Bezglutenowe muffinki z chia i kaszą kukurydzianą

Muffiny bezglutenowe i wegańskie – nie zawierają jajek, krowiego mleka, białej mąki i białego cukru!

Muffinki chia 2

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy ktoś mówił w Polsce, że jest wegetarianinem, wywoływał tym dużą konsternację, zwłaszcza jeśli był zaproszony na obiad. W naszym środowisku wegetarianami najpierw zostali Jola i Mirek (Trymbulakowie). Kiedy byli do mnie zaproszeni, kończyło się za każdym razem długim omawianiem potraw przez telefon,  co może się w nich znaleźć, a czego muszę unikać, zwłaszcza że ze względu na medytacje nie jedli także innych produktów, np. jajek, czosnku i cebuli. W zasadzie ich dieta była po części wegańska, ale tego słowa w Polsce w tym czasie prawie nikt nie znał, a jeśli nawet usłyszał i tak do końca nie rozumiał. Nawyk przygotowywania potraw w określony sposób był tak silny, że ludzie nie wyobrażali sobie na przykład, że można upiec ciasto, nie dodając do niego jajek. Książka Joli i Mirka „Nakarmić duszę”, którą wydałam w moim wydawnictwie, zaczęła powoli te wyobrażenia zmieniać. (Oczywiście wcześniej były już na rynku książki na temat wegetarianizmu, np. Grodeckiej, ale z tego co wiem od naszych Czytelników, dopiero nasza książka upowszechniła tę tematykę, być może ze względu na ciekawą formę i spory rozgłos, i chyba jako pierwsza pokazała potrawy wegańskie – jeśli ktoś ma inne informacje, prosiłabym, żeby się ze mną podzielił :)

Jednak przygotowując kilka lat później angielską wersję tej książki – „To Feed the Soul”, dopiero tak naprawdę poznaliśmy weganizm. Chociaż „Nakarmić duszę” było w Polsce książką nowatorską, okazało się, że Anglicy są już dalej, tak więc wiele przepisów musieliśmy opracować ponownie, żeby były wegańskie. Ja w zasadzie jadłam wówczas głównie tofu i warzywa, a mleko roślinne dodawałam prawie do wszystkiego, bo właśnie jedzenie roślinne najbardziej mi pasowało, miałam to chyba w genach, ponieważ jedna z sióstr mojej babki ze strony matki była wegetarianką. Ale Londyn naprawdę mnie wtedy zaskoczył. Przy okazji publikacji tej książki wyjeżdżaliśmy często do Londynu –  jej promocja odbyła się w jednym z ekskluzywnych butików przy Westbourne Grove (Notting Hill), którego właściciel posiadał również wegetariańską restaurację przy słynnej Portobello Road. Często byliśmy tam gośćmi, ale też wzdłuż Westbourne Grove restauracje wegetariańskie i wegańskie wyrastały jak grzyby po deszczu. Wzdłuż całej ulicy było mnóstwo miejsc, gdzie można było zjeść potrawy bez jajek, sera, twarogu, mleka, a ich smak i konsystencja sprawiały, że nie miało się poczucia, że je się coś gorszego, jak uważała wówczas większość osób w Polsce, jedzących mięso. Pamiętam zwłaszcza jedno takie miejsce, gdzie można było zamówić kaczkę, kurczaka i wołowinę po chińsku, tylko że te potrawy były wegetariańskie, przyrządzone z odpowiednio spreparowanej soi. Było to jedno z najbardziej zaskakujących doświadczeń kulinarnych w moim życiu, to co jadłam, wyglądało jak mięso i smakowało jak mięso, próbowałam więc przekonać siebie, że to nie jest mięso. Jednak złudzenie, że je się mięso, było tak silne, że do końca nie byłam pewna, co tak naprawdę jem. Na przykład kaczka miała typową kaczą skórkę…

Jak to mówi Lama Ole: „Wszystko jest snem, więc wszystko jest możliwe” :)

Dziś mamy do dyspozycji różne rodzaje jedzenia i mnóstwo nowych technik i diet. Kiedy zapraszam gości, mam niezły orzech do zgryzienia. Jeden je tylko paleo, drugi tylko raw, inni są weganami, nie wspomnę już o tych, którzy są na diecie bezglutenowej lub po prostu mają alergie pokarmowe czy też nie tolerują niektórych produktów. I tak dobrze, że nie mieszkamy w USA, moja znajoma ze Stanów organizowała ostatnio urodziny swojego syna, każde z 11 zaproszonych  dzieci miało na coś innego alergię i w zasadzie była zmuszona przygotować oddzielne dania dla każdego  z tych dzieciaków – w rezultacie każde na wejściu dostawało swój własny ozdobny box z jedzeniem. Świat staje się coraz bardziej globalny, a nasze jedzenie coraz bardziej się indywidualizuje :)

Zresztą pamiętam pobyt w ośrodku medytacyjnym w San Francisco kilkanaście lat temu, już wtedy Amerykanie mieli niezliczoną ilość alergii. Pokój do medytacji musiał być sterylny, dywany były traktowane środkiem na roztocza, nie wolno było palić kadzideł i z tego co pamiętam w tym pomieszczeniu były tylko sztuczne kwiaty, wszystko to z powodu różnych alergii, na które już wtedy cierpiało wiele osób.

 

Jedzenie a przyjmowanie gości, czyli tybetańska gościnność

Jak się zachować w takiej sytuacji, kiedy mamy gości, a oni jedzą coś innego niż my? Zwłaszcza kiedy dotyczy to jedzenia lub nie potraw mięsnych. Ja u siebie w domu kieruję się tzw. tybetańską gościnnością, oznacza ona, że gość jest ważniejszy ode mnie, chciałabym, żeby ta osoba dobrze się u mnie czuła, więc jeśli je mięso, podaję jej mięso. Jeśli nie jemy mięsa i nie chcemy go sami przygotowywać, możemy do tego podejść na kilka sposobów. Jeśli to krótki pobyt, zaprośmy gości do restauracji, możemy też zamówić jedzenie do domu lub poprosić o przygotowanie potraw kogoś innego, możliwości jest wiele. Podstawowa zasada jest taka, że robimy wszystko, żeby nasi goście dobrze się u nas czuli. Weganom przygotowujemy wegańskie jedzenie, komuś, kto lubi surowe, robimy zielone smoothies (staram się nie pouczać gości, jak mają się odżywiać, ale i tak pewnie coś wtedy wspomnę o surowej żywności, zwłaszcza jeśli będzie to zima :) a jeśli wiemy, że ktoś ma alergię na orzechy, nie stawiamy w ogóle takich potraw na stole, żeby ktoś nie zjadł przez pomyłkę czegoś, co może mu zaszkodzić. Postaram się jeszcze kiedyś napisać, jak gotowałam super zdrowo dla pewnego tybetańskiego Rinpocze i co z tego wynikło :)

 Muffinki z chia 4

Dziś zapraszam na muffinki z kaszą kukurydzianą i nasionami chia. Te nasiona to ostatnio moja wielka obsesja :) dodaję je do wszystkiego, uwielbiam lekko chrupiącą, zwartą konsystencję wypieków, która powstaje po dodaniu chia, a także delikatną galaretowatość różnych puddingów, owsianek i kremów, które możemy przyrządzić na bazie chia. Do tego mają one właściwości lecznicze – leczą wyściółkę jelit, a więc są szczególnie wskazane dla osób, które cierpią na nietolerancję glutenu.

 

BEZGLUTENOWE MUFFINKI Z CHIA I KASZĄ KUKURYDZIANĄ

 

Rodzaj posiłku: śniadanie/brunch/lunch box/do popołudniowej kawy

Podajemy z: polewą czekoladową, bitą śmietanką, lodami, masłem i miodem (tylko że wtedy nie będą już wegańskie), masą ganache, itp. 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie neutralne

Ilość porcji: 9 – 10 muffinek

 

Muffinki chia 3

 

Żeby przygotować te muffinki, będziemy potrzebować:

90 g moreli suszonych na słońcu

2 – 3 łyżki rodzynek

100 g mąki kokosowej

180 g kaszki kukurydzianej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki zmielonego kardamonu

½ łyżeczki kurkumy

60 g oleju kokosowego

3 łyżki nasion chia

6 łyżek soku pomarańczowego

¼  szklanki drobno posiekanej, suszonej żurawiny

500 ml mleka sojowego lub kokosowego

(Jeśli ktoś woli bardziej słodki smak, może dodać

3 – 4 łyżki jasnego nierafinowanego cukru trzcinowego) 

 

Osobno

2 – 3 łyżki posiekanych orzechów i żurawiny

100 g gorzkiej czekolady i 1 łyżeczka oleju kokosowego (opcja)

 

  1. Morele wrzucamy do małej miski, zalewamy wrzątkiem, tak żeby woda tylko przykryła morele, i zostawiamy na 1 – 2 godziny do namoczenia.
  2. Rodzynki wrzucamy do osobnej miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy do namoczenia na 1 – 2 godziny, tak jak morele.
  3. Kiedy morele są już namoczone, do osobnej miski wrzucamy mąkę kokosową, kaszę kukurydzianą, proszek do pieczenia, sodę, kardamon oraz kurkumę, mieszamy, żeby składniki dobrze się połączyły.
  4. Do jeszcze innej miseczki wrzucamy nasiona chia i wlewamy sok pomarańczowy, przez chwilę energicznie mieszamy składniki, a następnie zostawiamy na 5 – 10 minut, żeby chia napęczniały – po kilku/kilkunastu minutach utworzy się coś w rodzaju galaretki. Niektóre nasiona chia są bardziej suche i zanim wytworzy się galaretka, muszą poleżeć nawet kilkanaście minut. Jeśli po kilkunastu minutach nie wytworzy się coś w rodzaju galaretki – co może się zdarzyć – nie należy się tym przejmować, chia i tak spełnią swoje zadanie podczas pieczenia.
  5. Następnie rozpuszczamy olej kokosowy w małym rondelku i odstawiamy na bok do wystudzenia.
  6. Do pojemnika blendera lub do zwykłej, najlepiej wysokiej, miski (ja używam tutaj ręcznego blendera, żeby nie zbierać później tej masy ze ścianek i pokrywy malaksera, ale zróbcie tak, jak lubicie) wrzucamy namoczone i odsączone z wody morele, wlewamy 250 ml mleka i miksujemy do uzyskania gładkiej jednolitej emulsji, dodajemy chia i wystudzony olej kokosowy, miksujemy, aż składniki się połączą. Dodajemy resztę mleka (jeśli nie zmieści się wszystko w pojemniku, mleko możemy później dodać do mąki) i znów miksujemy.
  7. Teraz będzie nam potrzebny malakser, do jego pojemnika wrzucamy mąkę wymieszaną wcześniej z pozostałymi suchymi składnikami, przez chwilę miksujemy, to rozbije grudki, które tworzą się w mące kokosowej, a następnie wlewamy morele zmiksowane z mlekiem, kokosem oraz chia i wlewamy mleko, jeśli jeszcze zostało, miksujemy, aż wszystko się połączy i na koniec dodajemy posiekaną żurawinę i namoczone rodzynki, mieszamy.
  8. Przekładamy do foremek wysmarowanych olejem kokosowym i wysypanych mąką kukurydzianą – wierzch babeczek możemy posypać posiekanym orzechami i/lub suszoną żurawiną. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do180°C, z włączonym termoobiegiem, przez 20 – 25 minut lub do momentu aż patyczek włożony w środek muffinka będzie suchy.
  9. Kiedy muffiny wystygną, możemy polać je rozpuszczoną czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu olej kokosowy na małym ogniu,  wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę i mieszając rozpuszczamy czekoladę w oleju kokosowym. Kiedy masa przestygnie, nakładamy ją na muffiny. Muffiny można przełożyć do lodówki, żeby polewa szybciej zastygła – ciekawy i smaczny dodatek do tych pysznych i zdrowych babeczek. 

                                                                    With love,

                                                                                            Mariola 

 

Muffinki z chia 5

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Domowe, bezglutenowe wafle z czekoladowym masłem bez masła

Zawierają dobre tłuszcze, magnez, wapń i mnóstwo antyoksydantów.           Wspomagają procesy myślowe i poprawiają humor :)                                          Smaczne domowe wafle, proste w przygotowaniu :)

wafle

Dziś jest pełnia Księżyca, to dobry moment, żeby zaplanować post/oczyszczanie. Dzień pełni to szczególny dzień, wszystko co robimy tego dnia ma dużo mocniejsze skutki. Trzeba bardzo uważać na słowa i działania. W wielu kulturach ludzie w pełnię nie jedzą mięsa, a starzy jogini medytują przez cały dzień. Pełnia to dobry czas, żeby sobie coś przemyśleć, podsumować wydarzenia z ostatniego miesiąca, zamknąć jakiś okres. Przez kolejne dwa tygodnie będziemy mieli podwójnie korzystny czas na oczyszczanie się, po pierwsze będzie nam sprzyjała faza Księżyca, a po drugie zgodnie z naturalnym kalendarzem mamy już wiosnę, czyli nadszedł czas na wiosenne porządki. Najważniejsze jednak są te w naszych głowach.

Kiedyś zostałam zaproszona do domu moich dobrych znajomych, mieliśmy rozmawiać o współpracy. Spotkanie miało charakter biznesowy, ale ponieważ znaliśmy się od lat, odbyło się ono u nich domu, który właśnie został wyremontowany. Oprowadzili mnie po nim, żeby pokazać, jak się urządzili. Dom był piękny i miło nam się rozmawiało, ale zanim usiedliśmy do rozmów biznesowych, mój znajomy zaproponował, że pokaże mi jeszcze ogród. Zeszliśmy do ogrodu równie cudnie zagospodarowanego – moim zdaniem wyglądał idealnie, ale mój znajomy zaczął go nagle porządkować, inaczej ustawił doniczki, pozbierał liście, przyciął kilka gałązek… z początku zdziwiło mnie to, dziś wiem, że chciał w ten sposób uporządkować swoje myśli przed poważniejszą rozmową. 

Porządkowanie przestrzeni na zewnątrz pomaga nam uporządkować przestrzeń wewnętrzną. Zanim więc przystąpimy do diety oczyszczającej ciało, rozejrzyjmy się wokół siebie i sprawdźmy, co wymaga w naszym życiu uporządkowania. I nie zawsze chodzi tu o szafy pełne ubrań, w których dawno już nie chodzimy, ani też o przeterminowane zapasy w szafkach kuchennych :) W najbliższy weekend skupcie się na sobie i na tym, co wymaga w Waszym życiu uporządkowania, ja też tak zrobię, im więcej osób to zrobi, tym bardziej pomożemy sobie nawzajem :) Najważniejsze w naszym życiu są związki, czy jednak każdy warto kontynuować? Niektórzy ludzie mają negatywne podejście do wszystkiego, i niestety nie pomożemy im się zmienić, jeśli sami nie będą tego chcieli. Jeśli będą często przy nas, szybko odczujemy niemiłe skutki tych kontaktów. Najgorsze jednak co może być, to mieszkanie pod jednym dachem lub częste spotykanie się z kimś, kto wciąż nas krytykuje, osłabiając w ten sposób naszą życiową energię. Szukajmy wspierających nas osób, dobrze do nas nastawionych, szanujących nas i to, co robimy. Miłość musi kwitnąć :)  

W dobrej atmosferze łatwo o przemyślenie innych kwestii: praca zawodowa, wartości, duchowość, dieta, ćwiczenia… Co jest dla nas najważniejsze? Czym najpierw się zajmiemy, a co będzie następne? Nie uporządkujemy wszystkiego od razu, a szklanka zielonego smoothies wypita rano nie oczyści nas, jeśli za godzinę pokłócimy się z partnerem lub szef znów zepsuje nam dzień – nie ma nic gorszego niż toksyny, które pochodzą z konfliktów lub negatywnych myśli. Ciało idzie za umysłem, oczyść najpierw swój umysł, a oczyszczenie ciała to już tylko kosmetyka :)  

Dziś pyszne wafle, pełne dobrych tłuszczów i przyjemnych aromatów – do kawy lub popołudniowej herbatki, przy której będzie można sobie różne rzeczy przemyśleć lub na spokojnie z kimś porozmawiać w ramach życiowych porządków :)

Wafle przełożone są masą przygotowaną na bazie czekoladowego masła bez masła. Ten deser przygotowuje się szybko, więc zostanie nam dużo czasu na rozmowy i przemyślenia. Enjoy :)

 

A teraz zapraszam już na przepis!

 

DOMOWE BEZGLUTENOWE WAFLE Z CZEKOLADOWYM MASŁEM BEZ MASŁA

Rodzaj posiłku: deser 

Podajemy: np. polane białą czekoladą lub lukrem, w papilotkach

Wegetariański: tak 

Wegański: w zależności od wafli

Bezglutenowy: tak 

Ilość porcji: 4 wafle, przekładane masą czekoladową

wafle 2

 

Czekoladowe masło bez masła

 

90 g awokado

200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej

90 g oleju kokosowego raw organic

90 g dobrej jakości gorzkiej czekolady, może też być Goplana

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado

½ – 1 łyżeczka cynamonu

 

Masa do wafli

 

czekoladowe masło bez masła wg powyższego przepisu

1 łyżka surowego kakao lub zwykłego

1 łyżka karobu

1 łyżka jasnego cukru trzcinowego muscovado

szczypta soli

4 bezglutenowe wafle, im twardsze tym lepsze

 

Dodatkowo

1 łyżeczka oleju kokosowego raw, organic

1/2 tabliczki czekolady

(jeśli chcemy mieć więcej polewy, zwiększamy proporcjonalnie ilość czekolady i oleju)      ewentualnie trochę białej czekolady do polania po wierzchu

 

  1. Najpierw przygotowujemy „Czekoladowe masło bez masła”. Do niedużego rondla wrzucamy olej kokosowy i częściowo go rozpuszczamy, następnie dodajemy połamaną na kawałki czekoladę i mieszamy, dopóki czekolada i olej nie rozpuszczą się całkowicie. Zdejmujemy z ognia i studzimy przez kilkanaście minut. Osobno miksujemy awokado ze śmietanką sojową, najlepiej za pomocą ręcznego blendera. Do zmiksowanego awokado wlewamy rozpuszczony olej z czekoladą, dodajemy cukier muscovado oraz cynamon i ponownie miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Na tym etapie możemy przełożyć masę do słoiczka, odstawić na godzinę do lodówki i delektować się czekoladowym masłem bez masła, którym można smarować kanapki zamiast np. nutelli :)
  2. Na bazie powyższego masła można przygotować też masę do wafli. Zanim masło włożymy do lodówki, dodajemy pod koniec miksowania surowe kakao, karob, szczyptę soli i dodatkową łyżkę cukru trzcinowego. Dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy użyć tej masy do wafli, wkładamy ją na dwie godziny do lodówki, a następnie smarujemy nią wafle. Jeśli masa jest za twarda, można ją zmiksować przez chwilę ręcznym blenderem i dopiero wtedy nakładać. Masę nakładamy dokładnie na cały wafel, pilnując, żeby brzegi też były posmarowane. Wafel przykrywamy kolejnym waflem, który znów smarujemy i przykrywamy aż do wyczerpania wafli i/lub masy. Takie wafle podajemy od razu, jeśli za długo poleżą, mogą za bardzo nasiąknąć.
  3. Wafle można też oblać po wierzchu czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu jedną łyżeczkę oleju kokosowego, wrzucamy pół tabliczki gorzkiej czekolady, połamanej na kawałki i mieszając rozpuszczamy czekoladę. Odstawiamy na bok, na dziesięć minut, żeby trochę przestygła. Tak przygotowaną czekoladą polewamy wafle, a następnie wstawiamy je na 10 – 15 minut do zamrażarki. Kroimy i podajemy od razu, najlepiej w papilotkach. 

 wafle 3

Uwagi

  1. Z wafli przełożonych masą można wycinać różne kształty, np. robić okrągłe torciki za pomocą kołnierza cukierniczego.
  2. Wafle te są mocno czekoladowe, więc jeśli nie lubicie smaku gorzkiej czekolady, możecie na niektóre wafle położyć inną masę, np. zmielony mak czy też masę karmelową.

 

 Pomyślnego oczyszczania,

                                                                          Wasza Mariola :)

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Śniadaniowe bezglutenowe gofry z lucumą

Bogate w błonnik gofry na bazie mąki kukurydzianej i kokosowej!

Słodzone lucumą – nie powodują skoku insuliny.

Zapewniają długotrwałe uczucie sytości :)

Gofry z lucumą 2

 

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Potrawy, które rano jemy, a także okoliczności, w jakich jemy śniadanie, wpływają bezpośrednio na to, jak będzie wyglądał cały nasz dzień :) I nie chodzi tu tylko o energię – czy będziemy ją mieli, czy będzie nam jej brakować, dotyczy to w zasadzie wszystkich naszych doświadczeń z tego dnia, ponieważ to głównie od śniadania zależy, czy pozostaniemy zrównoważeni i łatwo będziemy wybierać korzystne dla nas rozwiązania, czy też już od rana nadmiernie pobudzeni lub wygaszeni wyjdziemy z domu i zetkniemy się z morzem przeszkód.

Ale zanim zjemy śniadanie, tak naprawdę to już ten pierwszy moment po obudzeniu się, jest dla nas najważniejszy. Wielki buddyjski jogin, Lama Ole Nydahl, radzi nam, żebyśmy rano ustawili swój umysł. Rozumiem to w ten sposób, że od razu po obudzeniu się, zaczynamy się koncentrować na rzeczach dla nas ważnych, nie tylko w takim sensie, co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem :) ale przede wszystkim na naszych celach i to tych dalekosiężnych. Wiele osób medytuje od razu po wstaniu z łóżka lub uprawia jogę. Jeśli jeszcze tego nie próbowaliście, gorąco polecam. Najlepszy czas na medytację jest w godzinach 3 – 5 rano i chociaż wiele osób smacznie wtedy śpi, jest spora grupa „szaleńców”, którzy wstają przed czwartą rano, żeby zacząć dzień od medytacji, znam osobiście takie osoby, są naprawdę mocne, bardzo zdyscyplinowane i nienajgorzej sobie żyją : ) Nie ma lepszej metody na rozpoczęcie naprawdę dobrego dnia niż medytacja i koncentracja na tym, co jest dla nas ważne :) W końcu szkoda byłoby przespać życie :)

Jeśli chcemy pozostać  w ciągu dnia skoncentrowani na tym, co robimy,  nie powinniśmy zaczynać dnia od szklanki soku, np. pomarańczowego i od miseczki musli z surowych zbóż, zalanych mlekiem i posypanych górą owoców. Takie jedzenie spowoduje również, że będziemy niestabilni emocjonalnie i możemy nie być w stanie dobrze ocenić sytuacji, na przykład prowadząc samochód. Dlatego na śniadanie najlepsze są potrawy pieczone, smażone i gotowane: różne naleśniki, omlety z jajek, omlety z kasz   (w mojej książce „Zaskakująca kasza & ryż” znajdziecie wiele propozycji śniadaniowych z kasz na ciepło, niektóre mogą was naprawdę zaskoczyć, jak np. ”Frittata z kaszy kukurydzianej”), gotowane płatki owsiane (do gotowanych płatków można dodać trochę świeżych owoców), gotowane kasze, warzywa i fasole – wszystko to sprawi, że wejdziecie w nowy dzień z energią i 100% skutecznością :)

Ważnym elementem śniadania jest także to, w jaki sposób jemy. Jeśli w pośpiechu, na przysłowiowej „jednej nodze”, w samochodzie, to w ten sposób mocno osłabiamy narządy trawienne, które pracują najlepiej, kiedy jemy w spokoju i wolno, przeżuwając jedzenie wielokrotnie. Najgorsze, co możemy zrobić, to połykać jedzenie i nie koncentrować się na nim. W rezultacie możemy cierpieć przez cały dzień na niestrawność, co z pewnością nie pomoże nam w zawodowej aktywności. Moi nauczyciele TMC zawsze podkreślali, że śniadania nie jemy, tylko je celebrujemy : )

 

Zapraszam na przepis :)

Gofry z lucumą 3

Bezglutenowe gofry z lucumą to trochę zmodyfikowany przepis z mojej książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Do gofrów najlepiej użyć mąki kukurydzianej organic, bo wtedy mamy pewność, że jest wolna od GMO. W tych gofrach świetnie sprawdza się też mąka z brązowego ryżu. Na zdjęciach widać gofry przygotowane z mąki kukurydzianej i ksylitolu, po dodaniu lucumy, gofry będą miały bardziej chlebowy kolor. Chciałam pokazać na zdjęciach gofry z lucumą, ale z powodów technicznych na razie się nie udało. A ponieważ nie ma w zasadzie różnicy poza kolorem, zdecydowałam się dać wcześniejsze zdjęcia, na których widać, jaka to pychota :)  

Lucuma

Pouteria lucuma to roślina pochodząca z Ameryki Południowej. Jej owoce nazywane popularnie lucumą są dostępne w Polsce w postaci proszku. Dojrzałe owoce suszy się, a następnie drobno mieli. Dla Peruwiańczyków owoc ten jest symbolem płodności i kreatywności i jest przez nich spożywany od wieków. Lucuma często jest nazywana „złotem Inków”, zawiera mnóstwo składników odżywczych, jest bogatym żródłem antyoksydantów, błonnika, cynku, żelaza, magnezu, beta-karotenu, niacyny i wapnia. Proszek lucumy jest słodki i można go używać do słodzenia potraw. Jest to bardzo delikatna słodycz, ale potrawa nabiera słodkiego charakteru. I co najważniejsze, lucuma to bezpieczny „cukier” dla diabetyka, ponieważ ma niski indeks glikemiczny, i zdrowy wybór dla tych, którzy chcą ograniczyć spożycie cukru :)

 

ŚNIADANIOWE BEZGLUTENOWE GOFRY Z LUCUMĄ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem/syropem klonowym/ słodem ryżowym, z ubitą śmietanką roślinną lub inną, posypane cukrem pudrem, np. trzcinowym, z dżemem

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 gofrów

Gofry z lucumą

Składniki

150 g mąki kukurydzianej lub z brązowego ryżu
70 g mąki kokosowej, najlepiej nieoczyszczonej
3 łyżki skrobi kukurydzianej
2 – 3 łyżki lucumy lub ksylitolu/innego cukru
½ łyżki proszku do pieczenia, najlepiej bez aluminium
½ łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu lub cynamonu
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej/ewent. krowiej
300 ml  + ewent. 50 ml mleka sojowego lub innego roślinnego, ewent. krowiego
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego
2 jajka
1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu
¾ szklanki o pojemności 250 ml świeżych czerwonych borówek/borówek amerykańskich lub 50 g owoców goji (wcześniej przez chwilę namoczonych, żeby były miękkie)

tłuszcz do gofrownicy

 

1. Do miski wrzucamy mąkę kukurydzianą, mąkę kokosową, skrobię kukurydzianą, lucumę, kardamon oraz proszek do pieczenia. Dokładnie mieszamy.
2. Do osobnej schłodzonej miski wbijamy jajka i ubijamy je przez 2 minuty, aż będą puszyste. Dodajemy do nich śmietankę, powoli ją wlewając i równocześnie ubijając wszystko. Następnie wlewamy mleko i dalej przez chwilę ubijamy. Kiedy składniki się połączą i wytworzy się piana, wrzucamy skórkę pomarańczową, a następnie partiami mąkę wymieszaną z pozostałymi składnikami, równocześnie ubijając całość. Na koniec dodajemy borówki lub goji, mieszamy. Odstawiamy na dwie minuty, żeby mąka zdążyła wchłonąć płyn i sprawdzamy, czy masa nie jest za gęsta. Powinna mieć konsystencję gęstego ciasta na placki. Jeśli jest za gęsta, dodajemy mleko sojowe, ale nie więcej niż 50 ml.
3. Rozgrzaną gofrownicę smarujemy wybranym tłuszczem, nakładamy odpowiednią ilość masy (ja nakładam 2 czubate łyżki na jedną formę o wielkości 10 cm x 11 cm), rozprowadzamy ją tak, żeby pokryła całą formę, nakładamy na drugą formę i pieczemy przez 5 – 7 minut w zależności od mocy gofrownicy i konsystencji, jaką chcemy uzyskać.

Uwagi
1. Gofry zawierają dużo białek, a także pełnowartościowego błonnika i
dają długotrwałe uczucie sytości.
2. Śmietankę sojową można zastąpić słodką, płynną śmietanką z mleka
krowiego, a mleko sojowe mlekiem krowim. 

Możecie mi wierzyć na słowo, te gofry są przepyszne, regularnie je przyrządzam, często zastępują mi pieczywo. Jeśli dodamy do nich lucumę, stają się chrupkie na zewnątrz, a puszyste w środku, mniam :)

                                                          Smacznego,

                                                                          Wasza Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Czekoladki kokosowo-karmelowe

Bez laktozy, bez pszenicy, bez glutenu!

Zawierają zdrowy olej  kokosowy!

Uwielbiają je dzieci i dorośli :)

 Słony karmel

 

Nowy wpis, nowe pomysły. Opracowane przeze mnie czekoladki „Słony karmel” to kontynuacja moich przepisów z książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości”. Teraz Czytelnicy bloga mogą nabyć tę książkę, a także inne moje książki, w sklepie www.czerwonyslon.com.pl z korzystnym rabatem 35%. Wystarczy podać kod rabatowy: prezenty w trakcie zakupów w sklepie – na końcu wpisu szczegółowa instrukcja :) Gwarantujemy dostawę przed Świętami!

Dzisiejszy przepis zawiera śmietankę sojową, którą można zastąpić śmietanką/gęstym mlekiem kokosowym. Po tym jak opublikowałam na blogu przepis na „masło bez masła” (również zawierający śmietankę sojową – jako jedną z możliwości), wśród moich znajomych wywiązała się burzliwa dyskusja na temat soi. I znów zdania były podzielone. Mówię znów, ponieważ soja – a także produkty z niej wytwarzane takie, jak tofu, mleko sojowe czy proteina sojowa – jest najbardziej kontrowersyjnym produktem, jaki znam. Wzbudza wiele emocji i ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Wśród moich nauczycieli Pięć Przemian wygląda to podobnie, dlatego wypowiadając się na temat soi, nie będę powoływać się na żadne autorytety, tylko podzielę się z Wami własnym doświadczeniem, a także wnioskami, które płyną z niezmiennych zasad TMC.

Jak zapewne wiecie, jestem autorką książki kulinarnej zawierającej przepisy z tofu („Zaskakujące tofu”). Nad przepisami do książki pracowałam około dwóch lat, jedząc tofu prawie codziennie, czasami w dużych ilościach – paczki zawierające różne rodzaje tofu przychodziły do mnie regularnie, głównie z Polsoi (nasz sponsor), a ja tworzyłam z nich różne potrawy, dużo eksperymentując. Nie zauważyłam, żeby spożywanie dużych ilości tofu wpłynęło negatywnie na mój organizm. Zresztą tofu jem od wielu, wielu lat, mam mocne kości (a podobno soja blokuje wchłanianie wapnia) i normalnie funkcjonującą gospodarkę hormonalną (badałam też hormony tarczycy i nie ma żadnych odchyleń od normy, a przecież przeciwnicy soi uważają, że wpływa ona na poziom hormonów). Mogłabym więc powiedzieć, jedzmy soję, sprawdziłam na sobie!

 

Czy jednak soja jest dla każdego?

Nie jestem biologiem ani lekarzem i nie chcę w tym miejscu wypowiadać się autorytatywnie. Jeśli ktoś poważnie choruje, tzn. ma zdiagnozowaną poważną chorobę, np. Hashimoto, powinien słuchać zaleceń swojego lekarza. Jeśli ten lekarz mówi, że trzeba przestać jeść soję, to trzeba przestać ją jeść. I nie chodzi tu o to, czy soja jest zdrowa, czy nie jest, ani o to, kto ma tutaj rację, czy też, kto się lepiej zna. Chodzi o to, że decydując się na określony sposób leczenia, człowiek leczy się w określonej strukturze – systemie i nie wie, jak ten system będzie korespondował z innym systemem, np. z Tradycyjną Medycyną Chińską. Dlatego nie powinniśmy się leczyć na własną rękę w przypadku poważnych chorób. Każda zmiana diety czy wprowadzenie do leczenia ziół, akupunktury powinna być konsultowana z lekarzem prowadzącym. Takie mam też osobiste doświadczenia, że lepiej nie mieszać różnych systemów medycznych. Jednak dla mnie takie zalecenie lekarza nie oznacza, że produkty sojowe są generalnie szkodliwe. Oznacza tylko, że soja nie koresponduje z tą metodą leczenia. Sądzę też, że gdyby w tofu, w mleku sojowym czy w śmietance sojowej była zawarta tak duża ilość fitohormonów, że faktycznie wpływałyby one na naszą gospodarkę hormonalną, to endokrynolodzy zalecaliby tofu w przypadku niedoborów hormonów, a jednak to się nie wydarza.

Jeśli natomiast nasze problemy zdrowotne nie są duże i prawdopodobnie wystarczy tylko zmienić dietę, żeby uzyskać poprawę, warto spotkać się z terapeutą TMC. Uważam, że najważniejsza jest profilaktyka, czyli odpowiedni styl życia i odżywiania się, oparty na naturalnym podejściu do życia oraz na jak najmniej przetworzonym i zanieczyszczonym jedzeniu i że warto skorzystać z porady właśnie takiego terapeuty TMC, żeby lepiej zrozumieć, czego potrzebuje akurat nasz organizm, a póżniej to stosować.

 

Co terapeuta TMC może nam powiedzieć o soi?

Osoby, które orientują się w podstawowych zasadach Pięciu Przemian, wiedzą, że spożywane przez nas produkty mogą wpływać na nasze ciało w określony sposób. Mogą nas pobudzać (produkty o gorącej i ciepłej termice), mogą nas spowalniać (produkty o zimnej i chłodnej termice) lub harmonizować nasze ciało (neutralne). Soja, tofu, mleko sojowe, śmietanka sojowa to produkty chłodne/zimne z natury (są różne klasyfikacje). Oznacza to, że wpływają one na nas ochładzająco, nawilżająco i spowalniająco, zmniejszając napięcie, stres, ciśnienie krwi, a także tzw. wewnętrzne gorąco, czyli nadmierne pobudzenie różnych funkcji naszego ciała, często wywołane stresującym stylem życia i nieumiarkowanymi emocjami. Produkty sojowe zaleca się zwłaszcza osobom, które prowadząc aktywny tryb życia, podlegają wielu różnym wpływom (nadmiar bodźców), np. menedżerom, a także kobietom w okresie menopauzy. Z produktów tych najbardziej skorzystamy latem podczas upałów, ponieważ ochładzają one nasze ciało, przegrzane wysoką temperaturą na zewnątrz.

 Reasumując, jeśli jest nam ciągle gorąco, mamy gorące stopy i często w nocy wysuwamy je spod kołdry, żeby je ochłodzić, mamy suchą skórę czy wysuszone usta, jedzmy tofu i pijmy mleko sojowe (proteiny sojowej nie polecam) z zastrzeżeniem sytuacji, o których napisałam powyżej. Produkty sojowe najlepiej jeść w porze lunchu i wieczorem. Ja często jem wieczorem zupę warzywną, którą zabielam tofu gotowanym w tej zupie, a później zmiksowanym z częścią zupy – tofu dodane w ten sposób do zupy, wspaniale ją równoważy i podkreśla jej smak. 

Tofu najlepiej dodawać do zup: z dyni, z papryki, z marchwi, z porów, z fenkuła, do czerwonego barszczu, zupy cebulowej, kalafiorowej lub grochowej. Są to również dobre połączenia, jeśli chcemy przyrządzić gulasz, sałatkę, itp. 

Unikamy natomiast łączenia tofu/mleka sojowego z cukinią, fasolką mung, rzepą, cykorią, pomidorami, ogórkami, owocami typu mango, banany, arbuz. Takie połączenia można stosować jedynie okazjonalnie w upały, a zwłaszcza, jeśli tofu jest smażone, pieczone i dodatkowo w potrawie jest sporo imbiru, gałki muszkatołowej, anyżu gwiazdkowatego, czosnku, cebuli, alkoholu wysokoprocentowego, octu, chrzanu, itp.

Osoby, którym ciągle jest zimno, mają zimne dłonie i stopy, czują się często zmęczone, brakuje im energii, a także te, które wróciły z zimowego spaceru, czy zziębnięte z grzybobrania, nie powinny jeść tofu i pić mleka sojowego, ponieważ te produkty dodatkowo wychłodzą te osoby.

Tak więc z punktu widzenia Pięciu Przemian, zarówno tofu, jak i mleko sojowe czy też śmietanka sojowa nie są złe, ani dobre same w sobie. Nie są też ani ogólnie zalecane, ani odradzane. Jeśli tofu lub mleko sojowe pochodzi z soi wolnej od GMO, a my potrzebujemy ochłodzić nasze emocje lub ciało, pijmy mleko sojowe lub jedzmy tofu. Jeśli jednak potrzebujemy się rozgrzać, nie sięgajmy po tofu i nie pijmy np. smoothies na mleku sojowym :)  

Według mnie osoba, która ma w miarę normalnie funkcjonujący organizm, może jeść produkty sojowe, wolne od GMO, w postaci tofu, mleka sojowego, śmietanki sojowej 3 – 4 razy tygodniowo jako element zrównoważonej diety i nie powinna doświadczyć żadnych skutków ubocznych. Oczywiście z zastrzeżeniem sytuacji opisanych powyżej. Dodam jeszcze, że produkty sojowe można też stosować leczniczo, ale tylko jeśli zaleci nam je lekarz/dietetyk TMC. Uff :)

 

A teraz zapraszam na przepis, w którym wychładzający charakter śmietanki sojowej i cukru muscovado został zrównoważony rozgrzewającym olejem kokosowym i rozgrzewającymi przyprawami. Smacznego!

 

CZEKOLADKI „SŁONY KARMEL”

 

Rodzaj posiłku: deser 

Podajemy: w papilotkach na zakończenie obiadu, do kawy, herbaty, itp 

Wegetariański: tak 

Wegański: tak 

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie chłodzące 

Ilość porcji: kilka, zależy, jakich foremek użyjemy

 

 Słony karmel 2

 

200 ml śmietanki sojowej lub kokosowej

80 g oleju kokosowego extra virgin, raw i organic

100 g nierafinowanego jasnego cukru trzcinowego

muscovado lub brązowego cukru

100 g koncentratu kokosowego (creamed coconut)

(kupuję w Kuchniach Świata)

50 g prażonych i solonych orzeszków ziemnych

szczypta czerwonego pieprzu

1/2 łyżeczki zmielonego zielonego kardamonu

lub cynamonu lub anyżu

¼ łyżeczki soli himalajskiej różowej

lub soli kamiennej

40 g orzechów włoskich, grubo posiekanych

lub bezglutenowej granoli

 

 

  1. Do rozgrzanego szerokiego i płaskiego rondla wlewamy śmietankę, wrzucamy olej kokosowy i cukier trzcinowy. Podgrzewamy na małym ogniu mieszając, aż cukier się rozpuści, a następnie zwiększamy ogień i gotujemy na średnim ogniu przez 5 – 6 minut od zagotowania, aż masa zacznie się zagęszczać. Dodajemy kardamon/cynamon/anyż, pieprz i sól, krótko mieszamy, a następnie przekładamy do miski. Zostawiamy słony karmel na 15 minut do ostudzenia.
  2. Osobno miksujemy orzeszki ziemne w młynku do kawy, w miarę możliwości jak najdrobniej.
  3. Koncentrat kokosowy kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do pojemnika niedużego malaksera (mam takie urządzenie z miską o średnicy kilkunastu centymetrów), ale można też użyć to, co mamy, nawet ręczny blender. Miksujemy jak najdrobniej, odstawiamy na bok.
  4. Kiedy karmel przestygnie, przekładamy go do malaksera ze zmiksowanym koncentratem kokosowym i dodajemy zmiksowane orzeszki ziemne. Miksujemy przez chwilę, żeby składniki się połączyły. Karmel nie może być gorący, ponieważ podczas miksowania może oddzielić się tłuszcz. Jeśli tak się stanie, nie trzeba nic z tym robić, po prostu wystarczy wlać go póżniej do masy w foremkach.
  5. Karmel zmiksowany z orzeszkami ziemnymi i koncentratem kokosowym przekładamy do miski, dodajemy posiekane orzechy włoskie lub granolę i mieszamy, żeby składniki się połączyły. Orzechy włoskie można też zmiksować z karmelem i pozostałymi składnikami, dzięki czemu uzyskamy ciekawą chrupiącą konsystencję.
  6. Po wymieszaniu wszystkich składników przekładamy naszą karmelową masę do silikonowych foremek, które ja smaruję zawsze wcześniej odrobiną oleju.
  7. Foremkę/foremki wkładamy na 40 minut do zamrażarki, po wyjęciu nasze czekoladki powinny być twarde i powinny od razu nadawać się do jedzenia (nie są zmarznięte ani zimne). Jeśli nadal są miękkie i ciężko je wyjąć z formy, trzeba pozostawić je dłużej w zamrażarce, aż do osiągnięcia odpowiedniego rezultatu. Jeśli nie chcemy ich od razu podawać, przekładamy nasze czekoladki do lodówki i tam przechowujemy. Podajemy najlepiej w papilotkach. Mają tak wciągający smak, że nie można się od nich oderwać :)
  8. Czekoladki „Słony karmel” można polać po  wierzchu rozpuszczoną wegańską czekoladą, ale dopiero po wyjęciu z lodówki.
                                                                                   
                                                                                       Love,
 
                                                                                                       Mariola
 
P.S. Osoby, które chcą zamówić moje książki lub inne książki Wydawnictwa „Czerwony Słoń”, mogą teraz otrzymać rabat w wysokości 35% od ceny detalicznej. Żeby skorzystać z rabatu, wystarczy wejść na stronę: www.czerwonyslon.com.pl i podać kod promocyjny. Poniżej instrukcja.
 

JAK ZAMAWIAĆ?

Zamówienia można składać przez sklep: www.czerwonyslon.com.pl 

podając podczas składania zamówienia kod promocyjny: prezenty

(uwaga: wielkość liter ma znaczenie)

Po wprowadzeniu kodu pojawią się ceny z rabatem 35%.

       

Kody będą aktywne do dnia 18 grudnia 2014 r.

                                                       

Ważne! Po wprowadzeniu kodu cena z rabatem pojawi się dopiero po wpisaniu danych do wysyłki lub po zalogowaniu się w części oznaczonej jako  3 PODSUMOWANIE

Koszty wysyłki pokrywamy w przypadku zamówień powyżej 200 zł.

 

                                                        Zapraszamy!

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Półwytrawne krakersy jaglane z sezamem i siemieniem

Bez glutenu, bez pszenicy, bez jajek i bez laktozy!

Wzmacniają nerki, wspomagają pracę jelit!

 Półwytrawne krakersy jaglane

Dziś chciałabym się z Wami podzielić przepisem, który powstał w wyniku moich eksperymentów z kaszami i siemieniem lnianym :) Sporo osób pytało mnie, czy można zastąpić nasiona chia w moich tortillach siemieniem lnianym. Otóż można i technika jest podobna, ale dokładnie tego samego efektu się nie uzyska, ponieważ po dodaniu zmiksowanego siemienia, kasza się tak dobrze nie zagęszcza, jak po dodaniu chia. I nie jest to kwestia ilości siemienia. Dzisiejszy przepis to wynik moich różnych prób, mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

A ja chciałabym jeszcze dorzucić parę słów na temat naturalnych metod leczenia. Jak z pewnością wiele osób wie, od lat zajmuję się naturalnymi metodami leczenia, wydaję (teraz też piszę) książki o tej tematyce, organizowałam różnego rodzaju kursy, a także  uczestniczyłam w rozlicznych kursach, zdobywając wiedzę z zakresu naturalnych metod leczenia. Poznałam różne metody i techniki, z których najbardziej odpowiada mi TMC (Tradycyjna Medycyna Chińska) i tutaj mam najlepsze przygotowanie. Każda metoda jest inna, nawet w obrębie medycyny orientalnej TMC różni się od Ajurwedy i Medycyny Tybetańskiej. Dlatego najlepiej byłoby wybrać jakiegoś specjalistę od terapii naturalnych i trzymać się już jednej metody. Dla przykładu opowiem, co mi się ostatnio przydarzyło. Bardzo cenię książki Hildegardy, jest tam przedstawionych sporo różnych terapii, są to bardzo inspirujące rzeczy, ale niektóre terapie są trudne do przeprowadzenia, ponieważ są oparte na produktach często w Polsce niedostępnych lub słabo dostępnych, np. tłuszcz niedźwiedzia lub skóra borsuka, a też charakter tych produktów może budzić różne wątpliwości. Ale jak się okazało, nie tylko to może stanowić problem.

Ktoś mi ostatnio przyniósł na wieczorne spotkanie ciasteczka relaksujące Hildegardy, produkowane przez jedną z polskich firm. Usiedliśmy, zrobiłam herbatę i zjedliśmy po kilka tych ciasteczek, zresztą bardzo smacznych. Tylko że nie były to ciasteczka relaksujące, wręcz przeciwnie.  Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy w ogóle nie mogłam spać, byłam cały czas mocno pobudzona, podniosło mi się ciśnienie krwi i kiedy o czwartej nad ranem robiłam kolejną herbatkę rumiankową, zastanawiając się, co się dzieje, przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić skład tych ciastek. I co się okazało, w ciasteczkach była gałka muszkatołowa, galagant, cynamon i goździki. Jeśli ktoś zna TMC, od razu będzie wiedział, o co chodzi. Wszystkie te przyprawy mocno rozgrzewają ciało, a to oznacza, że działają pobudzająco, nawet bardziej niż kawa. Galagant pobudza krążenie krwi, a cynamon dodatkowo wysusza ciało, czyli zmniejsza ilość płynów w ciele – a to nie sprzyja odprężeniu. Bez wątpienia tych ciastek nie powinno się jeść wieczorem, a już bezwzględnie powinny ich unikać osoby mające nadciśnienie i przegrzany organizm, ponieważ ich ciało i tak jest już nadmiernie pobudzone. I ciastka te nie powinny być określane jako relaksujące, bo łatwo można się pomylić, a nawet sobie zaszkodzić. Chcę przez to powiedzieć, że zanim zdecydujemy się spożywać coś w celach leczniczych, powinniśmy sprawdzić u kogoś, kto się na tym zna, czy w naszym przypadku jest to odpowiedni produkt :)

Oczywiście, są też produkty działające na nas łagodnie i takie możemy stosować sami, bez konsultacji ze specjalistą, więcej o tym już wkrótce :)

 

PÓŁWYTRAWNE KRAKERSY JAGLANE Z SEZAMEM I SIEMIENIEM

Półwytrawne krakersy jaglane 2

200 g kaszy jaglanej

500 ml gorącej wody

 

1 lekko czubata łyżka siemienia lnianego

4 lekko czubate łyżki nasion sezamu, obłuszczonych

kilka/kilkanaście łyżek czarnego sezamu

3 łyżki karobu (lub kakao)

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado,

nierafinowanego

½ łyżeczki cynamonu (opcja)

szczypta soli

 

1.          W młynku do kawy miksuję siemię lniane do uzyskania konsystencji mąki,  przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

2.          Osobno miksuję dwie łyżki nasion sezamu, również do uzyskania konsystencji mąki, przekładam do małej miseczki, odstawiam na bok.

3.          Kaszę jaglaną wrzucam do garnka, wlewam gorącą wodę. Zagotowuję pod przykryciem na dużym ogniu. Kiedy woda zaczyna wrzeć, odkrywam garnek i gotuję przez 20 sekund przez cały czas na dużym ogniu, żeby część wody wyparowała. Następnie zmniejszam ogień, garnek ponownie przykrywam i gotuję przez  20 minut.

4.          Ugotowaną kaszę studzę przez 5 minut i przekładam do pojemnika malaksera. Miksuję, aż masa stanie się jednolita. 

5.           Do gorącej zmiksowanej kaszy dodaję zmiksowane siemię lniane, zmiksowany sezam, karob, cukier, cynamon (opcja), sól i miksuję do momentu, aż składniki dobrze się połączą.

6.          Powstałe w ten sposób ciasto dzielę na dwie części, a następnie każdą część wykładam osobno na przygotowane wcześniej kawałki papieru do pieczenia – potrzebne będą w sumie cztery kawałki papieru tej samej wielkości, dwa pod spód i dwa na wierzch. Z każdej części formuję kulę, uważając, żeby się nie poparzyć, najlepiej za pomocą papieru, ponieważ masa dość mocno się klei, a następnie rozciągam lekko na papierze i przykrywam drugim kawałkiem papieru do pieczenia i lekko rozwałkowuję. Zdejmuję górny papier i na powstały placek wykładam równomiernie jedną czubatą łyżkę nie zmielonych nasion sezamu. Lekko je wgniatam w placek, a następnie ponownie przykrywam placek papierem i rozwałkowuję całość, aż placek będzie miał grubość około 2 –3 mm. (Jeśli ciasto trudno jest rozwałkować, np. papier się ściąga, trzeba zdjąć górny papier, ponownie położyć na cieście i dalej wałkować).  Na koniec zdejmuję bardzo ostrożnie papier – powinien bez problemu odchodzić, ale czasami może oderwać kawałeczek ciasta, dlatego trzeba zrobić to delikatnie. Tak samo postępuję z drugim plackiem. Placki  zostawiam na pół godziny.

7.          W międzyczasie wysypuję na talerz trochę nasion czarnego sezamu, a z przygotowanego ciasta wycinam niewielkie krążki, np. za pomocą kołnierza cukierniczego. Krążki obtaczam w nasionach czarnego sezamu z obu stron, lekko dociskając, a następnie nakładam je na dość mocno rozgrzaną patelnię. Podpiekam trzy minuty z jednej strony i dwie minuty z drugiej strony. Wykładam na talerz i zostawiam do wystudzenia. Po wystudzeniu krakersy stężeją i wtedy dopiero można je podawać. Najlepsze są tego dnia, kiedy zostały przygotowane.

Krakersy jaglane można jeść same lub z różnymi dodatkami, masłem, serem, dżemem. Są smaczne, odżywcze i wspierają zdrowie. Enjoy!

                               

                                                           Smacznego i na zdrowie!

                                                                            Wasza Mariola

………………………………………………………………………………………………….

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia – aranżacja i wykonanie: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Mariola Białołęcka | All Rights Reserved