Burgery jaglane z czerwoną kapustą i bazylią

Pyszne, domowe burgery, pełne odżywczych składników. Zawierają mega dawkę super antyutleniaczy – lignanów :)

Burgery jaglane 2

Kasza jaglana jest obecna w mojej kuchni już od wielu lat. W zasadzie od pierwszych wykładów Claude’a Diolosy w Polsce. Ten charyzmatyczny nauczyciel i terapeuta TMC przekonał nas do jedzenia kaszy jaglanej, która od tamtej pory zaczęła się regularnie pojawiać zarówno na moim stole, jak i na stołach wielu moich przyjaciół. Kasza jaglana w zależności od miejsca pochodzenia wpływa na nasz organizm lekko pobudzająco lub neutralnie. Równocześnie ma właściwości  odkwaszające organizm. Jeśli więc Twoje pH niebezpiecznie zbliża się w okolice 5,  jedz przynajmniej jeden posiłek dziennie, w którym będzie kasza jaglana. Wiele osób uważa, że proso (z którego wytwarza się kaszę jaglaną) ma działanie oczyszczające organizm i proponuje w związku z tym stosowanie tzw. diety jaglanej, ale kasza jaglana ma inne zadanie.

Najlepszą metodą na oczyszczenie organizmu jest spożywanie długo gotowanego ziarna pszenicy lub orkiszu, ale to musi się odbywać pod kierunkiem terapeuty TMC, który stwierdzi, czy dana osoba ma na tyle silny system trawienny, że poradzi sobie z trawieniem pełnych ziaren zbóż. Większość zbóż jest ciężkostrawna, ale proso/kasza jaglana należą do zbóż łatwostrawnych, dlatego często wykorzystuje się je do wzmocnienia organizmu, na przykład podczas rekonwalescencji po długiej chorobie.  W TMC często stosuje się dwutygodniowe posty jaglane, podczas których spożywa się trzy posiłki dziennie oparte na kaszy jaglanej i gotowanych warzywach, z niewielką ilością olejów tłoczonych na zimno. Kiedy organizm jest mocno wyniszczony, podaje się samą kaszę jaglaną, żeby go odbudować. Tak więc kaszy jaglanej nie używa się do oczyszczania organizmu, tylko do jego wzmocnienia. Oczywiście taka monodieta ma w pewnym sensie działanie regulujące pracę narządów i w jakimś stopniu ma działanie oczyszczające, ale to zboże przede wszystkim odżywi nasz organizm i da nam siłę. Proso zawiera znaczną ilość magnezu, manganu, fosforu i miedzi. Chroni nasze serce, a także ze względu na dużą zawartość fosforu chroni też nasze… DNA! :)

Do tego wszystkiego „Burgery jaglane z czerwoną kapustą” zapewnią nam mega dawkę  super antyutleniaczy – tzw. lignanów, które można znależć w dużej ilości nie tylko w kaszy jaglanej, ale też w czerwonej kapuście. Lignany regulują naszą gospodarkę hormonalną i wpływają na zwiększenie poziomu estrogenów, tak więc dzisiejsze burgery przyniosą masę korzyści zwłaszcza kobietom. Do burgerów dodałam ostropest plamisty, który z kolei chroni nasze drogi żółciowe i wspomaga proces trawienia tłuszczów, dlatego warto go dodawać do potraw smażonych i tłustych :)

……………………………………………….

BURGERY JAGLANE Z CZERWONĄ KAPUSTĄ I BAZYLIĄ

Rodzaj posiłku: obiad, lunch

Podajemy z: wybranym sosem, pasują do ziemniaków, ryżu, bułek

Wegetariański: tak

Wegański: tak, jeśli bez jajka

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 6 – 8

 

Burgery jaglane

Potrzebujemy:

600 g czerwonej kapusty (po usunięciu głąba i zewnętrznych liści)

2 łyżki oliwy z oliwek, najlepiej do smażenia

1 czubata łyżka oleju kokosowego, extra virgin

1 duży liść laurowy

1 duży ząbek czosnku

1 łyżka ziół prowansalskich lub tymianku

1 łyżeczka soli, najlepiej himalajskiej

woda

200 g kaszy jaglanej

szczypta pieprzu

500 ml wody

2 1/2 łyżki nasion chia

5 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

50 g mąki kokosowej bardzo drobno zmielonej*

2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

1 łyżka zmielonego ostropestu plamistego

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 jajko (opcja)

1 łyżka soku z cytryny

garść listków świeżej bazylii

1 łyżeczka oleju z prażonych nasion sezamu

 

Sposób przygotowania

1. Najpierw kapusta. Umytą kroimy w niedużą kostkę o boku ok. 1 cm. Następnie rozgrzewamy oliwę w szerokim rondlu, wrzucamy kapustę, krótko podsmażamy i dodajemy olej kokosowy, liść laurowy,  ząbek czosnku, zioła prowansalskie, sól, mieszamy i wlewamy wodę, tak żeby przykryła kapustę do połowy. Gotujemy pod przykryciem na małym ogniu przez 20 minut. Ugotowaną odcedzamy na sicie i studzimy.

