Dżem bez gotowania poprawiający trawienie

Bez cukru, bez żel-fixu, żelatyny i agaru, a ma zwartą konsystencję! Zawiera składniki poprawiające pracę jelit, żołądka i wątroby. Nie wymaga gotowania. Pomoże przeżyć Święta :) :)  

Dżem na trawienie

Ten dżemik przygotowałam jakiś czas temu dla siebie, a teraz chciałabym się nim z Wami podzielić :) Zawiera on składniki regenerujące wyściółkę jelit, a więc może pomóc osobom, które nie trawią glutenu i laktozy. Po zjedzeniu dżemu, który uzyskamy z poniższego przepisu, trzeba zrobić krótką przerwę, zanim zaczniemy jeść kolejną porcję (gdybyśmy jednak chcieli jeść ten dżemik regularnie przez dłuższy czas, warto zapytać o to lekarza lub terapeutę TMC).

 

Generalnie produkty śluzowate takie, jak nasiona chia, siemię lniane, algi (np. wakame, kombu), a także marchewka wpływają dobroczynnie na jelita i pomagają w trawieniu pokarmów, zwłaszcza jeśli jednorazowo jemy ich dużo, tak jak w Święta :)

Mam nadzieję, że z tym przepisem uda nam się przeżyć Święta i przetrawić wszystkie te tradycyjne i bardzo smaczne potrawy, za które jednak zazwyczaj nasze żołądki nie są nam wdzięczne :) Polecam zwłaszcza na śniadanie w drugi dzień Świąt do chleba z masłem, jako nadzienie do omletów, naleśników, gofrów, itp.

Ten rodzaj dżemu nie wymaga gotowania i można go przyrządzić z różnych owoców, także surowych. Jeśli jednak ma poprawić różne funkcje trawienne naszego organizmu, trzeba go przyrządzić z wymienionych poniżej składników. 

Zapraszam na przepis!

 

DŻEM BEZ GOTOWANIA POPRAWIAJĄCY TRAWIENIE

Rodzaj posiłku: dodatek do potraw

Podajemy z:  chlebem, do omletów, naleśników, gofrów, do herbaty

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie wzmacniające

Ilość porcji: ok. 400 ml dżemu

 Dżem bez cukru

40 g suszonych owoców goi

250 ml wrzącej wody

200 g utartej marchewki (w paski)

250 ml gorącej wody

1 łyżeczka rozdrobnionego korzenia lukrecji

(do kupienia w sklepach zielarskich)

1 łyżeczka zmielonych nasion anyżu

szczypta  soli

1 łyżeczka soku z cytryny lub 2 łyżki soku z pomarańczy

1 – 2 łyżeczki otartej drobno skórki pomarańczowej

(po sparzeniu pomarańczy)

1 łyżka rozpuszczonego oleju kokosowego, extra virgin, organic, raw

1 łyżeczka (lub 1 łyżka, jeśli ma być bardziej waniliowy smak) esencji waniliowej

(bez alkoholu)

3 – 4 łyżki białych nasion chia 

lub ewentualnie czarnych nasion chia

3 – 4 łyżki syropu klonowego lub miodu, słodu, itp. (opcja)

 

1. Suszone owoce goi wrzucam do miski i zalewam wrzącą wodą (250 ml). Zostawiam na 10 minut. Odsączam, przekładam do miski. Wody pozostałej z namaczania goi nie wylewam, będzie jeszcze potrzebna.

2. Do szerokiego, płaskiego rondla wrzucam utartą marchewkę, wlewam gorącą wodę (250 ml) i wodę pozostałą z namaczania goi. Dodaję lukrecję, zmielony anyż, sól. Gotuję przez 12 minut od zagotowania się wody. Marchewka będzie wówczas bardziej al’dente i taka właśnie mi pasuje. Jeśli jednak ktoś woli, żeby była bardziej miękka, gotuje przez 15-16 minut. Dłużej lepiej nie, ponieważ wtedy może się rozpaść się w dżemie, ale oczywiście każdy sam zdecyduje, jaką konsystencję lubi najbardziej :)

3. Ugotowaną marchewkę odcedzamy do dużej miski, a następnie przekładamy ją do osobnej mniejszej miski i dodajemy do niej skórkę pomarańczową, namoczone wcześniej goi oraz esencję waniliową, mieszamy.

