Zupa 24 godziny

zupa24

W Gdańsku mieliśmy dziś piękny, słoneczny dzień. W takie dni zazwyczaj wszystko się udaje. Zasilani energią słoneczną mamy dość siły, żeby zrobić rzeczy, które odkładaliśmy całymi tygodniami na potem. Więcej energii = więcej pracy do wykonania, bo nagle chcemy nadrobić zaległości i w ten sposób z 24 godzin usiłujemy zrobić 48 :) , ale okazuje się, że i to nie wystarcza. W pracy wydawniczej takie sytuacje zdarzają się często, zwłaszcza na końcowym etapie przygotowania książki, kiedy zazwyczaj wszystkie „deadliny” zostały już dawno przekroczone:)) W takie dni jedzenie jest na ostatnim miejscu, chwytamy cokolwiek i wybiegamy z domu. Jedna z autorek wydanych przeze mnie książek pięcioprzemianowych wybiegła kiedyś z domu z kanapką z serem w ręku, chociaż właśnie ukazała się jej książka, w której przekonywała ona wszystkich, jak szkodliwe są kanapki z serem :) ) Dobrze, że nie kręcił się tam żaden paparazzi :) Jak widać, nie zawsze udaje się nam dochować wierności własnym zasadom. W sumie jest to bardzo ludzkie i nie przeszkadza mi to, a nawet cieszę się, że opowiedziała mi tę historię, bo zrozumiałam, że możemy coś wnieść w życie innych ludzi, mimo że sami nie jesteśmy „chodzącymi doskonałościami” :)

Dodam tylko, że miałam sporo kontaktów z Barbarą Temelie i Karolą Schneider i generalnie obie robią to, co mówią (piszą). Podczas wizyty Barbary Temelie w Polsce często chodziłyśmy do restauracji, ponieważ Barbara chciała zapoznać się z kuchnią polską i żydowską. W każdej restauracji pytała kelnera, która potrawa nie jest mrożona, a chcąc zachęcić go do mówienia prawdy, tłumaczyła mu, że po spożyciu mrożonego mięsa lub zupy dostaje zapaści. Za każdym razem okazywało się, że większość potraw jest mrożona – często wychodziłyśmy, nic nie zamawiając. Podobnie sytuacja wygląda z Karolą, która mieszka w ośrodku medytacyjnym, w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie, w małej miejscowości u podnóża Alp niemieckich.  Śniadania są tam zawsze przygotowywane według Pięciu Przemian, podobnie jak pozostałe posiłki. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy nie ma na nic czasu i lepiej wtedy zjeść cokolwiek bez stresu niż super posiłek okupiony stresem i wyrzutami sumienia. Opowiem Wam wkrótce jeszcze parę innych ciekawych historii z tego miejsca… :)

 

 zupa24a

 

Ja z kolei chciałabym podzielić się dziś z Wami przepisem na zupę warzywną z tofu, która pozwala mi przetrwać te wszystkie szalone dni, w których próbuję być jednocześnie w stu miejscach :) ) Pomysł nie jest do końca mój. Ten dobry zwyczaj zapoczątkowała kiedyś Jola Słoma. Podczas pracy nad książką „Nakarmić duszę” paradoksalnie nigdy nie mieliśmy czasu na przygotowywanie jedzenia, za bardzo pochłaniały nas kolejne korekty tekstu (książka jest zbiorem przepisów pochodzących od różnych osób), a pizza nie wydawała nam się dobrym rozwiązaniem. Wtedy Jola wpadła na pomysł gotowania zupy warzywnej na cały dzień. Ja dodałam do niej tofu, przygotowałam ją według Pięciu Przemian i nazwałam zupą 24 godziny. Taką zupę przygotowuję wcześnie rano w takiej ilości, żeby wystarczyła na cały dzień, a potem tylko podgrzewam, kiedy chcę coś zjeść. W ten sposób mam zawsze do dyspozycji wartościowy posiłek i nie muszę ukrywać kanapki z serem przed paparazzi :) )

W zasadzie można powiedzieć, że dzisiejsza zupa to rodzaj barszczu ukraińskiego, ponieważ dodałam do niej buraki i zielony groszek, ale taką zupę możecie też przygotować w oparciu o dynię, brokuły, rzepę czy brukselkę. Ważne, żeby były: marchewka, pietruszka, seler, ziemniaki, tofu oraz strączkowe – fasolka, ciecierzyca, soczewica lub groszek. Reszta up to you :)

(Jeśli zachowacie podaną przeze mnie kolejność wrzucania składników, otrzymacie zupę przygotowaną w cyklu Pięciu Przemian.)