2.  Kaszę jaglaną wrzucamy do garnka, dodajemy pieprz i wlewamy wodę. Zagotowujemy pod przykryciem, a kiedy tylko zacznie się gotować, odkrywamy i gotujemy przez 20 sekund na dużym ogniu. Następnie garnek przykrywamy, zmniejszamy ogień i na bardzo małym ogniu gotujemy przez 20 minut. Zdejmujemy z ognia, odkrywamy i studzimy przez 5 minut, a następnie przekładamy do pojemnika malaksera i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji.

2. W misce łączymy mąkę kokosową, mąkę ziemniaczaną, ostropest plamisty oraz proszek do pieczenia.

3. Do osobnej miski wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy i odstawiamy na 5 – 10 minut, aż utworzy się coś w rodzaju galaretki. Chia wrzucamy do zmiksowanej kaszy i miksujemy, aż składniki się połączą. Następnie dodajemy mąkę kokosową wymieszaną z mąką ziemniaczaną, ostropestem plamistym i proszkiem do pieczenia, krótko miksujemy i przekładamy do dużej miski.

4. Do kaszy dodajemy ugotowaną i odsączoną czerwoną kapustę, jajko (opcja), sos sojowy, sok z cytryny, olej sezamowy i liście bazylii. Mieszamy, aż składniki się połączą, a następnie formujemy burgery – można to zrobić za pomocą małego kołnierza cukierniczego. Masa dość mocno się lepi**, ale daje się formować, jeśli jednak będzie Wam to przeszkadzać, burgery można obtoczyć np. w mące kukurydzianej.

5. Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy burgery i smażymy najpierw pod przykryciem przez 1 minutę, a następnie zdejmujemy pokrywkę, przekładamy burgery na drugą stronę i smażymy przez kolejną minutę, już nie przykrywamy. Podajemy od razu do ziemniaków, ryżu lub w bułce.

Enjoy! :)

Burgery jaglane 3

                                                                       With love,

                                                                                              Mariola

 

* Ostatnio pojawiła się na rynku mąka kokosowa grubo zmielona, ale ona nie zagęści dobrze kaszy, trzeba więc wybrać tę przypominającą w konsystencji mąkę pszenną bardzo drobno zmieloną.

**Jeśli masa okaże się za rzadka, można dodać więcej mąki.

 

……………………………………………………………………………………..………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola BiałołęckaZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola BiałołęckaCopyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Suflet jaglany z papryką

Z mojej książki „Zaskakująca kasza & ryż”

Suflet jaglany z papryką

Witam serdecznie po dłuższej przerwie! Nie było mnie z Wami ostatnio i być może pomyśleliście, że odpoczywam gdzieś na złotych piaskach mojego ulubionego Półwyspu? Nie ukrywam, że chętnie bym gdzieś wyjechała, ale na razie mogę tylko pomarzyć.  Szykują się spore zmiany i wciągnęły mnie nowe projekty. Tak więc zamiast odpoczywać, pracowałam ciężko – niczym pszczółka-robotnica :) Już za chwilę przedstawię Wam parę nowych rzeczy – zamykamy to wszystko właśnie na ostatni guzik – ale zanim to nastąpi, chciałabym przypomnieć Wam jeden z moich ulubionych przepisów z książki „Zaskakująca kasza & ryż” – „Suflet jaglany z papryką”.

Moim zdaniem to  jeden z lepszych przepisów z książki, ale w porównaniu z „Sernikiem z kaszy jaglanej”, który prawie od razu po publikacji książki zdążył wejść do kanonu polskich kulinariów, nie został chyba w pełni doceniony. I myślę, że nie tyle chodzi tu o sam przepis, co o pewien rodzaj naszej niechęci do przygotowywania sufletów – na ten temat  krąży tak wiele złych legend, że każdy boi się spróbować. O ile dobrze pamiętam, to chyba Spielberg, dobierając sobie kiedyś ekipę do nowego filmu,  zaczynał od testu sufletu. Wyglądało to w ten sposób, że kazał swojemu potencjalnemu pracownikowi upiec suflet i jeśli po wyjęciu z piekarnika suflet opadał, niedoszły pracownik odpadał :)  Suflet z kaszy jaglanej też trochę opadnie po wyjęciu z piekarnika, ale nie bójcie się, nie ma to żadnego wpływu ani na jego konsystencję, ani na smak.  Suflet jaglany jest lekki i puszysty jak pianka, a do tego ma cudownie paprykowy smak – jest tak delikatny, że dosłownie rozpływa się w ustach. Kasza jaglana i czerwona papryka to jeden z lepszych duetów. Suflet ten możecie piec w małych naczyniach do sufletu lub w jednym dużym naczyniu do zapiekania – na przykład takim jak na zdjęciu. Próbujcie i smakujcie – smacznego i na zdrowie! 

