Nepal i pesto z modrej kapusty

Life is precious. Even though time is on your side, the fact is, time will never wait for you…

                                                                                     XVII Karmapa Thaye Dorje

http://mariolabialolecka.com/wp-content/uploads/2015/05/stupa2.jpg

(Słynna Stupa Swayambhu – Kathmandu, Nepal)

Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to teraz, jutro możesz już nie mieć możliwości. Przez wiele lat wybierałam się do Kathmandu, żeby zobaczyć Stupę Swayambhu i odwiedzić klasztory znanych mi Rinpocze (rinpocze to w buddyzmie osoba zaawansowana na ścieżce duchowego rozwoju, cenna dla medytujących). Warunki jednak nigdy się nie złożyły, a ja im też nie pomogłam, chociaż byłam całkiem blisko, w stolicy Indii, Delhi. A teraz już nie jest to możliwe, owszem za kilka lat, może więcej, Kathmandu zostanie odbudowane, ale pewne struktury już zostały zmienione. To, co się wydarzyło kilka dni temu w tamtej części świata, jest naprawdę przejmujące, tysiące osób straciło życie, a prawie milion domy. Zatrząsł się także Mount Everest, najwyższa góra świata, która zawsze wydawała się być tak bardzo niewzruszona w całym swoim majestacie. Blog kulinarny, który prowadzę, ma lżejszy charakter, zastanawiałam się więc, czy taki temat powinnam poruszać w tym miejscu, ale starając się być równocześnie osobą świadomą tego, co się wydarza na świecie, nie mogę udawać, że nic się nie stało, i jeść spokojnie bezglutenowe muffinki. Żyjemy w kulturze, która nie chce patrzeć w stronę zachodzącego słońca, a jednak przemijanie jest faktem, a takie wydarzenia, kiedy na naszych oczach rozpada się świat, który znamy i cenimy, wywołują w nas wiele smutnych refleksji. Znów z drugiej strony taka jest natura rzeczy, że wszystko przez cały czas się zmienia, nasze komórki, nasze myśli, przekonania i związki, dlatego moim zdaniem warto robić wszystko co najlepsze w danej chwili, angażować się w pełni, nie czekać na cud, działać, działać i jeszcze raz działać, nie oczekując, że efekty tych działań będą trwać wiecznie (chociaż przecież może tak się zdarzyć).

Nepal został mocno zniszczony, a zamieszkujący go ludzie potrzebują teraz dosłownie wszystkiego – najbardziej jedzenia i czystej wody. Jeśli ktoś chciałby wesprzeć finansowo Nepalczyków i pomóc w odbudowie tego cennego kawałka świata, może zrobić to przez różne znane organizacje, polskie czy też światowe. Informacje na ten temat dostępne są w internecie, jest tego sporo, co chwila coś do mnie dociera na maila lub na moje osobiste konto na facebooku. Ja wybieram znaną mi organizację: International Medical Corps, założoną w 1981 roku i polecaną przez XVII Karmapę Thaye Dorje – więcej informacji pod tym linkiem:

https://internationalmedicalcorps.org/nepal-earthquake

Liczy się czas…

Dzisiejszy przepis – „Pesto z modrej kapusty” – dedykuję Nepalczykom, chociaż nie powstał on w związku z tymi wydarzeniami, życząc im równocześnie, żeby znaleźli szybko pomoc w postaci żywności, wody i lekarstw.

 

……………………………………………………………………………………………………………………….. 

PESTO Z MODREJ KAPUSTY

Pesto z modrej kapusty

 

Modra kapusta to znana nam wszystkim czerwona kapusta, która mimo nazwy nie jest czerwona tylko fioletowo-biała, a po ugotowaniu staje się bardziej wrzosowa. Kolor modrej kapusty świadczy o tym, że zawiera ona dużą ilość przeciwutleniaczy i że są one alkalizujące. Według WHO ostatnie badania pokazują, że 100 g czerwonej kapusty dostarcza nam 196 miligramów polifenoli, z czego 28,3 gramy stanowią antocyjany. Dla porównania bardziej popularna u nas biała kapusta zawiera tylko 45 miligramów polifenoli, z czego antocyjany to tylko 0.01 miligrama.  Antocyjany to bardzo wyspecjalizowana grupa polifenoli. Chronią nas one (antocyjany) zwłaszcza przed promieniowaniem UV – badacze odkryli, że najwięcej antocyjanów zawierają rośliny górskie, które są najbardziej wystawione na działanie promieni UV. Im więcej antocyjanów zawiera roślina, tym bardziej fioletowy aż do czarnego jest jej kolor i tym większe są jej właściwości przeciwutleniające. A to dla nas oznacza większą  ochronę przed wolnymi rodnikami, zdrowsze ciało i młodszy wygląd. Jedzmy więc naszą „fioletową” kapustę, zwłaszcza kiedy wybieramy się na wycieczkę w góry lub zamierzamy spędzić dzień na plaży. Czerwona kapusta jest też wyjątkowo cennym źródłem witaminy C (6-8 razy więcej niż biała kapusta), a także witaminy K i B6 oraz błonnika. Regularne jej spożywanie pomaga zmniejszyć stany zapalne w organizmie i chroni nas przed przedwczesnym starzeniem się. Kapusta ta ma działanie przeciwmiażdżycowe, przeciwnowotworowe i przeciwalergiczne,  chroni nasz wzrok i układ sercowo-naczyniowy. W skali ORAC znajduje się wyżej niż biała kapusta, włoska lub chińska, a także wyżej niż większość gatunków jabłek, butelkowany sok z grapefruita, szparagi, kiełki rzodkiewki czy brokuły, właśnie z tego powodu, że zawiera większą niż one ilość antyoksydantów.

 

Nic zatem dziwnego, że kapusta modra znalazła swoje miejsce w moim sercu i na moim stole. Wkrótce podzielę się z Wami kolejnymi przepisami :)

 

Pesto z modrej kapusty 2

Potrzebujemy

 

2 łyżki, lekko czubate, oleju kokosowego

700 g czerwonej kapusty (głąb usunięty), pokrojonej w kostkę o boku ok. 1 –2 cm

110 g orzechów brazylijskich

60 g moreli suszonych na słońcu

1 duży liść laurowy

1 łyżeczka ziaren kolendry

1 łyżeczka ziaren kminu rzymskiego

1 łyżeczka suszonych ziół prowansalskich lub suszonego tymianku

1 łyżeczka różowej soli himalajskiej

250 ml wody

180 ml świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego

¼ łyżeczki świeżo otartej skórki pomarańczowej

2 łyżki oleju z orzechów włoskich

2 czubate łyżki posiekanego szczypiorku dymki

1 łyżeczka sosu sojowego (opcja)

1 łyżeczka świeżo wyciśniętego soku z cytryny (opcja)

 

Kiedy wszystkie składniki są już przygotowane: zważone, odmierzone, rozdrobnione, możemy zacząć działać.