 zupa24ab

Przepis

3 łyżki oleju, najlepiej carotino

(olej palmowy)

6 – 8 średnich buraczków

4 duże marchewki

2 pietruszki

kawałek selera

6 średnich ziemniaków

1 duża czerwona cebula

2 liście laurowe

kilkanaście ziaren zielonego pieprzu

1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego

1 łyżeczka zmielonej kolendry

½ łyżeczki tymianku

4 –5 litrówbulionu warzywnego

lub wody z kostką rosołową

1 – 1,5 szklanki ugotowanej fasoli lub zielonego groszku

3 łyżki posiekanej zielonej pietruszki

1 łyżeczka wędzonej papryki

lub pół szklanki wrzącej wody

1 kostka tofu –180 g,

pokrojona na 4 -6 kawałków

olej do polania po wierzchu

listki bazylii

 

Warzywa kroimy w plastry, oprócz selera, który dodajemy do zupy w kawałku.  Rozgrzewamy olej w garnku, wrzucamy buraki, podsmażamy mieszając przez 1 minutę, dodajemy marchewkę i krótko podsmażamy. Wrzucamy pietruszkę, ziemniaki, cebulę, liście laurowe, zielony pieprz, kmin rzymski, kolendrę oraz tymianek i wlewamy bulion. Gotujemy przez 15 minut od zagotowania, a następnie wrzucamy ugotowaną fasolkę, zieloną pietruszkę, wędzoną paprykę i tofu. Gotujemy jeszcze przez 5 minut. (Jeśli chcemy użyć zielonego groszku, wrzucamy go do zupy na koniec, już nie gotujemy). Zestawiamy garnek z ognia, wyławiamy tofu z zupy i miksujemy je razem z częścią zupy, najlepiej z samym wywarem. Przelewamy zmiksowane tofu ponownie do zupy, mieszamy i nakładamy zupę na talerze, polewając po wierzchu odrobiną oleju i posypując listkami bazylii. Dobry, sycący posiłek! Można podać z tostami lub z kluskami z polenty – przepis podam następnym razem.

                                                                              Love,

                                                                              Mariola

 zupa24abc

 

P.S. Ostatnio moją obsesją kulinarną jest kumin połączony z kolendrą, dodaję do wszystkiego, jeśli jednak nie lubicie tych przypraw, dodajcie do tej zupy więcej tymianku, a także oregano i/lub majeranek. 

Pasta kukurbita z kaszy kukurydzianej i dyni zwyczajnej…

Pewnie zauważyliście ostatnio, że coraz więcej produktów spożywczych w sklepach posiada etykietki: eko, organic, ekologiczny? Można by nawet przypuszczać, iż większość produktów w supermarketach pochodzi obecnie z upraw ekologicznych! Co one jednak zawierają, czy rzeczywiście  zdrowe? Podejrzewam, że czujecie to samo co ja, mnóstwo wątpliwości, i pytacie sami siebie, co zrobić, żeby mieć pewność – gdzie kupić dobrej jakości ekologiczną żywność? Moim zdaniem, trzeba kupować jedzenie w takich miejscach, które się dobrze zna, sprawdzonych przez nas lub przez znajomych. Ja zazwyczaj kupuję warzywa u zaprzyjaźnionego ekorolnika, który ma swoje gospodarstwo niedaleko Gdańska, na żyznych Żuławach. Ostatnio mi powiedział, że ziemia w jego okolicy zawiera mniej ołowiu niż ziemia na Alasce! – to od niego pochodzi ta piękna cucurbita pepo, czyli dynia zwyczajna, z której przygotowałam dzisiejszą pastę do chleba. Przepisów na pasty, zupy, zapiekanki z dyni i różnych kasz jest całe mnóstwo, ja najbardziej lubię połączenie dyni z kaszą kukurydzianą, ponieważ dzięki temu potrawa ma wyrazisty smak. W oparciu o poniższy przepis w łatwy sposób będziecie mogli przygotować tartę lub zupę po odpowiedniej modyfikacji składników. Dodam jeszcze, że potrawa ta jest wskazana zimą, ponieważ zawiera składniki, które pomagają naszemu ciału dostosować się do panującego na zewnątrz zimna, brr! :)

 pasta kukurbita

Przepis

180 g drobnej kaszki kukurydzianej

500 ml gorącej wody

1 – 2 łyżki masła

1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego

1 łyżeczka zmielonej kolendry

1 łyżka oleju carotino lub  innego

2 lekko czubate łyżki posiekanego szczypiorku dymki

świeżo upieczona dynia

(powinno być objętościowo tyle samo

dyni, co kaszy po ugotowaniu, czyli 1:1)