 

Kasza5

 

……………………………………………….

SUFLET JAGLANY Z PAPRYKĄ

Jest puszysty i delikatny w smaku, można go podać jako przystawkę – zarówno na ciepło, jak i na zimno, albo z odrobiną sosu i sałatką jako danie główne.

Rodzaj posiłku: obiad, lunch

Podajemy z: wybranym sosem, pasuje do ziemniaków, ryżu

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 4

 Suflet jaglany 2

Potrzebujemy

400 g czerwonej papryki, pokrojonej na kawałki

1 duża cebula, drobno pokrojona

200 g ugotowanej kaszy jaglanej

1 łyżeczka octu jabłkowego

1 łyżeczka sosu sojowego tamari

¾ łyżeczki zmielonej macy

lub gałki muszkatołowej

3 łyżki wina porto (opcja)

3 jajka

3 bardzo czubate łyżki mąki  ziemniaczanej

180 g greckiego jogurtu (1 op.)

sól i pieprz do smaku

 

1.  Rozgrzewamy olej na patelni, wrzucamy cebulę, mieszając smażymy przez jedną minutę. Dorzucamy paprykę, zmniejszamy ogień i smażymy pod przykryciem przez 10 minut, mieszając od czasu do czasu, żeby się nie przypaliła.

2.  Ugotowaną kaszę i paprykę – usmażoną razem z cebulą – wrzucamy do pojemnika malaksera. Miksujemy dość długo do uzyskania jednolitej, gładkiej konsystencji. Wlewamy ocet i sos sojowy, wrzucamy macę (gałkę), dodajemy wino porto (opcja) i doprawiamy do smaku solą oraz pieprzem, krótko miksujemy. Odstawiamy na 5 minut, żeby masa się ochłodziła.

3.  Osobno oddzielamy białka od żółtek, żółtka wrzucamy do przestudzonej kaszy i krótko miksujemy. Dodajemy mąkę ziemniaczaną, ponownie krótko miksujemy. Przekładamy do miski, wlewamy jogurt, mieszamy.

4.  Ubijamy na sztywno pianę z białek i łączymy z masą z kaszy.

5.  Niskie naczynie do zapiekania smarujemy olejem i wysypujemy bezglutenową bułką tartą. Wykładamy masę i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180˚C, pieczemy przez 30 minut. Podajemy od razu!

Pachnie i smakuje bosko :)

                                                                  Love,

                                                                                    Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Śniadaniowe bezglutenowe gofry z lucumą

Bogate w błonnik gofry na bazie mąki kukurydzianej i kokosowej!

Słodzone lucumą – nie powodują skoku insuliny.

Zapewniają długotrwałe uczucie sytości :)

Gofry z lucumą 2

 

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Potrawy, które rano jemy, a także okoliczności, w jakich jemy śniadanie, wpływają bezpośrednio na to, jak będzie wyglądał cały nasz dzień :) I nie chodzi tu tylko o energię – czy będziemy ją mieli, czy będzie nam jej brakować, dotyczy to w zasadzie wszystkich naszych doświadczeń z tego dnia, ponieważ to głównie od śniadania zależy, czy pozostaniemy zrównoważeni i łatwo będziemy wybierać korzystne dla nas rozwiązania, czy też już od rana nadmiernie pobudzeni lub wygaszeni wyjdziemy z domu i zetkniemy się z morzem przeszkód.

Ale zanim zjemy śniadanie, tak naprawdę to już ten pierwszy moment po obudzeniu się, jest dla nas najważniejszy. Wielki buddyjski jogin, Lama Ole Nydahl, radzi nam, żebyśmy rano ustawili swój umysł. Rozumiem to w ten sposób, że od razu po obudzeniu się, zaczynamy się koncentrować na rzeczach dla nas ważnych, nie tylko w takim sensie, co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem :) ale przede wszystkim na naszych celach i to tych dalekosiężnych. Wiele osób medytuje od razu po wstaniu z łóżka lub uprawia jogę. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście, gorąco polecam. Najlepszy czas na medytację jest w godzinach 3 – 5 rano i chociaż wiele osób smacznie wtedy śpi, jest spora grupa „szaleńców”, którzy wstają przed czwartą rano, żeby zacząć dzień od medytacji, znam osobiście takie osoby, są naprawdę mocne, bardzo zdyscyplinowane i nienajgorzej sobie żyją : ) Nie ma lepszej metody na rozpoczęcie naprawdę dobrego dnia niż medytacja i koncentracja na tym, co jest dla nas ważne :) W końcu szkoda byłoby przespać życie :)