4. Do wywaru, który pozostał z gotowania marchewki, dodajemy sok z cytryny lub sok z pomarańczy, a następnie wrzucamy nasiona chia i energicznie mieszamy przez 1 minutę. Ostawiamy na 5 minut, a następnie dodajemy marchewkę połączoną z goi i skórką pomarańczową. Wlewamy olej kokosowy i ewentualnie doprawiamy do smaku syropem klonowym, miodem lub słodem. Mieszamy całość przez chwilę, tak żeby wszystkie składniki dobrze połączyły się z chia.

5. Przekładamy do słoika i wstawiamy do lodówki na kilka godzin lub najlepiej na noc, dzięki temu nasiona chia zmiękną, smaki się wymieszają i ustali się ostatecznie konsystencja dżemu.

 

Dżem ten przechowujemy w lodówce, najlepiej w zamkniętym słoiku, wytrzyma 5 – 6 dni. Do  tego dżemu najlepiej jest użyć białych nasion chia, ze względu na kolor, ale czarne nasiona chia też się tu sprawdzą. Nasiona chia mają różną jakość, niektóre pozostają lekko chrupkie, niezależnie jak długo będziemy dżem trzymać w lodówce, ale mi absolutnie to nie przeszkadza :)

Jest pyszny i aromatyczny, z dobrze wyczuwalnymi nutami skórki pomarańczowej i wanilii. Jego smak i zapach pasują do cudownych Świąt Bożego Narodzenia :)

Dżem bez cukru 3

With love,

                                              Mariola

 

.………………………………………………………………………………………………….………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Czekoladki kokosowo-karmelowe

Bez laktozy, bez pszenicy, bez glutenu!

Zawierają zdrowy olej  kokosowy!

Uwielbiają je dzieci i dorośli :)

 Słony karmel

 

Nowy wpis, nowe pomysły. Opracowane przeze mnie czekoladki „Słony karmel” to kontynuacja moich przepisów z książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Teraz Czytelnicy bloga mogą nabyć tę książkę, a także inne moje książki, w sklepie www.czerwonyslon.com.pl z korzystnym rabatem 35%. Wystarczy podać kod rabatowy: prezenty w trakcie zakupów w sklepie – na końcu wpisu szczegółowa instrukcja :) Gwarantujemy dostawę przed Świętami!

Dzisiejszy przepis zawiera śmietankę sojową, którą można zastąpić śmietanką/gęstym mlekiem kokosowym. Po tym jak opublikowałam na blogu przepis na „masło bez masła” (również zawierający śmietankę sojową – jako jedną z możliwości), wśród moich znajomych wywiązała się burzliwa dyskusja na temat soi. I znów zdania były podzielone. Mówię znów, ponieważ soja – a także produkty z niej wytwarzane takie, jak tofu, mleko sojowe czy proteina sojowa – jest najbardziej kontrowersyjnym produktem, jaki znam. Wzbudza wiele emocji i ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Wśród moich nauczycieli Pięć Przemian wygląda to podobnie, dlatego wypowiadając się na temat soi, nie będę powoływać się na żadne autorytety, tylko podzielę się z Wami własnym doświadczeniem, a także wnioskami, które płyną z niezmiennych zasad TMC.