1 łyżeczka miodu spadziowego lub innego

1 łyżeczka musztardy

świeżo zmielony zielony pieprz do smaku

¼ łyżeczki soli (lub do smaku)

2 – 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny

3 łyżki posiekanej rukoli

olej z prażonych nasion sezamu

(lub inny olej o intensywnym smaku)

 

  1. Wodę w garnku doprowadzamy do wrzenia na dużym ogniu, a następnie powoli wsypujemy kaszę, przez cały czas mieszając energicznie trzepaczką do momentu, aż kasza zacznie gęstnieć. Zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez 10 minut.
  2. W międzyczasie rozgrzewamy jedną łyżkę oleju carotino na małej patelni, wrzucamy szczypiorek i krótko podsmażamy (około minuty), uważając, żeby się nie spalił.
  3. Garnek z kaszą zestawiamy z ognia i od razu wrzucamy masło, kmin, kolendrę oraz szczypiorek razem z olejem, w którym się smażył, i mieszamy do rozpuszczenia się masła. Przekładamy do pojemnika malaksera lub miski, jeśli używamy blendera ręcznego. Dodajemy upieczoną wcześniej dynię. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji, a następnie wrzucamy miód, musztardę, pieprz oraz sól, wlewamy sok z cytryny i dodajemy rukolę oraz olej z prażonych nasion sezamu. Miksujemy i ewentualnie doprawiamy do smaku. Pamiętajmy jednak, że pasta musi się „przegryźć”, trzeba więc dać jej trochę czasu, żeby pokazała swój ostateczny smak :)
  4. Pastę studzimy, a następnie nakładamy do słoiczków i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Dzięki temu masa stężeje, a smaki dobrze się wymieszają. Jeśli pasta jest za rzadka, można ją zagęścić zmielonymi ziarnami sezamu lub zmielonymi płatkami migdałowymi. 

Najlepiej smakuje na chrupkich tostach lub chrupiącej i lekko trzaskającej pod zębami grillowanej bułce. Lubię takie kontrastowe zestawienie różnych konsystencji – miękka pasta, chrupkie pieczywo. Przed podaniem można polać odrobiną oleju sezamowego i posypać rukolą oraz posiekanymi orzechami włoskimi i/lub ziarnem sezamu. Pasty tej można też użyć jako nadzienia do naleśników i pierogów. Wychodzi jej dość dużo, ale znika szybko :)

Do tej pasty możemy też użyć innych ziół. Pasują do niej, zamiast rukoli, bazylia lub tymianek. Jeśli damy tymianek, nie używajmy już kminu i kolendry – można za to dodać czosnek.

 

 

kukurbita sloik

Love,

                       Mariola

………………………………………………………………………………………………………………………………..

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Współpraca: Jacek Białołęcki

Copyright © 2013 Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Luksusowa tarta gryczano-daktylowa

Kiedy pracowałam nad przepisami z kasz do mojej książki „Zaskakująca kasza & ryż”, wydawało mi się, że nie jestem w stanie przygotować puszystego musu z kaszy gryczanej, ponieważ kasza ta nie jest tak elastyczna po zmiksowaniu, jak np. kasza jęczmienna, jaglana czy manna. Gryczana jest dość ciężka i rwie się na kawałki, trudno ją scalić w całość. Jednak dodatek daktyli, białej czekolady i ubitej śmietanki sprawił, że powstał puszysty, jednolity mus gryczano-daktylowy, który nałożyłam na kakaowy spód. Powstała ciekawa tarta, w której nie wyczuwa się smaku kaszy. Myślę, że kasze, w takiej postaci, jak w tej tarcie, mogą być ciekawą alternatywą dla wegan, zamiast tofu i orzeszków cashew (nerkowców).  W wersji wegańskiej wystarczy dać śmietankę sojową, która sprawi, że tarta będzie jeszcze bardziej puszysta, czekoladę wegańską i ulubiony wegański spód. Masę ganache przygotowujemy w ten sam sposób, tylko zamiast śmietanki kremówki dajemy śmietankę sojową lub owsianą. Enjoy!

ciasto

60 g mąki pszennej tortowej

50 g mąki pszennej pełnoziarnistej

40 g kakao

1/8 łyżeczki zmielonych goździków

½ łyżeczki proszku do pieczenia

60 g jasnego cukru trzcinowego

30 g orzechów włoskich

100 g zimnego masła, pokrojonego na kawałki

1 jajko, lekko ubite

 

  1. Do miski wrzucamy mąkę pszenną tortową, mąkę pszenną razową, kakao, goździki, proszek do pieczenia oraz cukier. Dokładnie mieszamy.
  2. Do pojemnika malaksera wrzucamy orzechy włoskie i drobno je mielimy. Dodajemy mąkę z cukrem, goździkami i proszkiem, krótko miksujemy. Wrzucamy masło i miksujemy do momentu, aż masa zacznie zbijać się w niewielkie grudki. Następnie powoli wlewamy ubite jajko. Miksujemy do momentu, aż ciasto zacznie zbijać się w kulę. Wyjmujemy, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut.
  3. Wyjmujemy z lodówki, wykładamy na papier do pieczenia, podsypany niewielką ilością kakao i posypujemy też ciasto po wierzchu odrobiną kakao. Kładziemy drugi papier do pieczenia na ciasto (ciasto będzie się znajdowało pomiędzy papierami do pieczenia) i rozwałkowujemy na placek trochę większy niż forma do tarty, której chcemy użyć (ta ilość ciasta pasuje do formy o średnicy ok. 25 cm). Następnie ostrożnie zdejmujemy wierzchni papier, kładziemy formę do tarty pośrodku rozwałkowanego placka, odwracamy i przekładamy placek do formy. Ostrożnie zdejmujemy papier do pieczenia i układamy ciasto w formie. Na koniec przeciągamy wałek po brzegu formy, żeby uciąć resztki ciasta, jeśli coś jeszcze zostanie, ścinamy nożem. Możemy wyciąć z tego kwiatki, gwiazdki, itp., upiec i ozdobić tym ciasto.
  4. Ciasto wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy przez 20 – 25 minut. Sprawdzamy, czy spód dobrze się upiekł, wyjmujemy z piekarnika, studzimy (można ewent. posypać posiekaną drobno czekoladą) i napełniamy musem. 

mus gryczano-daktylowy

200 g kaszy gryczanej

500 ml wody

200 g daktyli

¼ łyżeczki anyżu

250 ml wody

60 g jasnego cukru trzcinowego

otarta skórka z małej pomarańczy

¼ łyżeczki goździków

1-2 mm otartej gałki muszkatołowej

3 łyżki brandy

100 g białej czekolady

100 ml śmietanki sojowej

lub śmietanki kremówki

1 łyżka białego cukru

 

  1. Do garnka wrzucamy daktyle, dodajemy anyż i wlewamy wodę. Gotujemy do momentu, aż daktyle się rozpadną, około 25 minut. Jeśli daktyle są bardzo wysuszone, trzeba kontrolować wodę i ewentualnie dolać więcej, jeśli za bardzo wchłoną wodę. Po ugotowaniu odstawiamy na bok do ostudzenia.
  2. Kaszę gryczaną wrzucamy do osobnego garnka i wlewamy wodę. Gotujemy na dużym ogniu pod przykryciem. Kiedy woda się zagotuje, odkrywamy na 29 sekund, a następnie zmniejszamy ogień, garnek ponownie przykrywamy i gotujemy przez  20 minut.
  3. Po ugotowaniu kaszę studzimy przez 5 minut i przekładamy do pojemnika malaksera. Miksujemy, aż masa będzie jednolita i zacznie zbijać się w kulę. Rozdrabniamy i wrzucamy połowę ugotowanych daktyli, cukier, otartą skórkę pomarańczową, goździki oraz gałkę muszkatołową. Wlewamy brandy i dwie        łyżki syropu z gotowania daktyli. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji, studzimy, a następnie przecieramy przez sito (opcja).
  4. Osobno rozpuszczamy białą czekoladę w kąpieli wodnej i schładzamy.
  5. Kiedy kasza wystygnie, miksujemy schłodzoną śmietankę z 1 łyżką cukru, aż zwiększy swoją objętość i stanie się puszysta. Jeśli używamy śmietanki sojowej, ubijamy ją przez 4 minuty.
  6. Do śmietanki dodajemy resztę daktyli, zostawiając trochę do ozdoby tarty, mieszamy, a następnie partiami wrzucamy masę z kaszy i rozpuszczoną białą czekoladę, przez cały czas ubijając. Kiedy składniki dobrze się połączą, przekładamy masę na upieczony spód i wstawiamy do lodówki do schłodzenia przynajmniej na godzinę.

masa ganache

(przepis z książki „Zaskakująca kasza & ryż”)

100 g czekolady biało-czarnej o smaku kawowym

50 g gorzkiej czekolady

120 g śmietanki kremówki (36%)

lub śmietanki sojowej

 

  1. Czekoladę grubo siekamy, wrzucamy do małej miski. Śmietankę wlewamy do rondelka, doprowadzamy do wrzenia i od razu zalewamy czekoladę. Po kilku minutach, gdy czekolada zmięknie, mieszamy ją ze śmietaną do uzyskania jednolitej konsystencji.