Jeśli chcemy pozostać  w ciągu dnia skoncentrowani na tym, co robimy,  nie powinniśmy zaczynać dnia od szklanki soku, np. pomarańczowego i od miseczki musli z surowych zbóż, zalanych mlekiem i posypanych górą owoców. Takie jedzenie spowoduje również, że będziemy niestabilni emocjonalnie i możemy nie być w stanie dobrze ocenić sytuacji, na przykład prowadząc samochód. Dlatego na śniadanie najlepsze są potrawy pieczone, smażone i gotowane: różne naleśniki, omlety z jajek, omlety z kasz   (w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż” znajdziecie wiele propozycji śniadaniowych z kasz na ciepło, niektóre mogą was naprawdę zaskoczyć, jak np. ”Frittata z kaszy kukurydzianej”), gotowane płatki owsiane (do gotowanych płatków można dodać trochę świeżych owoców), gotowane kasze, warzywa i fasole – wszystko to sprawi, że wejdziecie w nowy dzień z energią i 100% skutecznością :)

Ważnym elementem śniadania jest także to, w jaki sposób jemy. Jeśli w pośpiechu, na przysłowiowej „jednej nodze”, w samochodzie, to w ten sposób mocno osłabiamy narządy trawienne, które pracują najlepiej, kiedy jemy w spokoju i wolno, przeżuwając jedzenie wielokrotnie. Najgorsze, co możemy zrobić, to połykać jedzenie i nie koncentrować się na nim. W rezultacie możemy cierpieć przez cały dzień na niestrawność, co z pewnością nie pomoże nam w zawodowej aktywności. Moi nauczyciele TMC zawsze podkreślali, że śniadania nie jemy, tylko je celebrujemy : )

 

Zapraszam na przepis :)

Gofry z lucumą 3

Bezglutenowe gofry z lucumą to trochę zmodyfikowany przepis z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Do gofrów najlepiej użyć mąki kukurydzianej organic, bo wtedy mamy pewność, że jest wolna od GMO. W tych gofrach świetnie sprawdza się też mąka z brązowego ryżu. Na zdjęciach widać gofry przygotowane z mąki kukurydzianej i ksylitolu, po dodaniu lucumy, gofry będą miały bardziej chlebowy kolor. Chciałam pokazać na zdjęciach gofry z lucumą, ale z powodów technicznych na razie się nie udało. A ponieważ nie ma w zasadzie różnicy poza kolorem, zdecydowałam się dać wcześniejsze zdjęcia, na których widać, jaka to pychota :)  

Lucuma

Pouteria lucuma to roślina pochodząca z Ameryki Południowej. Jej owoce nazywane popularnie lucumą są dostępne w Polsce w postaci proszku. Dojrzałe owoce suszy się, a następnie drobno mieli. Dla Peruwiańczyków owoc ten jest symbolem płodności i kreatywności i jest przez nich spożywany od wieków. Lucuma często jest nazywana „złotem Inków”, zawiera mnóstwo składników odżywczych, jest bogatym żródłem antyoksydantów, błonnika, cynku, żelaza, magnezu, beta-karotenu, niacyny i wapnia. Proszek lucumy jest słodki i można go używać do słodzenia potraw. Jest to bardzo delikatna słodycz, ale potrawa nabiera słodkiego charakteru. I co najważniejsze, lucuma to bezpieczny „cukier” dla diabetyka, ponieważ ma niski indeks glikemiczny, i zdrowy wybór dla tych, którzy chcą ograniczyć spożycie cukru :)

 

ŚNIADANIOWE BEZGLUTENOWE GOFRY Z LUCUMĄ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem/syropem klonowym/ słodem ryżowym, z ubitą śmietanką roślinną lub inną, posypane cukrem pudrem, np. trzcinowym, z dżemem

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 gofrów

Gofry z lucumą

Składniki

150 g mąki kukurydzianej lub z brązowego ryżu
70 g mąki kokosowej, najlepiej nieoczyszczonej
3 łyżki skrobi kukurydzianej
2 – 3 łyżki lucumy lub ksylitolu/innego cukru
½ łyżki proszku do pieczenia, najlepiej bez aluminium
½ łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu lub cynamonu
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej/ewent. krowiej
300 ml  + ewent. 50 ml mleka sojowego lub innego roślinnego, ewent. krowiego
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
2 jajka
1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu
¾ szklanki o pojemności 250 ml świeżych czerwonych borówek/borówek amerykańskich lub 50 g owoców goji (wcześniej przez chwilę namoczonych, żeby były miękkie)

tłuszcz do gofrownicy

 

1. Do miski wrzucamy mąkę kukurydzianą, mąkę kokosową, skrobię kukurydzianą, lucumę, kardamon oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
2. Do osobnej schłodzonej miski wbijamy jajka i ubijamy je przez 2 minuty, aż będą puszyste. Dodajemy do nich śmietankę, powoli ją wlewając i równocześnie ubijając wszystko. Następnie wlewamy mleko i dalej przez chwilę ubijamy. Kiedy składniki się połączą i wytworzy się piana, wrzucamy skórkę pomarańczową, a następnie partiami mąkę wymieszaną z pozostałymi składnikami, równocześnie ubijając całość. Na koniec dodajemy borówki lub goji, mieszamy. Odstawiamy na dwie minuty, żeby mąka zdążyła wchłonąć płyn i sprawdzamy, czy masa nie jest za gęsta. Powinna mieć konsystencję gęstego ciasta na placki. Jeśli jest za gęsta, dodajemy mleko sojowe, ale nie więcej niż 50 ml.
3. Rozgrzaną gofrownicę smarujemy wybranym tłuszczem, nakładamy odpowiednią ilość masy (ja nakładam 2 czubate łyżki na jedną formę o wielkości 10 cm x 11 cm), rozprowadzamy ją tak, żeby pokryła całą formę, nakładamy na drugą formę i pieczemy przez 5 – 7 minut w zależności od mocy gofrownicy i konsystencji, jaką chcemy uzyskać.

