko cenione w naszym środowisku. Zazwyczaj odbywają się w lutym. Tak więc na początku lutego wsiadłam w Gdyni do pociągu i w ten sposób rozpoczęła się moja wielka przygoda pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Punktem zbiorczym dla tego wyjazdu był Czelabińsk, tam wszyscy mieliśmy spotkać się z Lamą Ole, żeby potem wspólnie pojechać  pociągiem do Nowosybirska i na koniec do Krasnojarska. Odwiedziliśmy wtedy też Omsk, Samarę, Niżny Nowogród, Jekaterynburg oraz Petersburg i wróciliśmy przez Białystok do Warszawy. Była to prawdziwa podróż życia, której się nie zapomina – wszystko co mogło pójść nie tak, poszło nie tak :) Zaczęło się w pociągu jadącym z Gdyni do Pragi, wzięłam kuszetkę, które są zawsze koedukacyjne i byłam w niej sama z jakimś mężczyzną, który dziwnie się zachowywał, a do tego robił dwuznaczne uwagi, w zasadzie nie spałam przez całą noc. Od tamtej pory jeśli mam jechać pociągiem sama, biorę tylko sypialny, gdzie jest podział na kabiny żeńskie i męskie. Po nieprzespanej nocy błądziłam dość długo po peronach w Pradze, z ciężką walizką i plecakiem – w końcu wyjechałam na trzy tygodnie – zanim trafiłam na właściwy peron, w zasadzie w ostatnim momencie przed odjazdem pociągu z Pragi do Moskwy.

Dworzec Główny w Moskwie to była prawdziwa dżungla, tysiące osób, nie wiem, jak to wygląda teraz, ale wtedy wszystkie napisy były w języku rosyjskim i pisane cyrylicą. Nie muszę chyba dodawać, że nikt z obsługi nie mówił ani po angielsku, ani po polsku :) Z dworca mieli odebrać mnie Rosjanie i zawieżć na lotnisko, z którego odlatywał samolot do Czelabińska. Jednak ani na peronie, ani na dworcu nikt na mnie nie czekał, a podany telefon nie odpowiadał. Kiedy w informacji na dworcu próbowałam dowiedzieć się, jak mam się dostać na lotnisko, siedząca tam kobieta zapytała mnie: „A szto ty dziewoczka spod Urala prijechała?” :) W końcu znalazłam kogoś, ktoś mi pomógł i wreszcie mój samolot po wielu perypetiach wylądował na lotnisku w Czelabińsku. Była godzina 24. Jeśli myślicie, że to koniec przygód, bardzo się mylicie. Otwarte pole z niedużym blaszanym barakiem pośrodku raczej trudno było nazwać lotniskiem. Oczywiście nie muszę dodawać, że nikt tam na mnie nie czekał, chociaż wcześniej (jeszcze w Polsce) zostałam zapewniona, że na pewno ktoś odbierze mnie z lotniska. To wszystko miało być zorganizowane i zazwyczaj tak się właśnie odbywało! W „dworcu-blaszaku” było tylko jedno okienko – kasowe, oczywiście zamknięte o tej porze, i jeden aparat telefoniczny – na kopiejki, których nie miałam! Wyobrażacie sobie sytuację? Jest północ, wokół całkowita ciemność, co najmniej dziesięć stopni poniżej zera, a ja stoję z ciężkimi walizkami w małym baraku pośrodku jakiegoś pola i kompletnie nie wiem, co dalej? Nie wiem, gdzie mam jechać, czym, nie znam nawet adresu w Czelabińsku i co więcej, nawet nie mam jak się skontaktować z kimkolwiek, ponieważ nie mam jak rozmienić rubli na kopiejki! Nie mówiąc już o tym, że słabo znam rosyjski, a tu nikt nie mówi ani po polsku, ani po angielsku.

W końcu udało mi się porozmawiać z jednym z pasażerów samolotu – kobietą, która czekała na kogoś bliskiego, znała trochę angielski i co najważniejsze miała kopiejki, które mi po prostu podarowała, żebym mogła zadzwonić. Naprawdę piękny gest. Na szczęście jedyny aparat telefoniczny w okolicy działał i udało mi się dodzwonić do Czelabińska. Okazało się, że kawałek dalej zatrzymują się autobusy i jednym z nich będę mogła dojechać do miasta, a tam już ktoś będzie na mnie czekał. Była to dobra wiadomość, ale była też zła wiadomość – trzeba bardzo uważać, żeby wsiąść w autobus, który jedzie w stronę Czelabińska. Jeśli się pomylę, zawiezie mnie w przeciwnym kierunku, tam gdzie są tylko małe wioski, w których o tej porze wszyscy już dawno śpią. Nie macie pojęcia, jak się bałam. Coś jednak nade mną czuwało, ponieważ udało mi się wsiąść w autobus jadący do Czelabińska. Lotnisko było oddalone od głównego dworca kolejowego w Czelabińsku około 4o kilometrów. To właśnie na dworcu ktoś miał na mnie czekać, ale chyba nie muszę Wam mówić, że kiedy dojechałam do dworca, nikogo nie było? :) Rosjanie naprawdę się wtedy nie popisali. Był środek nocy, a ja zmarznięta dosłownie padałam z nóg i marzyłam już tylko o tym, żeby wypić kubek gorącej herbaty i położyć się do łóżka. Czekałam pod dworcem dłuższą chwilę, ale nikt się nie pojawił, postanowiłam więc działać i znów zadzwonić do osób, które miały mnie odebrać i zawieżć na miejsce. Przed dworcem nie zauważyłam żadnej budki telefonicznej, postanowiłam więc wejść do budynku dworca. Ale przed drzwiami wejściowymi czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka – dwóch wojskowych z karabinami. Okazało się, że nie mogę wejść do budynku dworca bez ważnego biletu na pociąg. Pomyślałam wtedy, że jestem w ukrytej kamerze i że za moment cała ekipa wyjdzie z ukrycia i wszyscy razem będziemy się długo i szczerze śmiać – co oczywiście nie nastąpiło. Po dłuższej rozmowie we wszystkich możliwych językach świata, podczas której żołnierze zaciskali dłonie na karabinie, postanowili wpuścić mnie do budynku, żebym mogła zadzwonić. Jeden z nich cały czas mi towarzyszył i nawet stał przy mnie bardzo blisko, kiedy rozmawiałam przez telefon z organizatorami podróży. Była trzecia nad ranem, kiedy w końcu siedziałam w ciepłym pokoju, popijając gorącą herbatę.

Następnego dnia przyjechał Lama Ole i pojechaliśmy wszyscy słynną koleją transsyberyjską w długą, niezwykłą podróż . Musicie to kiedyś przeżyć :) Odległości w Rosji są tak olbrzymie, że zazwyczaj spędzaliśmy w pociągu 24 godziny, zanim dojechaliśmy do kolejnego miasta. Rosjanie mają inne niż my poczucie odległości (podobnie jak Amerykanie). Pamiętam rozmowę z jedną z Rosjanek, która dołączyła do nas w Nowosybirsku. Zapytana gdzie mieszka, odpowiedziała, że tu nie daleko, tylko jakieś osiem godzin jazdy pociągiem :) Podróż z Lamą Ole obfitowała w wiele ciekawych wydarzeń, o których być może jeszcze opowiem. Podczas całej tej podróży wiele razy znajdowałam się w ekstremalnych sytuacjach i cały czas uczyłam się, nie tylko jak pokonywać własne lęki, ale też jak akceptować warunki, na które nie mam wpływu.

I to wszystko razem jest właśnie najlepszym lekarstwem na Nerki :)

Zapraszam na przepis – dzisiejsza potrawa wzmocni latem nasze Nerki.

………………………………………………………….

CONGEE Z DZIKIEGO RYŻU

Rodzaj posiłku: śniadanie, brunch

Podajemy z: mlekiem/śmietanką kokosową, suszonymi owocami, miodem, słodem, nektarem kokosowym, itp.

Wegetariańskitak

Wegański: tak (ale wtedy bez miodu)

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, odbudowuje jin

Ilość porcji: 3 – 4

 

Congee 2

Dziki ryż podobnie jak wiele innych produktów wzmacniających Nerki nie jest tani, ale zawiera taką ilość odżywczych składników, że pewnie wkrótce zostanie okrzyknięty nową super żywnością. Przede wszystkim jest drugim po owsie zbożem, które zawiera najwięcej białka – ponad 14 g w 100 g. Dzięki temu, a także dzięki błonnikowi, jest dobrym produktem dla osób odchudzających się, a także tych z insulinoopornością. Dziki ryż jest też wspaniałym żródłem witamin z grupy B, magnezu, fosforu, a także  manganu i cynku (oba 15% dziennego zapotrzebowania). Biorąc więc pod uwagę jego rozliczne właściwości, a także to że jest produktem bezglutenowym, wprowadzajmy go jak najczęściej do naszej kuchni. 

Składniki

100 g dzikiego ryżu

600 ml wody

800 g jabłek

1 łyżeczka cynamonu

2 – 3 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado

Dodatki: śmietanka roślinna, mleko roślinne, syrop kokosowy, syrop klonowy, suszone morele, prażone orzechy, chipsy kokosowe i inne typowe dodatki do owsianki.

 

Syrop kokosowy do kupienia w sklepie www.ekobuszmenka.pl (klik)

(bezpieczne słodzenie – ma bardzo niski indeks glikemiczny (ig) = 35!)

 

Ta potrawa jest bardzo prosta w przygotowaniu.

  1. Do garnka wrzucamy dziki ryż, dodajemy wodę, zagotowujemy na dużym ogniu, następnie zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 60 minut od momentu zagotowania się wody. Zestawiamy z ognia, odcedzamy, ale wody nie wylewamy, może być nam jeszcze potrzebna.
  2. W międzyczasie przygotowujemy świeży sok jabłkowy. Jabłka myjemy, kroimy na ćwiartki, wyjmujemy gniazda nasienne, skórki nie obieramy. Przepuszczamy przez sokowirówkę, a następnie powstały sok wlewamy do garnka, dodając cynamon i cukier. Sok doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 1 minutę. Odstawiamy na bok.
  3. W blenderze miksujemy ugotowany ryż z ugotowanym sokiem jabłkowym. Konsystencja naszego congee zależy od ilości soku/wody, którą dodamy. Możecie dać mniej soku i congee będzie bardzo gęste, jak na powyższym zdjęciu, lub dodać cały sok i wodę, w której ryż się gotował, i uzyskacie wtedy bardziej typową konsystencję congee – rzadką zupę ryżową.
  4. Nakładamy do miseczek i wrzucamy ulubione dodatki, a następnie delektujemy się naszym porannym wzmacniającym congee :)

                                                                                                   

                                                                                                         With love, Mariola

 

……………………………………………………………………………………..………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Suflet jaglany z papryką

Z mojej książki „Zaskakująca kasza & ryż”

Suflet jaglany z papryką

Witam serdecznie po dłuższej przerwie! Nie było mnie z Wami ostatnio i być może pomyśleliście, że odpoczywam gdzieś na złotych piaskach mojego ulubionego Półwyspu? Nie ukrywam, że chętnie bym gdzieś wyjechała, ale na razie mogę tylko pomarzyć.  Szykują się spore zmiany i wciągnęły mnie nowe projekty. Tak więc zamiast odpoczywać, pracowałam ciężko – niczym pszczółka-robotnica :) Już za chwilę przedstawię Wam parę nowych rzeczy – zamykamy to wszystko właśnie na ostatni guzik – ale zanim to nastąpi, chciałabym przypomnieć Wam jeden z moich ulubionych przepisów z książki „Zaskakująca kasza & ryż” – „Suflet jaglany z papryką”.

Moim zdaniem to  jeden z lepszych przepisów z książki, ale w porównaniu z „Sernikiem z kaszy jaglanej”, który prawie od razu po publikacji książki zdążył wejść do kanonu polskich kulinariów, nie został chyba w pełni doceniony. I myślę, że nie tyle chodzi tu o sam przepis, co o pewien rodzaj naszej niechęci do przygotowywania sufletów – na ten temat  krąży tak wiele złych legend, że każdy boi się spróbować. O ile dobrze pamiętam, to chyba Spielberg, dobierając sobie kiedyś ekipę do nowego filmu,  zaczynał od testu sufletu. Wyglądało to w ten sposób, że kazał swojemu potencjalnemu pracownikowi upiec suflet i jeśli po wyjęciu z piekarnika suflet opadał, niedoszły pracownik odpadał :)  Suflet z kaszy jaglanej też trochę opadnie po wyjęciu z piekarnika, ale nie bójcie się, nie ma to żadnego wpływu ani na jego konsystencję, ani na smak.  Suflet jaglany jest lekki i puszysty jak pianka, a do tego ma cudownie paprykowy smak – jest tak delikatny, że dosłownie rozpływa się w ustach. Kasza jaglana i czerwona papryka to jeden z lepszych duetów. Suflet ten możecie piec w małych naczyniach do sufletu lub w jednym dużym naczyniu do zapiekania – na przykład takim jak na zdjęciu. Próbujcie i smakujcie – smacznego i na zdrowie! 

 

Kasza5

 

……………………………………………….

SUFLET JAGLANY Z PAPRYKĄ

Jest puszysty i delikatny w smaku, można go podać jako przystawkę – zarówno na ciepło, jak i na zimno, albo z odrobiną sosu i sałatką jako danie główne.

Rodzaj posiłku: obiad, lunch

Podajemy z: wybranym sosem, pasuje do ziemniaków, ryżu

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 4

 Suflet jaglany 2

Potrzebujemy

400 g czerwonej papryki, pokrojonej na kawałki

1 duża cebula, drobno pokrojona

200 g ugotowanej kaszy jaglanej

1 łyżeczka octu jabłkowego

1 łyżeczka sosu sojowego tamari

¾ łyżeczki zmielonej macy

lub gałki muszkatołowej

3 łyżki wina porto (opcja)

3 jajka

3 bardzo czubate łyżki mąki  ziemniaczanej

180 g greckiego jogurtu (1 op.)

sól i pieprz do smaku

 

1.  Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy cebulę, mieszając smażymy przez jedną minutę. Dorzucamy paprykę, zmniejszamy ogień i smażymy pod przykryciem przez 10 minut, mieszając od czasu do czasu, żeby się nie przypaliła.

2.  Ugotowaną kaszę i paprykę – usmażoną razem z cebulą – wrzucamy do pojemnika malaksera. Miksujemy dość długo do uzyskania jednolitej, gładkiej konsystencji. Wlewamy ocet i sos sojowy, wrzucamy macę (gałkę), dodajemy wino porto (opcja) i doprawiamy do smaku solą oraz pieprzem, krótko miksujemy. Odstawiamy na 5 minut, żeby masa się ochłodziła.

3.  Osobno oddzielamy białka od żółtek, żółtka wrzucamy do przestudzonej kaszy i krótko miksujemy. Dodajemy mąkę ziemniaczaną, ponownie krótko miksujemy. Przekładamy do miski, wlewamy jogurt, mieszamy.

4.  Ubijamy na sztywno pianę z białek i łączymy z masą z kaszy.

5.  Niskie naczynie do zapiekania smarujemy olejem i wysypujemy bezglutenową bułką tartą. Wykładamy masę i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180˚C, pieczemy przez 30 minut. Podajemy od razu!

Pachnie i smakuje bosko :)

                                                                  Love,

                                                                                    Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved