Mój jogurt z kaszy jęczmiennej jeszcze bardziej zaskakujący :)

 Jogurt 2 x dwa jogurty pion

Dziś przepis z mojej najnowszej książki „Zaskakujący olej kokosowy” (tytuł roboczy). Osoby, które mają książkę „Zaskakująca kasza i ryż”, pewnie trochę się zdziwią, bo to właśnie tam opublikowałam już wcześniej przepis na jogurt z kaszy jęczmiennej. W założeniu miał on zawierać bakterie jogurtowe i mimo że pierwsze próby wytworzenia tego jogurtu zakończyły się pomyślnie, to jednak w książce opublikowaliśmy prostszą wersję tego przepisu. Bakterie jogurtowe były wtedy trudno dostępne, a te, które można było czasami kupić w sklepach ze zdrową żywnością, niekoniecznie dobrej jakości. Wyglądało na to, że produkcja jogurtu domowym sposobem nie jest prosta, potrzebna też była jogurtownica (tak nam się wtedy wydawało), i przepis w związku z tym nie mieścił się w konwencji prostych przepisów z łatwo dostępnych składników, jakich życzyli sobie sponsorzy. Ja jednak nie porzuciłam tego pomysłu i eksperymentowałam dalej, szukając prostszych rozwiązań. W sumie zrobił się z tego duży projekt, którego szczegóły właśnie dopracowujemy i już wkrótce będziecie mogli się z nimi zapoznać, a pierwsze przepisy na najprawdziwszy jogurt kokosowy i kokosowo-jęczmienny, zawierające dobroczynne bakterie, wchodzą do mojej najnowszej książki :)

 Jogurt w słoiku pion

Przy produkcji jogurtu największym problemem jest tak naprawdę łatwy dostęp do odpowiednich bakterii. Nasze prace nad jogurtem z kasz nabrały przyspieszenia w zeszłym roku, kiedy Agnieszka Kręglicka opublikowała w Wysokich Obcasach informacje o saszetkach  z bakteriami  jogurtowymi firmy Danisco. To było rozwiązanie, jednak też nie takie proste, jak się w pierwszej chwili wydawało. Na bakterie trzeba czekać dość długo w normalnym trybie, a często ich zapas się wyczerpuje, więc czeka się jeszcze dłużej, co niekoniecznie pasuje komuś tak niecierpliwemu jak ja. Wierzyłam jednak, że kiedy naprawdę czegoś chcemy, pojawia się rozwiązanie. I tak też się stało. Lekarz zalecił mojemu bratu probiotyki. Brat niechętnie przyjął wiadomość o kolejnych tabletkach do łykania. Więc ten lekarz powiedział mu, że może wlać do szklanki mleko, wsypać zawartość kapsułki, zostawić na noc, a  rano wypić coś w rodzaju jogurtu. To było objawienie!!! Probiotyki można przecież kupić w każdej aptece. Zaczęłam sprawdzać, czy rzeczywiście zawierają szczepy, z których powstaje jogurt i powiem Wam, że w aptekach jest mnóstwo probiotyków, z których możecie wyprodukować jogurt, jaki chcecie, na mleku krowim, sojowym, owsianym, as you wish :) . Wiele z nich zawiera takie szczepy, jak: Lactobacillus bulgaricus, Lactobacillus acidophilus, bifidobacterium lactis, bifidobacterium bifidum,  lactobacillus casei, Streptococcus termophilus. Wystarczy, że będą zawierały dwa lub trzy szczepy i najlepiej, żeby był wśród nich bulgaricus i streptococcus termophilus (wprowadziłam małą poprawkę:).

Najlepszy jest probiotyk o nazwie LaciflorStrong. Polecam też Probiotyk LGO, Multilac, Lacio Intestino. Podobny korzystny zestaw jest w Trilac, ale niestety zawiera on glutaminian sodu. Oczywiście, szczepy bakterii bez dodatków, takie jak firmy Danisco, są dużo korzystniejsze dla naszego zdrowia i bardziej przejrzyste dla wegetarian i wegan, niemniej możemy też posiłkować się gotowymi probiotykami. Kiedy czytacie skład probiotyku, często pojawia się informacja, że probiotyk zawiera żelatynę i dwutlenek tytanu – zazwyczaj chodzi tu o skład kapsułki, zawartość kapsułki raczej nie zawiera żelatyny – zapytałam o to kilku farmaceutów. W Aptece Św. Heleny z Gdyni, z którą współpracujemy, dowiedziałam się, że dla wegetarian najbardziej odpowiedni jest probiotyk o nazwie: „Jelitowa flora bakteryjna” firmy Solgar, zawiera on tylko roślinne składniki, nie znajdziecie w nim glutenu, soi i składników mlecznych.

Więcej informacji i przepisów znajdziecie w mojej książce „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”.  

Zapraszam też na nowego bloga www.grainkitchen.pl, gdzie między innymi ciekawe pomysły na mleko z kaszy. 

 Jogurt z góry bez malin

Poniżej prosty sposób na przygotowanie jogurtu z kaszy, nie zawierającego ani grama mleka. Gdybyście chcieli uzyskać jogurt bezglutenowy, użyjcie kaszy jaglanej zamiast jęczmiennej, jeśli jednak to nie ma dla Was znaczenia, w przypadku kaszy jęczmiennej uzyskacie ciekawszą konsystencję i smak – pyszny kremowy jogurt o kokosowym, lekko słodkim smaku.

 Leśne maliny w misce

Do mojego jogurtu z kaszy jęczmiennej dodałam tym razem słodkie, aromatyczne leśne maliny, które własnoręcznie zbierałam i to całkiem niedaleko domu. Poparzona trochę przez pokrzywy i pogryziona przez komary, ale w pełni szczęśliwa wróciłam z koszykiem pełnym malin do domu. Jeśli mieszkacie w Trójmieście, to zdradzę Wam pewien sekret, podczas spaceru wzdłuż morza na odcinku między Jelitkowem a Brzeźnem, wejdźcie do lasu. W lesie biegnie równolegle z promenadą szeroka droga wzdłuż której rośnie mnóstwo krzewów z malinami. Tych malin nikt nie zbiera. Ludzie spacerują, biegają lub jeżdżą na rowerach, a dojrzałe cudowne maliny są tuż obok. Słodkie maleństwa. Są naprawdę drobne, może dlatego nikt wcześniej o nich nie pomyślał. Choć małe, kryją w sobie wielki potencjał. Las ma specyficzną mikroflorę, np. naukowcy cały czas próbują wyhodować grzyby leśne i nie udaje im się to, nawet w lesie nie są w stanie tego zrobić. Las, jak widać, ma swoje tajemnice. Dzikie rośliny dostarczają naszemu ciału najwięcej energii, dlatego warto chociaż raz na jakiś czas samemu pozbierać trochę jagód, malin, poziomek, borówek czy grzybów w lesie.

 

JOGURT Z KASZY JĘCZMIENNEJ Z LEŚNYMI MALINAMI

Rodzaj posiłku: śniadanie, brunch

Podajemy z: owocami

Wegetariański: tak, jeśli użyjemy odpowiednich bakterii

Wegański: tak, jeśli użyjemy odpowiednich bakterii

Bezglutenowy: nie, ale może być, jeśli kaszę jęczmienną zastąpimy kaszą jaglaną

Pięć Przemian: działanie odżywcze

Ilość porcji: 4

Składniki: kasza jęczmienna, mleko kokosowe, ksylitol (lub stevia), woda, szczepy bakterii, maliny, szczypta zmielonego zielonego kardamonu

 

 Jogurt z malinami w pionie jeden

Przepis

 

90 g drobnej kaszy jęczmiennej

500 ml wody

500 ml mleka kokosowego,

najlepiej bez dodatków, tylko woda i kokos

bakterie jogurtowe w saszetce na 1 l jogurtu

lub probiotyk, np. LaciflorStrong, w ilości 8 kapsułek

ewent. ksylitol, stevia lub cukier do posłodzenia

zmielony, zielony kardamon

maliny leśne

 

  1. Do garnka wlewamy 500 ml wody, wrzucamy kaszę jęczmienną i gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut od momentu zagotowania. Zdejmujemy z ognia, odkrywamy, a następnie studzimy przez 8 – 10 minut.
  2. Przekładamy do blendera i wlewamy mleko kokosowe. Miksujemy do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji i przekładamy do pojemnika jogurtownicy lub słoika z pokrywką. Następnie studzimy do temperatury 40 –45°C i wrzucamy bakterie jogurtowe z saszetki (lub probiotyk z kapsułek – tylko zawartość kapsułek, kapsułki wyrzucamy). Dokładnie mieszamy drewnianą, ceramiczną lub plastikową łyżką. Szczelnie przykrywamy.
  3. Jeśli używacie jogurtownicy, każda ma dokładną instrukcję, jak przygotować w niej jogurt. Mogą się one trochę różnić. Ja używam jogurtownicy, która składa się z dwóch części. Do pierwszej nakładam kaszę z bakteriami (lub wlewam mleko w innej wersji jogurtu) i szczelnie ją przykrywam. Tę część wstawiam do większego pojemnika z gorącą wodą (ok. 80 °C) i ten pojemnik też przykrywam szczelnie dopasowaną pokrywką. Woda w dużym pojemniku będzie ciepła jeszcze po 10 godzinach :) Zazwyczaj jogurt nastawiam na noc, na ok. 10 godzin. Dzięki temu możemy rano delektować się świeżym i pysznym jogurtem własnej produkcji.
  4. Jogurt można też przygotować w szczelnie zamkniętym garnku, który wstawiamy do piekarnika nastawionego na ok. 45 °Ci zostawiamy go na 6 – 8 godzin lub na noc (takie rozwiązanie proponuje Agnieszka Kręglicka:  http://www.jogurt-domowy.pl/przepis-na-jogurt-domowy-agnieszka-kreglicka). W moim piekarniku nie można niestety ustawić tak niskiej temperatury, pozostaje mi tylko zawinąć słoik w koc i pozostawić w jakimś ciepłym miejscu… Ale chwileczkę, przecież mam jogurtownicę :) Mówiąc poważnie, rozwiązanie ze słoikiem też jest OK, ale trzeba przemyśleć kwestię ciepła, można użyć torby izotermicznej, jak proponuje dystrybutor Danisco. Zimą sytuacja jest prostsza, ale latem wygląda to trochę gorzej…
  5. Gotowy jogurt trzeba jeszcze wstawić do lodówki na kilka godzin, żeby zgęstniał. Można go przełożyć do innego naczynia (tylko nie metalowego) lub pozostawić w tym, w którym fermentował. U mnie w domu duża część jogurtu jest zazwyczaj od razu zjadana :) Nikt nie chce czekać.
  6. Kiedy robimy jogurt z kaszy, sami decydujemy, jaką będzie miał gęstość. Możemy dać więcej kaszy i wtedy uzyskamy jogurt o konsystencji jogurtu greckiego.
  7. Przed podaniem  jogurt słodzimy (opcja), dodajemy kardamon oraz pozostałe składniki, np. owoce. Ja uwielbiam go jeść z leśnymi malinami, ciepłymi jeszcze od słońca, aromatycznymi i obłędnie słodkimi.

                                                                       Boskie!

Powiem Wam w sekrecie, że zdążyłam się już uzależnić od mojej porannej porcji jogurtu z kaszy :) Nie zawiera on mleka i nie wychładza organizmu, a dostarcza nam korzystnych dla zdrowia bakterii. Co więcej, nie ma w nim konserwantów i żadnych sztucznych dodatków. Jego skład jest zależny tylko od nas :)

Czyż nie wygląda pięknie z malinami?

 Maliny w jogurcie z góry

 

………………………………………………………………………………………………………………………………..

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia: Jacek Białołęcki

Aranżacja zdjęcia i potrawy: Mariola Białołęcka

Copyright © 2013 by Mariola Białołęcka & Jacek Białołęcki |All Rights Reserved

 

Sałatka z dojrzałymi słodkimi czereśniami i suszonymi pomidorami

 Sałatka z czereśniami płaska

Czereśnie to moje ulubione owoce. Co roku nie mogę się doczekać, kiedy pojawią się na straganach. Jak już wcześniej pisałam, zawsze staram się kupować takie warzywa i owoce, których droga na stół jest jak najkrótsza – w zasadzie najlepiej byłoby zbierać je samemu, np. z własnego ogrodu czy z lasu :) Dlatego często odwiedzam na Żuławach mojego rolnika ekologicznego – zawsze zbiera on warzywa na krótko przed moim przyjazdem. Są wtedy świeże i zawierają mnóstwo witalnej energii. Dodam jeszcze, że tylko wówczas mamy pewność, że takie warzywa czy owoce dojrzewają na słońcu, a nie w dojrzewalniach, i mają zbawienny wpływ na nasz organizm. Zachęcam wszystkich do poszukania w okolicy gospodarstwa ekologicznego. Krótki wypad samochodem za miasto raz na tydzień, zwłaszcza latem, to czysta przyjemność, zawsze można to zorganizować. Kiedy chcemy naprawdę o siebie zadbać, nie jest to proste i wymaga pewnego wysiłku, ale ten wysiłek opłaci się wielokrotnie.

Czereśnie zawsze będą mi się kojarzyć z pracą nad książką „Sutra Trzech Klejnotów” i wyjazdami w środku lata do Danii, gdzie w Kopenhadze pracowałyśmy z autorką nad tekstem książki. Czasu miałyśmy jak zawsze za mało, a pracy było dużo. Spędzałyśmy nad książką praktycznie cały dzień, robiąc korekty i ustalając jej ostateczny kształt. I chociaż przez większość dnia siedziałyśmy w przeuroczej altance, w ogrodzie kopenhaskiego ośrodka medytacyjnego (pogoda nam sprzyjała – świeciło słońce i było wręcz gorąco), wymagało to dużego wysiłku i zabierało mnóstwo energii, potrzebowałyśmy więc ją uzupełnić. Niedaleko ośrodka były małe sklepiki, w których lokalni rolnicy sprzedawali swoje produkty, a wśród nich olbrzymie, ciemnoczerwone, słodkie i soczyste czereśnie. Zajadałyśmy się nimi wówczas i było to prawdziwe błogosławieństwo dla naszych zmęczonych ciał i umysłów :) Teraz wiem, że czereśnie są szczególnym produktem, jeśli chodzi o wzmacnianie energii, podobnie jak: kokos, winogrona, figi, tofu, ryż, dynia, soczewica i … ziemniaki.

Sałatka, którą dla Was przygotowałam, należy do moich ulubionych. Wzmacnia energię oraz serce i pobudza krążenie krwi. Może być królową ogrodowego party lub wspaniałym sprzymierzeńcem romantycznej kolacji we dwoje. Enjoy!

 

SAŁATKA Z CZEREŚNIAMI I SUSZONYMI POMIDORAMI

Rodzaj posiłku: sałatka na lunch, party lub kolację

Podajemy z:  ryżem, opiekanym chlebem, opiekaną bagietką i lampką czerwonego wytrawnego wina

Wegetariański: tak

Wegański: może być pod warunkiem zastąpienia parmezanu płatkami migdałów

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia czi, Serce

Ilość porcji: 2

Składniki: dojrzałe czerwone czereśnie, sałata roszponka, suszone pomidory w oleju (oliwie), czerwona cebula, zielony pieprz, nasiona słonecznika, parmezan, olej kokosowy, olej arganowy (opcja), sól, sok z limonki, ocet balsamiczny, bazylia

 Sałatka z czereśniami miska

Przepis

200 g dojrzałych czerwonych czereśni

1 łyżeczka oleju arganowego (opcja)

2 – 3 łyżki oleju kokosowego, tłoczonego na zimno,

(olej w formie stałej trzeba rozpuścić)

1 nieduża czerwona cebula, pokrojona na bardzo cienkie plasterki

świeżo zmielony zielony pieprz

sól, bez dodatku jodu

1 – 2 łyżki soku z limonki lub cytryny

½ łyżeczki octu balsamicznego

100 g sałaty roszponki (lub innej, ale nie lodowej)

2 – 3 płaty suszonych pomidorów, pokrojone na mniejsze kawałki

30 –40 g sera parmezan, pokrojonego w cienkie paski

1 łyżka prażonych nasion słonecznika

1 – 2 łyżki porwanej na kawałki aromatycznej bazylii

 

1.       Czereśnie drylujemy, kroimy na pół i wrzucamy do miski, dodajemy olej arganowy (opcja), olej kokosowy, połowę czerwonej cebuli, pieprz, sól, sok z limonki, ocet balsamiczny. Mieszamy i odstawiamy na pół godziny, a następnie odsączamy płyn – to będzie nasz dressing.

2.      Do osobnej większej miski wrzucamy roszponkę i suszone pomidory, dodajemy czereśnie odsączone z płynu, wrzucamy resztę cebuli, parmezan, a następnie posypujemy po wierzchu nasionami słonecznika oraz kawałkami bazylii i polewamy dressingiem, który pozostał z marynowania czereśni. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy od razu z opiekaną bagietką lub ryżem i lampką czerwonego wytrawnego wina.

 Sałatka z czereśniami 3 cała miska

Uwagi dodatkowe!

 

Nie polecam zakupu porcjowanego parmezanu w opakowaniu. Często zdarza się, że ser jest zjełczały. Najlepiej kupić parmezan na specjalnym dziale z serami w supermarkecie, gdzie obsługa odetnie kawałek z dużego koła parmezanu. Nie polecam też kupowania w supermarketach kawałków sera wcześniej ukrojonych i owiniętych folią. Zdarza się, że ten ser jest już stary i czasami może być nawet na nim pleśń, zazwyczaj długo leży, zanim ktoś zdecyduje się na zakup.  Najlepszy jest świeżo ukrojony z koła :)

 

                                                 With love,

                                                                                             Mariola

P.S. Na tort z kaszy gryczanej trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać, aż trochę się ochłodzi, na razie nie jesteśmy zadowoleni z sesji zdjęciowej. :(

P.S.2 O mojej najnowszej książce opowiem Wam następnym razem. Właśnie czekam

na zielone młode kokosy, z którymi ten wpis jest powiązany :)

 

…………………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Współpraca: Jacek Białołęcki

Copyright © 2013 Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Dakinie też gotowały…

okładka książki o dakiniach

 

Długo nie było mnie na blogu, pewnie trochę  się zniechęciliście i wcale się nie dziwię, zaglądacie, a tu ciągle technika ubijania śmietanki sojowej. Ale na szczęście nasza najnowsza książka „Dakinie – biografie żeńskich buddów” jest już w sprzedaży. Jej przygotowanie zajęło mi sporo czasu. Książki o tej tematyce są bardzo wymagające, ponieważ wprowadzają na rynek zupełnie nowe rzeczy. Dziś opowiem Wam trochę o dakiniach i przedstawię przepis, który istnieje na świecie już… ponad 1500 lat :)

Najpierw jednak chciałabym pokazać kilka zdjęć z imprezy plenerowej, podczas której książka została po raz pierwszy zaprezentowana. Widać na nich, że nasza książka wzbudziła spore zainteresowanie. Zdjęcia zostały wykonane przez Wiesławę Dąbrowską, która nam je udostępniła, za co serdecznie dziękujemy :)

dakinie w plenerze

 dakinie w plenerze

 Dakinie w plenerze 2

Słowo ‘dakini’ brzmi prawdopodobnie obco dla wielu osób i pewnie większość z Was zastanawia się, kto to jest dakini? Tym słowem określano w dawnych Indiach kobietę posiadająca szczególne właściwości, mądrą i inspirującą innych do rozwoju. W buddyzmie tybetańskim jej odpowiednikiem jest khandro. W Wydawnictwie „Czerwony Słoń”  ukazała się właśnie książka „Dakinie – biografie żeńskich buddów”, w której znajdziecie wspaniałe historie o dakiniach, wyjątkowych kobietach, które żyły wiele wieków temu i umiały dobrze sobie radzić z wszelkimi zadaniami i trudnościami,  jakie się w ich życiu pojawiały. I chociaż nie było im łatwo, bez wątpienia były to kobiety sukcesu. Historie ich życia są ponadczasowe i mogą być dla nas wspaniałym przykładem i inspiracją. Ta książka bez wątpienia wzmacnia kobiety, pokazuje, jak być silnym i skąd brać siłę, kiedy okoliczności życia nie są dla nas korzystne. Przeczytajcie, naprawdę warto :) )

 

Wśród dakiń znajdziecie wybitnie joginie, a także na pozór zwykłe gospodynie domowe, które prowadziły normalne życie, dbały o męża i dzieci, a wieczorami medytowały. W jednej z historii przedstawionych w książce znajdziecie przepis na „Curry z rzodkwi” – to było wyjątkowe curry, ale o tym będziecie mogli przeczytać już sami w książce. Ja tylko Wam powiem, że przepis ten ma około 1500 lat!!! I z pewnymi modyfikacjami przetrwał aż do dziś. Teraz będziecie mieli okazję sami spróbować, co jedli kiedyś Hindusi. Poniżej przepis z książki, który trochę zmieniłam – np. zamiast rzodkwi dałam rzodkiewki, z prostej przyczyny – jest początek lata i z półek sklepowych zniknęła biała rzodkiew, która dojrzewa jesienią. Mam nadzieję, że zostanie mi jakoś ta mała profanacja wybaczona :)

 Curry, które ma 1500 lat

Jeszcze kilka słów o curry. Hinduskie curry, mimo że kojarzy się z lubianą, znaną wszystkim przyprawą w żółtym kolorze, wbrew pozorom nie zawiera curry. Curry oznacza w tym kontekście potrawę mięsną lub warzywną podawaną w sosie, np. curry z rybą czy curry z grochem. Do tej potrawy podaje się ryż, chapati lub purisy. Przyprawą często stosowaną obecnie do potrawy curry jest Garam Masala, a z kolei przyprawa curry nie jest na co dzień używana w kuchni hinduskiej, tylko przygotowywana na eksport.

I przepis, który robi wrażenie, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, ile ma lat :)

Dla dwóch osób

1 średniej wielkości rzodkiew

1 średniej wielkości bakłażan

1 średniej wielkości ziemniak

200 g pomidorów

2 łyżeczki kolendry

1 łyżeczka musztardy z gorczycą

1 cebula

2 liście laurowe

2 łyżki oleju

sól do smaku

 

Sposób przygotowania

Pokrój rzodkiew, bakłażana i ziemniaka w plastry i odłóż je na bok.

Pokrój cebulę na malutkie kawałki i usmaż na patelni.

Następnie wrzuć na patelnię przyprawy i smaż je przez chwilę, cały czas mieszając

(uwaga, nie pozwól im się przypalić).

Pokrój pomidory w kostkę i wrzuć je na patelnię.

Po chwili dodaj rzodkiew, bakłażana i ziemniaka. Jeżeli będzie taka potrzeba, dodaj trochę wody.

Dodaj sól i gotuj do miękkości.

 

Podaj z ryżem, chapali lub purisami. Enjoy!

 Curry, które ma 1500 lat 2

Uwagi dodatkowe!

Ilość składników można  modyfikować, np. dodać trochę więcej ziemniaków czy pomidorów.  Kolendrę można dodać w całości, co daje ciekawy efekt smakowy, kiedy rozgryzamy później pojedyncze ziarna. Można też ją zmielić przed dodaniem do potrawy. Podobnie z musztardą, można użyć zwykłej musztardy i dodać zmieloną gorczycę, jeśli ktoś nie lubi ziarenek gorczycy trzaskających lekko pod zębami podczas jedzenia.

Przygotowywałam to curry kilkakrotnie i jednak wolę wersję ze zmielonymi przyprawami, poza tym dodałam trochę sosu sojowego tamari oraz kilka kropli oleju arganowego (z prażonych ziaren) dla wzmocnienia smaku i posypałam potrawę bazylią przed podaniem. Do curry podałam ryż basmati czysty, bez żadnych dodatków. Wspaniała potrawa, odprężająca i dająca poczucie długotrwałej sytości, smakuje najlepiej na drugi dzień, odgrzewana, podobnie jak bigos :)

Curry 3

W następnym wpisie opowiem o mojej najnowszej książce i może uda mi się przygotować zdjęcia obiecanego wcześniej tortu gryczanego.

                                                                  Be happy!

                                                                                     Love,

                                                                                                     Mariola

………………………………………………………………………………………………………………………….

Modyfikacja przepisu z książki „Dakinie”: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Współpraca: Jacek Białołęcki

Copyright © 2013 Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Zdjęcia plenerowe: Wiesława Dąbrowska

Copyright © 2013 Wiesława Dąbrowska| All Rights Reserved