Uwagi
1. Gofry zawierają dużo białek, a także pełnowartościowego błonnika i
dają długotrwałe uczucie sytości.
2. Śmietankę sojową można zastąpić słodką, płynną śmietanką z mleka
krowiego, a mleko sojowe mlekiem krowim. 

Możecie mi wierzyć na słowo, te gofry są przepyszne, regularnie je przyrządzam, często zastępują mi pieczywo. Jeśli dodamy do nich lucumę, stają się chrupkie na zewnątrz, a puszyste w środku, mniam :)

                                                          Smacznego,

                                                                          Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Zaskakujące pankejki z mąki kokosowej

Bez glutenu, bez zbóż i bez laktozy!

Pyszne, puszyste, lekko słodkie, na śniadanie i do lunch boxa!

 

Pankejki z mąki kokosowej

 

Koniec zimy! :)

Chociaż za oknem jeszcze biało i temperatury wciąż utrzymują się poniżej zera, tegoroczna zima to już przeszłość! Zgodnie z naturalnymi prawami przyrody, odkrytymi  już wiele wieków temu przez mądrych Tybetańczyków i Chińczyków, od początku tego tygodnia jesteśmy w strefie przejściowej pomiędzy zimą a wiosną. Okres ten będzie trwał do 12 lutego. To dobry czas na wzmocnienie naszych narządów trawiennych i czas na zmianę naszego jadłospisu. Marchewka, pietruszka (korzeń), kalarepa, kapusta, koper włoski, ziemniaki, kasza jaglana, kasza kukurydziana, kokos, olej kokosowy, mąka kokosowa, lukrecja, miód, wszystko, co ma słodki smak (ale nie chodzi tu o ciasta, ciastka i cukierki :) ) a także ciepłą lub neutralną naturę termiczną, jest teraz najbardziej pożądane. Jeśli jecie mięso, najbardziej tu pasuje ekologiczna wołowina z warzywami korzeniowymi o smaku słodkim. W tym czasie ograniczamy spożycie surowych warzyw i owoców, soków, szejków, itp., a także ograniczamy spożycie produktów o smaku kwaśnym – kiszonej kapusty, ogórków, pomidorów, pomarańczy, octu, itp. Ma być słodko :) Także nasze myśli powinny być „słodkie” i dobre :) , ponieważ mają one niebagatelny wpływ na zdrowie naszych narządów trawiennych. Kontrola emocji takich, jak złość czy gniew jest również bardzo ważna w tym czasie. Tybetańczycy na przykład uważają, że wystarczy jedna chwila gniewu, żeby zniszczyć pozytywny efekt wszystkich dobrych rzeczy, które latami dla kogoś robiliśmy, taka to siła :)

 ♥

Dziś przygotowałam dla Was „Pankejki z mąki kokosowej”. Kokos to jeden z tych produktów, których najbardziej teraz potrzebujemy :) Jest ciepły z natury i słodki w smaku, a do tego mąka kokosowa zawiera mnóstwo dobrej jakości błonnika, za który nasze jelita będą nam wdzięczne i dzięki któremu nasze emocje pozostaną stabilne. Mąka kokosowa jest mąką pełnoziarnistą i zawiera wiele cennych składników odżywczych – witaminy z grupy B – B2, B6, witaminy C i E, kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Teraz pozostaje nam już tylko przyrządzenie czegoś smacznego i zdrowego na bazie mąki kokosowej :)

Kiedy zaczęłam pracować nad przepisami do książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” od razu zakochałam się w mące kokosowej. Jest puszysta, lekko słodka i ma delikatny posmak kokosa, który jednak nie jest wyczuwalny w potrawach wytrawnych. Mąka kokosowa jest mąką bezglutenową i wydaje mi się, że są bardzo małe szanse, żeby została zanieczyszczona glutenem, ponieważ firmy wytwarzające różne produkty z kokosa zazwyczaj wytwarzają produkty tylko z kokosa, często są to małe rodzinne gospodarstwa. Dodajmy jeszcze, że mąka kokosowa jest mąką o niskiej zawartości węglowodanów, co również sprawia, że jedząc potrawy przyrządzone w oparciu o mąkę kokosową, jesteśmy w stanie lepiej kontrolować emocje.

 

Jak wybrać dobrej jakości mąkę kokosową?