  2. Wstawiamy do lodówki, a kiedy zastygnie (to zajmuje około 1 godz.), ubijamy mikserem na puszystą masę i nakładamy na mus gryczano-daktylowy.

Tartę zostawiamy w lodówce na kilka godzin, żeby wszystkie smaki (i masy) dobrze się połączyły. Przed podaniem ozdabiamy daktylami i posiekaną gorzką czekoladą. A jeśli ma być już zupełnie dekadencko, polewamy rozpuszczoną gorzką czekoladą : ))

Od tej tarty nie oderwiecie się aż do ostatniego okruszka, zapewniam Was:)

 

Jest fascynująca przez to, że jest wielowarstwowosmakowa (to pojęcie teraz utworzyłam, żeby oddać to, jak w miarę jedzenia rozwijają się smaki tej tarty, podobnie jak poszczególne linie w perfumach) – przekonajcie się sami!

Poza tym kasza gryczana jest wartościowym pożywieniem zimą, ponieważ rozgrzewa ciało, nie otwierając porów ciała, dzięki czemu całe ciepło zostaje w ciele. Więcej całkiem dobrych przepisów na kaszę gryczaną znajdziecie w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż”, która została ostatnio uznana przez księgarnię Books for cooks i portal: smacznego.pl za jedną z najciekawszych książek kulinarnych roku 2012. Wow!:))

Love, Mariola

………………………………………………………………………………………………………………………………..

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Współpraca: Jacek Białołęcki

Copyright © 2013 Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Dobrego roku, pełnego radości i spełnionych życzeń…

W ten szczególny dzień, pierwszy dzień Nowego Roku, jak pewnie większość z Was, też zastanawiam się, co takiego powinien mi przynieść ten Rok, żebym mogła nazwać go dobrym? W zasadzie nie oczekuję „gwiazdki z nieba” :) , ale byłabym szczęśliwsza móc częściej używać słowa „rozumiem” – lepiej rozumiem siebie, czyli znam swoje możliwości i granice, lepiej rozumiem innych i dzięki temu łatwiej im wybaczam, mam też lepszą świadomość różnych procesów zachodzących w świecie – to jest coś, nad czym będę starać się w tym roku pracować. Rozumiem, dobrze to brzmi, prawda? :)  

Jest jeszcze coś, co będzie dla mnie ważne w tym roku. Chciałabym nauczyć się więcej dawać, ponieważ im więcej dajemy, im bardziej się angażujemy, tym więcej otrzymujemy, a nasze życie staje się ciekawsze i bardziej wartościowe.  Zazwyczaj zabiegani, gubimy gdzieś tę prostą prawdę (widzę ten schemat też u siebie dość wyrażnie :) ) i zaczyna nam się coraz mniej chcieć: aktywnie działać, szukać nowych możliwości, pomagać innym, przynosić im pożytek, a potem nagle okazuje się, że nasze zasoby w tajemniczy sposób zaczynają się kurczyć i nie rozumiemy dlaczego? Po prostu, im mniej dajesz, im więcej myślisz o sobie, itd… Myślę, że nie chodzi tu głównie o to, żebyśmy teraz wszystko rozdali biednym, ale o działanie w życiu z poziomu bogactwa,  o poczucie, że jesteśmy wystarczająco bogaci, także wewnętrznie, że mamy czym się dzielić: pieniędzmi, uczuciami, przeżyciami i dzielimy się, nie myśląc za dużo o sobie. To jest coś, co warto, moim zdaniem, zastosować :) .

I ostatnia rzecz w tych moich noworocznych rozważaniach to słowa Lamy Ole z wczorajszego wykładu: „Nie skupiajcie się na problemach, tylko na rozwiązaniach”. Czyż może być piękniejszy początek Nowego Roku?

A już w weekend kolejny mój przepis: karnawałowa, zaskakująca tarta z puszystym, rozpływającym się w ustach musem z kaszy gryczanej! Nowe techniki, nowe pomysły, żeby nie okazało się, że jestem gołosłowna i nie wprowadzam w życie moich noworocznych postanowień :) .

                                                                               With love,    

                                                                                        Wasza Mariola :)