 

  1. Olej kokosowy rozgrzewamy w szerokim rondlu, na dużym ogniu, i wrzucamy pokrojoną w kostkę czerwoną kapustę, mieszając krótko podsmażamy i wrzucamy po kolei: orzechy, morele, liść laurowy, nasiona kolendry, nasiona kminu i zioła prowansalskie. Ponownie mieszając, krótko podsmażamy (ok. 1 – 2 minuty).

  2. Wlewamy wodę, wrzucamy sól himalajską, wlewamy sok pomarańczowy i dodajemy skórkę pomarańczową. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy rondel, zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 25 minut.

  3. Zdejmujemy pokrywkę i gotujemy jeszcze przez 5 minut, żeby część płynu wyparowała. Zestawiamy z ognia, odsączamy dokładnie na sicie (płynu z gotowania nie wylewamy, może on być dobrą bazą do różnych sosów – ma wspaniały smak) i studzimy przez 5 minut.

  4. Wrzucamy do pojemnika malaksera (można też inaczej zmiksować), dodajemy 2 łyżki oleju z orzechów włoskich, 2 łyżki szczypiorku. Ewentualnie można doprawić do smaku 1 łyżeczką dobrego gatunkowo sosu sojowego i 1 łyżeczką soku z cytryny. Miksujemy (niezbyt dokładnie), aż powstanie w miarę jednolita masa.

 

 

Uwagi

 

Jeśli chodzi o to pesto, ważne jest to, jak zmielimy składniki, ja nie robię tego zbyt dokładnie, lubię poczuć kawałki orzechów i od czasu do czasu lekko trzaskającą pod zębami kolendrę. Jeśli jednak wolicie bardziej gładką konsystencję, miksujcie dłużej i dodajcie zmieloną kolendrę oraz kmin rzymski.

 

Pesto z modrej kapusty jest wyjątkowo smaczne, może stanowić dodatek do makaronu lub stać się pyszną pastą na kanapki. Enjoy!

 

                                                                            Wasza,

                                                                                                             Mariola

 

P.S. Zapomniałam jeszcze dodać, że jeśli zachowacie zaproponowaną przeze mnie kolejność składników, otrzymacie potrawę przygotowaną  według Pięciu Przemian :)

.……………………………………………………………………………………..……………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Zdjęcie Stupy Swayambhu pobrane z: ” Free Image via Photober.com

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Napój zmieniający życie

Zawiera imbir, kurkumę, czarną rzepę i nasiona chia.

Wzmacnia żołądek, śledzionę, trzustkę, wątrobę, woreczek żółciowy i jelito grube!

 

napój 1

 (prawdziwe cudo, prawda?)

 

Oczyszczanie ciała i umysłu – ciąg dalszy…

Dziś chciałabym trochę więcej napisać o tym, jaki wpływ wywierają myśli i emocje na nasze ciało. Z pewnością słyszeliście  niejedną historię o wielkich medytujących? Prawie każda z nich to prezentacja możliwości naszego umysłu. Dobra wiadomość jest taka, że my również możemy mieć takie osiągnięcia, jeśli nauczymy się, jak z naszym umysłem codziennie pracować :) Jeśli ktoś zna na przykład historię życia Buddy, z pewnością wie też, że Budda, zanim został Buddą, był księciem, człowiekiem z krwi i kości! Wiele z powyższych historii udowadnia również, że umysł może wpływać na ciało i zmieniać jego parametry – często w szokujący sposób. Takie przypadki znane są nam też z doświadczeń zwykłych ludzi. Wszyscy znamy takie historie:  ludzie, którzy przeżywają wiele dni bez dostępu do wody i jedzenia, dziewięćdziesięciolatka wykonująca zaawansowane ewolucje na trapezie, matka podnosząca ciężarówkę, która przygniotła jej dziecko, i wiele, wiele innych…

Jednak ten sam umysł może też osłabiać ciało, to są te wszystkie negatywne emocje, którym na co dzień ulegamy: gniew, złość, uraza, chęć odwetu, żal, poczucie krzywdy. Kiedy przyjrzymy się ludowym przysłowiom, możemy zobaczyć, że na pewnym poziomie jest to dla nas zrozumiałe, te przysłowia tylko potwierdzają, że tak właśnie się dzieje: „leży mi to na wątrobie”, „mam ścisk żołądka”, „nie trawię go”, „zadałeś mi cios w plecy”, „cios prosto w serce”, „cios poniżej pasa”. Tych sformułowań używamy tak naprawdę, żeby pokazać, jak emocje wpływają na nasze ciało. Czyjeś słowa czy też działania wywołują w nas określone reakcje emocjonalne, a te reakcje wywołują określone zmiany w naszym ciele. Dlatego nie wystarczy raz na jakiś czas zrobić oczyszczenie ciała, chociaż jest to pomocne. Tak naprawdę sprawy trzeba załatwiać na bieżąco, żeby negatywne emocje nie pustoszyły naszych ciał i żeby negatywna energia, której są źródłem, nie kumulowała się w naszych narządach i tkankach, uszkadzając je. Oczywiście nie ma sytuacji idealnych, ale tego rodzaju dążenie powinno być stałym elementem naszej codziennej emocjonalno-psychicznej higieny :) Wyczyszczone emocje = zdrowe ciało. 

Jeśli coś ci „leży na wątrobie”, porozmawiaj z osobą, której to dotyczy, może uda się to łatwo wyjaśnić i okaże się, że ten smok wcale nie miał stu głów :) Przypomina mi się tutaj pewna anegdota, zresztą jedna z moich ulubionych. Mieszkało obok siebie dwóch mężczyzn, jednemu z nich zepsuł się sekator i nie mógł w związku z tym przyciąć żywopłotu, który za bardzo się rozrósł. Pomyślał, że w zasadzie mógłby pożyczyć ten sekator od sąsiada, ale nie był pewny, czy tamten się zgodzi, i zanim jeszcze się zapytał, już zaczął wymieniać mnóstwo powodów, dla których sąsiad z pewnością nie pożyczy mu tego sekatora, a było ich tak dużo, że kiedy zapukał w końcu do drzwi sąsiada i tamten stanął w progu, jedyna rzecz, jaką był w stanie powiedzieć, brzmiała: „ a wsadź sobie Pan ten sekator w…”  :) Często wyolbrzymiamy nasze problemy, także te z ludźmi, i często okazuje się, że ktoś się do nas nie uśmiechnął, nie dlatego że nas nie lubi, tylko właśnie się dowiedział, że jego ojciec jest bardzo chory. A my już odbieramy to zachowanie przeciwko sobie… Dlatego teraz, wiosną, warto to wszystko zweryfikować i odblokować przeciążoną wątrobę :)

Znów z drugiej strony to, co jemy, może także wywoływać w nas określone stany emocjonalne. Jeśli spożywasz produkty, które osłabiają twoje nerki, będziesz coraz częściej czuł lęk, jeśli osłabiasz serce, w twoim życiu będzie coraz więcej niejasności i coraz mniej radości. Jeśli pijesz dużo smoothies, zwłaszcza rano, jesz często surowe owoce i warzywa, będziesz ciągle rozpamiętywać wszystkie krzywdy, których doznałeś i wbrew pozorom będziesz niedożywiony, ponieważ w ten sposób osłabiasz narządy trawienne i nie są one w stanie pobierać składników odżywczych z pożywienia. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że szeroko reklamowana i chętnie odwiedzana w Warszawie restauracja z żywnością raw została zamknięta po roku działalności. Nie było chętnych na surową żywność! Dla mnie jest to zrozumiałe :)

Dziś przygotowałam dla Was leczniczy napój, który powinno się pić wiosną codziennie przez dwa tygodnie, zaraz po obudzeniu się, żeby wzmocnić narządy trawienne. Dzięki niemu będziemy w stanie strawić prawie wszystko :) a także oczyścimy wątrobę. Jeśli ktoś jest przegrzany lub ma nadciśnienie, powinien zmniejszyć ilość imbiru lub w ogóle z niego zrezygnować. Zapomnijcie o zimnych smoothies z lodem na pusty żołądek i o jogurtach prosto z lodówki! Brr! Gorący napój z imbirem i czarną rzepą podgrzewa nasz trawienny „kociołek” i sprawia, że cały proces trawienia przebiega niezwykle skutecznie. Enjoy :)

Jak działają składniki tego napoju:

  1. Czarna rzepa, hei luo bo (po mandaryńsku), jest wyjątkowo skutecznym lekarstwem na wątrobę i woreczek żółciowy – to właśnie z czarnej rzepy produkuje się raphacholin. Czarna rzepa jest również cenionym lekarstwem w TCM, usuwa tzw. gorąco z wątroby i uwalnia ją z zastoju. Pomaga też w usuwaniu z organizmu toksyn i oswobadza krew z zastoju. Sok z czarnej rzepy, jak wykazały badania przeprowadzone przez Rosjan, jest nawet w stanie przywrócić równowagę tarczycy, niezależnie czy mamy niedoczynność tarczycy, czy nadczynność. Dzieje się tak za sprawą ważnego składnika czarnej rzepy tzw. rafaniny, która wzmacnia siły obronne naszego organizmu i ma bezpośredni wpływ na poziom hormonów tarczycy T3 i T4 – pomaga utrzymywać go w równowadze. Dodajmy jeszcze, że czarna rzepa jest bogatym źródłem potasu, magnezu, witaminy C, żelaza i siarki. 
  1. Imbir, świeży: sheng jiang (po mandaryńsku), zawiera gingerole, składniki o silnych właściwościach przeciwzapalnych i przeciwutleniających. Działa łagodząco na żołądek i wspomaga wydzielanie żółci. Imbir chroni wątrobę, a także pomaga ją zregenerować. Badania wykazały, że imbir w znaczący sposób pobudza działanie enzymów trawiennych, zwłaszcza lipazy i amylazy, które są kluczowe, jeśli chodzi o trawienie tłuszczów i węglowodanów. Co więcej imbir zwiększa aktywność trypsyny, która bierze udział w trawieniu białek. Ma właściwości przeciwwymiotne i pomaga w przypadku choroby lokomocyjnej.  
  1. Cytryna – pobudza wydzielanie żółci i enzymów trawiennych i chociaż ma kwaśny smak, powoduje, że nasze wewnętrzne pH staje się bardziej zasadowe po jej spożyciu. Warto wiedzieć, że te właściwości cytryna/sok z cytryny zachowuje w ciągu pół godziny od zetknięcia się z powietrzem, czyli po przekrojeniu cytryny. Jeśli pijemy sok z cytryny z ciepłą wodą, stymuluje to perystaltykę jelit. Dodajmy jeszcze, że cytryna jest wspaniałym antyoksydantem ze względu na dużą ilość vit. C. Równocześnie ma ona właściwości antywirusowe i przeciwbakteryjne. Ponadto poprawia koncentrację i pomaga odzyskać dobry nastrój, a skórka z cytryny pomaga zmniejszyć poziom cholesterolu we krwi. Jako ciekawostkę podam, że maratończycy i ludzie uprawiający wspinaczkę często piją sok z cytryny bezpośrednio z cytryny – wbijają  słomkę w czubek owocu cytryny, a następnie piją sok. To daje natychmiastowy przypływ energii. Sok z cytryny lepiej gasi pragnienie niż woda. Jego smak i zapach stymulują mózg i pomagają zwalczyć zmęczenie.
  1. Kurkuma, jiang huang (korzeń, przyprawa indyjska), należy do rodziny imbirowatych, pobudza krążenie, ma właściwości przeciwzapalne, wzmacnia żołądek i śledzionę, zwiększa ilość dobroczynnych bakterii w jelitach, oczyszcza wątrobę i krew, rozpuszcza kamienie żółciowe, ma niezwykłe właściwości antyoksydacyjne i ułatwia trawienie białek. Leczy nawet marskość wątroby, co jest potwierdzone licznymi badaniami. Dodatkowo usprawnia procesy myślowe. 
  1. Chia – nasiona chia są bogate w tłuszcze wielonienasycone, zwłaszcza w kwasy Omega 3. Nasiona te składają się w 60 procentach z Omega3, i w ten sposób są jednym z najbogatszych źródeł tych kwasów na Ziemi, zwłaszcza kwasu ALA (Kwasu α-linolenowego). Nasiona chia mają działanie przeciwzapalne, pomagają redukować cholesterol, są wspaniałym źródłem błonnika (10 gramw 2 łyżkach nasion), dzięki czemu wspierają pracę jelita grubego.  Chia są bogate w antyoksydanty, a także są bogatym źródłem wapnia, fosforu, magnezu i manganu. Do tego pomagają regulować poziom insuliny we krwi. Nie zawierają glutenu. Dodałam chia do tego napoju głównie dlatego, że działają łagodząco na ściany żołądka i jako pokarm tzw. śluzowaty mają zbawienny wpływ na wyściółkę jelit.

 

Napój ten niewiarygodnie szybko przynosi efekty. Jednak warto skonsultować się najpierw z lekarzem, czy w naszym przypadku jest on wskazany. Po dwutygodniowej kuracji można go przygotowywać od czasu do czasu i wypijać przed śniadaniem. Jeśli ktoś chce stosować go leczniczo  dłużej niż dwa tygodnie, powinien zasięgnąć porady lekarza. Przeciwskazaniem do picia tego napoju może być nadciśnienie, ciąża i karmienie piersią.

Jeśli zachowacie podaną przeze mnie kolejność składników, otrzymacie napój przygotowany zgodnie z metodą Pięciu Przemian. Zakończyłam go na Przemianie Drzewa i w ten sposób energię skierujemy do Wątroby – oznacza to, że najbardziej wzmocni on Wątrobę.

 

NAPÓJ ZMIENIAJĄCY ŻYCIE

Rodzaj posiłku: napój leczniczy

Podajemy z: pijemy sam napój, przygotowany według przepisu

Wegetariański: tak

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 2

 napój 2

 

500 ml wody źródlanej lub filtrowanej

½ łyżeczki kurkumy w proszku lub kilka

plasterków korzenia kurkumy (ok. 10 g)

¼ łyżeczki sproszkowanego korzenia lukrecji

125 ml soku z czarnej rzepy

15 – 20 g pociętego w plastry, świeżego korzenia imbiru,

obranego ze skórki

szczypta różowej soli himalajskiej

½ łyżeczki otartej skórki z cytryny

2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny

szczypta sproszkowanej kurkumy

2 łyżki miodu, najlepiej organic

1 łyżeczka nasion chia

szczypta zielonego pieprzu

szczypta soli morskiej

1 – 2 cienkie plastry ekologicznej cytryny ze skórką

1 – 2 cienkie plastry ekologicznej limonki ze skórką

(jeśli nie mamy ekologicznych cytryn/limonek,

musimy sparzyć ich skórkę przed użyciem)

 

  1. Zagotowujemy wodę w rondlu i zmniejszamy trochę ogień. Na wrzątek wrzucamy najpierw kurkumę, po chwili lukrecję, następnie wlewamy sok z czarnej rzepy i wrzucamy świeży imbir, gotujemy przez chwilę i wrzucamy sól. Po chwili dodajemy skórkę z cytryny. Gotujemy pod przykryciem przez 10 minut na małym ogniu (jeśli ma mieć mniej rozgrzewający charakter, gotujemy krótko,     3 -5 minut powinno wystarczyć).

  2. Zdejmujemy z ognia, odcedzamy i studzimy do temperatury ok. 50°C, a następnie wlewamy sok z cytryny, dodajemy kurkumę, miód i chia. Energicznie mieszamy przez  ok. 1 – 2 minuty i odstawiamy na chwilę, żeby chia zwiększyły swoją objętość. Na koniec wrzucamy po kolei: szczyptę zielonego pieprzu, szczyptę soli, plastry cytryny oraz limonki, mieszamy, Pijemy! :)  

Napój ten jest przepyszny i ta świadomość, że działa korzystnie na cały organizm… Można go przygotować poprzedniego dnia, odcedzić, wlać do termosu ze szklanym wkładem, a rano tylko sprawdzić jego temperaturę i dodać pozostałe składniki.

 

                                             With love,

                                                            Wasza Mariola

 

P.S. Jutro nów i zaćmienie słońca, uważajcie na siebie :) Zaćmienie będzie można obserwować w Polsce rano, około godz. 10.00, trzeba mieć ciemne okulary…

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

Domowe, bezglutenowe wafle z czekoladowym masłem bez masła

Zawierają dobre tłuszcze, magnez, wapń i mnóstwo antyoksydantów.           Wspomagają procesy myślowe i poprawiają humor :)                                          Smaczne domowe wafle, proste w przygotowaniu :)

wafle

Dziś jest pełnia Księżyca, to dobry moment, żeby zaplanować post/oczyszczanie. Dzień pełni to szczególny dzień, wszystko co robimy tego dnia ma dużo mocniejsze skutki. Trzeba bardzo uważać na słowa i działania. W wielu kulturach ludzie w pełnię nie jedzą mięsa, a starzy jogini medytują przez cały dzień. Pełnia to dobry czas, żeby sobie coś przemyśleć, podsumować wydarzenia z ostatniego miesiąca, zamknąć jakiś okres. Przez kolejne dwa tygodnie będziemy mieli podwójnie korzystny czas na oczyszczanie się, po pierwsze będzie nam sprzyjała faza Księżyca, a po drugie zgodnie z naturalnym kalendarzem mamy już wiosnę, czyli nadszedł czas na wiosenne porządki. Najważniejsze jednak są te w naszych głowach.

Kiedyś zostałam zaproszona do domu moich dobrych znajomych, mieliśmy rozmawiać o współpracy. Spotkanie miało charakter biznesowy, ale ponieważ znaliśmy się od lat, odbyło się ono u nich domu, który właśnie został wyremontowany. Oprowadzili mnie po nim, żeby pokazać, jak się urządzili. Dom był piękny i miło nam się rozmawiało, ale zanim usiedliśmy do rozmów biznesowych, mój znajomy zaproponował, że pokaże mi jeszcze ogród. Zeszliśmy do ogrodu równie cudnie zagospodarowanego – moim zdaniem wyglądał idealnie, ale mój znajomy zaczął go nagle porządkować, inaczej ustawił doniczki, pozbierał liście, przyciął kilka gałązek… z początku zdziwiło mnie to, dziś wiem, że chciał w ten sposób uporządkować swoje myśli przed poważniejszą rozmową. 

Porządkowanie przestrzeni na zewnątrz pomaga nam uporządkować przestrzeń wewnętrzną. Zanim więc przystąpimy do diety oczyszczającej ciało, rozejrzyjmy się wokół siebie i sprawdźmy, co wymaga w naszym życiu uporządkowania. I nie zawsze chodzi tu o szafy pełne ubrań, w których dawno już nie chodzimy, ani też o przeterminowane zapasy w szafkach kuchennych :) W najbliższy weekend skupcie się na sobie i na tym, co wymaga w Waszym życiu uporządkowania, ja też tak zrobię, im więcej osób to zrobi, tym bardziej pomożemy sobie nawzajem :) Najważniejsze w naszym życiu są związki, czy jednak każdy warto kontynuować? Niektórzy ludzie mają negatywne podejście do wszystkiego, i niestety nie pomożemy im się zmienić, jeśli sami nie będą tego chcieli. Jeśli będą często przy nas, szybko odczujemy niemiłe skutki tych kontaktów. Najgorsze jednak co może być, to mieszkanie pod jednym dachem lub częste spotykanie się z kimś, kto wciąż nas krytykuje, osłabiając w ten sposób naszą życiową energię. Szukajmy wspierających nas osób, dobrze do nas nastawionych, szanujących nas i to, co robimy. Miłość musi kwitnąć :)  

W dobrej atmosferze łatwo o przemyślenie innych kwestii: praca zawodowa, wartości, duchowość, dieta, ćwiczenia… Co jest dla nas najważniejsze? Czym najpierw się zajmiemy, a co będzie następne? Nie uporządkujemy wszystkiego od razu, a szklanka zielonego smoothies wypita rano nie oczyści nas, jeśli za godzinę pokłócimy się z partnerem lub szef znów zepsuje nam dzień – nie ma nic gorszego niż toksyny, które pochodzą z konfliktów lub negatywnych myśli. Ciało idzie za umysłem, oczyść najpierw swój umysł, a oczyszczenie ciała to już tylko kosmetyka :)  

Dziś pyszne wafle, pełne dobrych tłuszczów i przyjemnych aromatów – do kawy lub popołudniowej herbatki, przy której będzie można sobie różne rzeczy przemyśleć lub na spokojnie z kimś porozmawiać w ramach życiowych porządków :)

Wafle przełożone są masą przygotowaną na bazie czekoladowego masła bez masła. Ten deser przygotowuje się szybko, więc zostanie nam dużo czasu na rozmowy i przemyślenia. Enjoy :)

 

A teraz zapraszam już na przepis!

 

DOMOWE BEZGLUTENOWE WAFLE Z CZEKOLADOWYM MASŁEM BEZ MASŁA

Rodzaj posiłku: deser 

Podajemy: np. polane białą czekoladą lub lukrem, w papilotkach

Wegetariański: tak 

Wegański: w zależności od wafli

Bezglutenowy: tak 

Ilość porcji: 4 wafle, przekładane masą czekoladową

wafle 2

 

Czekoladowe masło bez masła

 

90 g awokado

200 ml śmietanki sojowej lub innej roślinnej

90 g oleju kokosowego raw organic

90 g dobrej jakości gorzkiej czekolady, może też być Goplana

2 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado

½ – 1 łyżeczka cynamonu

 

Masa do wafli

 

czekoladowe masło bez masła wg powyższego przepisu

1 łyżka surowego kakao lub zwykłego

1 łyżka karobu

1 łyżka jasnego cukru trzcinowego muscovado

szczypta soli

4 bezglutenowe wafle, im twardsze tym lepsze

 

Dodatkowo

1 łyżeczka oleju kokosowego raw, organic

1/2 tabliczki czekolady

(jeśli chcemy mieć więcej polewy, zwiększamy proporcjonalnie ilość czekolady i oleju)      ewentualnie trochę białej czekolady do polania po wierzchu

 

  1. Najpierw przygotowujemy „Czekoladowe masło bez masła”. Do niedużego rondla wrzucamy olej kokosowy i częściowo go rozpuszczamy, następnie dodajemy połamaną na kawałki czekoladę i mieszamy, dopóki czekolada i olej nie rozpuszczą się całkowicie. Zdejmujemy z ognia i studzimy przez kilkanaście minut. Osobno miksujemy awokado ze śmietanką sojową, najlepiej za pomocą ręcznego blendera. Do zmiksowanego awokado wlewamy rozpuszczony olej z czekoladą, dodajemy cukier muscovado oraz cynamon i ponownie miksujemy, aż składniki dobrze się połączą. Na tym etapie możemy przełożyć masę do słoiczka, odstawić na godzinę do lodówki i delektować się czekoladowym masłem bez masła, którym można smarować kanapki zamiast np. nutelli :)
  2. Na bazie powyższego masła można przygotować też masę do wafli. Zanim masło włożymy do lodówki, dodajemy pod koniec miksowania surowe kakao, karob, szczyptę soli i dodatkową łyżkę cukru trzcinowego. Dokładnie miksujemy. Jeśli chcemy użyć tej masy do wafli, wkładamy ją na dwie godziny do lodówki, a następnie smarujemy nią wafle. Jeśli masa jest za twarda, można ją zmiksować przez chwilę ręcznym blenderem i dopiero wtedy nakładać. Masę nakładamy dokładnie na cały wafel, pilnując, żeby brzegi też były posmarowane. Wafel przykrywamy kolejnym waflem, który znów smarujemy i przykrywamy aż do wyczerpania wafli i/lub masy. Takie wafle podajemy od razu, jeśli za długo poleżą, mogą za bardzo nasiąknąć.
  3. Wafle można też oblać po wierzchu czekoladą. W tym celu rozpuszczamy w rondlu jedną łyżeczkę oleju kokosowego, wrzucamy pół tabliczki gorzkiej czekolady, połamanej na kawałki i mieszając rozpuszczamy czekoladę. Odstawiamy na bok, na dziesięć minut, żeby trochę przestygła. Tak przygotowaną czekoladą polewamy wafle, a następnie wstawiamy je na 10 – 15 minut do zamrażarki. Kroimy i podajemy od razu, najlepiej w papilotkach. 

 wafle 3

Uwagi

  1. Z wafli przełożonych masą można wycinać różne kształty, np. robić okrągłe torciki za pomocą kołnierza cukierniczego.
  2. Wafle te są mocno czekoladowe, więc jeśli nie lubicie smaku gorzkiej czekolady, możecie na niektóre wafle położyć inną masę, np. zmielony mak czy też masę karmelową.