Mąkę kokosową wytwarza się z miąższu kokosa. Są dwa rodzaje mąki kokosowej – jeden to mąka pochodząca z miąższu świeżo zerwanego kokosa, drugi to mąka z długo suszonego miąższu, tzw. kopry. W Polsce można kupić zarówno gorszą jakościowo mąkę z kopry, jak i bardziej wartościową mąkę produkowaną ze świeżego miąższu kokosa. Jeśli chcemy być pewni jakości mąki kokosowej, wybierzmy tę oznaczoną jako organic, raw oraz unbleached (ekologiczną, surową – zawierającą enzymy –  i nie wybielaną).

 

Cena mąki kokosowej a koszty potrawy

Mąka kokosowa to często spory wydatek, ceny kształtują się od kilku do kilkudziesięciu złotych za kilogram. To może wiele osób zdystansować, ale prawda jest taka, że za dobre jakościowo produkty zawsze zapłacimy więcej. Tylko czy mąka kokosowa jest rzeczywiście taka droga? Warto pamiętać, że zwiększa ona swoją objętość trzykrotnie po dodaniu płynów, jest więc bardzo wydajna. W przepisie użyłam mąki kupionej w Kuchniach Świata (to mąka produkowana ze świeżego miąższu i nie wybielana – dobra jakość za niewielką w gruncie rzeczy cenę), która kosztuje 19 zł za 750 g, i tym samym koszt mąki kokosowej do naszych pysznych sycących pankejków (nie da się zjeść tego za dużo) na dwie/trzy osoby to niecałe 2 złote (1,77). Gdybyśmy jednak chcieli użyć dużo lepszej jakościowo mąki dr Goerg (organic, raw, unbleached), która kosztuje 54,50 zł za 1 kg, to też będziemy zaskoczeni, koszt tej mąki użytej do naszych placków wyniósłby tylko 3,81 zł. I to za jaką jakość!

Dodam jeszcze, że z tej ilości mąki kokosowej (70 g) przygotowuję też muffinki (przepis wkrótce na blogu) – wychodzi 9 standardowych muffinek! Czy ktoś tu mówił, że mąka kokosowa jest droga? :)

 

Przygotowywanie potraw z mąki kokosowej

 Mąka kokosowa jest mąką bezglutenową i trzeba umieć się z nią obchodzić, żeby potrawy z niej przygotowywane nie rozpadały się. Dlatego do potraw zawierających mąkę kokosową takich, jak naleśniki, placki, ciasta, ciasteczka dodaje się dużo jajek, które zastępują w potrawie gluten i utrzymują ją w całości. Zazwyczaj dodaje się do potraw 1 duże jajko na każde 30 g mąki kokosowej.

Mąka kokosowa zawiera dużo błonnika, a rekomendowaną przez WHO (World Health Organization) dzienną dawką spożycia błonnika jest 40 g. W związku z tym możemy w ciągu dnia spożywać ok. 100 g mąki kokosowej, jeśli nie spożywamy innych potraw zawierających dużo błonnika. Z powodu dużej zawartości błonnika potrawy zawierające mąkę kokosową są dość sycące, dlatego niektórzy łączą tę mąkę z innymi rodzajami mąki, pszenną, ryżową, kukurydzianą.

 

Mąka z wiórków kokosowych 

Zauważyłam, że niektóre osoby wytwarzają mąkę kokosową z wiórków kokosowych, mieląc wiórki w młynku do kawy. Też to przetestowałam, pracując nad przepisami do „kokosa”, ale nie przekonałam się do mąki kokosowej wytwarzanej z wiórków – jest ona bardzo tłusta i bardzo ciężka, trzeba jej  użyć więcej do potrawy niż mąki wytwarzanej profesjonalnie z miąższu kokosa, a do tego placki czy ciasta na bazie mąki pochodzącej z wiórków nie są tak puszyste. Nie polecam tej mąki zwłaszcza do placków lub naleśników, moim zdaniem stają się one ciężkostrawne. W wypiekach mąka z wiórków bardziej się broni (chociażby słynne kokosanki), ale wówczas dodajmy do potrawy dużo mniej tłuszczu lub wcale. Oczywiście mąka kokosowa, którą kupujemy w sklepie też zawiera tłuszcz – od 6% do 25%  (dlatego warto czytać etykiety, żeby wybrać tę mniej tłustą), ale w wiórkach znajdziemy go dużo więcej, dla przykładu wiórki kokosowe dr Goerg zawierają prawie 70% ! tłuszczu :)

Więcej informacji o mące kokosowej i innych produktach pochodzących z kokosa znajdziecie w mojej książce „Zaskakujący kokos” :)

Okładka kokos

 

A teraz zapraszam już na przepis :)

 

 ZASKAKUJĄCE PANKEJKI Z MĄKI KOKOSOWEJ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem lub słodem ryżowym, śmietanką roślinną lub inną

Wegetariański: tak 

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 pankejków

 

Zaskakujące pankejki

Przepis

 

3 jajka

125 ml mleka kokosowego

125 ml mleka sojowego

1 – 2 łyżki cukru pudru trzcinowego

lub innego, np. ksylitolu

70 g mąki kokosowej, najlepiej organic

2 łyżki skrobi kukurydzianej

szczypta soli

¼ łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka oleju kokosowego, tłoczonego na zimno

1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu (opcja)

3 – 4 łyżki posiekanej w grubsze wiórki gorzkiej czekolady (opcja)

2 – 3 łyżki rodzynków (opcja)

olej kokosowy do smażenia

 

 

  1. Jajka wyjmujemy z lodówki przynajmniej 2 godziny przed użyciem, żeby miały temperaturę pokojową.
  2. Rozpuszczamy olej kokosowy (1 łyżka) w niedużym rondlu.
  3. Do osobnego rondla wlewamy mleko kokosowe oraz sojowe, a następnie podgrzewamy tak, żeby były lekko ciepłe.
  4. Mąkę kokosową wrzucamy do miski, dodajemy skrobię, sól i proszek do pieczenia, mieszamy, żeby składniki się połączyły.
  5. Do osobnej miski wbijamy jajka, dodajemy cukier puder trzcinowy i ubijamy mikserem przez 2 minuty. Wlewamy ciepłe mleko i ubijamy, aż wytworzy się piana (kilkanaście sekund). Następnie dodajemy mąkę kokosową z dodatkami (mąka powinna być przesiana, ponieważ ma tendencje do zbrylania się). Ubijamy przez chwilę, żeby składniki się połączyły i żeby wytworzyła się jednolita emulsja. Wlewamy rozpuszczony olej kokosowy, esencję waniliową (opcja) i dodajemy rodzynki (opcja) oraz czekoladę (opcja). Mieszamy i odstawiamy na 5 minut, żeby masa zgęstniała (mąka kokosowa wchłonie w tym czasie część płynu).
  6. Następnie rozgrzewamy olej kokosowy na patelni i smażymy pankejki, wrzucając po ok. 2 łyżki masy na jednego pankejka. Smażymy po 1 minucie z każdej strony na średnim ogniu – patelnia nie może być zbyt mocno rozgrzana, bo pankejki będą się przypalać, ja ustawiam 6 lub 7 na kuchence elektrycznej na 9 poziomów nagrzewania (od 1 do 9). Jeśli patelnia zaczyna dymić, trzeba ją na chwilę odstawić, żeby trochę się ochłodziła. Do przekładania pankejków na drugą stronę najlepiej użyć łopatki lub szerokiego noża. Pankejki są dość miękkie, dlatego łatwiej je przekładać na drugą stronę, jeśli nie są zbyt duże. Podczas smażenia pankejków potrzebujemy trochę wyczucia – z jednej strony staramy się, żeby pankejki za mocno się nie przysmażyły, ale z drugiej strony powinny dobrze się ściąć u góry, żeby łatwiej przekładało się je na drugą stronę.

 

Opcja

Panejki można też smażyć na małej patelni o średnicy 14 cm, wlewając po 60 ml masy na 1 pankejka, dzięki temu będą równe, tak jak widać na zdjęciu, ale jest to oczywiście bardziej czasochłonne.

 

Podajemy polane miodem/słodem ryżowym, można też dodać trochę ulubionej śmietanki. Są cuuudoooowne!!! Lekko słodkie, puszyste, trochę smakują jak placki z twarożkiem, po prostu „niebo w gębie”. Musicie je wypróbować! A jeśli zdecydujecie się dodać czekoladę i rodzynki do pankejków, przeniosą Was one na jeszcze wyższy poziom szczęścia :)

 

                                                    LOVE

                                                                               Mariola

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Półwytrawne krakersy jaglane z sezamem i siemieniem

Bez glutenu, bez pszenicy, bez jajek i bez laktozy!

Wzmacniają nerki, wspomagają pracę jelit!

 Półwytrawne krakersy jaglane

Dziś chciałabym się z Wami podzielić przepisem, który powstał w wyniku moich eksperymentów z kaszami i siemieniem lnianym :) Sporo osób pytało mnie, czy można zastąpić nasiona chia w moich tortillach siemieniem lnianym. Otóż można i technika jest podobna, ale dokładnie tego samego efektu się nie uzyska, ponieważ po dodaniu zmiksowanego siemienia, kasza się tak dobrze nie zagęszcza, jak po dodaniu chia. I nie jest to kwestia ilości siemienia. Dzisiejszy przepis to wynik moich różnych prób, mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

A ja chciałabym jeszcze dorzucić parę słów na temat naturalnych metod leczenia. Jak z pewnością wiele osób wie, od lat zajmuję się naturalnymi metodami leczenia, wydaję (teraz też piszę) książki o tej tematyce, organizowałam różnego rodzaju kursy, a także  uczestniczyłam w rozlicznych kursach, zdobywając wiedzę z zakresu naturalnych metod leczenia. Poznałam różne metody i techniki, z których najbardziej odpowiada mi TMC (Tradycyjna Medycyna Chińska) i tutaj mam najlepsze przygotowanie. Każda metoda jest inna, nawet w obrębie medycyny orientalnej TMC różni się od Ajurwedy i Medycyny Tybetańskiej. Dlatego najlepiej byłoby wybrać jakiegoś specjalistę od terapii naturalnych i trzymać się już jednej metody. Dla przykładu opowiem, co mi się ostatnio przydarzyło. Bardzo cenię książki Hildegardy, jest tam przedstawionych sporo różnych terapii, są to bardzo inspirujące rzeczy, ale niektóre terapie są trudne do przeprowadzenia, ponieważ są oparte na produktach często w Polsce niedostępnych lub słabo dostępnych, np. tłuszcz niedźwiedzia lub skóra borsuka, a też charakter tych produktów może budzić różne wątpliwości. Ale jak się okazało, nie tylko to może stanowić problem.

Ktoś mi ostatnio przyniósł na wieczorne spotkanie ciasteczka relaksujące Hildegardy, produkowane przez jedną z polskich firm. Usiedliśmy, zrobiłam herbatę i zjedliśmy po kilka tych ciasteczek, zresztą bardzo smacznych. Tylko że nie były to ciasteczka relaksujące, wręcz przeciwnie.  Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy w ogóle nie mogłam spać, byłam cały czas mocno pobudzona, podniosło mi się ciśnienie krwi i kiedy o czwartej nad ranem robiłam kolejną herbatkę rumiankową, zastanawiając się, co się dzieje, przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić skład tych ciastek. I co się okazało, w ciasteczkach była gałka muszkatołowa, galagant, cynamon i goździki. Jeśli ktoś zna TMC, od razu będzie wiedział, o co chodzi. Wszystkie te przyprawy mocno rozgrzewają ciało, a to oznacza, że działają pobudzająco, nawet bardziej niż kawa. Galagant pobudza krążenie krwi, a cynamon dodatkowo wysusza ciało, czyli zmniejsza ilość płynów w ciele – a to nie sprzyja odprężeniu. Bez wątpienia tych ciastek nie powinno się jeść wieczorem, a już bezwzględnie powinny ich unikać osoby mające nadciśnienie i przegrzany organizm, ponieważ ich ciało i tak jest już nadmiernie pobudzone. I ciastka te nie powinny być określane jako relaksujące, bo łatwo można się pomylić, a nawet sobie zaszkodzić. Chcę przez to powiedzieć, że zanim zdecydujemy się spożywać coś w celach leczniczych, powinniśmy sprawdzić u kogoś, kto się na tym zna, czy w naszym przypadku jest to odpowiedni produkt :)

Oczywiście, są też produkty działające na nas łagodnie i takie możemy stosować sami, bez konsultacji ze specjalistą, więcej o tym już wkrótce :)

 

PÓŁWYTRAWNE KRAKERSY JAGLANE Z SEZAMEM I SIEMIENIEM

Półwytrawne krakersy jaglane 2

200 g kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

 

1 lekko czubata łyżka siemienia lnianego

4 lekko czubate łyżki nasion sezamu, obłuszczonych

kilka/kilkanaście łyżek czarnego sezamu

3 łyżki karobu (lub kakao)

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado,

nierafinowanego

½ łyżeczki cynamonu (opcja)

szczypta soli

 

1.          W młynku do kawy miksuję siemię lniane do uzyskania konsystencji mąki,  przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

2.          Osobno miksuję dwie łyżki nasion sezamu, również do uzyskania konsystencji mąki, przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

3.          Kaszę jaglaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund przez cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

4.          Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

5.           Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję zmiksowane siemię lniane, zmiksowany sezam, karob, cukier, cynamon (opcja), sól i miksuję do momentu, aż składniki dobrze się połączą.

6.          Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, najlepiej za pomocą papieru, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia i lekko rozwałkowuję. Zdejmuję górny papier i na powstały placek wykładam równomiernie jedną czubatą łyżkę nie zmielonych nasion sezamu. Lekko je wgniatam w placek, a następnie ponownie przykrywam placek papierem i rozwałkowuję całość, aż placek będzie miał grubość około 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Tak samo postępuję z drugim plackiem. Placki  zostawiam na pół godziny.

7.          W międzyczasie wysypuję na talerz trochę nasion czarnego sezamu, a z przygotowanego ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego. Krążki obtaczam w nasionach czarnego sezamu z obu stron, lekko dociskając, a następnie nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam trzy minuty z jednej strony i dwie minuty z drugiej strony. Wykładam na talerz i zostawiam do wystudzenia. Po wystudzeniu krakersy stężeją i wtedy dopiero można je podawać. Najlepsze są tego dnia, kiedy zostały przygotowane.

Krakersy jaglane można jeść same lub z różnymi dodatkami, masłem, serem, dżemem. Są smaczne, odżywcze i wspierają zdrowie. Enjoy!

                               

                                                           Smacznego i na zdrowie!

                                                                            Wasza Mariola

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved