Odwrócone ciasto z kaszy jaglanej i inne przepisy

Na blogu Grain Kitchen sporo nowych przepisów. Zapraszam na:

Pieczone jaglanki

„Pieczone jaglanki” - przepis tu

odwrócone ciasto

„Odwrócone ciasto z kaszy jaglanej” - przepis tu

buraczki hasselback

„Buraczki hasselback pieczone z jabłkiem i winogronami”przepis tu

Sok z czerwonych owoców

„Acai bowl z sokiem z czerwonych owoców i warzyw” przepis tu

oraz wiele innych przepisów :)

Love,

               Mariola

………………………………………….                                                                                     Opracowanie przepisów – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potrawy: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016/2017 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

Humus* z czerwoną kapustą i inne zaskakujące przepisy

Na moim nowym blogu Grain Kitchen (www.grainkitchen.pl) pojawiają się regularnie nowe przepisy, zachęcam do odwiedzin :) Potrawy przygotowuję z ziaren zbóż, kasz, strączkowych oraz z nasion i pestek, czyli z najlepszych składników służących zdrowiu, zresztą cały blog został tak opracowany, żeby wzmacniał zdrowie. I wbrew pozorom nie jest to chwyt marketingowy :) Opracowując koncepcję bloga, korzystałam z wiedzy, którą posiadam, między innymi z Pięciu Przemian :)

Zapraszam!

Zaskakująca panna cotta

Zaskakująca panna cotta już w tym tygodniu na blogu Grain Kitchen, bez agaru i bez żelatyny, wegańska, a do tego ma typową dla tego typu deseru konsystencję – lekko chwiejącą się – sekret zdradzę już wkrótce :)

 

Humus z czerwoną kapustą

 Opracowany przeze mnie humus (*polska prawidłowa pisownia) z dodatkiem czerwonej kapusty, który znika z talerzy w 5 minut, zachęcam do wypróbowania :)

Przepis tu: http://grainkitchen.pl/?p=1469

 

Kaszomleko jaglane

I wreszcie opracowane przeze mnie kaszomleko jaglane, które jest podstawą wielu moich ostatnich przepisów :)

Przepis tu: http://grainkitchen.pl/?p=1358

Love,

                            Mariola

…………………………………………….                                                                                 Opracowanie przepisów – pomysły i wykonanie: Mariola Białołęcka 
Zdjęcia potraw: 
Mariola Białołęcka  Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka || 
All Rights Reserved

Wracam z nowymi pomysłami :)

 Krem jaglano-jabłkowy

(Krem jaglano-jabłkowy z domową galaretką KLIK)

Przerwy są czasami potrzebne, żeby życie nabrało później blasku i wielu kolorów :) Ja swoją starałam się wykorzystać dobrze – dokończyłam pracę nad książką „Karma Miłości” Geshe Michaela Roacha – już wkrótce będzie dostępna –  i stworzyłam bloga: Grain Kitchen, gdzie znajdziecie sporo nowych pomysłów na wegańskie i wegetariańskie potrawy, nie zawierające glutenu, białego cukru i produktów mlecznych, których głównym składnikiem są bezglutenowe zboża. Na początek sporo nowych przepisów z  kaszy jaglanej i kaszomąki jaglanej, w tym smakowita i prosta w przygotowaniu „Pieczeń jaglana”, rozpływające się w ustach kremy jaglane: „Krem jaglano-jabłkowy z domową galaretką”, „Krem jaglano-wiśniowy z domową galaretką”, pyszne „Tortille jaglano-ziemniaczane”, „Kaszomąka” i inne smaczne pomysły – wkrótce więcej :)

Zupies z czerwonej kapusty

(Zupa krem – zupies – z czerwonej kapusty KLIK)

Na blogu www.grainkitchen.pl będzie więcej informacji o TMC i metodzie Pięć Przemian, która staje się coraz bardziej popularna na całym świecie. Tak duże zainteresowanie Tradycyjną Medycyną Chińską i Pięcioma Przemianami wcale mnie nie dziwi, nie ma lepszego sposobu na utrzymanie naszego ciała i psychiki w dobrej kondycji, niż postępowanie zgodnie ze wskazówkami systemu, który ma wielowiekową tradycję i jego założenia można było dobrze sprawdzić w praktyce :)

Pieczeń jaglana wielowarzywna

(Pieczeń jaglana wielowarzywna KLIK)

Tortille jaglano-ziemniaczane

(Tortille jaglano-ziemniaczane KLIK)

Zapraszam ponownie do mnie – dłuższe przerwy nie są już przewidziane :)

Zaglądajcie, wpisy będę robić często, a jeśli Wam się spodoba, proszę o „like’a” :)

                                                                    LOVE,

                                                                             Wasza, Mariola

………………………………………………………………………………………………………

Opracowanie przepisów – pomysły i wykonanie: Mariola Białołęcka

Zdjęcia potraw: Jacek Białołęcki

Aranżacja potraw i zdjęć: Mariola Białołęcka

Copyright © 2016 by Mariola Białołęcka/Jacek Białołęcki| All Rights Reserved

Congee z dzikiego ryżu

Zamiast owsianki, jaglanki i gryczanki mała odmiana – congee, długo gotowany ryż, wzmacniający zdrowie – z sokiem z jabłek i cynamonem!

Congee z dzikiego ryżu

Mało osób to wie, ale lato i upały to nie jest dobry czas dla naszych Nerek. Zwłaszcza czerwiec nie jest miesiącem przyjaznym dla Nerek. Tak to widzi TMC, a statystyki szpitali pokazują, że najwięcej operacji związanych z usuwaniem kamieni nerkowych odbywa się właśnie w czerwcu. Jeśli więc cokolwiek dzieje się z Waszymi Nerkami, to teraz dostaniecie tego sygnały (oby nie!). O Nerki trzeba dbać zawsze, to podstawowe żródło naszej życiowej energii. Nerki mają też związek z płodnością, seksualnością i dojrzewaniem.  Uważa się, że najlepszym lekarstwem dla Nerek jest mocne życie – odważne wychodzenie w świat, żeby realizować swoje marzenia. Dla mnie prawdziwym testem i szkołą życia były podróże, często samotne – moim zdaniem to właśnie podróże, a zwłaszcza dalekie, najlepiej wzmacniają umysł i charakter, a także dają przestrzeń potrzebną do zobaczenia naszych codziennych rzeczy z innej perspektywy. Jedna taka podróż może czasem zmienić całe życie :)

W taką właśnie podróż wybrałam się kiedyś w środku zimy do Rosji. Podróże po Rosji z Lamą Ole są organizowane co roku i są wysoko cenione w naszym środowisku. Zazwyczaj odbywają się w lutym. Tak więc na początku lutego wsiadłam w Gdyni do pociągu i w ten sposób rozpoczęła się moja wielka przygoda pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Punktem zbiorczym dla tego wyjazdu był Czelabińsk, tam wszyscy mieliśmy spotkać się z Lamą Ole, żeby potem wspólnie pojechać  pociągiem do Nowosybirska i na koniec do Krasnojarska. Odwiedziliśmy wtedy też Omsk, Samarę, Niżny Nowogród, Jekaterynburg oraz Petersburg i wróciliśmy przez Białystok do Warszawy. Była to prawdziwa podróż życia, której się nie zapomina – wszystko co mogło pójść nie tak, poszło nie tak :) Zaczęło się w pociągu jadącym z Gdyni do Pragi, wzięłam kuszetkę, które są zawsze koedukacyjne i byłam w niej sama z jakimś mężczyzną, który dziwnie się zachowywał, a do tego robił dwuznaczne uwagi, w zasadzie nie spałam przez całą noc. Od tamtej pory jeśli mam jechać pociągiem sama, biorę tylko sypialny, gdzie jest podział na kabiny żeńskie i męskie. Po nieprzespanej nocy błądziłam dość długo po peronach w Pradze, z ciężką walizką i plecakiem – w końcu wyjechałam na trzy tygodnie – zanim trafiłam na właściwy peron, w zasadzie w ostatnim momencie przed odjazdem pociągu z Pragi do Moskwy.

Dworzec Główny w Moskwie to była prawdziwa dżungla, tysiące osób, nie wiem, jak to wygląda teraz, ale wtedy wszystkie napisy były w języku rosyjskim i pisane cyrylicą. Nie muszę chyba dodawać, że nikt z obsługi nie mówił ani po angielsku, ani po polsku :) Z dworca mieli odebrać mnie Rosjanie i zawieżć na lotnisko, z którego odlatywał samolot do Czelabińska. Jednak ani na peronie, ani na dworcu nikt na mnie nie czekał, a podany telefon nie odpowiadał. Kiedy w informacji na dworcu próbowałam dowiedzieć się, jak mam się dostać na lotnisko, siedząca tam kobieta zapytała mnie: „A szto ty dziewoczka spod Urala prijechała?” :) W końcu znalazłam kogoś, ktoś mi pomógł i wreszcie mój samolot po wielu perypetiach wylądował na lotnisku w Czelabińsku. Była godzina 24. Jeśli myślicie, że to koniec przygód, bardzo się mylicie. Otwarte pole z niedużym blaszanym barakiem pośrodku raczej trudno było nazwać lotniskiem. Oczywiście nie muszę dodawać, że nikt tam na mnie nie czekał, chociaż wcześniej (jeszcze w Polsce) zostałam zapewniona, że na pewno ktoś odbierze mnie z lotniska. To wszystko miało być zorganizowane i zazwyczaj tak się właśnie odbywało! W „dworcu-blaszaku” było tylko jedno okienko – kasowe, oczywiście zamknięte o tej porze, i jeden aparat telefoniczny – na kopiejki, których nie miałam! Wyobrażacie sobie sytuację? Jest północ, wokół całkowita ciemność, co najmniej dziesięć stopni poniżej zera, a ja stoję z ciężkimi walizkami w małym baraku pośrodku jakiegoś pola i kompletnie nie wiem, co dalej? Nie wiem, gdzie mam jechać, czym, nie znam nawet adresu w Czelabińsku i co więcej, nawet nie mam jak się skontaktować z kimkolwiek, ponieważ nie mam jak rozmienić rubli na kopiejki! Nie mówiąc już o tym, że słabo znam rosyjski, a tu nikt nie mówi ani po polsku, ani po angielsku.

W końcu udało mi się porozmawiać z jednym z pasażerów samolotu – kobietą, która czekała na kogoś bliskiego, znała trochę angielski i co najważniejsze miała kopiejki, które mi po prostu podarowała, żebym mogła zadzwonić. Naprawdę piękny gest. Na szczęście jedyny aparat telefoniczny w okolicy działał i udało mi się dodzwonić do Czelabińska. Okazało się, że kawałek dalej zatrzymują się autobusy i jednym z nich będę mogła dojechać do miasta, a tam już ktoś będzie na mnie czekał. Była to dobra wiadomość, ale była też zła wiadomość – trzeba bardzo uważać, żeby wsiąść w autobus, który jedzie w stronę Czelabińska. Jeśli się pomylę, zawiezie mnie w przeciwnym kierunku, tam gdzie są tylko małe wioski, w których o tej porze wszyscy już dawno śpią. Nie macie pojęcia, jak się bałam. Coś jednak nade mną czuwało, ponieważ udało mi się wsiąść w autobus jadący do Czelabińska. Lotnisko było oddalone od głównego dworca kolejowego w Czelabińsku około 4o kilometrów. To właśnie na dworcu ktoś miał na mnie czekać, ale chyba nie muszę Wam mówić, że kiedy dojechałam do dworca, nikogo nie było? :) Rosjanie naprawdę się wtedy nie popisali. Był środek nocy, a ja zmarznięta dosłownie padałam z nóg i marzyłam już tylko o tym, żeby wypić kubek gorącej herbaty i położyć się do łóżka. Czekałam pod dworcem dłuższą chwilę, ale nikt się nie pojawił, postanowiłam więc działać i znów zadzwonić do osób, które miały mnie odebrać i zawieżć na miejsce. Przed dworcem nie zauważyłam żadnej budki telefonicznej, postanowiłam więc wejść do budynku dworca. Ale przed drzwiami wejściowymi czekała na mnie kolejna niemiła niespodzianka – dwóch wojskowych z karabinami. Okazało się, że nie mogę wejść do budynku dworca bez ważnego biletu na pociąg. Pomyślałam wtedy, że jestem w ukrytej kamerze i że za moment cała ekipa wyjdzie z ukrycia i wszyscy razem będziemy się długo i szczerze śmiać – co oczywiście nie nastąpiło. Po dłuższej rozmowie we wszystkich możliwych językach świata, podczas której żołnierze zaciskali dłonie na karabinie, postanowili wpuścić mnie do budynku, żebym mogła zadzwonić. Jeden z nich cały czas mi towarzyszył i nawet stał przy mnie bardzo blisko, kiedy rozmawiałam przez telefon z organizatorami podróży. Była trzecia nad ranem, kiedy w końcu siedziałam w ciepłym pokoju, popijając gorącą herbatę.

Następnego dnia przyjechał Lama Ole i pojechaliśmy wszyscy słynną koleją transsyberyjską w długą, niezwykłą podróż . Musicie to kiedyś przeżyć :) Odległości w Rosji są tak olbrzymie, że zazwyczaj spędzaliśmy w pociągu 24 godziny, zanim dojechaliśmy do kolejnego miasta. Rosjanie mają inne niż my poczucie odległości (podobnie jak Amerykanie). Pamiętam rozmowę z jedną z Rosjanek, która dołączyła do nas w Nowosybirsku. Zapytana gdzie mieszka, odpowiedziała, że tu nie daleko, tylko jakieś osiem godzin jazdy pociągiem :) Podróż z Lamą Ole obfitowała w wiele ciekawych wydarzeń, o których być może jeszcze opowiem. Podczas całej tej podróży wiele razy znajdowałam się w ekstremalnych sytuacjach i cały czas uczyłam się, nie tylko jak pokonywać własne lęki, ale też jak akceptować warunki, na które nie mam wpływu.

I to wszystko razem jest właśnie najlepszym lekarstwem na Nerki :)

Zapraszam na przepis – dzisiejsza potrawa wzmocni latem nasze Nerki.

………………………………………………………….

CONGEE Z DZIKIEGO RYŻU

Rodzaj posiłku: śniadanie, brunch

Podajemy z: mlekiem/śmietanką kokosową, suszonymi owocami, miodem, słodem, nektarem kokosowym, itp.

Wegetariańskitak

Wegański: tak (ale wtedy bez miodu)

Bezglutenowy: tak

Pięć Przemian: wzmacnia Nerki, odbudowuje jin

Ilość porcji: 3 – 4

 

Congee 2

Dziki ryż podobnie jak wiele innych produktów wzmacniających Nerki nie jest tani, ale zawiera taką ilość odżywczych składników, że pewnie wkrótce zostanie okrzyknięty nową super żywnością. Przede wszystkim jest drugim po owsie zbożem, które zawiera najwięcej białka – ponad 14 g w 100 g. Dzięki temu, a także dzięki błonnikowi, jest dobrym produktem dla osób odchudzających się, a także tych z insulinoopornością. Dziki ryż jest też wspaniałym żródłem witamin z grupy B, magnezu, fosforu, a także  manganu i cynku (oba 15% dziennego zapotrzebowania). Biorąc więc pod uwagę jego rozliczne właściwości, a także to że jest produktem bezglutenowym, wprowadzajmy go jak najczęściej do naszej kuchni. 

Składniki

100 g dzikiego ryżu

600 ml wody

800 g jabłek

1 łyżeczka cynamonu

2 – 3 łyżki jasnego cukru trzcinowego muscovado

Dodatki: śmietanka roślinna, mleko roślinne, syrop kokosowy, syrop klonowy, suszone morele, prażone orzechy, chipsy kokosowe i inne typowe dodatki do owsianki.

 

Syrop kokosowy do kupienia w sklepie www.ekobuszmenka.pl (klik)

(bezpieczne słodzenie – ma bardzo niski indeks glikemiczny (ig) = 35!)

 

Ta potrawa jest bardzo prosta w przygotowaniu.

  1. Do garnka wrzucamy dziki ryż, dodajemy wodę, zagotowujemy na dużym ogniu, następnie zmniejszamy ogień i na małym ogniu gotujemy przez 60 minut od momentu zagotowania się wody. Zestawiamy z ognia, odcedzamy, ale wody nie wylewamy, może być nam jeszcze potrzebna.
  2. W międzyczasie przygotowujemy świeży sok jabłkowy. Jabłka myjemy, kroimy na ćwiartki, wyjmujemy gniazda nasienne, skórki nie obieramy. Przepuszczamy przez sokowirówkę, a następnie powstały sok wlewamy do garnka, dodając cynamon i cukier. Sok doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 1 minutę. Odstawiamy na bok.
  3. W blenderze miksujemy ugotowany ryż z ugotowanym sokiem jabłkowym. Konsystencja naszego congee zależy od ilości soku/wody, którą dodamy. Możecie dać mniej soku i congee będzie bardzo gęste, jak na powyższym zdjęciu, lub dodać cały sok i wodę, w której ryż się gotował, i uzyskacie wtedy bardziej typową konsystencję congee – rzadką zupę ryżową.
  4. Nakładamy do miseczek i wrzucamy ulubione dodatki, a następnie delektujemy się naszym porannym wzmacniającym congee :)

                                                                                                   

                                                                                                         With love, Mariola

 

……………………………………………………………………………………..………

Opracowanie przepisu – pomysł i wykonanie: Mariola Białołęcka

ZdjęciaJacek Białołęcki; aranżacja potrawy i zdjęcia: Mariola Białołęcka

Copyright © 2015 by Jacek Białołęcki & Mariola Białołęcka | All Rights Reserved