Jak zapewne wiecie, jestem autorką książki kulinarnej zawierającej przepisy z tofu („Zaskakujące tofu”). Nad przepisami do książki pracowałam około dwóch lat, jedząc tofu prawie codziennie, czasami w dużych ilościach – paczki zawierające różne rodzaje tofu przychodziły do mnie regularnie, głównie z Polsoi (nasz sponsor), a ja tworzyłam z nich różne potrawy, dużo eksperymentując. Nie zauważyłam, żeby spożywanie dużych ilości tofu wpłynęło negatywnie na mój organizm. Zresztą tofu jem od wielu, wielu lat, mam mocne kości (a podobno soja blokuje wchłanianie wapnia) i normalnie funkcjonującą gospodarkę hormonalną (badałam też hormony tarczycy i nie ma żadnych odchyleń od normy, a przecież przeciwnicy soi uważają, że wpływa ona na poziom hormonów). Mogłabym więc powiedzieć, jedzmy soję, sprawdziłam na sobie!

 

Czy jednak soja jest dla każdego?

Nie jestem biologiem ani lekarzem i nie chcę w tym miejscu wypowiadać się autorytatywnie. Jeśli ktoś poważnie choruje, tzn. ma zdiagnozowaną poważną chorobę, np. Hashimoto, powinien słuchać zaleceń swojego lekarza. Jeśli ten lekarz mówi, że trzeba przestać jeść soję, to trzeba przestać ją jeść. I nie chodzi tu o to, czy soja jest zdrowa, czy nie jest, ani o to, kto ma tutaj rację, czy też, kto się lepiej zna. Chodzi o to, że decydując się na określony sposób leczenia, człowiek leczy się w określonej strukturze – systemie i nie wie, jak ten system będzie korespondował z innym systemem, np. z Tradycyjną Medycyną Chińską. Dlatego nie powinniśmy się leczyć na własną rękę w przypadku poważnych chorób. Każda zmiana diety czy wprowadzenie do leczenia ziół, akupunktury powinna być konsultowana z lekarzem prowadzącym. Takie mam też osobiste doświadczenia, że lepiej nie mieszać różnych systemów medycznych. Jednak dla mnie takie zalecenie lekarza nie oznacza, że produkty sojowe są generalnie szkodliwe. Oznacza tylko, że soja nie koresponduje z tą metodą leczenia. Sądzę też, że gdyby w tofu, w mleku sojowym czy w śmietance sojowej była zawarta tak duża ilość fitohormonów, że faktycznie wpływałyby one na naszą gospodarkę hormonalną, to endokrynolodzy zalecaliby tofu w przypadku niedoborów hormonów, a jednak to się nie wydarza.

Jeśli natomiast nasze problemy zdrowotne nie są duże i prawdopodobnie wystarczy tylko zmienić dietę, żeby uzyskać poprawę, warto spotkać się z terapeutą TMC. Uważam, że najważniejsza jest profilaktyka, czyli odpowiedni styl życia i odżywiania się, oparty na naturalnym podejściu do życia oraz na jak najmniej przetworzonym i zanieczyszczonym jedzeniu i że warto skorzystać z porady właśnie takiego terapeuty TMC, żeby lepiej zrozumieć, czego potrzebuje akurat nasz organizm, a póżniej to stosować.

 

Co terapeuta TMC może nam powiedzieć o soi?

Osoby, które orientują się w podstawowych zasadach Pięciu Przemian, wiedzą, że spożywane przez nas produkty mogą wpływać na nasze ciało w określony sposób. Mogą nas pobudzać (produkty o gorącej i ciepłej termice), mogą nas spowalniać (produkty o zimnej i chłodnej termice) lub harmonizować nasze ciało (neutralne). Soja, tofu, mleko sojowe, śmietanka sojowa to produkty chłodne/zimne z natury (są różne klasyfikacje). Oznacza to, że wpływają one na nas ochładzająco, nawilżająco i spowalniająco, zmniejszając napięcie, stres, ciśnienie krwi, a także tzw. wewnętrzne gorąco, czyli nadmierne pobudzenie różnych funkcji naszego ciała, często wywołane stresującym stylem życia i nieumiarkowanymi emocjami. Produkty sojowe zaleca się zwłaszcza osobom, które prowadząc aktywny tryb życia, podlegają wielu różnym wpływom (nadmiar bodźców), np. menedżerom, a także kobietom w okresie menopauzy. Z produktów tych najbardziej skorzystamy latem podczas upałów, ponieważ ochładzają one nasze ciało, przegrzane wysoką temperaturą na zewnątrz.