 

 Pomyślnego oczyszczania,

                                                                          Wasza Mariola :)

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

 

 

Zaskakujące pankejki z mąki kokosowej

Bez glutenu, bez zbóż i bez laktozy!

Pyszne, puszyste, lekko słodkie, na śniadanie i do lunch boxa!

 

Pankejki z mąki kokosowej

 

Koniec zimy! :)

Chociaż za oknem jeszcze biało i temperatury wciąż utrzymują się poniżej zera, tegoroczna zima to już przeszłość! Zgodnie z naturalnymi prawami przyrody, odkrytymi  już wiele wieków temu przez mądrych Tybetańczyków i Chińczyków, od początku tego tygodnia jesteśmy w strefie przejściowej pomiędzy zimą a wiosną. Okres ten będzie trwał do 12 lutego. To dobry czas na wzmocnienie naszych narządów trawiennych i czas na zmianę naszego jadłospisu. Marchewka, pietruszka (korzeń), kalarepa, kapusta, koper włoski, ziemniaki, kasza jaglana, kasza kukurydziana, kokos, olej kokosowy, mąka kokosowa, lukrecja, miód, wszystko, co ma słodki smak (ale nie chodzi tu o ciasta, ciastka i cukierki :) ) a także ciepłą lub neutralną naturę termiczną, jest teraz najbardziej pożądane. Jeśli jecie mięso, najbardziej tu pasuje ekologiczna wołowina z warzywami korzeniowymi o smaku słodkim. W tym czasie ograniczamy spożycie surowych warzyw i owoców, soków, szejków, itp., a także ograniczamy spożycie produktów o smaku kwaśnym – kiszonej kapusty, ogórków, pomidorów, pomarańczy, octu, itp. Ma być słodko :) Także nasze myśli powinny być „słodkie” i dobre :) , ponieważ mają one niebagatelny wpływ na zdrowie naszych narządów trawiennych. Kontrola emocji takich, jak złość czy gniew jest również bardzo ważna w tym czasie. Tybetańczycy na przykład uważają, że wystarczy jedna chwila gniewu, żeby zniszczyć pozytywny efekt wszystkich dobrych rzeczy, które latami dla kogoś robiliśmy, taka to siła :)

 ♥

Dziś przygotowałam dla Was „Pankejki z mąki kokosowej”. Kokos to jeden z tych produktów, których najbardziej teraz potrzebujemy :) Jest ciepły z natury i słodki w smaku, a do tego mąka kokosowa zawiera mnóstwo dobrej jakości błonnika, za który nasze jelita będą nam wdzięczne i dzięki któremu nasze emocje pozostaną stabilne. Mąka kokosowa jest mąką pełnoziarnistą i zawiera wiele cennych składników odżywczych – witaminy z grupy B – B2, B6, witaminy C i E, kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Teraz pozostaje nam już tylko przyrządzenie czegoś smacznego i zdrowego na bazie mąki kokosowej :)

Kiedy zaczęłam pracować nad przepisami do książki „Zaskakujący kokos i jego uzdrawiające właściwości” od razu zakochałam się w mące kokosowej. Jest puszysta, lekko słodka i ma delikatny posmak kokosa, który jednak nie jest wyczuwalny w potrawach wytrawnych. Mąka kokosowa jest mąką bezglutenową i wydaje mi się, że są bardzo małe szanse, żeby została zanieczyszczona glutenem, ponieważ firmy wytwarzające różne produkty z kokosa zazwyczaj wytwarzają produkty tylko z kokosa, często są to małe rodzinne gospodarstwa. Dodajmy jeszcze, że mąka kokosowa jest mąką o niskiej zawartości węglowodanów, co również sprawia, że jedząc potrawy przyrządzone w oparciu o mąkę kokosową, jesteśmy w stanie lepiej kontrolować emocje.

 

Jak wybrać dobrej jakości mąkę kokosową?

Mąkę kokosową wytwarza się z miąższu kokosa. Są dwa rodzaje mąki kokosowej – jeden to mąka pochodząca z miąższu świeżo zerwanego kokosa, drugi to mąka z długo suszonego miąższu, tzw. kopry. W Polsce można kupić zarówno gorszą jakościowo mąkę z kopry, jak i bardziej wartościową mąkę produkowaną ze świeżego miąższu kokosa. Jeśli chcemy być pewni jakości mąki kokosowej, wybierzmy tę oznaczoną jako organic, raw oraz unbleached (ekologiczną, surową – zawierającą enzymy –  i nie wybielaną).

 

Cena mąki kokosowej a koszty potrawy

Mąka kokosowa to często spory wydatek, ceny kształtują się od kilku do kilkudziesięciu złotych za kilogram. To może wiele osób zdystansować, ale prawda jest taka, że za dobre jakościowo produkty zawsze zapłacimy więcej. Tylko czy mąka kokosowa jest rzeczywiście taka droga? Warto pamiętać, że zwiększa ona swoją objętość trzykrotnie po dodaniu płynów, jest więc bardzo wydajna. W przepisie użyłam mąki kupionej w Kuchniach Świata (to mąka produkowana ze świeżego miąższu i nie wybielana – dobra jakość za niewielką w gruncie rzeczy cenę), która kosztuje 19 zł za 750 g, i tym samym koszt mąki kokosowej do naszych pysznych sycących pankejków (nie da się zjeść tego za dużo) na dwie/trzy osoby to niecałe 2 złote (1,77). Gdybyśmy jednak chcieli użyć dużo lepszej jakościowo mąki dr Goerg (organic, raw, unbleached), która kosztuje 54,50 zł za 1 kg, to też będziemy zaskoczeni, koszt tej mąki użytej do naszych placków wyniósłby tylko 3,81 zł. I to za jaką jakość!

Dodam jeszcze, że z tej ilości mąki kokosowej (70 g) przygotowuję też muffinki (przepis wkrótce na blogu) – wychodzi 9 standardowych muffinek! Czy ktoś tu mówił, że mąka kokosowa jest droga? :)

 

Przygotowywanie potraw z mąki kokosowej

 Mąka kokosowa jest mąką bezglutenową i trzeba umieć się z nią obchodzić, żeby potrawy z niej przygotowywane nie rozpadały się. Dlatego do potraw zawierających mąkę kokosową takich, jak naleśniki, placki, ciasta, ciasteczka dodaje się dużo jajek, które zastępują w potrawie gluten i utrzymują ją w całości. Zazwyczaj dodaje się do potraw 1 duże jajko na każde 30 g mąki kokosowej.

Mąka kokosowa zawiera dużo błonnika, a rekomendowaną przez WHO (World Health Organization) dzienną dawką spożycia błonnika jest 40 g. W związku z tym możemy w ciągu dnia spożywać ok. 100 g mąki kokosowej, jeśli nie spożywamy innych potraw zawierających dużo błonnika. Z powodu dużej zawartości błonnika potrawy zawierające mąkę kokosową są dość sycące, dlatego niektórzy łączą tę mąkę z innymi rodzajami mąki, pszenną, ryżową, kukurydzianą.

 

Mąka z wiórków kokosowych 

Zauważyłam, że niektóre osoby wytwarzają mąkę kokosową z wiórków kokosowych, mieląc wiórki w młynku do kawy. Też to przetestowałam, pracując nad przepisami do „kokosa”, ale nie przekonałam się do mąki kokosowej wytwarzanej z wiórków – jest ona bardzo tłusta i bardzo ciężka, trzeba jej  użyć więcej do potrawy niż mąki wytwarzanej profesjonalnie z miąższu kokosa, a do tego placki czy ciasta na bazie mąki pochodzącej z wiórków nie są tak puszyste. Nie polecam tej mąki zwłaszcza do placków lub naleśników, moim zdaniem stają się one ciężkostrawne. W wypiekach mąka z wiórków bardziej się broni (chociażby słynne kokosanki), ale wówczas dodajmy do potrawy dużo mniej tłuszczu lub wcale. Oczywiście mąka kokosowa, którą kupujemy w sklepie też zawiera tłuszcz – od 6% do 25%  (dlatego warto czytać etykiety, żeby wybrać tę mniej tłustą), ale w wiórkach znajdziemy go dużo więcej, dla przykładu wiórki kokosowe dr Goerg zawierają prawie 70% ! tłuszczu :)

Więcej informacji o mące kokosowej i innych produktach pochodzących z kokosa znajdziecie w mojej książce „Zaskakujący kokos” :)

Okładka kokos

 

A teraz zapraszam już na przepis :)

 

 ZASKAKUJĄCE PANKEJKI Z MĄKI KOKOSOWEJ

Rodzaj posiłku: śniadanie, do lunch boxa

Podajemy z: miodem lub słodem ryżowym, śmietanką roślinną lub inną

Wegetariański: tak 

Wegański: nie

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: wzmacnia narządy trawienne

Ilość porcji: 8 – 10 pankejków

 

Zaskakujące pankejki

Przepis

 

3 jajka

125 ml mleka kokosowego

125 ml mleka sojowego

1 – 2 łyżki cukru pudru trzcinowego

lub innego, np. ksylitolu

70 g mąki kokosowej, najlepiej organic

2 łyżki skrobi kukurydzianej

szczypta soli

¼ łyżeczki proszku do pieczenia

1 łyżka oleju kokosowego, tłoczonego na zimno

1 łyżka esencji waniliowej bez alkoholu (opcja)

3 – 4 łyżki posiekanej w grubsze wiórki gorzkiej czekolady (opcja)

2 – 3 łyżki rodzynków (opcja)

olej kokosowy do smażenia

 

 

  1. Jajka wyjmujemy z lodówki przynajmniej 2 godziny przed użyciem, żeby miały temperaturę pokojową.
  2. Rozpuszczamy olej kokosowy (1 łyżka) w niedużym rondlu.
  3. Do osobnego rondla wlewamy mleko kokosowe oraz sojowe, a następnie podgrzewamy tak, żeby były lekko ciepłe.
  4. Mąkę kokosową wrzucamy do miski, dodajemy skrobię, sól i proszek do pieczenia, mieszamy, żeby składniki się połączyły.
  5. Do osobnej miski wbijamy jajka, dodajemy cukier puder trzcinowy i ubijamy mikserem przez 2 minuty. Wlewamy ciepłe mleko i ubijamy, aż wytworzy się piana (kilkanaście sekund). Następnie dodajemy mąkę kokosową z dodatkami (mąka powinna być przesiana, ponieważ ma tendencje do zbrylania się). Ubijamy przez chwilę, żeby składniki się połączyły i żeby wytworzyła się jednolita emulsja. Wlewamy rozpuszczony olej kokosowy, esencję waniliową (opcja) i dodajemy rodzynki (opcja) oraz czekoladę (opcja). Mieszamy i odstawiamy na 5 minut, żeby masa zgęstniała (mąka kokosowa wchłonie w tym czasie część płynu).
  6. Następnie rozgrzewamy olej kokosowy na patelni i smażymy pankejki, wrzucając po ok. 2 łyżki masy na jednego pankejka. Smażymy po 1 minucie z każdej strony na średnim ogniu – patelnia nie może być zbyt mocno rozgrzana, bo pankejki będą się przypalać, ja ustawiam 6 lub 7 na kuchence elektrycznej na 9 poziomów nagrzewania (od 1 do 9). Jeśli patelnia zaczyna dymić, trzeba ją na chwilę odstawić, żeby trochę się ochłodziła. Do przekładania pankejków na drugą stronę najlepiej użyć łopatki lub szerokiego noża. Pankejki są dość miękkie, dlatego łatwiej je przekładać na drugą stronę, jeśli nie są zbyt duże. Podczas smażenia pankejków potrzebujemy trochę wyczucia – z jednej strony staramy się, żeby pankejki za mocno się nie przysmażyły, ale z drugiej strony powinny dobrze się ściąć u góry, żeby łatwiej przekładało się je na drugą stronę.

 

Opcja

Panejki można też smażyć na małej patelni o średnicy 14 cm, wlewając po 60 ml masy na 1 pankejka, dzięki temu będą równe, tak jak widać na zdjęciu, ale jest to oczywiście bardziej czasochłonne.

 

Podajemy polane miodem/słodem ryżowym, można też dodać trochę ulubionej śmietanki. Są cuuudoooowne!!! Lekko słodkie, puszyste, trochę smakują jak placki z twarożkiem, po prostu „niebo w gębie”. Musicie je wypróbować! A jeśli zdecydujecie się dodać czekoladę i rodzynki do pankejków, przeniosą Was one na jeszcze wyższy poziom szczęścia :)

 

                                                    LOVE

                                                                               Mariola

 

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2014 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved

Rozgrzewająca zupa z piekarnika

Bez mięsa, bez śmietany, bez zbóż.

Rozgrzewa, odpręża, odżywia! Smakuje i pachnie obłędnie :)

 

Zupa z piekarnika

 

Odpoczęłam :) Po raz pierwszy od nie wiem kiedy podczas tych wszystkich cudownie wolnych dni prawie nic nie robiłam. Trochę czytałam, obejrzałam parę dobrych filmów (ale nie było to kino akcji, tylko np. mój ulubiony „Fortepian”), medytowałam,  trochę pisałam, itp. Jednym słowem zajmowałam się głównie sobą, ale nie mam poczucia winy ani też poczucia, że zmarnowałam czas. Wręcz przeciwnie, czuję się fantastycznie, wypoczęta, zrelaksowana, mój kortyzol przestał szaleć, a ja w pełni zregenerowana uśmiecham się do wszystkich :)

Odpoczynek zimą to podstawa, dzięki temu nasze ciało ma szansę odnowić swoje rezerwy, a nasz umysł może bardziej się zrównoważyć. Nie każdy o tym wie, ale zimą zapadamy w pewien rodzaj hibernacji, podobnie jak niedżwiedzie, nasza krew gęstnieje, a jej ruch się spowalnia. Co więcej, ochładza się powierzchnia naszego ciała, dzięki czemu łatwiej znosimy niskie temperatury na zewnątrz. To wszystko sprzyja wycofaniu się, odpoczynkowi, refleksji, nie jest to czas na zmiany ani na nadmierną aktywność. Chcąc wejść w rytm zimy, powinniśmy zwolnić, a także zmienić nasz sposób odżywiania się na mniej pobudzający, a za to bardziej rozgrzewający. Zimą unikamy potraw mocno przyprawionych chili, czosnkiem, suszonym imbirem, anyżem gwiazdkowatym, czy też wysokoprocentowym alkoholem. Staramy się rozgrzewać ciało inaczej, np. za pomocą długo gotowanych lub pieczonych potraw takich, jak dzisiejsza zupa pieczona długo w piekarniku :)

 

ROZGRZEWAJĄCA ZUPA Z PIEKARNIKA W/G PIĘCIU PRZEMIAN

 

Rodzaj posiłku: pasuje na śniadanie i obiad/lunch, także do lunch boxa

Podajemy: z pieczywem lub bez

Wegetariański: tak 

Wegański: tak, ale wówczas bez parmezanu

Bezglutenowy: tak 

Pięć Przemian: działanie rozgrzewające

Ilość porcji: 3

 

W 300 g białej średniej fasoli

lub wymieszanych różnych rodzajów fasoli

Z 2 łyżki oliwy z oliwek

M 1 średnia cebula, drobno pokrojona

M 1 łyżka posiekanego szczypiorku dymki

100 g pasternaku, pokrojonego w grubą kostkę

O ½  łyżeczki kurkumy

O ½  łyżeczki kozieradki

Z 750 ml mleka kokosowego

100 g marchewki, pokrojonej w grubą kostkę

50 g selera, drobno pokrojonego

Z 50 g korzenia pietruszki, pokrojonego w grubą kostkę

M 1 duży liść laurowy

M 8 – 10 ziaren zielonego pieprzu

M 1 łyżeczka zmielonej gorczycy

W 500 ml bulionu warzywnego

W kawałek wakame lub kombu

W ½ – 1 łyżeczka soli

D trochę otartej skórki z cytryny

O listki bazylii

Z oliwa z oliwek do polania zupy

M odrobinę zmielonego zielonego pieprzu

W płatki parmezanu (opcja)

 

Dodatkowo wrząca woda O i ewentualnie mleko kokosowe Z do uzupełnienia zupy.

  

  1. Rano wkładamy fasolę W do miski, wlewamy zimną wodę W, zostawiamy na 12 godzin do namoczenia. Wieczorem płuczemy fasolę na sicie pod zimną wodą, odstawiamy na bok.
  2. Do rozgrzanego rondla O wlewamy oliwę z oliwek Z, rozgrzewamy, a następnie wrzucamy szczypiorek M i cebulę M. Smażymy, mieszając, przez 1 minutę, odstawiamy na bok.
  3. Do naczynia do zapiekania wrzucamy pasternak O, dodajemy kurkumę O i kozieradkę O, mieszamy, wlewamy mleko kokosowe Z, wrzucamy marchewkę Z, seler Z i korzeń pietruszki Z, wsypujemy gorczycę M, wrzucamy cebulę podsmażoną razem z dymką M, liść laurowy M,   zielony pieprz M i sól W, dodajemy fasolę W, wlewamy bulion W, wrzucamy kawałek wakame W i trochę otartej skórki z cytryny D. Przykrywamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200°C na 2 godziny. Wyłączamy ogień i zostawiamy zupę na noc pod przykryciem w piekarniku. Przed podaniem podgrzewamy i uzupełniamy wrzącą wodą O i ewentualnie przegotowanym gorącym mlekiem kokosowym Z w takiej ilości, żeby uzyskać odpowiednią dla nas konsystencję. Na koniec posypujemy listkami bazylii O, polewamy oliwą z oliwek Z, posypujemy świeżo zmielonym zielonym pieprzem M i płatkami parmezanu (opcja) W.  

 

Uwaga: Zamiast parmezanu można dać oliwki W lub kawałek śliwki umeboshi W. Ważne, żeby skończyć na Przemianie Wody, ponieważ wtedy wzmocnimy narządy tej Przemiany, czyli Nerki i Pęcherz Moczowy, najbardziej potrzebujące teraz naszej uwagi.

 

Kiedy mróz spada mocno poniżej zera, a śnieg zakrywa wszystko wokół, nie ma lepszego sposobu na rozgrzanie się i poprawę humoru niż zupa pieczona długo w piekarniku, zwłaszcza z fasoli i warzyw. Polecam ją szczególnie weganom i wegetarianom. Miska tej zupy stoi właśnie koło mnie – taki zapach, że chyba będę musiała przerwać pisanie :)

                                                         With love,

                                                                               Mariola

.…………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2012 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved