Borówkowy eliksir młodości

Napój borówkowy

Czerwone borówki zawsze były dla mnie czymś wyjątkowym. Wiązało się to z moimi wyjazdami na wakacje do rodziny mieszkającej w jednej z kurpiowskich wsi. Kurpie to bardzo szczególny rejon na mapie Polski. Mało osób o tym wie, ale największe złoża bursztynu w Polsce znajdowały się w Gdańsku i właśnie na Kurpiach. Pamiętam z opowieści mojej ciotki, że jeszcze przed II Wojną Światową Kurpie, czyli mieszkańcy Kurpiów, znajdowali bursztyn dosłownie wszędzie: na polu, kiedy orali ziemię; na własnym podwórku, kiedy spadł duży deszcz, który dosłownie wypłukiwał go z ziemi; w lasach, kiedy zbierali grzyby lub jagody, a nawet podczas kopania studni – często natrafiano wtedy na całe złoża bursztynu. Kurpie żyli więc na ziemi pełnej ukrytych skarbów. Jest to dla mnie historia jak z bajki, ale to wydarzało się naprawdę :)

Moja ciotka, siostra mojej babki, która była urodzoną gawędziarką i snuła wieczorami cudowne opowieści o życiu na Kurpiach, była… wegetarianką. Wyobrażacie to sobie? Była naprawdę niezwykłą kobietą, jak na czasy i miejsce, w których się znalazła. Żyła blisko natury i całkowicie z nią w zgodzie. Mimo że jej mąż był myśliwym i często przynosił do domu upolowane zwierzęta, ona nigdy nie przyłożyła ręki, żeby przygotować mięsne  potrawy, mąż przyrządzał mięso sam i sam jadł. Ciotka jadła kasze, ziemniaki, kluski, jajka i to, co zebrała w lesie: głównie grzyby, jagody i właśnie borówki. Piekła pyszne ciasta, chleb, robiła sama twaróg z mleka i masło. Podziwiam ją za hart ducha, miała odwagę żyć tak, jak uważała to za słuszne, mimo że wiele osób tego nie akceptowało – przecież wszyscy jedli mięso. Dożyła 98 lat!

Zgodnie z metodą Pięciu Przemian świadomość naszych korzeni jest bardzo ważna. Historie rodzinne i spotkania z rodziną ugruntowują nas, a także wzmacniają nasze nerki i życiową energię, rozumiemy też lepiej nasze dziedzictwo genetyczne i możemy bardziej świadomie z niego czerpać. Zachęcam do częstszych spotkań w rodzinnym gronie i wysłuchania opowieści o naszych dziadkach, pradziadkach, a nawet prapradziadkach, kryją one niejedną ważną dla nas rzecz :)

Czerwone borówki w lesie

(Te małe krzaczki powyżej z czerwonymi punkcikami to właśnie czerwone borówki. Zdjęcie zrobiłam komórką, niestety w lesie jest zazwyczaj za mało światła, żeby zrobić dobre zdjęcie, trzeba przynieść mnóstwo sprzętu, ale mam nadzieję, że i tak można już zobaczyć, jak mniej więcej wyglądają borówki, dlatego umieszczam to zdjęcie.)

Borówki na Kurpiowszczyźnie nadal są uważane za rarytas. Nie są tak powszechnie dostępne, jak czarne jagody. Przyrządza się z nich pyszne konfitury, nalewki, galaretki, dodaje do ciast, placków, pierogów, naleśników oraz sosów. Aktualnie prowadzi się badania nad borówką w wielu krajach na świecie i coraz częściej mówi, że borówka to super owoc, ponieważ zawiera olbrzymią ilość roślinnych polifenoli. Jedzenie borówek zmniejsza ciśnienie krwi i ryzyko zawału. Na przykład rdzenni Amerykanie leczyli borówkami cukrzycę i choroby układu krążenia.

Wybrane właściwości czerwonej borówki:

  1. Stabilizuje poziom cukru we krwi, podobnie jak cynamon i gymnema.
  2. Pomaga zredukować stany zapalne w organizmie.
  3. Powoduje wzrost czerwonych ciałek krwi.
  4. Blokuje działanie oksydantów (utleniaczy).
  5. Dzięki jedzeniu borówek nasze ciało łatwiej uzupełnia ważne antyoksydanty (przeciwutleniacze), zwłaszcza najważniejszy z nich – glutation, eliksir młodości.
  6. Dodanie borówek do jedzenia chroni nas przed różnymi bakteriami, np. przed gronkowcem złocistym.
  7. Zawiera duże ilości witaminy C, E oraz magnezu.
  8. Ułatwia trawienie potraw, ponieważ wspomaga wydzielanie soków trawiennych.
  9. Pomaga w leczeniu chorób serca, nerek, a także nowotworowych.
  10. Można jej używać jako naturalnego barwnika do żywności.

Poniżej kilka moich ulubionych przepisów (na razie pierwszy z nich), zachęcam do ich wypróbowania i polubienia lekko gorzkiej i obłędnie smacznej czerwonej borówki. Jutro będą jeszcze racuszki jaglane z borówkami i konfitura borówkowa z wanilią.

 

ELIKSIR MŁODOŚCI 

Rodzaj posiłku: śniadanie, brunch

Podajemy z: owocami, bitą śmietanką roślinną

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: ochładza gorąco, wzmacnia Pęcherz, Nerki i Serce

Ilość porcji: 1

Składniki: czerwone borówki, mleko migdałowe naturalne, kasza jaglana (opcja), ekstrakt waniliowy, cynamon, ksylitol lub stevia lub syrop klonowy

 

eliksir młodości 2

 Przepis

2 – 3 lekko czubate łyżki czerwonych borówek

250 ml mleka migdałowego lub innego roślinnego

2 – 3 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej (opcja)

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (bez alkoholu)

(można też użyć roślinne mleko waniliowe)

szczypta cynamonu

coś do posłodzenia: np. ksylitol, stevia, syrop klonowy

 

Do pojemnika blendera wrzucamy borówki, wlewamy mleko roślinne, ekstrakt waniliowy, wrzucamy kaszę (opcja) i cynamon. Miksujemy około 1 minuty. Słodzimy ksylitolem, stevią lub wybranym syropem/miodem. Podajemy od razu.

Ten bogaty w antyutleniacze napój pity regularnie odmłodzi nas i sprawi, że będziemy mieli piękną, promienną cerę. Wskazany także dla osób z cukrzycą (wówczas nie słodzimy), anemią, niestabilnym ciśnieniem krwi, stanami zapalnymi. 

Mleko migdałowe i ekstrakt waniliowy sprawiają, że smak borówek jest prawie niewyczuwalny. Można jednak dodać więcej borówek, jeśli ktoś lubi ich lekko gorzkawy smak. Ja akurat lubię dodać więcej, ale radziłabym zacząć od mniejszej ilości. Dodam jeszcze, że w tym napoju nie chodzi o smak, tylko o jego walory zdrowotne.

 

 

                                                 With Love,

                                                                           Mariola
 

………………………………………………………………………………….………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Współpraca: Jacek Białołęcki

Copyright © 2013 Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Źródło informacji o borówkach: Fox News/Huffington Post

 

Powiązane wpisy:

2 thoughts on “Borówkowy eliksir młodości

  1. Świetna ta opowieść o ciotce wegetariance, u mnie w rodzinie nigdy nie było myśliwych , byli rolnicy , fakt jedli mięso ,ale np mój dziadek nigdy nie jadł wołowiny, chyba za bardzo lubił krowy , na równi z końmi , a dania wegetariańskie(wegańskie) moja babcia , a potem mama gotowały często , bo cała rodzina kochała warzywa
    Ja wczesne dzieciństwo spędziłam wśród kur , gęsi(uwielbiałam z nimi i gadać i one ze mną) , krów(Matylda, Malinka i Masłolinka to moje ukochane krówki były), szybko odmówiłam jedzenia mięsa bo wiedziałam co to jest , choć nigdy nie byłam świadkiem zabijania ich, a placki , fasolka szparagowa i chleb z miodem to najlepsze smaki z dzieciństwa .Moja siostrzenica wegetarianka od zawsze poszła nawet dalej , została weganka z miłości dla zwierząt
    Mam to szczęście ,że rodzina i znajomi kochają moja kuchnię i zawsze jedzą z apetytem co robię , wręcz żądają tylko wegetariańskich dań na uroczystościach. Jedna z moich Cioć powiada ,że pyszne te moje rajskie dania , uwielbiam ten komentarz :D

    Ale jeśli chodzi o borówkę czerwoną to mała ja znam , tak wiedziałam ,że jest wartościowa .Robiłam tylko raz na ruski rok jeden dżem i nic więcej ,ale ten koktajl mię bardzo zainteresował i rozejrzę się za tym owocem , na lokalnym rynku mają czasami takie cuda jak leśne owoce
    A zdjecia jak zwykle niezwykłej urody , a już to pierwsze takie jakby magiczne

    • Uwielbiam te wszystkie rodzinne historie, one pokazują, że nie jesteśmy zawieszeni w próżni, że naprawdę jesteśmy bogaci, mamy rodzinę, jej historię, geny, itp… Zawsze mnie to relaksuje :)

      Słodkie nazwy tych krów, jak z dobrej książki, bardzo mi się podobają… A jeśli chodzi o wegetarianizm, to mnie osobiście fascynuje jedna rzecz, że dla wielu osób, tak jak piszesz, to coś naturalnego, nie potrzebują ideologii, tak jak moja ciotka, po prostu któregoś dnia przestają jeść mięso, bo nie już nie lubią, bo kochają zwierzęta, nie potrzebują książki, to dla nich naturalny proces. Ja pierwszy raz przestałam jeść mięso na pierwszym roku studiów, ponieważ zobaczyłam w delikatesach w Gdańsku małe całe prosiaki leżące na półkach z mięsem. To był szok. Wcześniej mięso to były jakieś kawałki czegoś bliżej nieokreślonego, a tu cała prawda o mięsie… Tak było.
      I dziękuję za miłe słowa o zdjęciach, to jeszcze cały czas moje początki w fotografii, brat dużo mi pomaga, ale też ostatnio zaczyna chwalić moje niektóre zdjęcia, więc chyba jest jakiś postęp :)
      Wszystkiego dobrego, Mariola :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


7 − trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>