 Reasumując, jeśli jest nam ciągle gorąco, mamy gorące stopy i często w nocy wysuwamy je spod kołdry, żeby je ochłodzić, mamy suchą skórę czy wysuszone usta, jedzmy tofu i pijmy mleko sojowe (proteiny sojowej nie polecam) z zastrzeżeniem sytuacji, o których napisałam powyżej. Produkty sojowe najlepiej jeść w porze lunchu i wieczorem. Ja często jem wieczorem zupę warzywną, którą zabielam tofu gotowanym w tej zupie, a później zmiksowanym z częścią zupy – tofu dodane w ten sposób do zupy, wspaniale ją równoważy i podkreśla jej smak. 

Tofu najlepiej dodawać do zup: z dyni, z papryki, z marchwi, z porów, z fenkuła, do czerwonego barszczu, zupy cebulowej, kalafiorowej lub grochowej. Są to również dobre połączenia, jeśli chcemy przyrządzić gulasz, sałatkę, itp. 

Unikamy natomiast łączenia tofu/mleka sojowego z cukinią, fasolką mung, rzepą, cykorią, pomidorami, ogórkami, owocami typu mango, banany, arbuz. Takie połączenia można stosować jedynie okazjonalnie w upały, a zwłaszcza, jeśli tofu jest smażone, pieczone i dodatkowo w potrawie jest sporo imbiru, gałki muszkatołowej, anyżu gwiazdkowatego, czosnku, cebuli, alkoholu wysokoprocentowego, octu, chrzanu, itp.

Osoby, którym ciągle jest zimno, mają zimne dłonie i stopy, czują się często zmęczone, brakuje im energii, a także te, które wróciły z zimowego spaceru, czy zziębnięte z grzybobrania, nie powinny jeść tofu i pić mleka sojowego, ponieważ te produkty dodatkowo wychłodzą te osoby.

Tak więc z punktu widzenia Pięciu Przemian, zarówno tofu, jak i mleko sojowe czy też śmietanka sojowa nie są złe, ani dobre same w sobie. Nie są też ani ogólnie zalecane, ani odradzane. Jeśli tofu lub mleko sojowe pochodzi z soi wolnej od GMO, a my potrzebujemy ochłodzić nasze emocje lub ciało, pijmy mleko sojowe lub jedzmy tofu. Jeśli jednak potrzebujemy się rozgrzać, nie sięgajmy po tofu i nie pijmy np. smoothies na mleku sojowym :)  

Według mnie osoba, która ma w miarę normalnie funkcjonujący organizm, może jeść produkty sojowe, wolne od GMO, w postaci tofu, mleka sojowego, śmietanki sojowej 3 – 4 razy tygodniowo jako element zrównoważonej diety i nie powinna doświadczyć żadnych skutków ubocznych. Oczywiście z zastrzeżeniem sytuacji opisanych powyżej. Dodam jeszcze, że produkty sojowe można też stosować leczniczo, ale tylko jeśli zaleci nam je lekarz/dietetyk TMC. Uff :)

 

A teraz zapraszam na przepis, w którym wychładzający charakter śmietanki sojowej i cukru muscovado został zrównoważony rozgrzewającym olejem kokosowym i rozgrzewającymi przyprawami. Smacznego!

 

CZEKOLADKI „SŁONY KARMEL”

 

Rodzaj posiłku: deser 

Podajemy: w papilotkach na zakończenie obiadu, do kawy, herbaty, itp 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak 

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie chłodzące 

Ilość porcji: kilka, zależy, jakich foremek użyjemy

 

 Słony karmel 2

 

200 ml śmietanki sojowej lub kokosowej

80 g oleju kokosowego extra virgin, raw i organic

100 g nierafinowanego jasnego cukru trzcinowego

muscovado lub brązowego cukru

100 g koncentratu kokosowego (creamed coconut)

(kupuję w Kuchniach Świata)

50 g prażonych i solonych orzeszków ziemnych

szczypta czerwonego pieprzu

1/2 łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu

lub cynamonu lub anyżu

¼ łyżeczki soli himalajskiej różowej

lub soli kamiennej

40 g orzechów włoskich, grubo posiekanych

lub bezglutenowej granoli

 

 

  1. Do rozgrzanego szerokiego i płaskiego rondla wlewamy śmietankę, wrzucamy olej kokosowy i cukier trzcinowy. Podgrzewamy na małym ogniu mieszając, aż cukier się rozpuści, a następnie zwiększamy ogień i gotujemy na średnim ogniu przez 5 – 6 minut od zagotowania, aż masa zacznie się zagęszczać. Dodajemy kardamon/cynamon/anyż, pieprz i sól, krótko mieszamy, a następnie przekładamy do miski. Zostawiamy słony karmel na 15 minut do ostudzenia.
  2. Osobno miksujemy orzeszki ziemne w młynku do kawy, w miarę możliwości jak najdrobniej.
  3. Koncentrat kokosowy kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do pojemnika niedużego malaksera (mam takie urządzenie z miską o średnicy kilkunastu centymetrów), ale można też użyć to, co mamy, nawet ręczny blender. Miksujemy jak najdrobniej, odstawiamy na bok.
  4. Kiedy karmel przestygnie, przekładamy go do malaksera ze zmiksowanym koncentratem kokosowym i dodajemy zmiksowane orzeszki ziemne. Miksujemy przez chwilę, żeby składniki się połączyły. Karmel nie może być gorący, ponieważ podczas miksowania może oddzielić się tłuszcz. Jeśli tak się stanie, nie trzeba nic z tym robić, po prostu wystarczy wlać go póżniej do masy w foremkach.
  5. Karmel zmiksowany z orzeszkami ziemnymi i koncentratem kokosowym przekładamy do miski, dodajemy posiekane orzechy włoskie lub granolę i mieszamy, żeby składniki się połączyły. Orzechy włoskie można też zmiksować z karmelem i pozostałymi składnikami, dzięki czemu uzyskamy ciekawą chrupiącą konsystencję.
  6. Po wymieszaniu wszystkich składników przekładamy naszą karmelową masę do silikonowych foremek, które ja smaruję zawsze wcześniej odrobiną oleju.
  7. Foremkę/foremki wkładamy na 40 minut do zamrażarki, po wyjęciu nasze czekoladki powinny być twarde i powinny od razu nadawać się do jedzenia (nie są zmarznięte ani zimne). Jeśli nadal są miękkie i ciężko je wyjąć z formy, trzeba pozostawić je dłużej w zamrażarce, aż do osiągnięcia odpowiedniego rezultatu. Jeśli nie chcemy ich od razu podawać, przekładamy nasze czekoladki do lodówki i tam przechowujemy. Podajemy najlepiej w papilotkach. Mają tak wciągający smak, że nie można się od nich oderwać :)
  8. Czekoladki „Słony karmel” można polać po  wierzchu rozpuszczoną wegańską czekoladą, ale dopiero po wyjęciu z lodówki.
                                                                                   
                                                                                       Love,
 
                                                                                                       Mariola
 
P.S. Osoby, które chcą zamówić moje książki lub inne książki Wydawnictwa „Czerwony Słoń”, mogą teraz otrzymać rabat w wysokości 35% od ceny detalicznej. Żeby skorzystać z rabatu, wystarczy wejść na stronę: www.czerwonyslon.com.pl i podać kod promocyjny. Poniżej instrukcja.
 

JAK ZAMAWIAĆ?

Zamówienia można składać przez sklep: www.czerwonyslon.com.pl 

podając podczas składania zamówienia kod promocyjny: prezenty

(uwaga: wielkość liter ma znaczenie)

Po wprowadzeniu kodu pojawią się ceny z rabatem 35%.

       

Kody będą aktywne do dnia 18 grudnia 2014 r.

                                                       

Ważne! Po wprowadzeniu kodu cena z rabatem pojawi się dopiero po wpisaniu danych do wysyłki lub po zalogowaniu się w części oznaczonej jako  3 PODSUMOWANIE

Koszty wysyłki pokrywamy w przypadku zamówień powyżej 200 zł.

 

                                                        Zapraszamy!

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Masło bez masła :)

Wygląda jak masło! Smakuje jak masło!

I do tego ma konsystencję masła!    

Bez laktozy, wegańskie masło bez masła :)

 

Masło bez masła

Dzisiejszy przepis jest moim mikołajkowym prezentem dla wszystkich osób, które z powodu nietolerancji laktozy lub uczulenia na mleko nie mogą jeść produktów pochodzących z mleka, w tym masła. Ponieważ sama nie mogę jeść masła, dość długo szukałam czegoś, co mogłoby mi je zastąpić, aż któregoś dnia – eureka! Wymyśliłam masło bez masła!: ) Ma smak i konsystencję masła, a do tego zawiera korzystne dla organizmu kwasy Omega i mnóstwo wartości odżywczych. Tym masłem możemy zarówno posmarować pyszny chleb z chrupiącą skórką, jak i użyć go jako bazy do różnych kremów, musów i past :)

 

♥ 

 

Ostatnio dostałam od Was sporo zapytań o to, jak się odżywiać i co w tej kwestii ma do powiedzenia Tradycyjna Medycyna Chińska. Pytania dotyczyły głównie produktów surowych i glutenu. To jest obszerny temat, ale w skrócie mogę powiedzieć kilka rzeczy. Nasza zachodnia kultura wychodzi z założenia, że największe zagrożenie dla naszego zdrowia stanowią produkty, które spożywamy, dlatego tak bardzo dbamy aktualnie o czystość tych produktów. Staramy się, żeby nie było w nich żadnych sztucznych dodatków, konserwantów, żeby nie były modyfikowane genetycznie, a najlepiej byłoby, gdyby pochodziły z gospodarstw ekologicznych. Oczywiście jestem za :) Ale tak naprawdę w tym wszystkim nie chodzi o rodzaj produktów, które spożywamy, i ich jakość. Zszokowani? Znów idę pod prąd? :) Problemem nie jest np. surowa żywność czy gluten sam w sobie, problemem jest to, że nasz organizm źle je trawi. Możesz kupić najzdrowszą (i najdroższą) żywność tego świata, ale twój organizm nic z tego tak naprawdę nie dostanie, jeśli nie jest w stanie jej strawić i przyswoić zawartych w niej super odżywczych składników, jednym słowem, jeśli masz osłabiony system trawienny – a dotyczy to naprawdę wielu osób z naszego kręgu kulturowego. Dlatego najważniejszą rzeczą, jaką możemy dla siebie zrobić, to wzmacniać nasz tzw. „ogień trawienny”, siłę trawienną naszego ciała. Jak to zrobić? Na najbardziej podstawowym poziomie unikamy surowych produktów, owoców, warzyw, soków owocowych i warzywnych, zwłaszcza jesienią i zimą, nie pijemy zimnych napojów, nie pijemy napojów prosto z lodówki, nigdy nie rezygnujemy ze śniadania, jemy więcej zup i gotowanych posiłków, a dzień zaczynamy od filiżanki gorącej wody z kilkoma plastrami świeżego imbiru. Do gotowanych potraw warto dodawać zmielone nasiona anyżu, kopru włoskiego, kardamon, utartą gałkę muszkatołową, ponieważ leczą one nasz system trawienny (nie używamy ich jednak wieczorem). Po kilku czasami kilkunastu miesiącach pilnowania się organizm sam powinien wrócić do równowagi. Takie ogólne zalecenia ma TMC, jednak lekarz/dietetyk pracujący tą metodą, najpierw zbada nam puls, zanim udzieli indywidualnych wskazówek, i może się okazać, że akurat w naszym przypadku świeże soki i owoce będą wskazane. Dlatego zanim zmienimy naszą dietę, warto sprawdzić, jaka żywność jest dla nas korzystna :)  

 

 

A teraz zapraszam już na przepis. Masło bez masła jest nie tylko smaczne, jest też mega wsparciem dla naszego ciała, także ze względu na olej kokosowy organic, który zawiera. To masło jest lekkostrawne i po prostu pyszne. Jest też dobrym przykładem, jak mądrze wprowadzać do naszej diety surowe produkty. Enjoy! :)

 

MASŁO BEZ MASŁA

Rodzaj posiłku: baza do kanapek, past, musów, kremów

Podajemy z:  chlebem i j.w.

Wegetariański: tak

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: działanie wzmacniające

Ilość porcji: duża kostka masła

 

 Masło bez masła 2

100 g dyni hokkaido, obranej ze skórki

200 ml śmietanki sojowej sojasun (bez GMO)

(można spróbować na innej roślinnej, ale z owsianej nie wychodzi)

90 g oleju kokosowego extra virgin i raw

125 ml oleju z pestek winogron

1 –  2 łyżeczki soku z cytryny

sól do smaku

 

1. Dynię kroimy na nieduże kawałki, przekładamy do małego rondelka i zalewamy gorącą wodą tak, żeby tylko przykryła dynię. Gotujemy na małym ogniu przez 15 minut od zagotowania się wody. Sprawdzamy co jakiś  czas, czy woda nie wyparowała, i ewentualnie dodajemy trochę wrzątku, jeśli wody jest za mało.

2. Dynię odcedzamy, ale wody, w której się gotowała, nie wylewamy, może być jeszcze potrzebna.

3. Do blendera wrzucamy dynię i wlewamy śmietankę sojową. Dokładnie miksujemy. Odstawiamy na bok.

4. Osobno rozpuszczamy olej kokosowy w kąpieli wodnej, jeśli po rozpuszczeniu jest gorący, odstawiamy na bok, żeby wystygł. Powinien być lekko ciepły.

5. Łączymy olej kokosowy z olejem z pestek winogron. Najlepiej byłoby wlać oba oleje do niedużego dzbanka, np. do mleka lub śmietanki.  

6. Ponownie uruchamiamy blender i do masy z dyni i śmietanki sojowej zaczynamy powoli, cienką stróżką (tak jak przy przygotowywaniu majonezu) wlewać mieszankę olejów. Kiedy zużyjemy już cały olej i uzyskamy puszystą masę, trochę przypominającą majonez, dodajemy sól i sok z cytryny i dalej krótko miksujemy, żeby składniki się połączyły. Jeśli masa jest za gęsta i blender się zacina, możemy dodać sól i sok z cytryny póżniej, już po przełożeniu naszego masła do miseczki.

7. Jeśli w trakcie miksowania masa zbyt szybko się zagęści, zatrzymujemy blender i całość mieszamy, następnie ponownie włączamy i dalej wlewamy olej. Jeśli jednak nadal masa jest za gęsta i blender nie pracuje dobrze, możemy dolać trochę ciepłej wody pozostałej z gotowania dyni, ale nie więcej niż 4 – 5 łyżek.

8. Powstałym w ten sposób masłem możemy od razu smarować kanapki, ale jego konsystencja ustali się ostatecznie dopiero po kilku godzinach w lodówce.

 

Masło bez masła jest naprawdę zaskakujące, jestem z tego przepisu bardzo zadowolona i nareszcie mam to na co czekałam, mogę smarować chleb prawdziwym masłem, tylko że bez laktozy :)

 Masło bez masła 3

                                     

                                              Smacznego!

                                                            Wasza, Mariola

 

 P.S. Więcej pomysłów, jak wykorzystać olej kokosowy, znajdziecie w mojej książce „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” :)

.…………………………………………………………………………………………………………. 

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved